vivienne adler
: pn sie 10, 2026 11:00 am
vivienne adler

data i miejsce urodzenia
31/10/2001, Torontozaimki
ona/jejzawód
kurator sądowymiejsce pracy
superior court of justiceorientacja
heteroseksualnadzielnica mieszkalna
the beachespobyt w toronto
od urodzeniaumiejętności
jest bardzo empatyczna, ale nie w ciemię bita i nie da sobie wejść na głowę na ładne oczy, piękne słówka czy miłe upominki; jest uparta jak osioł i musi postawić na swoim; nie boi się ubrudzić sobie rąk, tak dosłownie jak i w przenośni; jest świetnym obserwatorem i mało co umyka jej uwadze, jak już się na kimś skupia; potrafi łączyć kropki i analizować tropy; nowinki z branży technologicznej to dla niej żadna zagadka, uwielbia wykorzystywać automatyzację do poprawy swojego życia; świetnie tańczy i robi niezłe drinki; nie daje się ponieść emocjom, ale...słabości
... jest impulsywna i czasem jej to nie wychodzi; nie potrafi się bić, choć uparcie chodzi na lekcje boksu; ma problem, gdy ktoś jej mówi co i jak ma robić, bo jest zosią-samosią i wie lepiej; przecenia swoje umiejętności gadania i wiary, że cierpliwością oraz dobrą intencją idzie naprawić zepsutych ludzi; w każdym swoim podopiecznym widzi namiastkę brata albo tego, kim mógłby on dzisiaj być, co tylko rozdrapuje jej rany na nowo i nie daje jej się w pełni z tego wyleczyć; skoro ma miękkie serce, to musi mieć twardą dupę, tyle że wcale nie ma (co nie przeszkadza jej udawać, że ma); bierze robotę do domu i sprawdza telefon co chwilę czy ktoś jej nie potrzebuje; ma skłonność do ryzykownych zachowań w ramach relaksu i zabicia stresu; ma problemy ze snem; boi się nagłych hałasów. someone left the door open
who left me outside?
who left me outside?
Najpierw umarł on.
Tony miał piętnaście lat i przedawkował na jednej z wielu imprez, na które chodził, zamiast być przykładnym obywatelem, synem, bratem; c z ł o w i e k i e m. Nigdy nie był typem grzecznego chłopaka z sąsiedztwa. Rozrabiał, bił, prowokował, awanturował się, znikał na całe tygodnie, a gdy wracał, to nigdy nie było wiadomo czy o własnych siłach i czy następny raz nie wróci w trumnie. Sąsiedzi mówili, że jego śmierć była do przewidzenia.
“Kwestia czasu, aż ten mały się zaćpie.”
“I dobrze, widziałaś co ostatnio zrobił?”
“Biedna Roseanne to kiedyś na zawał przez niego padnie, ja bym na jej miejscu już dawno gówniaka wyrzuciła z domu. Jeszcze ta mała na to wszystko patrzy.”
Naprawdę patrzyła. Widziała każde skaleczenie, każde podbite oko, każdy wybity ząb, każde cięcie po nożu. Każde rozszerzenie źrenic, każde drżenie dłoni, każde szybsze łykanie powietrza, każde maniakalne kręcenie się.
Symptomy zatoksynowania organizmu alkoholem czy narkotykami poznała na wylot jeszcze zanim skończyła pięć lat. Wystarczyło, że spojrzała na brata i już wiedziała co brał. Później doszło do tego, że wiedziała ile wziął. Na koniec: od kogo. W którymś momencie dealerzy znali ją, jej blond czuprynę i prawie groźne spojrzenie, gdy patykiem groziła, żeby nie sprzedawali jej bratu więcej tego świństwa albo ostatnimi wyłupanymi ze skarbonki pieniędzmi próbowała ich przekupić. W najlepszym wypadku tylko się z niej śmiali i kazali jej spadać. W najgorszym - sama wróciła z rozbitą głową, bo pchnięta, upadła niefortunnie.
“Zobaczysz, że on je któregoś dnia zabije.“
“On albo któryś z tych jego kolegów.“
“Albo te typy, do których lata po prochy.“
Potem umarła ona.
Tony jej nie zabił, choć takie plotki krążyły po okolicy. Może nie zdążył; może gdyby miał więcej czasu spełniłby wszystkie czarne scenariusze, które tak usilnie pisali mu inni.
Vivienne też mu je pisała.
A matka faktycznie wkrótce umarła.
Podobno na zawał, a przynajmniej taką wersję zna Adlerówna. Jej, tak jak i Tonemu, nikt nie zrobił autopsji.
“Bo po co?“
all the words left unspoken
are the pages i write
are the pages i write
Sierociniec był jedyną opcją. Procedury ruszyły szybko, skończyły się jeszcze szybciej. Nie miała nikogo. Nigdy ojca, ciotek, wujków, dziadków. Teraz też matki, rodzeństwa, domu. Miała jednak płomyk nadziei i tlił się on nieskończenie - od chwili, gdy wsiąknęła w grupę dzieciaków, po moment, w którym upatrzyła sobie j e g o. Był agresywny, niezrównoważony.
Był jak Tony.
“Chodź pobawić się z nami, Vivi!“
“Zostaw tego nadętego bufona, no!“
W przeciwieństwie do niego, ona zaadaptowała się szybko. Była pogodna, uśmiechnięta, udawała, że nic złego się nie dzieje i że życie jest piękne. Potrafiła słuchać i dotrzymywać tajemnic, więc nawet starsi podopieczni domu nie mieli do niej większych problemów. Nigdy się nie narzucała. Nigdy nie gadała za dużo. Jak trzeba było, siedziała obok cicho i po prostu była.
