letitia a. satterfield
: czw sie 13, 2026 7:21 pm
letitia "lettie" satterfield

data i miejsce urodzenia
03/03/2004, toronto, kanadazaimki
ona/jejzawód
pracownik obsługi zwiedzającychmiejsce pracy
toronto zoo orientacja
my oh my, it's a fact I can't deny, I'm bi, bi, bi until the day I diedzielnica mieszkalna
parkdalepobyt w toronto
od urodzeniaumiejętności
ma świetną pamięć do twarzy; mogła zobaczyć Cię tylko jeden raz w 2015 roku, jak kradłeś sąsiadowi gazetę spod drzwi, a i tak rozpozna Cię od razu - pewnie byłaby niepokonana, gdyby ta umiejętność szła w parze z zapamiętywaniem imion i nazwisk, ale świat nie jest gotowy na taką kombinację, więc będzie trzydzieści tysięcy razy nazywać Cię Trudy zamiast Judy; po wypiciu kilkunastu shotów tequili potrafi błyskawicznie powiedzieć, jaki dzień tygodnia przypadał na daną datę; angażuje się na całego w każdą głupotę, którą sobie wymyśli, więc jeżeli w tym miesiącu stwierdzi, że zmienia ścieżkę kariery i zostaje instruktorką zumby, będzie ćwiczyć choreografię długimi godzinami; jest matematycznym geniuszem, co w ramach relaksu lubi sobie wykonywać skomplikowane działania od końca, bo dlaczego nie; niekwestionowana mistrzyni karaoke - jak już wejdzie na scenę, to nie ma opcji, że zejdzie z niej sama słabości
jeżeli nie jest najgłośniejszą osobą w pomieszczeniu, to prawdopodobnie jej w nim nie ma; cechuje ją zerowa orientacja w terenie i absurdalnie nieuzasadniona wiara we własną znajomość Toronto - pytając ją o drogę, musisz się liczyć, że należy udać się w przeciwnym kierunku do wskazanego; subtelne aluzje typu "zamknij się już, lettie" przelatują jej nad głową, bo nie rozumie mowy ciała, a już tym bardziej nie umie czytać z ruchu warg; bywa naprawdę niezręczna w kontaktach międzyludzkich i w 9 przypadkach na 10 walnie coś totalnie od czapy, byle tylko nie zapanowała niewygodna cisza; cierpi na dysortografię i ktoś, kto z nią smsuje, niejednokrotnie musi wydedukować, co autor miał na myśli; samozwańcza ekspertka ds. damsko - męskich, która lubi obliczać prawdopodobieństwo rozpadu związku pary i to z reguły siedzącej tuż obok, bo bankowo będą wdzięczni za taką pomoc Zegar nieustannie tykał.
3 600 tyknięć.
Godzina spędzona na przestarzałej leżance, która najlepsze lata miała już dawno za sobą; skrzypiącej, popękanej i będącej ogromnym utrapieniem dla każdego kręgosłupa, niezależnie od wieku (uczelniany budżet najwyraźniej nie traktował wygody studentów jako pierwszorzędnej potrzeby w morzu innych, znacznie ważniejszych wydatków).
Tik.
Tak.
Tik.
Tak.
Ti...
— Lettie, może jednak chciałabyś o tym porozmawiać?
Miarowe tykanie ustało.
Pojedynek na spojrzenia trwający zaciekle od początku tej sesji również dobiegł końca, bo kruche przymierze nawiązane kilka tygodni temu zostało n a r u s z o n e.
Nie będę się uzewnętrzniać, okej? To nie moja bajka, nie czuję tego, nie chcę tego robić, bo nie jestem w żadnym pieprzonym kryzysie. Więc umówmy się - przychodzę, patrzymy na siebie, siedzimy w ciszy i po dwóch godzinach się rozchodzimy, dzięki czemu wszyscy będą zadowoleni. Ja odbębnię terapię i wrócę w końcu na zajęcia, a Ty będziesz mieć mnie z grzywki.
— Nie taka była umowa — słowa wybrzmiewają twardo, ostatecznie i nie dają pola do negocjacji, a mimo to zostają brutalnie zignorowane przez...
... nerwowe pstryknięcie długopisu.
— Tak, wiem, ale naprawdę uważam, że to mogłoby Ci pomóc uporać się z... — zakazane słowo zawisło w powietrzu, jeszcze niewypowiedziane, a już zdołało skutecznie ją rozdrażnić samą swoją potencjalną obecnością.
— Traumą? — dokończyła szyderczo, podrywając się przy tym do pozycji siedzącej, ale tylko po to, by zaraz wstać na równe nogi i w y b u c h n ą ć.
Czerwień gęsto oblała jej policzki - jak zawsze, gdy targały nią wyjątkowo silne emocje - a ręce powędrowały w górę, niezdolne do trwania w bezruchu, nie, kiedy wszystko się w niej g o t o w a ł o.
— Traumą? — powtórzyła, tym razem już wściekle, ze wzrokiem wlepionym w zastygniętego z szoku terapeutę, wciąż z kciukiem zaciśniętym na tym przeklętym długopisie. — Moja matka nie żyje. Ale wiesz co? Dla mnie nie żyła od dawna. Nie widziałam jej od dziesięciu lat. Nie dzwoniła, nie pisała, nie wysyłała nawet głupich życzeń świątecznych. Pogodziłam się z tym. Można powiedzieć, że pochowałam ją już dawno temu, więc nie, nie mam żadnej pieprzonej traumy!
C i s z a.
Szelest kartek papieru, odgłos skrobania długopisu.
— To wszystko na dziś, Lettie. Widzimy się za tydzień — i znów ten łagodny (teraz już wiedziała, że również fałszywy), wyćwiczony przed lustrem ton.
Nawet na nią nie spojrzał, wypowiadając te słowa.
Złość wyparowała z niej natychmiastowo; bez pożegnania zgarnęła swoją torbę z podłogi i opuściła gabinet, na odchodne trzaskając drzwiami w przejawie dziecięcego buntu.
Ciekawostki
zgoda na powielanie imienia
niezgoda na powielanie pseudonimu
nieZgody MG
poziom ingerencji
niskizgoda na śmierć postaci
niezgoda na trwałe okaleczenie
niezgoda na nieuleczalną chorobę postaci
niezgoda na uleczalne urazy postaci
takzgoda na utratę majątku postaci
niezgoda na utratę posady postaci
tak