Celeste Williams
: sob sie 15, 2026 1:42 pm
Celeste "Cece" Williams

data i miejsce urodzenia
06/06/1986 I Sunderland, Ontario, Kanadazaimki
ona/jejzawód
udziałowczyni większościowamiejsce pracy
Northbridge Capital Partnersorientacja
heteroseksualnadzielnica mieszkalna
The Kingswaypobyt w toronto
Do Toronto przeniosła się zaraz po ukończeniu szkoły średniej, aby rozpocząć studia z ekonomii i finansów. I choć często wyjeżdża służbowo, koniec końców zawsze wraca do miasta, w którym jest od osiemnastego roku życia.umiejętności
Ambitna i nieustępliwa, kiedy naprawdę jej na czymś zależy, trudno ją zatrzymać. Jest pracowita, konkretna i dobrze zorganizowana, a przy tym szybko analizuje sytuacje i potrafi myśleć kilka kroków do przodu. Ma dobrą pamięć, zwraca uwagę na szczegóły i więcej wyciąga z obserwowania ludzi niż z ich słów. Jest samodzielna, pewna siebie i lubi mieć kontrolę nad tym, co dzieje się wokół niej.
słabości
Bywa zbyt kontrolująca i ciężko jej odpuścić. Jest sarkastyczna, czasem kąśliwa, a przy tym chłodna i zdystansowana, przez co niełatwo się do niej zbliżyć. Nie ufa ludziom i często doszukuje się w nich złych intencji. Potrafi być cwana, podstępna i egoistyczna, szczególnie kiedy zależy jej na osiągnięciu własnego celu.
Dwa tygodnie. Tyle minęło od chwili, gdy oczy Mitchella Howarda wpatrywały się w nią bez oznak życia. Wyraz szoku wymieszanego z furią zastygły na jego twarzy w momencie nagłej utraty równowagi. Pamiętała mętne spojrzenie jego oczu, lekko rozchylone usta, z których jeszcze chwilę wcześniej płynęły obraźliwe obelgi rzucane w jej stronę. Dłonie — przed momentem zaciśnięte w pięści, tłukące z brutalnością jej tors, a chwilę później zaciskające się na gardle i sunące w kierunku krocza z agresją, której jej ciało nie chciało, lecz której wciąż nie potrafiło zapomnieć — leżące bezwiednie wierzchem do góry.
Noce, których już wcześniej nie przesypiała, teraz zamieniły się w niekończącą się mękę. Zalana potem, z mięśniami drżącymi od napięcia, budziła się między drugą a trzecią nad ranem. Od czternastu przeraźliwie długich dni oglądała każdy świt z kanapy na balkonie, owinięta kocem, z kubkiem gorzkiej kawy w dłoniach, starająca się robić wszystko, byle nie zasnąć ponownie.
Sen wydawał się boleśnie realistyczny, a ona widziała wszystko z własnej perspektywy. Gdy opuszczała wzrok, dostrzegała materiał sukienki miękko opadający na nogi, widziała pierścionek błyszczący na palcu, gdy przyciskała do piersi dokumenty. Wszystko było dokładnie takie, jak zapamiętała przed laty. Wszystko... poza jednym. Każdy krok ważył zbyt wiele, jakby do kostek ktoś przywiązał jej kilkutonowe obciążniki. Szła coraz wolniej, z wysiłkiem odrywając stopy od podłogi, a jednocześnie pomieszczenie zaczynało się nienaturalnie przekształcać. Z każdym krokiem ściany zdawały się przesuwać bliżej, sufit obniżał się coraz bardziej, a biurko rosło, przygniatając ją swoim gabarytem. Gdy w końcu docierała do niego, miała wrażenie, że stoi nie przed własnym przełożonym, lecz przed sędzią mającym za chwilę wydać wyrok. Absurdalne uczucie, zważywszy na to, że człowiek siedzący naprzeciw był zwykłym złodziejem jej pomysłów. Najgorszy pozostawał jednak zawsze ten sam moment, który czuła, jak zbliża się za każdym razem. Za wszelką cenę unikała patrzenia mu w oczy, uparcie wbijając wzrok w blat, własne dłonie albo dokumenty. Do chwili, gdy coś silniejszego przejmowało nad nią kontrolę, jakby niewidzialna ręka chwytała ją za podbródek i zmuszała do uniesienia głowy. Wtedy Howard znajdował się nagle tuż przed nią, a martwe oczy świdrowały ją spojrzeniem. I właśnie ten obraz za każdym razem wyrywał ją ze szpon makabrycznego koszmaru.
