Strona 1 z 1

irresponsible and drunk

: sob sie 22, 2026 3:54 am
autor: Eric Stones
Otrzymawszy od Shereen zdjęcie sugerujące opuszczenie przez nią domu siostry - bo widoczne były na nim jej nogi wraz z chodnikiem - ruszył z piskiem opon spod domu Yeon. Każda następna wiadomość przesłana przez jego dziewczynę, wskazywała jedno: Była pijana. I jasne, nie przeszkadzałoby mu to, gdyby była w domu - czy to Selene, tj. swojej siostry, czy w ICH - lecz widząc, iż była gdzieś na zewnątrz, obok ulicy, wkurwił się, ponieważ automatycznie przypomniał sobie, co się wydarzyło, kiedy wypił za dużo w parku…

O ten JEDEN trunek ZA DUŻO.

A teraz?
Teraz doskonale wiedział, co piła i jak mocne to było - niejednokrotnie pił bimber, stąd wiedział także, iż wystarczyło wypić go naprawdę niewiele, by zaczęło szumieć w głowie.

Bał się o nią. Cholernie się bał, doskonale wiedząc, że jadąc zbyt wolno, mógł pojawić się po Olverze, a tego naprawdę NIE chciał - nie chciał przegrać wyścigu z czasem, choć mógł poszczycić się wygraną w wyścigu do serca zielonookiej. Tak, z tego drugiego był naprawdę dumny, lecz nie żył tym w tamtej chwili.
W tamtej chwili…

liczyła się KAŻDA sekunda,.

Dlatego nerwowo zerkał na nawigację oraz zegarek, żałując, że nie istniało coś takiego jak teleportacja. Zdaniem Stonesa,wiele by ułatwiła, a dzięki niej, może wreszcie przestałby się spóźniać. Oczywiście, w swojej głowie już widział czarne scenariusze, jak Oliver ją porywa albo rani czymś ostrym.
Nie, kurwa, ogarnij się Stones. Pisze z Tobą, a dopóki pisze, jest dobrze.
Tylko skąd pewność, że to faktycznie ONA pisała?
Jak dobrze wiadomo, psychol nie miał skrupułów przy korzystaniu z czyichś urządzeń. Różnica była taka: gdy Oliver pisał z telefonu Erica, nie pisał jako Eric, tylko jako on sam.
A co jeśli zmienił taktykę, aby uśpić moją czujność? Przecież było to możliwe. Nie można było czegoś takiego wykluczyć.

W pewnym momencie panienka Winfield ponownie podniosła mu ciśnienie, ponieważ przeczytał o Stefie - Shereen zarzekała się, że będzie o niej pamiętać, bo przecież Jak można zapomnieć o kocie? przypomniał sobie w myślach jej wiadomość, nim przepadła w oceanie wypełnionym bimbrem. Chociaż z drugiej strony może i lepiej, że została u Selene. Jeszcze by tego brakowało, żeby i jej trzeba było szukać… Jedna pijana zupełnie wystarczyła na tę noc. pomyślał po odpowiedzeniu na wiadomość - gdy Eric prowadził, miał ustawione pisanie głosowe, dzięki czemu dłońmi praktycznie bez przerwy trzymał kierownicy i naprawdę bardzo doceniał tę funkcję, gdyż inaczej, podczas jazdy, nie odpisywałby albo robiłby to wyłącznie podczas postojów, np. na światłach - naprawdę nie wyobrażając sobie poszukiwań Stefy, szczególnie że była jeszcze małym kociakiem, totalnie nieznającym terenu. Pędził przez otulone płaszczem nocy miasto niczym kierowca wyścigowy, mając gdzieś przepisy. Oby akurat Dannego nie wysłali na drogówkę. pomyślał, mijając już któryś z kolei znak nakazujący jazdę z prędkością 50 kilometrów na godzinę, Naprawdę uważał, że wystarczyło mu spotkań z młodszym bratem, kiedy ten pełnił swoje obowiązki na służbie. Do tej pory pamiętał zimno kajdanek i równie zimną podłogę, gdy został zamknięty za kratami aresztu; aresztu, który niekiedy pojawiał się w jego snach, bo np. znowu coś przeskrobał albo to on kogoś zamykał (bawiło go, że miał do niego klucze lub zamykał drzwiczki bez klucza).

Eric pędził jak na złamanie karku, niczym ktoś, kto właśnie usłyszał, że ukochana osoba trafiła do szpitala albo miała wypadek i jest w ciężkim stanie.
Spieszył się, bo nie miał zielonego pojęcia, co postanowi pijana Shereen ani dokąd nagle pójdzie - dlatego żądał od niej włączenia lokalizacji. Na wszelki wypadek zadzwonił też do Selene przez messengera, by podała mu adres swojego miejsca zamieszkania. Przeklinał każde czerwone światło i ruszał, gdy tylko zapalało się zielone.
Nagle ktoś na niego trąbnął, bo wjechał przed maskę podczas zmiany pasa.
Nie przeprosił. Jechał dalej, jak gdyby nigdy nic. Był niczym w amoku, skoncentrowany wyłącznie na tym, by szybko dotrzeć do celu. Po otrzymaniu komunikatu, iż telefon Shereen udostępnia mu lokalizację, od razu przeniósł to do map nawigacji.

10 minut. Odnosił wrażenie, jakby za tyle czasu miała wybuchnąć bomba.

Po dotarciu na miejsce rozglądał się po obu stronach, a kiedy dostrzegł swoją dziewczynę, poczuł ogromną ulgę. Zostawił auto na awaryjnych w miejscu, gdzie stał znak zakazujący postoju, lecz szczerze? Stones miał to naprawdę gdzieś, ponieważ ważniejszy od tego był fakt, iż Sher była cała. Normalnie pobiegłby i ją przytulił ale go
naprawdę
bardzo
wkurwiła.



