sir there's a discount for couples
: śr sie 12, 2026 1:41 pm
∙ 003 ∙
To nie były nawet spotkania towarzyskie, choć niektórzy chyba za takie je uważali. I chociaż widzenia z nią były znacznie na luźniejszej stopie, to wciąż były narzuconymi przez sędziego spotkaniami z kuratorem. Nie robiła tego dla zabawy. I strasznie, s t r a s z n i e, wkurzało ją to, gdy jej podopieczni się nie stawiali.
Spoko, Viv, ten przynajmniej uprzedził.
Pięć minut przed, ale uprzedził.
Miała zatem czas, miała wkurzenie i miała absolutną potrzebę na kawę. Ale nie taką z ekspresu w swoim pokoju; tych wypiła już dzisiaj dwie. Słońce grzało, niebo było bezchmurne, distillery district wcale nie było tak daleko... Nie musiała samej siebie długo przekonywać. Trzy minuty później siedziała w taksówce i jechała do swojej jednej z ulubionych kawiarni w okolicy. Świeżo prażone ziarna z aromatycznymi dodatkami wydawały jej się znacznie lepszą opcją na spędzenie upalnego, nudnego popołudnia niż ślęczenie w gmachu sądu, gdzie nie czekało ją nic do roboty poza czytaniem kolejnych wymówek i kolejnych próśb o przesunięcie spotkania.
A to mogła robić przez telefon, siedząc w znacznie lepszym miejscu, otoczona słodkimi zapachami i atmosferą leniwie upływających chwil.
Wbrew jednak swoim wyobrażeniom, wnętrze tętniło już życiem. Kolejna była długa i chociaż szła w miarę sprawnie, to wciąż obsługa więcej czasu poświęcała starannemu przygotowaniu zamówienia, niż szybkiemu uwijaniu się za kasą i odhaczaniu kolejnego klienta. Może to była polityka firmy, może nie, ale to był jeden z głównych czynników dlaczego tak lubiła to miejsce. Bo dbali o tych, którzy tu przychodzili i serwowali naprawdę świetną kawę.
A kawa była świętością.
Bez zajęknięcia ustawiła się na końcu sznurka ludzi i odpaliła na telefonie menu, bo z takiej odległości go nie widziała, a pamięć do kart miała, jak pamięć do filmów. Dobrą, ale ulotną. Kwadrans później była już druga w kolejce i zastanawiała się czy do kawy dobrać jagodziankę — a te patrzyły na nią zza szyby wystawy i obiecywały dużo kruszonki, jeszcze więcej nadzienia i miękkie ciasto drożdżowe — czy croissanta z kremem orzechowo-czekoladowym. Wzięłaby oba i zasłodziła się na całe kolejne dwa dni, ale wtedy narzekałaby, że jej ciężko i każdy miałby jej dość. Było to ryzyko, które zdecydowanie gotowa była podjąć. Gorzej, że dostrzegła też drozdżówkę z budyniem i malinami oraz cynamonkę.
— Cześć. To co podać? — padło do niej od uśmiechniętej dziewczyny za ladą. Vivienne wciąż nie wiedziała.
— Na pewno jedno iced latte z tych ziaren palonych z migdałem, czerkoladą i pomarańczą, i... — Uśmiechnęła się szeroko, przeskakując spojrzeniem na wypieki. — Iii może...
Mogła poprosić o pomoc w dobraniu, ale nie byłaby przecież sobą. Dziewczyna uśmiechnęła się tylko i odchrząknęła.
— Mamy akurat promocję dla par, dwa zestawy kawa plus dowolne dwa ciastka w cenie jednego. I można wtedy dobrać za pół ceny kolejne dwa ciastka, co daje nam dwie kawy i cztery ciastka w cenie jednego zestawu i dwa dodatkowe...
Vivienne nie do końca już słuchała, bo miała mówić, że to nie cena jest problemem, kiedy usłyszała wyraźnie zniecierpliwione chrząknięcie za sobą, dwie osoby z kolejki dalej. Zignorowała je w sekundę, ale to czego nie zignorowała, to jej mózg próbujący objąć promocję i to, co w nią wchodzi. Jeśli oferta sama z siebie stanowiła o dwóch ciastkach, nakładając na nią obowiązek wzięcia dwóch... To wtedy jej rozterki które wybrać przestawały istnieć. Bo promocja to na niej wymuszała. To była bardzo pokrętna logika, ale był upał, Vivienne była przekupna i...
— Tylko no, dla par. — Tutaj wzrok dziewczyny sięgnął na osobę bezpośrednio obok. Vivienne dalej kiwała głową, zapominając o elemencie "promocji dla par".
— Tak, tak — mruknęła, zastanawiając się nad tymi dwoma dodatkowymi wypiekami za pół ceny. To byłoby już sześć. Zasłodzenie na całe dwa tygodnie. — Dla paa... — Wtedy ją tknęło. Zamrugała, wyprostowała się, też spojrzała na mężczyznę obok. Był wysoki, ciemnowłosy, pewnie niewiele starszy. — ...r. No, tak. Dla par.
Ruszyła się szybciej, niż pomyślała. Z szerokim uśmiechem przysunęła się ten krok do niego i ujęła go pod ramię, wsuwając tam dłoń. Bok jej głowy wylądował na jego ramieniu, a jej wzrok powiódł w górę do jego oczu.
— Co byśmy wzięli, kochanie? — Jeśli był dobry w czytaniu ludzi, to pewnie mógł z łatwością wyczytać błagalne spojrzenie o podjęcie tej małej szopki.