Leki na parasomnię, stojące nieprzerwanie od wielu lat na szafce nocnej przy łóżku, nie pomagały. A nawet jeśli udawało jej się zasnąć, koszmar powracał raz za razem. Jakby sen nie był ucieczką, lecz kolejnym miejscem uwięzienia jej duszy. Czuła się, jakby własne wspomnienia trzymały ją w żelaznym uścisku, z którego nie była w stanie się wyswobodzić. A jakby tego było mało, organizm zaczął upominać się o swoje. Układ trawienny buntował się coraz częściej od nadmiaru leków i alkoholu, jakby potłuczone żebra i liczne skaleczenia po szklanym stoliku kawowym, po którym zostały tylko metalowe nogi, nie były wystarczające.
Ciało jednak nie było problemem, gdyż goiło się w ekspresowym tempie. Siniaki powoli schodziły, przybierając paskudną, żółtozieloną barwę. I choć łatwiej było je ukryć niż paletę purpury i fioletu, która wciąż zdobiła twarz, szyję i tors, nie dało ukryć się tego, co pozostało wewnątrz.
Problemem była głowa i to, że nie umiała — i nie chciała — o tym mówić. Nie umiała wyjawić światu pełnej prawdy, bo przyznanie, że utraciła kontrolę, było czymś, czego nie potrafiła znieść. Dla niej ukazanie siebie jako słabej wydawało się czymś gorszym od samego cierpienia. Nauczyła się nie mówić, kiedy cierpiała dusza, nie mówić, kiedy cierpiało ciało. Nauczyła się trwać w milczeniu i w chłodzie, który przez lata przeniknął ją na wskroś tak głęboko, że stał się nieodłączną częścią niej samej.
Rodzina tego nie rozumiała. Ale nie oczekiwała, że ktokolwiek zrozumie jej motywacje. Przecież nawet ona sama nieraz stawała przed lustrem i zadawała sobie pytanie, kim jest i po co właściwie to robi. Czy poczucie niezależności, pieniądze i władza stały się tak silnym narkotykiem, że choć doskonale znała ich szkodliwość, nie potrafiła z nich zrezygnować?
Noce, których już wcześniej nie przesypiała, teraz zamieniły się w niekończącą się mękę. Zalana potem, z mięśniami drżącymi od napięcia, budziła się między drugą a trzecią nad ranem. Od czternastu przeraźliwie długich dni oglądała każdy świt z kanapy na balkonie, owinięta kocem, z kubkiem gorzkiej kawy w dłoniach, starająca się robić wszystko, byle nie zasnąć ponownie.
Sen wydawał się boleśnie realistyczny, a ona widziała wszystko z własnej perspektywy. Gdy opuszczała wzrok, dostrzegała materiał sukienki miękko opadający na nogi, widziała pierścionek błyszczący na palcu, gdy przyciskała do piersi dokumenty. Wszystko było dokładnie takie, jak zapamiętała przed laty. Wszystko... poza jednym. Każdy krok ważył zbyt wiele, jakby do kostek ktoś przywiązał jej kilkutonowe obciążniki. Szła coraz wolniej, z wysiłkiem odrywając stopy od podłogi, a jednocześnie pomieszczenie zaczynało się nienaturalnie przekształcać. Z każdym krokiem ściany zdawały się przesuwać bliżej, sufit obniżał się coraz bardziej, a biurko rosło, przygniatając ją swoim gabarytem. Gdy w końcu docierała do niego, miała wrażenie, że stoi nie przed własnym przełożonym, lecz przed sędzią mającym za chwilę wydać wyrok. Absurdalne uczucie, zważywszy na to, że człowiek siedzący naprzeciw był zwykłym złodziejem jej pomysłów. Najgorszy pozostawał jednak zawsze ten sam moment, który czuła, jak zbliża się za każdym razem. Za wszelką cenę unikała patrzenia mu w oczy, uparcie wbijając wzrok w blat, własne dłonie albo dokumenty. Do chwili, gdy coś silniejszego przejmowało nad nią kontrolę, jakby niewidzialna ręka chwytała ją za podbródek i zmuszała do uniesienia głowy. Wtedy Howard znajdował się nagle tuż przed nią, a martwe oczy świdrowały ją spojrzeniem. I właśnie ten obraz za każdym razem wyrywał ją ze szpon makabrycznego koszmaru.
Leki na parasomnię, stojące nieprzerwanie od wielu lat na szafce nocnej przy łóżku, nie pomagały. A nawet jeśli udawało jej się zasnąć, koszmar powracał raz za razem. Jakby sen nie był ucieczką, lecz kolejnym miejscem uwięzienia jej duszy. Czuła się, jakby własne wspomnienia trzymały ją w żelaznym uścisku, z którego nie była w stanie się wyswobodzić. A jakby tego było mało, organizm zaczął upominać się o swoje. Układ trawienny buntował się coraz częściej od nadmiaru leków i alkoholu, jakby potłuczone żebra i liczne skaleczenia po szklanym stoliku kawowym, po którym zostały tylko metalowe nogi, nie były wystarczające.