Odpisał na wiadomość o papierosie, samemu paląc jednego, czując, jak zebrana w nim złość połączona ze stresem, zaczyna z niego uchodzić. Stał oparty o drzwi Hondy; jego wzrok był zimny.
Ona mogła mówić, co chciała, on… milczał. Bez żadnego słowa podszedł do niej ze szlugiem w ustach i, choć pogoda zachęcała do spaceru, on NIE miał zamiaru NIGDZIE iść. Po prostu patrzył na nią ze złością i niedowierzaniem.
Niedowierzał, że naprawdę dała popis takiemu BRAKU odpowiedzialności. Miał ochotę zacząć bić brawo, ale ostatecznie tylko wypuścił dym z ust.


i was worried about you :/

irresponsible and drunk

: pn sie 24, 2026 9:51 pm
autor: Shereen Winfield
18
irresponsible and drunk


Selene…

Wciąż budziła zachwyt Shereen mimo upływu lat. Wysoka blondynka o błyszczących, błękitnych oczach emanowała charyzmą, której nie można było jej odmówić. Pozytywne nastawienie kobiety i energia, jaką roztaczała wokół siebie, potrafiła być przytłaczająca — zwłaszcza dla osób spoza rodzinnego kręgu. Nastawiona na sukces i dobrobyt, odkąd zaczęła być pełnoletnia, dążyła ścieżką, która mogła jej go zapewnić. Dużo się uczyła, zawsze była najlepsza. Miała osobowość kogoś, kto wie, że czeka na niego wszystko, co najlepsze. Uciekała w podręczniki, bo choć była atrakcyjna, nie wyróżniała się urodą na tle rówieśniczek. Nazywano ją przeciętną, lecz nadrabiała charakterem. I była autorytetem dla młodszej siostry. Po ślubie z Patrickiem, który wzięli w czerwcu 2017 roku, wyprowadzili się na przedmieścia Toronto. Patrick był idealnym przykładem pracoholika, lecz starał się poświęcać rodzinie każdy swój wolny czas. Poza tym Shereen im dłużej z nimi przebywała, tym bardziej rozumiała, że im pasował ten dziwny układ, w którym ona by się nie odnalazła. Patrick znikał na całe dnie, Selene zostawała w domu z psem i dzieckiem. Mąż przyjeżdżał po południu, jadł obiad, wychodził na spacer z psem i w ten sposób widywali się niewiele godzin dziennie. Nastoletnia Winfield zazdrościła starszej siostrze chłopaka i tej romantycznej miłości. W dzień ślubu patrzyli na siebie w sposób wyrażający uczucia tak głębokie, że ciemnowłosa nie potrafiła ich nawet nazwać. To było coś więcej niż miłość — może coś na wzór satysfakcji.


Patrick…

Często nosił garnitury i koszule zapięte pod samą szyję — zaskakujące, że go nie dusiły. Brakowało mu swobody (jeśli chodzi o ubiór) i spontaniczności, którą Sher lubiła w innych, bo sama była zbyt… Zorganizowana i uporządkowana. Nie nazwałaby go przystojnym. Miał jasne włosy w kolorze mysiego blondu i niewielkie, dziwnie osadzone oczy, ale był uprzejmy i dobrze wychowany, czym zaimponował żonie. Potrafił żartować. Zwłaszcza wtedy, gdy atmosfera była napięta i potrzebowała odrobiny luzu. Nie podejrzewałaby go o to, patrząc po jego idealnie wyprasowanych ubraniach i dopasowanych do koszuli i krawata eleganckich spodniach. Po powrocie z pracy przyodziewał nudne koszulki polo i eleganckie sweterki, które nijak nie pasowały do mężczyzny w jego wieku. Nie lubił dodatków, bluz, ani czapek, bo uważał, że styl uliczny uczył niechlujstwa, a młodsze pokolenie nie miało w sobie ani odrobiny kunsztu. Trzymał się sztywnych ram i nie był zbyt otwarty na nowości. Potrafił zwracać uwagę Shereen, gdy nie była pełnoletnia, że powinna zacząć nosić bardziej eleganckie ubrania, które mogłyby podkreślić jej urodę, bo te błyszczące czy bardziej udziwnione odciągały uwagę od innych rzeczy. Najbardziej nie lubił asymetrycznych spódnic, krótkich sukienek i topów odsłaniających brzuch. Powtarzała mu wtedy, że on mógłby czasem założyć coś innego zamiast paskudnej polówki. Winfield była dużo bardziej otwarta na nowości. Odnosiła wrażenie, że Patrick był zamknięty w swoim idealnym świecie i nie chciał z niego wychodzić. Ale był sympatyczny, tak? I częstował alkoholem, jeśli jakiś miał.

Shereen…

Doceniała sposób, w jaki za każdym razem gościła ją Selene. Przyrządzała pyszny obiad, potrafiła spędzić z siostrą dwie godziny na gadaniu o niczym i zaplataniu jej warkoczy. Sel miała w sobie to naturalne ciepło, którym emanował również ich ojciec i delikatność godną prawdziwej kobiety. Shereen miała nieco ostrzejszy temperament, mniej myślała, więcej mówiła, uważano ją za wredną, choć ona nazywała się szczerą. Miała w sobie więcej cech matczynych niż ojcowskich, dlatego nie potrafiła dogadać się z Eve. Wolała przyjeżdżać do siostry, niż odwiedzać dom rodzinny. Umówiła się z nią kilka dni temu. Chciała porozmawiać, opowiedzieć jej o Ericu, pochwalić się tym, że zaczyna radzić sobie coraz lepiej w pracy, bo ciocia Cordelia naprawdę dużo jej pomaga. Przez długi czas opowiadała o biwaku, o adopcji Stefy i wspomniała, że przeprowadzka Erica nie była ani trochę przemyślaną decyzją, tylko spontaniczną — tak jak większość decyzji, które przy nim podejmowała. Podzieliła się również swoją irytacją wywołaną przez wiadomość od Erica. Nie podobało jej się to, że jechał na spotkanie ze swoją byłą dziewczyną. Gardziła zazdrością i brakiem zaufania, lecz mimowolnie myślała o tym, że kiedyś, nawet jeśli to było dawno, był z tą dziewczyną bliską. Poczuła się też rozczarowana i zrobiło jej się nieco przykro, bo z tego, co mówił Eric, to nie była byle dziewczyna, lecz dość popularna. Zapewne ładniejsza, bogatsza, z którą prawdopodobnie większość facetów chciałoby się umawiać. Sądząc po minie Sel wyrażającej zdziwienie, kobieta nie była pewna, czy bardziej zaskoczyła ją spontaniczność młodszej siostry, czy to, że podejmowała tak pochopne decyzje; o czym zdążyła jej już wspomnieć. Zasugerowała, że wspólne mieszkanie to żadna zabawa i dość poważny krok w relacji, który może ją zepsuć.

Rozmowę przerwał im Patrick. Wpadł do salonu z butelką złocistego alkoholu nadającego się do wypicia. Pochwalił się, że w pracy ma znajomego z Polski i to właśnie on przywiózł mu tak dobry trunek, który sam sporządził, bazując na przepisie szwagra z Gródka, miejscowości, której nazwy Shereen ani nie potrafiła wymówić, ani zapamiętać. Patrick zaprosił kobiety na zewnątrz, do ogrodu i postawił na stoliku trzy kieliszki. Selene, czując zapach bymbru — bo tak to się nazywało — skrzywiła się i podziękowała. Uznała, że zrobi sobie drinka. Patrick posłał żonie rozczarowane spojrzenie i później spojrzał na Shereen spod gęstych, ciemnych brwi, które surowo ściągnął. Przypominał jej trochę wujka, który namawiał nieletnich do picia alkoholu. Zgodziła się. Alkohol był śmierdzący, mocno palił w przełyk i miała wrażenie, że zwymiotuje po pierwszym kieliszku, ale… Wypiła kolejne. Potrzebowała tylko chwili przerwy na rozmowę ze swoim chłopakiem.

