Strona 1 z 1

Cree Bellerose

: pt sie 21, 2026 2:14 pm
autor: Cree Bellerose
Cree Bellerose
David Gimeno
homeprofilebiopermits
Obrazek
data i miejsce urodzenia
15.01.1998 | Toronto, Kanada
zaimki
on/jego
zawód
detektyw wydziału ds. zabójstw
miejsce pracy
Toronto Police Service Headquarters
orientacja
biseksualna
dzielnica mieszkalna
Don Mills
pobyt w toronto
Urodzony w Toronto, jednak dzieciństwo i wczesną młodość spędził w Stanach Zjednoczonych, gdzie rozpoczął też służbę w policji. Do rodzinnego miasta wrócił 7 lat temu i od tego czasu buduje tu karierę w Toronto Police Service.
umiejętności
Ma niemal fotograficzną pamięć do detali z miejsc zbrodni – potrafi odtworzyć układ pomieszczenia czy drobny szczegół tygodnie po oględzinach.
Świetnie czyta ludzi – wyłapuje mikrozawahania, zwraca uwagę na dłonie, postawę ciała, sposób poruszania się swoich rozmówców. Gra pewniejszego siebie niż jest w rzeczywistości, gdy brakuje mu dowodów, i prowadzi rozmowę tak, by wyciągnąć informacje, o których rozmówca nie planował mówić. Ten sam instynkt włącza mu się poza służbą, często nieświadomie.
Potrafi funkcjonować sprawnie na kilku godzinach snu przez wiele dni z rzędu – to, co u innych byłoby wyczerpaniem, u niego jest niemal normą.
Zna podstawy pierwszej pomocy na poziomie dużo wyższym niż standardowe szkolenie policyjne – dopilnował tego sam, po jednej ze spraw, w której czuł się bezradny.
Ma prawo jazdy i świetnie gotuje. Ponadprzeciętnie radzi sobie z bronią palną. Walki wręcz nie są mu obce. Potrafi spać w samochodzie w dowolnej pozycji, co jest przydatne przy nocnych obserwacjach. Poza angielskim posługuje się biegle francuskim.
słabości
Cierpi na przewlekłą bezsenność, która nasila się, gdy się przepracowuje. Wykazuje wyraźną niechęć do zamykania spraw na skróty, co regularnie prowadzi do konfliktów z przełożonymi.
Potrafi udawać wolniejszego i mniej bystrego, niż jest w rzeczywistości, żeby rozmówca się rozluźnił – problem w tym, że czasem robi to też prywatnie, bez świadomego zamiaru, i ludzie biorą to za jego prawdziwą naturę.
Trudno mu prosić o pomoc, nawet gdy naprawdę jej potrzebuje – woli cierpieć po cichu, niż przyznać się do słabości przed kimś, kogo szanuje.
Kiedy czegoś nie wie, rzadko to przyznaje wprost – bardziej prawdopodobne, że będzie kluczył, niż powie, że nie ma pojęcia.
BIOGRAFIA
Początek...
Cree przyszedł na świat w Toronto, w Kanadzie, jako pierwsze dziecko w rodzinie Bellerose. Jego dzieciństwo było stabilne, wręcz nieznośnie uporządkowane – dom, w którym dorastał, nie należał do najbogatszych, lecz nigdy nie zabrakło w nim ciepłego posiłku, nowych ubrań na początek roku szkolnego czy kieszonkowego, na które uczciwie zapracował dobrymi ocenami. Jego ojciec pracował w sektorze prywatnym, zajmując się bezpieczeństwem i logistyką dla dużych firm, matka natomiast związana była z administracją. To właśnie ojciec, zafascynowany porządkiem, strukturą i ładem prawnym, nieświadomie zaszczepił w synu zainteresowanie służbami mundurowymi.


American dream...
Decyzja o przeprowadzce do Stanów Zjednoczonych zapadła, gdy Bellerose był jeszcze dzieckiem. Ojciec otrzymał wyjątkowo korzystną ofertę pracy w Nowym Orleanie – propozycję, która oznaczała nie tylko wyższe zarobki, ale także realny awans i możliwości rozwoju, jakich w Kanadzie mógłby już nie dostać. Sam wyjazd okazał się trudny logistycznie i emocjonalnie dla całej rodziny. Zmiana kraju, systemu edukacji i całego otoczenia nie należała do najłatwiejszych, szczególnie dla młodego chłopaka, który musiał zostawić za sobą znajome ulice Toronto i ludzi, z którymi dorastał.
Pierwsze miesiące w Nowym Orleanie były dla niego dezorientujące. Nowa szkoła, obcy akcent, kultura miasta żyjącego według własnych zasad – wszystko to sprawiało, że początkowo czuł się wyobcowany. Nie należał do najbardziej otwartych nastolatków, raczej obserwował z boku, analizował, uczył się nowych realiów. Ku własnemu zaskoczeniu przystosował się jednak szybciej, niż się spodziewał. Pomogła mu w tym zdolność logicznego myślenia, umiejętność słuchania oraz naturalna ludzka ciekawość. Z czasem Nowy Orlean przestał być tylko nowym miejscem – zaczął stawać się domem.