Z nim było tak samo.
Bójka po bójce, rana po ranie. Mieli swój rytuał, który wykonywała pieczołowicie. Przekradnięcie się do pokoju dziennego, wypożyczenie apteczki, dezynfekcja, opatrzenie, siedzenie w ciszy albo zagadywanie go zupełnie nieistotnymi ciekawostkami.
Aż któregoś dnia nie zniknął.
A niedługo potem zniknęła i ona.
on my knees and i'm hoping
that someone holds me tonight
that someone holds me tonight
Matka kłamała.
Ojciec wcale nie umarł. Nie zostawił ich samych, przynajmniej nie dosłownie. Pilnował ich z ukrycia i wiedział o problemach finansowych, wiedział o długach, wiedział o Tonym, wiedział, że umarł. Ale Roseanne była dla niego tylko przelotnym romansem gdzieś między jednym kontraktem a drugim i wiedzieć mu wystarczyło. Nigdy nie zainicjował kontaktu. Nigdy nie wysłał kartki. Nigdy nie b y ł.
Do czasu.
“To Twoje szóste urodziny, Vi.“
Pokrewieństwo pierwszego stopnia w linii prostej i ogromne ilości wyłożonych pieniędzy były wystarczające, żeby przyspieszyć procedury adopcyjne. Jednego dnia bawiła się ze swoimi nowymi braćmi. Drugiego dnia siedziała na kozetce i poznawała swojego ojca. Trzeciego dnia szła z nim na obiad i wycieczkę do parku rozrywki. Czwartego dnia pakowała się i żegnała z wszystkimi. Piątego dnia czarna limuzyna wiozła ją do jej nowego d o m u.
Jeszcze długo nie potrafiła zrozumieć czemu po nią wrócił. Najpierw wydawało jej się, że złapała pana Boga za rogi i próbowała na każdym kroku udowodnić swoją wartość. Była grzeczna, sumienna, dobrze się uczyła, na kolacjach z przyjaciółmi rodziny i partnerami biznesowymi powtarzała perfekcyjnie wystudiowane kłamstwa, którymi ją karmił, a które tłumaczyły jej nieobecność do tej pory. Była złotym dzieckiem, jego oczkiem w głowie. Grała na pianinie, znała się na ekonomii, sumiennie wypełniała każde kolejne obowiązki, jakie na nią zrzucał.
Nauka francuskiego? Ekonomii i gospodarki? Geopolityki?
“Oczywiście, tato.“
Studia prawnicze? Aplikacja sędziowska?
“Dobrze, tato.“
Małżeństwo przed dwudziestką z synem Beckettów.
“Słucham, tato..?“
Bunt przyszedł powoli. Z każdym kolejnym pytaniem, które nie doczekało się wyjaśnienia. Z każdym kolejnym kłamstwem, które musiała wypowiedzieć na swój temat i samej w nie uwierzyć. Z każdą kolejną rzeczą, której miała się absolutnie podporządkować. Z każdą kolejną wątpliwością.
Z każdym kolejnym: nie mam pojęcia, kim jestem.
Nim się obejrzała, coraz częściej mówiła n i e. Chciał, żeby ubrała czerwień? Ubierała czerń. Chciał, żeby rozmawiała o sytuacji geopolitycznej Kanady z Rosją i Indiami? Prawiła morały o ekosystemie i ile śladu węglowego zostawiają wszystkie te prywatne samoloty, którymi przylecieli na galę. Chciał, żeby coś zrobiła? Robiła na odwrót. Testowała. Szarpała się. Wyrywała.
Uciekała.
Zerwane zaręczyny. Wyprowadzka. Zmiana studiów.
Poznawanie s i e b i e na nowo.
hold me tonight
Ciekawostki
» to przez śmierć brata stwierdziła, że zostanie kuratorem i że będzie pomagać innym wyjść na ludzi, wrócić do społeczeństwa i się w nim odnaleźć, ale fakt, że ojciec tego zupełnie nie popierał tylko dolał oliwy do ognia;» studiowała jednocześnie socjologię i prawo, żeby właśnie na złość ojcu jak najszybciej móc podjąć się tej roboty;
» ma dziwno-kiepską relację z ojcem - nie uznaje jego autorytetu, nie chce jego pieniędzy, czuje się przez niego zamykana w złotej klatce i usilnie próbuje się z niej (bez skutku) wyrwać;
» skoro odmawia pieniędzy ojca, na studiach musiała dorabiać i najłatwiej było to zrobić w klubie nocnym za barem;
» młodociani i małoletni podopieczni są jej najbliżsi i jest w stanie poświęcić dla nich naprawdę wiele;
» starsi podopieczni za to uważają ją za gówniarę i chociaż przy nich udaje, że daje sobie radę, to w swoich czterech ścianach analizuje potem każdą sytuację i co mogła powiedzieć/zrobić inaczej;
» w szpilkach mogłaby zrobić runmaggedon;
» zdarza jej się ćwiczyć do utraty tchu albo, w przypadku większego stresu, przytomności;
» uwielbia filmy Tima Burtona i Rodzinę Addamsów.
zgoda na powielanie imienia
niezgoda na powielanie pseudonimu
nd.Zgody MG
poziom ingerencji
średnizgoda na śmierć postaci
niezgoda na trwałe okaleczenie
niezgoda na nieuleczalną chorobę postaci
niezgoda na uleczalne urazy postaci
takzgoda na utratę majątku postaci
niezgoda na utratę posady postaci
nie