Po dwudziestej trzeciej porobiona bimbrem powiedziała siostrze, że idzie na przystanek autobusowy. Selene zapytała, czy zamówić jej taksówkę, ale Winfield odmówiła. Z trudem wytoczyła się z domu, bo kręciło jej się w głowie, a kurewsko wysokie buty nie pomagały w zachowaniu stabilności. Po otwarciu drzwi uderzył w nią chłód wieczornego powietrza. Obraz trochę się rozmazywał, światła latarni nakładały się na siebie, przypominając jeden, rozmazany, rażący w oczy punkt. Chodnik wyłożony kolorową kostką przyprawiał ją o nudności. Była pewna, że się kostki się poruszały i przyprawiał ją o oczopląs. Idąc na przystanek autobusowy, zgubiła drogę, bo zamiast skręcić w prawo, skręciła w lewo i dziwnym zbiegiem okoliczności pojawiła się na jakimś osiedlu. Ja pierdole. Mruknęła głośno do siebie, gdy zaczęła nieco kontaktować i zdała sobie sprawę z faktu, że faktycznie się zgubiła. Przysiadła na chodniku i musiała podeprzeć się ręką, żeby nie stracić równowagi, bo po pierwsze. Miała niewygodne buty, w których ciężko trzymało się pion, a po drugie nie mogła wykonywać zbyt gwałtownych ruchów, bo robiło jej się niedobrze.
Uznała, że chwilę sobie posiedzi.
W tym czasie zdążyła się pośmiać, bo przypomniała sobie super żart sprzed dziesięciu lat.
Popłakać, bo była na siebie wkurwiona.
I rozmazać makijaż w taki sposób, że wyglądała jak ofiara przemocy — a tusz miał być wodoodporny!
Serce dudniło jej jak oszalałe. Słyszała przepływ własnej krwi. Szumy w głowie były tak cholernie głośne, że musiała wsunąć dłonie we włosy, przymknąć oczy i złapać kilka wdechów. Doskwierały jej nudności. I dziwne wrażenie, że o czymś zapomniała. O kocie. Podniosła natychmiast głowę do góry, zupełnie ignorując ciążący na dnie żołądka alkohol i rzuciła głośne JA PIERDOLE. Przecież jak Eric się dowie, że zapomniała o kocie, to będzie bardziej zirytowany. Miała tylko nadzieję, że Stefa została u Selene, a nie zgubiła się gdzieś po drodze między jednym i drugim postojem. Chciała się szybko podnieść, lecz próba zakończyła się porażką — jej tyłek zaliczył nieprzyjemne zderzenie z chodnikiem i mocno zabolał.

W trakcie tego posiedzenia zdążyła posprzeczać się ze Stonesem, co było niemałym wyczynem, patrząc na to, w jaki sposób pisała.
Nie trafiała w literki i to ją wkurzało.
Zaczęła kombinować, w jaki sposób ugłaskać Erica, bo nazwał ją nieodpowiedzialną.
A ona mu napisała, że jest jakiś wyjebany i ją wkurwia.
Nie zapomniała wspomnieć, że ma wracać do domu, a ona wróci na pieszo.
(Dawała sprzeczne sygnały, bo ostatecznie udostępniła mu lokalizację).

Nie ogarnęła, w którym miejscu zaparkował Hondę. Eric napisał, żeby spojrzała w prawo, lecz ona spojrzała w lewo. Westchnęła sobie głośno, lecz nie odpisała na wiadomość. Rozejrzała się po najbliższej okolicy, a przynajmniej spróbowała. Dookoła było nieprzyjemnie. Ciemność rozświetlało tylko przytłumione światło ulicznych latarni. Wokół nie było ani jednej żywej duszy. Uwagę Winfield przyciągnął nikły, czerwonawy poblask. Żarząca się końcówka papierosa przebijała się przez półmrok. W jego właścicielu nie dostrzegła od razu Erica. Nie rozpoznała go przez zlewające się w jeden zniekształcony obraz linie. Napisała wiadomość z pytaniem, czy pali papierosa. Odpowiedź, której udzielił, była satysfakcjonująca. W masie rozmazanego obrazu wyłapała sylwetkę Erica.
Z trudem podniosła się z miejsca, wspierając się prawą dłonią, żeby było jej wygodniej. Walka z grawitacją w tym stanie była ciężka, bo ziemia miała magnetyczne przyciąganie, a ciało Shereen było na nie cholernie podatne. Z trudem wstała z miejsca i stanęła wyprostowana, z dumnie uniesioną głową, ogarniając się w miarę możliwości, bo chciała wyglądać na trzeźwą, albo raczej mniej pijaną niż była w rzeczywistości. Przegarniając włosy do tyłu, postawiła chwiejny krok przed siebie, licząc w myślach kroki i powtarzając sobie tylko ostrożnie, tylko ostrożnie. Eric nie zaparkował zbyt daleko. Właściwie, była to niewielka odległość, którą normalnie pokonałaby w kilku żwawszych krokach, lecz ze względu na niesprzyjające warunki — nierówny chodnik, wysokie obcasy, zawroty głowy — zajęło jej to dłuższą chwilę. Starała się nie patrzeć pod nogi, a gdy przypadkiem spuściła spojrzenie na chodnik, szybko uniosła je ku górze. Ten chodnik naprawdę się poruszał, nie miała co do tego wątpliwości, bo czuła się jak na karuzeli.
Czarna Honda Erica była niczym zbawienie. Zwłaszcza wtedy, gdy podchodząc bliżej, wpadła w dołek i straciła równowagę. Podparła się dłońmi o maskę czarnego samochodu, wydając z siebie dźwięk będący mieszanką westchnienia, zaskoczenia i soczystej kurwy rzuconej pod adresem chodnika. Żeby wyjść z tego upadku z klasą, zaśmiała się i obróciła w taki sposób, by zamiast rękoma, podeprzeć się o przód samochodu plecami.
— Żartowałam tylko, haha. Wcale bym się nie wyjebała! — powiedziała głośno, niemalże wykrzyczała, przerzucając włosy do tyłu, jak jakaś diva, za którą zaczęła się uważać.