Stróż prawa...
Zainteresowanie policją nie było chwilowym impulsem. Bellerose od najmłodszych lat przyglądał się pracy funkcjonariuszy, zadając pytania na spotkaniach z nimi i chłonąc wszystko, co dotyczyło prawa, procedur i śledztw. Po ukończeniu szkoły średniej bez wahania zapisał się do lokalnej akademii policyjnej. Naukę i treningi traktował z żelazną konsekwencją, wyróżniając się zarówno w teorii, jak i w praktyce. Akademię ukończył z wieloma osiągnięciami, budując sobie opinię człowieka zdyscyplinowanego i odpornego na presję, który nie odpuszcza raz postawionego sobie celu.
Po zakończeniu szkolenia dołączył do NOPD jako funkcjonariusz patrolowy. Początki nie były łatwe – Nowy Orlean szybko zweryfikował jego wyobrażenia o pracy w policji. Miasto miało swoje mroczne strony, a codzienna służba oznaczała nie tylko drobne wykroczenia, lecz także brutalne przestępstwa, z którymi trudno było się oswoić. Cree nie należał jednak do tych, którzy łatwo się poddawali. Przez kolejne niespełna dwa lata wielokrotnie wykazywał się skutecznością i opanowaniem w sytuacjach kryzysowych. Chętnie angażował się w sprawy wykraczające poza jego bezpośrednie obowiązki, pomagając doświadczonym detektywom przy oględzinach i wstępnych ustaleniach.

Znak na ścianie...
Nowy Orlean miał też drugie, mroczniejsze oblicze – takie, do którego żadna akademia policyjna nie potrafiła go przygotować. Voodoo w stanie Luizjana nie było tylko folklorem z pocztówek dla turystów, lecz żywą, wyczuwalną warstwą miasta, która czasem przenikała się ze sprawami trafiającymi na komisariat. Podczas jednej z takich spraw, w których pomagał jako patrolowy, Bellerose zetknął się z czymś, co na długo zapadło mu w pamięć. Podejrzewał, że za częścią nietypowych zabójstw w mieście stoi coś więcej niż przypadkowa przemoc – że działa tu sekta, która pod płaszczykiem dawnych wierzeń skrywa coś znacznie mroczniejszego niż niewinną praktykę religijną. Nikt z doświadczonych detektywów, którym pomagał, nie chciał jednak drążyć tego tematu na poważnie:

Sprawa nie była jego. W ogóle nie powinien tam być – asystował tylko przy zabezpieczaniu miejsca zdarzenia.
Ofiarą był mężczyzna w średnim wieku. Brak śladów walki, brak świadków, drzwi zamknięte od środka. Wszystko wyglądało na sprawę prostą, jedną z tych, które zamyka się szybko i bez zbędnych pytań.
Bellerose zauważył jednak coś jeszcze.
Na ścianie, częściowo zasłonięty regałem, widniał znak namalowany ciemną substancją. Nierówny jakby wykonany w pośpiechu, ale z wyraźną intencją. Nie przypominał żadnego symbolu, jaki znał z podręczników ani ze szkoleń. Nie było to graffiti; nie był też dziełem przypadku.
Zgłosił to prowadzącemu sprawę detektywowi.
Usłyszał, że nie ma sensu komplikować sprawy. Że mężczyzna cierpiał na depresję. Że raport już praktycznie był gotowy. W nim nie znalazła się żadna wzmianka o jego znalezisku. Był tylko patrolowym – nie naciskał. Nie zapytał ponownie.
Dopiero kilka miesięcy później, przeglądając akta zupełnie innej sprawy, natknął się na fotografię niemal identycznego znaku – tym razem z miejsca brutalnego morderstwa.
Od tamtej pory wiedział jedno: cokolwiek wtedy widział, nie było tylko wytworem jego wyobraźni.