Ciało jednak nie było problemem, gdyż goiło się w ekspresowym tempie. Siniaki powoli schodziły, przybierając paskudną, żółtozieloną barwę. I choć łatwiej było je ukryć niż paletę purpury i fioletu, która wciąż zdobiła twarz, szyję i tors, nie dało ukryć się tego, co pozostało wewnątrz.
Problemem była głowa i to, że nie umiała — i nie chciała — o tym mówić. Nie umiała wyjawić światu pełnej prawdy, bo przyznanie, że utraciła kontrolę, było czymś, czego nie potrafiła znieść. Dla niej ukazanie siebie jako słabej wydawało się czymś gorszym od samego cierpienia. Nauczyła się nie mówić, kiedy cierpiała dusza, nie mówić, kiedy cierpiało ciało. Nauczyła się trwać w milczeniu i w chłodzie, który przez lata przeniknął ją na wskroś tak głęboko, że stał się nieodłączną częścią niej samej.
Rodzina tego nie rozumiała. Ale nie oczekiwała, że ktokolwiek zrozumie jej motywacje. Przecież nawet ona sama nieraz stawała przed lustrem i zadawała sobie pytanie, kim jest i po co właściwie to robi. Czy poczucie niezależności, pieniądze i władza stały się tak silnym narkotykiem, że choć doskonale znała ich szkodliwość, nie potrafiła z nich zrezygnować?
Ciekawostki
- Jeszcze w trakcie studiów dostała ofertę praktyk w firmie inwestycyjnej Northbridge Capital Partners. To właśnie tam jej pomysł zwrócił uwagę Mitchella Howarda, który w tamtym czasie coraz mocniej umacniał swoją pozycję w firmie. Swoje pierwsze 10% udziałów Celeste otrzymała w ramach zadośćuczynienia za wykorzystanie jej pomysłu przez mężczyznę. Nie zamierzała jednak na tym poprzestać. Kolejne 10% wypracowała już sama, a dwa tygodnie temu, dzięki wsparciu finansowemu wspólników, wykupiła większość udziałów, stając się tym samym udziałowcem większościowym i przejmując kontrolę nad firmą.
- Pochodzi z niewielkiej miejscowości Sunderland, położonej niedaleko Toronto. Jej rodzice od lat prowadzą tam rodzinną stolarnię — Williams Woodworks. Ojciec przez kilkadziesiąt lat zajmował się samym zakładem, podczas gdy matka prowadziła księgowość i zajmowała się zamówieniami. Celeste i jej rodzeństwo od najmłodszych lat mieli pomagać w rodzinnym biznesie, choć ona sama nigdy nie czuła, że to jest miejsce, w którym chciałaby zostać na dłużej.
- Celeste od lat nie ma kontaktu z rodzicami. Od najmłodszych lat mieli w stosunku do niej oczekiwania odmienne od jej własnych. Nie rozumieli jej ambicji, nie dawali jej większego wsparcia, a kolejne decyzje podejmowane przez nią na początku drogi zawodowej spotykały się raczej z krytyką niż z dumą i wsparciem. Celeste od dziecka była niezależna i uparta. Nigdy nie wyobrażała sobie siebie jako żony siedzącej w domu, matki zajmującej się dziećmi i kobiety, której życie kręci się wokół kuchni i rodziny.
- Celeste jest po rozwodzie. Ze swoim byłym mężem związała się, kiedy miała dwadzieścia trzy lata i trwała w małżeństwie przez siedem lat. Wszystko zmieniło się po poronieniu i diagnozie, że może nie dotrzymać żadnej ciąży, co zbiegło się w czasie z nabierającą tempa karierą. Z czasem eks-małżonkowie zaczęli coraz wyraźniej rozmijać się w tym, czego chcieli od przyszłości. On marzył o spokojnym, rodzinnym życiu, a Celeste coraz mocniej skupiała się na pracy i własnym rozwoju. Ostatecznie ich drogi się rozeszły, a Celeste nie ma pojęcia, co dzieje się aktualnie z jej byłym mężem.
zgoda na powielanie imienia
niezgoda na powielanie pseudonimu
nieZgody MG
poziom ingerencji
średnizgoda na śmierć postaci
niezgoda na trwałe okaleczenie
niezgoda na nieuleczalną chorobę postaci
niezgoda na uleczalne urazy postaci
takzgoda na utratę majątku postaci
niezgoda na utratę posady postaci
nie