Przeniosła rozbawione spojrzenie na stojącego obok Erica. Jego twarz nie zdradzała ani rozbawienia, ani zadowolenia; właściwie niczego pozytywnego. Patrzył na nią chłodno, nieprzyjemnie, wprawiając ją tym w dyskomfort.
Z drugiej strony poczuła dreszcz ekscytacji przemykający wzdłuż kręgosłupa, bo Stones z tak zaciętą miną i papierosem w ustach wyglądał cholernie pociągająco. Po prostu palił, ale sposób, w jaki zaciągał się papierosem, sprawił, że Sheeren zrobiło się ciepło. Między jego palcami co jakiś czas pojawiał się nikły, czerwonawy poblask. Stapiał się z ciemnym tłem, a światło ledwie muskało jego twarz, podkreślając ostrość rysów, które na co dzień wydawały się dość delikatne. Teraz gdy był zirytowany, nabrały zupełnie innego wyrazu.
Odchrząknęła, wsuwając kosmyk włosów za ucho. Nie przywykła do tak gęstej ciszy między nimi. Uznała, że najlepszym sposobem będzie próba ugłaskania go. Przysunęła się nieco bliżej, objęła go od boku i uniosła na niego przymilne spojrzenie. Tyle że Eric nawet nie drgnął, wciąż pochłonięty papierosem. Nie wiedziała już, co zrobić, żeby zwrócić na siebie jego uwagę. Marszcząc nos, zerknęła na niewielki, czerwonawy żar między jego palcami. Chwilę później papieros znalazł się w jej dłoni — bezczelnie mu go zabrała. Zaciągnęła się głęboko, zerkając na ciemnowłosego z nutą wyzwania.
— Mówiłam, żebyś nie przyjeżdżał — przypomniała mu swoje wcześniejsze słowa, przyjmując ton będący całkowitym przeciwieństwem próby ugłaskania Erica. Jej głos był chłodny i pozbawiony ciepła. Wypowiedziane przez nią słowa uniosły się między nimi niczym gęsta mgła ograniczająca zdolność widzenia.


You’re a little much for me

irresponsible and drunk

: śr sie 26, 2026 9:42 pm
autor: Eric Stones
Pierwszy raz Eric był na Shereen naprawdę zły - możliwe, że nawet bardziej niż za stłuczenie mu butelek. Czy poziom złości Shereen osiągnął taki sam poziom złości w wyimaginowanym termometrze nastroju?
Gdyby nie ten cholerny stalker, wszystko byłoby inaczej, a tak? Co jeżeli obserwował Shereen? Co jeśli tylko sekundy dzieliły przybycie Stonesa od przybycia Olivera? I co, jeżeli czaił się na nią w jakimś zaułku? Eric automatycznie dotknął leżącego w kieszeni scyzoryka, jakby chciał mieć pewność, iż wciąż tam był. Ostatnim razem skończyło się na rozcięciu bluzy Litwina oraz siniakach, ale gdyby był trzeźwy, kto wie, czy nie byłoby większych, a zarazem poważniejszych strat.
Dlatego teraz Eric też nie zawahałby się użyć tego niepozornego narzędzia, które dostał od jednego z kumpli, będąc na studiach. Poza ostrzem, miał też dołączony otwieracz - niejedno piwo nim otworzył, poza tym, scyzoryka używał, gdy wędrował po lasach w poszukiwaniu grzybów - aczkolwiek, porównując z wędkowaniem, o wiele rzadziej chodził na grzyby, bo nie znał każdej odmiany. Wiedział tylko, że trujące zazwyczaj miały charakterystyczne blaszki pod kapeluszem. Kiedyś (kilka lat temu), gdy Eric gościł na działce kumpla, do pnia drzewa przyczepiona została kartka z twarzą gościa - wiele obelg do tejże twarzy leciało - który odbił kumplowi dziewczynę, więc Eric postanowił sobie trochę porzucać swoim scyzorykiem, co spowodowało kilka razy oszpecenie papierowego nosa. Znajomy podłapał pomysł i zapytał, czy także mógłby porzucać, na co Stones skinął głową, a następnie podał narzędzie. Eric współczuł kumplowi, bo wiedział, ile uciekająca dziewczyna dla niego znaczyła. Ile dla niej zrobił, ile chciał zrobić i jak się poświęcił. Z drugiej strony, Stonesa zastanawiało, jak długo trwała ta cała szopka, bo nie sądził, że dziewczyna uciekła do pierwszego lepszego. Musiała z nim rozmawiać już wcześniej. Tak czy inaczej, gdyby teraz miał przed sobą pniak, bardzo chętnie przyczepiłby do niego twarz byłego Shereen. Bardzo chętnie oszpeciłby mu nie tylko nos...

Shereen….
Zdaniem Erica zachowała się fest NIEODPOWIEDZIALNIE.
Jak ona mogła?! zadawał sobie to pytanie, obserwując, jak Winfield idzie niezbyt równo, niczym po lodzie. Obserwując ją uświadomił sobie jedno:

On też niejednokrotnie tak wracał.


Przekonany, że to chodnik jest krzywy, że ludzie się na niego dziwnie patrzą, że wszystko jest nie tak… Czasem jednak wracał w dobrym humorze, rechocząc jak żaba albo rozmawiając z kimś totalnie obcym, kiedy został zapytany o to, czy posiada papierosy. Czasami, mimo zmęczenia, szedł do kolejnego klubu, aby tam wpaść w wir muzyki, nie przejmując się trącaniem - czasem sam kogoś odepchnął - oblaniem przez tych, co nie potrafili nieść drinków, oraz deptaniem po butach. Po takich wypadach, najczęściej przesypiał następny dzień i otwierał oczy dopiero wieczorem.
Odkąd był z Sher, tego typu dni odeszły w zapomnienie. Jasne, chodził do klubów, ale z Sher. Nie wyobrażał sobie iść samemu.

Absolutnie NIE czuł takiej potrzeby.
Czuł natomiast potrzebę zgarnięcia Sher, bo im dłużej ją obserwował, tym bardziej miał wrażenie, że zaliczy ona niezbyt przyjemne spotkanie z ziemią.
On takie miał na swoim koncie i bardzo często następnego dnia zastanawiał się, dlaczego bolała go jakaś część ciała, próbując przypomnieć sobie, co robił. Kilka razy zasnął w autobusie, kilka razy w taksówce, a kilka razy w jakichś totalnie przypadkowych miejscach, typu ławka w parku.
Zastanawiało go Gdybym nie przyjechał, dokąd by doszła? Czy nie poczułaby się senna i nie zasnęłaby gdzieś? Jak dobrze, że istniały lokalizacje w telefonach. taka prawda. Gdyby Shereen nie spełniła jego prośby, prawdopodobnie jeszcze by jej szukał albo przez telefon kazał przedstawić to, co miała przed oczami - zdawał sobie sprawę, że przekazywać informacje na opierając się na zmyśle wzroku gdy ten był nieco… ograniczony ze względu na upojenie alkoholowe, stanowiło nie lada wyzwanie.
Jemu też niejednokrotnie kręciło się przed oczami, dlatego musiał wytężać wzrok lub zmuszać samego siebie do skupienia.
Skupienie Erica w chwili gdy obserwował Shereen, osiągnęło maksymalny poziom. Czuł się jak kot, który czujnie podążał wzrokiem za swoją ofiarą lub zabawką, której N I K T nie miał prawa dotknąć.
Jego telefon w pewnym momencie wydał dźwięk oznaczający nadejście wiadomości. Zerknął szybko na wyświetlacz zegarka…Selene. Martwiła się i pytała, czy ją znalazł.
Odpisał krótko: tak.