Powrót do prawdziwego domu...
Ten epizod, choć krótki, mocno odbił się na młodym patrolowym. Do tego dochodziła chronicznie niedofinansowana i z brakami kadrowymi jednostka, w której nawet zwykli funkcjonariusze widzieli dwa razy więcej, niż powinni, oraz ponadprzeciętnie aktywne organizacje przestępcze, które zdawały się posiadać bardzo silną pozycję wśród wyżej postawionych funkcjonariuszy. Bellerose, mimo młodego wieku, coraz wyraźniej dostrzegał, że gonienie za sprawiedliwością w tym mieście przypomina walkę z własnym cieniem – a on sam, świeżo upieczony funkcjonariusz, nie miał tu żadnej realnej mocy sprawczej.
Zdecydował, że nie pozwoli, by to, co widział, stało się dla niego normalnością. Rodzinny dom w Toronto, który rodzice przepisali na niego kilka lat wcześniej, stał się dla niego naturalnym punktem powrotu. Zdał odznakę, spakował się i wrócił do Kanady – do miasta, które opuścił jako dziecko, a które teraz musiał poznawać na nowo, niemal jak ktoś zupełnie obcy.
Dzięki doświadczeniu wyniesionemu z NOPD przeszedł w Toronto przyspieszoną ścieżkę akademii policyjnej i dołączył do TPS jako funkcjonariusz patrolowy. Zgodnie z obowiązującymi wymogami, przez kolejnych pięć lat pełnił służbę na ulicach miasta, zanim mógł ubiegać się o awans i przeniesienie do wydziału zabójstw. Promocję, na którą czekał, otrzymał w wieku dwudziestu siedmiu lat – i przez ostatnie półtora roku udowadniał, że doskonale odnajdywał się w nowej roli. Jako detektyw kierował się nie tylko porządkiem prawnym, ale też intuicją i uporem wyniesionym z czasów, gdy jako młody patrolowy nikt nie chciał go słuchać. Nie zamykał spraw, dopóki nie był przekonany, że zrobił wszystko, co w jego mocy.

Ciekawostki
– Krótki, ale intensywny epizod w policji w USA odcisnął na nim trwały ślad.
– Kiedyś ślepo wierzący w prawo, dzisiaj wie, że sprawiedliwość i prawo nie zawsze idą w parze – i coraz trudniej mu się z tym pogodzić.
– Ma zwyczaj automatycznego drapania się po dłoni lub szyi, gdy czuje się zażenowany swoją osobą.
– Uważa aplikacje randkowe za coś odrażającego – kiedyś porównał je do wybierania zawartości kubełka w KFC.
– Jest przekonany, że związek, który zaczyna się od seksu, nigdy nie będzie tym właściwym – mimo że sam większość swoich relacji sprowadza wyłącznie do łóżkowych spraw.
– Nie jest pewien, czy jego pracoholizm i unikanie bliskości to prawdziwa troska o bezpieczeństwo partnera, czy tylko wygodna wymówka.
– Parzy zdecydowanie za mocną kawę i nigdy nie pije jej z papierowego kubka, jeśli może tego uniknąć – twierdzi, że smakuje inaczej, ale prawda jest taka, że kojarzy mu się to z nocnymi zmianami w NOPD.
– Ma tendencję do sprowadzania rozmów do podtekstów niemal odruchowo, do tego stopnia, że wywołuje rumieńce u koleżanek na komisariacie – ale rzadko kieruje je personalnie do konkretnej osoby.
– Ma nawyk liczenia wyjść z pomieszczenia, w którym się znajdzie – robi to odruchowo, nawet na randce czy w kawiarni.
– Potrafi otworzyć butelkę piwa niemal czymkolwiek, co ma pod ręką – zapalniczką, krawędzią stołu, drugą butelką.
– Jest przekonany, że umie śpiewać – nie umie. Koledzy z komisariatu mają nagranie z imprezy integracyjnej, którego nigdy mu nie pokażą.
– Ma na koncie jedno upokarzające zdjęcie z dzieciństwa w kostiumie dyni na Halloween, które matka regularnie wrzuca na rodzinny czat, ilekroć chce go czymś zawstydzić.
– Nienawidzi swojego drugiego imienia tak bardzo, że nikt – łącznie z jego partnerami w pracy – go nie zna, a jedna z niewielu osób, które je poznały, obiecała zabrać tę tajemnicę do grobu.
– Ma nawyk rozmawiania sam ze sobą, kiedy gotuje – i to głośno, z pełnymi zdaniami, jakby prowadził przesłuchanie patelni.
– Siłownia nie jest co prawda jego drugim domem, ale bywa na niej zbyt często.
– Był związany tylko z jedną dziewczyną w szkole średniej – to jego jedyny długoletni związek, i to on go zniszczył, stawiając akademię ponad partnerką.
zgoda na powielanie imienia
nie
zgoda na powielanie pseudonimu
nie
Zgody MG
poziom ingerencji
wysoki
zgoda na śmierć postaci
nie
zgoda na trwałe okaleczenie
nie
zgoda na nieuleczalną chorobę postaci
nie
zgoda na uleczalne urazy postaci
tak
zgoda na utratę majątku postaci
tak
zgoda na utratę posady postaci
tak

Cree Bellerose

: sob sie 22, 2026 11:41 am
autor: Maple Hearts
Witamy na forum cree bellerose
Dobra wiadomość – Twoja karta postaci została zaakceptowana i możemy powitać Cię po tej stronie kanadyjskiej granicy! Przypominamy, że na rozpoczęcie rozgrywki masz 7 dni! W temacie kto zagra? możesz znaleźć użytkowników, którzy chętnie Ci w tym pomogą. Jednocześnie zachęcamy do założenia relacji, kalendarza i informatora. Powodzenia w Toronto!