Selene kojarzył ponieważ była obecna podczas uroczystości takich jak urodziny czy ukończenie liceum, a oprócz tego, była także gdy za dzieciaka wpadał do Sher - pewnie pamiętała go jako gówniarza, ledwo umiejącego cokolwiek sensownie po angielsku powiedzieć. Mimo wszystko, uważał ją za naprawdę miłą. Nie przypominał sobie, by kiedykolwiek potraktowała go z wyższością albo tak, jakby kompletnie nie istniał. Odczuwał wdzięczność za podanie mu swojego adresu, choć przecież mogła odmówić albo go zbyć; aczkolwiek nie kojarzył, by kiedykolwiek zrobił jej cokolwiek złego, ba! Nawet kilka razy pochwalił jej wygląd podczas urodzin, dlatego nie rozumiałby braku chęci współpracy, ale z drugiej strony ludzie potrafili być różni. No i sama Sher mogła po naszej wymianie zdań kazać siostrze nic mi nie podawać… stwierdził w myślach, wypuszczając dym papierosowy z ust. Zaciągnął się głęboko, odpisał na wiadomość od SWOJEJ DZIEWCZYNY, a następnie uniósł brew, bo ani trochę nie uwierzył zapewnieniom o tym, iż W C A L E by się NIE wywaliła.
Niewiele brakowało. rzucił do samego siebie w myślach, nadal stosując metodę “Cisza”.
Po co miał mówić cokolwiek, skoro był dojebany? Po co miał reagować, skoro jak widać, świetnie sobie SAMA radziła?
Gdyby okoliczności były… nieco inne, zacząłby się śmiać, szczególnie po tym przerzuceniu przez Winfield włosów.
Wzrok Stonesa był zimny jak kamień, natomiast gdy zabrała mu papierosa z ręki, zmarszczył brwi, ale ostatecznie pozwolił jej wziąć… maksymalnie trzy buchy. Po tychże buchach, zabrał szluga, zaciągnął się ostatni raz i rzucił peta przed siebie oraz przygniótł go podeszwą, żeby zgasić żar. Szczerze? Nie miał ochoty szukać śmietnika.
Wzruszył ramionami, gdy usłyszał kolejne słowa zielonookiej, doskonale pamiętając tamtą wiadomość, natomiast, jak widać (na załączonym obrazku), nie miał zamiaru spełniać tego żądania. Bez względu na to, czy coś jeszcze chciała dodać, nachylił się przed Shereen, aby po sekundzie lub dwóch, przerzucić ją przez swoje lewe ramię. Pewnie nie będzie zadowolona. ale no cóż…
Usadowił ją na siedzeniu pasażera, wewnątrz swojej Hondy oraz zapiął pas. Posłał jej wściekłe spojrzenie, by przypadkiem nie próbowała ani rozpinać pasa, ani otwierać drzwi, którymi mocno trzasnął. Świadkiem tego wszystkiego był jasno świecący księżyc, na którego Eric spojrzał tak, jakby z wdzięcznością, że Shereen była cała.

Zajął miejsce kierowcy i wrzucił wsteczny. Jechali do domu tej, która kiedyś nosiła nazwisko Winfield, do domu starszej siostry Sher. Musieli przecież odebrać Stefanię…
- Nawet nie próbuj się rozpinać. - wycedził przez zęby zimnym tonem, patrząc przed siebie, a z głośników leciało:
i think I'm worrying a bit too much...

irresponsible and drunk

: pn wrz 07, 2026 4:05 pm
autor: Shereen Winfield
Odurzenie przyszło z siłą nieprzewidzianego huraganu. Chwilę przed wyjściem zaczęło kręcić jej się w głowie. Alkohol, który wypiła, był tak mocny, że ją niemal otumanił. Nigdy właściwie nie mogła pochwalić się talentem do picia. Nie lubiła tego stanu, w którym świat nagle cichł, a najgłośniejszymi dźwiękami były szumy w głowie i własne tętno. Czuła alkohol krążący w krwiobiegu; , podniesione ciśnienie, wahania nastrojów. Z początku odczuła stan czystej euforii, gdy idąc nierównym chodnikiem, potykała się o wysokie obcasy i śpiewała zupełnie losowe piosenki, które wprawiały ją w dobry nastrój, nie zważając na to, że po północy zwyczajni ludzie woleliby się wyspać, a ona, choć za gwiazdę pokroju Marilyn Monroe się uważała, tak wcale nią nie była. Brakowało jej talentu aktorskiego, wokalnego także — jeśli śpiewała to w zaciszu domowym podczas sprzątania i podczas jazdy samochodem z Erikiem. Czasem na domówkach, gdy próbowała zostać gwiazdą estrady, bo za dużo wypiła. Wtedy stawała się prawdziwą duszą towarzystwa. Dobrze, że chociaż z tańcem sobie radziła (swojego czasu miała zajawkę i nawet chodziła na zajęcia!). Wykorzystywała swoje umiejętności w klubach i domówkach organizowanych przez znajomych. Najczęściej na tych, na których pojawiał się również Eric. Shereen podobał się sposób, w jaki na nią patrzył; w jaki wodził za nią wzrokiem, gdy rzucała mu długie spojrzenie posyłane spod ciemnych, wyraźnie zaznaczonych tuszem rzęs. Czuła się bardzo dobrze jako obiekt jego zainteresowania i nie próbowała — nawet nie chciała — się z tym kryć. Zawsze oczekiwano od niej posłuszeństwa, wpasowania się w ramy społeczne — a ona nie lubiła tego robić. Lubiła poznawać ludzi, wyrażać głośno swoją opinię i być dotykaną. Znała swoje granice, ale ciągle je przesuwała i choć wiedziała, że nie na wszystko by się odważyła, tak również zdawała sobie sprawę z tego, że nie było ich zbyt wiele. Szanowała granice swojego komfortu psychicznego i jeśli coś jej nie odpowiadało, mówiła o tym otwarcie i zawsze najgłośniej.
Dzisiejszego wieczoru wolałaby przekraczać kolejne granice w łóżku ze swoim chłopakiem.
Nie z alkoholem.
Co jej przyszło z tego bimbrowania poza chwilą przyjemności? W dodatku takiej, która nie trwała zbyt długo, bo została przecięta przez paskudne zawroty głowy. Prezentowała się całkiem nieźle, oparta o maskę samochodu Erica — tak przynajmniej uważała. W końcu zawsze mogła wyglądać gorzej, prawda? Mogła zaliczyć bliskie spotkanie z betonem i zacząć płakać, że starła kolana. Makijaż zdążyła faktycznie rozmazać, bo niezwykle wzruszyło ją coś, co w tym momencie wyparła z pamięci, zbyt zajęta udowadnianiem Ericowi, że czuła się w y ś m i e n i c ie. Szkoda, że Stones myślał inaczej, bo nawet jej maślane oczka, które robiła w jego stronę, nie złagodziły wyrazu jego twarzy. Rzadki widok. Aż nie była pewna, czy powinna zacząć się zachwycać tym jego poważnym wydaniem, czy spuścić wzrok i udawać, że cała ta sytuacja nie miała miejsca. Na chwilę obecną nie potrafiła zlokalizować źródła problemu. Nie była aż tak nietrzeźwa, żeby nie ogarniać życia. Konsekwencje ze swojego zachowania miała wyciągnąć później, gdy wytrzeźwieje. Aktualnie bojownicze nastawienie Shereen, która była gotowa stoczyć z Erikiem tę niemą bitwę na spojrzenia, brało górę nad zdrowym rozsądkiem. On posyłał jej chłodne, przenikliwe spojrzenie, a ona nieustępliwie wpatrywała się w ciemne źrenice chłopaka, z butnie uniesionym podbródkiem. Ciemne oczy Erica ginęły w półmroku; jej zapewne również. Z ciężarem spojrzeń było jednak tak, że potrafiły przytłaczać nawet z odległości kilku metrów — można było niemal fizycznie poczuć ich nacisk. Spojrzenie Erica właśnie takie było.
Ciężkie.
Wkurwione.
Przepełnione rozczarowaniem, które w normalnych okolicznościach wywołałoby u Shereen poczucie wstydu.
Teraz? Wywoływało rozdrażnienie. Przecież mógł jej posłuchać, prawda? Poradziłaby sobie.
Dym z papierosa unoszący się nad ich głowami, zniknął w pożółkłym świetle ulicznych lamp, nie pozostawiając po sobie najmniejszego śladu — poza smakiem w ustach, tą specyficzną gorzkością na języku i niewidocznym, acz wyczuwalnym na zębach osadzie, gdy przejeżdżało się po nich językiem. Wieczór był chłodny. Dobrze, że zabrała ze sobą sweterek. Gdyby nie miała go na sobie, prawdopodobnie by zmarzła. Rozchyliła usta w akcie sprzeciwu, gdy Eric zabrał jej papierosa, i sam go dokończył. Zmierzyła go zbulwersowanym spojrzeniem, marszcząc przy tym nos i nadymając policzki.
— Jesteś okropny! Źle się czuję, a ty nie dość, że się nie odzywasz, to w dodatku zabierasz mi papierosa! — fuknęła, tupiąc przy tym butem o chodnik. Obcas buta w zderzeniu z asfaltem wydał głośny dźwięk idealnie oddający obecną irytację Shereen.
— Nic się przecież nie stało! Powinieneś mnie przytulić i powiedzieć, że się stęskniłeś! I dodać, że mnie kochasz! — oczywiście to był idealny scenariusz według Shereen Winfield. Tej samej, która zbyt przejęta swoim nieszczęściem i brakiem zrozumienia ze strony Erica, nie zdążyła pomyśleć o tym, że milczenie Erica w dużej mierze było spowodowane złością (na którą zasłużyła) i zmartwieniem.
Odwróciła się do niego tyłem, krzyżując ręce na klatce piersiowej w geście buntu. Nie zamierzała się nigdzie wybierać. Planowała wrócić do domu na pieszo, bez żadnego gadania, bez żadnego samochodu. Wierzyła, że znajdzie drogę powrotną i poradzi sobie bez Erica. Przez chwilę mógł jedynie patrzeć na jej plecy i ciemne włosy, które wiatr co jakiś czas wzburzał, muskając nimi jej ramiona. Kilka niesfornych pasm unosiło się w powietrzu, przesłaniając na moment zarys jej sylwetki, by zaraz opaść z powrotem na plecy. Stała tak, odwrócona od niego z ostentacyjną obojętnością, jakby samą swoją postawą chciała pokazać, że jego obecność przestała mieć dla niej jakiekolwiek znaczenie.
Przecież był jej zbędny, prawda?
I najwidoczniej nie potrafiło to do niego dotrzeć.
Zerknęła na niego kątem oka, gdy nachylił się w jej kierunku — usatysfakcjonowana, bo założyła, że chciał ją przytulić. Odwróciła się w jego stronę, gotowa zainicjować krótki pocałunek. Skoro chciał zmniejszyć odległość, to dla Shereen było jednoznaczne z tym, że przestał się na nią gniewać. Chciała dodać, że tak było lepiej. Przyjemniej, ale Eric zignorował jej próbę przełamania złości i uznał, że najlepszym sposobem będzie zapakowanie jej do samochodu. Przerzucenie przez ramię wywołało falę buntu. Chciała się wyrwać. Próbowała to zrobić, poprzez wiercenie się i usilne utrudnianie mu czynności, jaką było usadzenie ją w fotelu, jakby była jakimś dzieciakiem.
W dodatku przypiął ją pasami!
— Ty jesteś głuchy?! Zgłoszę porwanie. Zadzwonię na policję i powiem, że pozbawiasz mnie wolności, a ja nie chcę być przetrzymywana wbrew swojej woli! Za to kara grozi! — wyrzuciła z frustracją, niewiele robiąc sobie z tego, że po pierwsze: jej gadanie nie miało sensu. Po drugie: był jej chłopakiem, więc w teorii nie mógł jej porwać. Po trzecie: który policjant uwierzyłby ledwo trzeźwej dziewczynie, która zamiast się uspokoić, zachowywała się jak pijana małolata w starciu z rodzicem? Najbardziej oburzające było jednak to, że Eric zdawał się w ogóle nie przejmować jej groźbami. Jakby perspektywa telefonu na policję była równie absurdalna, jak wszystko inne, co tego wieczoru wychodziło z jej ust.
— W dodatku mnie zapiąłeś! To już jest przemoc psychiczna! — wypowiedziała te słowa z takim przekonaniem, jakby właśnie ważyły się losy jej przetrwania w tym świecie.
Wiedziała dwie rzeczy. To, że była zła i to, że Eric był cholernie uparty. Już zdążyła poznać tę część jego osobowości i choć na ogół ten upór ją urzekał, tak tym razem przeszkadzał. Chciała mu trochę dopiec, odwdzięczyć się za tę zniewagę i nawet sięgnęła do pasów, w celu rozpięcia się z nich. Szkoda, że samochód zdążył już ruszyć i w dodatku podłapała niezadowolone spojrzenie Erica. Prychnęła zbulwersowana, odwracając energicznym ruchem głowę w stronę szyby od strony pasażera. Chciała mu pokazać, że była na niego bardzo obrażona. — Zatrzymaj samochód — nakazała, ale czy ją usłyszał przez grającą w samochodzie muzykę?


What are we gonna do?

irresponsible and drunk

: pn wrz 28, 2026 12:17 am
autor: Eric Stones
Ta cała sytuacja wydawała się Ericowi po prostu NIEDORZECZNA. Żeby nie było, on ABSOLUTNIE nie żałował Shereen tego, że wypiła, bo oczywiście mogła pić. Nie zakazał jej tego. Tu chodziło o coś całkowicie innego, mianowicie wyjście o późnej porze, będąc w stanie nietrzeźwości, stanowiąc bardzo łatwy cel nie tylko dla Olivera, ale także dla napalonych gości, którzy przecież mogli akurat tamtędy przechodzić. Chodziło w głównej mierze o
B E Z P I E C Z E Ń S T W O.

Eric niejednokrotnie widział, jak traktowane były dziewczyny w klubach, które ledwo stały. Widział, jak faceci dosłownie pożerali je wzrokiem, a potem prowadzili je w kierunku toalet lub prywatnych loży. A gdyby natknęła się na nożownika albo innego podejrzanego typa? Nawet nie chciał sobie wyobrażać sceny szantażu z użyciem noża, bo automatycznie zaciskał pięści, ale przecież to też było możliwe, prawda? Szemrani ludzie o złych zamiarach istnieli. Artykuły o nożownikach można było przeczytać co jakiś czas, dlatego Stones tak cholernie się o nią martwił.
Osoba pijana była bardzo łatwym celem.
Sam, będąc pijanym, natykał się na… różne osoby, które, a to próbowały go okraść — choć akurat nie miał przy sobie nic wartościowego, bo telefon zostawił w domu, a cały hajs, jaki miał, wydał w barze - a to próbowano go zwerbować do brudnej roboty albo przekonywano, że zna kogoś od lat i obiecał kiedyś przysługę, o której oczywiście nie miał najmniejszego pojęcia.
Wystarczył jeden moment. Chwila nieuwagi, rozkojarzenia, totalnego wyłączenia się z tego, co dookoła, a można było stracić wiele: pamięć, godność, rzeczy osobiste. Poza utratą możliwe było także przekonywanie do zakupu jakiegoś badziewia, które rzekomo było ORYGINALNE.
Na początku był też zły z powodu zapomnienia Shereen o Stefie, aczkolwiek szczerze? Aktualnie może wyszło lepiej, ponieważ istniały dwie opcje:
Winfield wychodzi z transporterem, który byłby dodatkowym obciążeniem, a co za tym idzie, zielonooka mogłaby zaliczyć spotkanie z ziemią.
Wyjście ze Stefą bez smyczy, którą z pewnością wykorzystałaby, żeby po prostu uciec, i szczerze? Ericowi byłoby przykro, ponieważ naprawdę polubił tego malucha i zaczynał się z nią zżywać. Powstawała między nimi pewnego rodzaju więź i sam Eric był zaskoczony.
Pewnie istniała także trzecia opcja ze Stefą na smyczy, ale Ericowi do głowy wpadły dwie możliwości. Gorzej, jeśli Stefka została w ogrodzie… pomyślał, stojąc i podziwiając wzrokiem pełnym pogardy oraz złości swoją pijaną dziewczynę.
Mógł krzyczeć. Chciał krzyczeć, lecz uważał, że potraktowanie szatynki ciszą będzie odpowiednią karą.
Cisza czasem wyrażała więcej niż tysiąc słów, wystarczyło się w nią tylko wsłuchać. Wystarczyło przyjrzeć się także postawie Stonesa, by móc jasno stwierdzić, że naprawdę NIE był zadowolony. Jasne, odczuwał ulgę i chciał przytulić Sher, lecz duma mu nie pozwalała. Bo co, przytuliłby ją, pocałował, a następnie zapomniał, co się przed chwilą odwaliło? No nie. Tak nie mogło być. Chciał, by Winfield doszła do jakiejś autorefleksji, aczkolwiek wątpił, czy w aktualnym stanie byłoby to jakkolwiek możliwe.
Dobrze, że w ogóle mówiła. Zawsze mogła bełkotać. Powiedział do samego siebie w myślach. Zamiast iść stabilnie, mogła też iść na czworaka lub leżeć. Kolejna myśl zaraz zaczęła ogarniać głowę Litwina, przypominając sobie jak któregoś razu, zamiast iść jak człowiek, po prostu zaczął leżeć, mimo odczuwalnego chłodu, bijącego od ziemi. Czy chód niczym czteronożne zwierzę także zaliczył? Owszem. I wolał do tego nie wracać. To było…
upokarzające.

Gdyby ktoś z bliskich go takiego widział, musiałby przyodziać płaszcz wstydu.
Inaczej wyobrażał sobie ten wieczór. Spodziewał się, że wróci do domu a Sher albo będzie, albo wróci, albo da mu znać, by po nią przyjechał, ale nie… Bo panienka, postanowiła wypić, chuj wie ile bimbru i wyjść. A teraz jeszcze odstawiać pokaz przy samochodzie. Nic tylko wyjąć telefon i ją nagrywać — co w sumie też zrobił. Najpierw nagrał kilkusekundowy filmik, a potem wykonał ze dwa zdjęcia z fleszem.
Ups…
Już otwierał buzię, by odpowiedzieć, gdy nagle przypomniał sobie: Nie, Stones, stop. Nie daj się sprowokować... Dzięki wewnętrznemu powstrzymaniu, z jego ust nie wyszło żadne słowo, a jedynie głośne westchnięcie, po którym nastąpiło wzruszenie ramionami.
Słysząc kolejne słowa, miał ochotę parsknąć śmiechem, bo: Czy ona naprawdę uważa, że NIC się NIE stało?! Ostatecznie zmarszczył tylko brwi i skrzyżował dłonie na piersiach.
Nie no, ona jest niemożliwa... Pomyślał, podziwiając plecy swojej dziewczyny, która zapewne była gotowa do tego, aby zacząć wracać do domu tak, jak chciała SAMA, lecz on nie po to tu przyjechał, lejąc na wszelkie ograniczenia prędkości oraz ruszając w momencie zapalenia zielonego światła — raz nawet przejechał na późnym żółtym — by teraz tak po prostu wzruszyć ramionami i powiedzieć: ,,Okej, to ja wracam sam i Ty wracaj sama." Zamierzał ją zgarnąć do samochodu, nie zważając na wszelkie protesty, bunty czy krzyki. Miał gdzieś, czy ktoś, stojący obok ich widział. On wykonywał tylko swoją powinność, aby przypadkiem jego dziewczyna nie zrobiła sobie krzywdy. Cud, że jeszcze nie miała obdartego kolana lub łokcia. ⁣, Chociaż może miała, tylko w ciemności nie było widać.
W samochodzie komedia wykonywana przez Shereen trwała. Eric wykręcił numer do swojego brata i dał słuchawkę zielonookiej dziewczynie.
Chciała rozmawiać z policją? Proszę bardzo.
Eric nie miał nic przeciwko, by zgłosiła to, co chciała zgłosić, czyli porwanie.
- Dzwoń. Śmiało. - powiedział wreszcie, stukając palcem o swój telefon, bez większego przejęcia, jakby ani trochę go nie obchodziło, że będzie zgłoszony. Oczyma wyobraźni zaczął widzieć, jak goni go cały szwadron policji, bo porwał swoją pijaną dziewczynę. Materiał dobry dla filmu. Całkiem zabawnego filmu.
- No, na co czekasz?! - spytał, specjalnie ją prowokując i będąc bardzo ciekawym reakcji Danny'ego - o ile Sher faktycznie powie to, co ją spotkało.
- Ja przynajmniej dbam o Twoje bezpieczeństwo. - powiedział i aby pokazać Sher, że zapinanie pasów jest ważne, zahamował — choć wcale nie musiał, bo nie było świateł ani nikogo przed sobą nie miał (za sobą też nie) - dość gwałtownie, przez co ciała obydwojga poleciały nieco do przodu, a dzięki pasom o nic nie uderzyli. Ruszył, jak gdyby nigdy nic, oraz zgłośnił radio, by lecąca ze Spotify muzyka rozbrzmiewała z głośników nieco głośniej — wcale nie chciał tym zagłuszyć Sher.
Czy zamierzał się zatrzymywać?
Nie.
Domyślał się, że jeśli wykona polecenie, Shereen postanowi uciec, a on naprawdę nie miał ochoty bawić się w kotka i myszkę. Jedyne, co zrobił, to uchylił okno od strony pasażera, coby Sher mogła złapać trochę świeżego powietrza, którego zapewne potrzebowała.
Nagle w momencie, gdy kończyła się piosenka i zapanowała chwila ciszy, wydawało mu się, że coś uderzyło o bok karoserii.
- Co jest kurwa.... - mruknął, zjeżdżając po tych słowach na pobocze - albo raczej wjazd prowadzący do lasu.
- Nigdzie się nie ruszaj. - rozkazał Shereen, a następnie opuścił auto, zaświecił latarkę w telefonie i zaczął dokonywać oględzin. Rzucił siarczystym „FUCK”, ponieważ zauważył piękną kreskę od strony pasażera. Przez chwilę zastanawiał się, co mogło być winowajcą, ale ostatecznie musiał ze świadomością posiadania rysy wrócić za kierownicę. No cóż, dobrze, że miał zaufanych ludzi, którzy nie będą żądali od niego — stałego klienta — wysokiej kwoty za lakierowanie. Wyłączył muzykę — potrzebował ciszy — odchylił głowę nieco do tyłu, by oprzeć ją o zagłówek, i przymknął oczy. Potrzebował krótkiej chwili, by się po prostu uspokoić, bo dla niego już było za dużo.
Najpierw Sher, teraz wydatek oraz konieczność odwiedzenia warsztatu.
F A N T A S T Y C Z N I E.
Czy mogło być lepiej?
Eric miał ochotę walnąć głową o kierownicę… co zaraz uczynił, lecz zamortyzował to tak, że zamiast uderzyć w to, co chciał, uderzył w ręce.

what will happen?

irresponsible and drunk

: pn paź 05, 2026 10:47 am
autor: Shereen Winfield
Zapomniała przez chwilę o bezpieczeństwie. Właściwie, była całkowicie wyłączona, a instynkty samozachowawcze odcięte przez alkohol, po prostu nie istniały. Przecież świat był taki piękny, gdy wirował, prawda? Nagle chłód wieczora przestał jej przeszkadzać, ciemność nie była ani trochę przerażająca i nie myślała o tym, że gdzieś za winklem mógł czaić się jej pierdolnięty ex chłopak, który od ostatniej akcji w parku i posiedzeniu na dołku, przestał uprzykrzać jej życie. Cholera wie, czy czekał na odpowiedni moment, czy po szukał sposobu, żeby jej dopiec i zaczynał rozumieć, że teraz jego głównym problemem stała się obecność Erica. Shereen o tym nie myślała, gdy łapiąc równowagę, próbowała przetrwać w wysokich szpilkach na krzywej płaszczyźnie chodnika. Ani razu nie upiła się na tyle mocno, by nie ogarniać całkowicie życia. Raz przesadziła — miała wtedy szesnaście lat i to była jej pierwsza prawdziwa impreza. Urodziny koleżanki z klasy, jeśli dobrze pamiętała. Zmieszała zbyt dużo, zjadła zbyt mało. Skończyła wtedy w łazience, nad muszlą klozetową i towarzystwie osoby, która pilnowała, żeby przypadkiem nic sobie nie zrobiła. Z tego, co jej mówiono, później poszła spać i rano wstała z okropnym bólem głowy i nudnościami. Popsuła kilku osobom wieczór, ale rano, gdy tylko wstała, posprzątała bajzel w kuchni w ramach rekompensaty — i zrobiła naleśniki, gdy w miarę doszła do siebie! Teraz tylko kręciło jej się w głowie. A może aż? Bo nawet jeśli nie zaliczyła bliskiego spotkania z ziemią i nie rozłożyła się pod domem siostry, jak Jezus upadający z krzyżem po raz kolejny, to i tak była wcięta.

O czym uświadomiła dobitnie swojego chłopaka i nie rozumiała dlaczego był na nią zły.

Dla niej najlepszym rozwiązaniem byłoby przytulenie i zignorowanie problemu, który powstał przez jej nieuwagę i upartość. Eric natomiast wszystko komplikował, bo sobie ubzdurał w tej swojej ciemnowłosej główce, że nie będzie się do niej odzywał. Obraził się — oby nie na stałe — i kazał jej wsiąść do samochodu. Wcześniej zrobił jej kilka fot i błysnął fleszem po oczach, na co się bardzo oburzyła, bo przecież chwilowy błysk światła pogorszył jej samopoczucie i to na nie zrzuciła swój ból głowy. Wyczaiła, że ją nagrywał, więc zapozowała jak pato-influencerka, wysuwając przed siebie środkowy palec, który uniosła gdzieś na wysokości oczu i nosa, jakby chciała zachować twarz i ukryć ją przed kamerą.
W samochodzie siedziała nieszczęśliwa, naburmuszona i wciąż obrażona na Erica, bo przecież ją porwał.

Zerknęła tylko na niego kątem oka, gdy wsiadł do środka i zarzuciła włosami, przyjmując pozę niezwykle urażonej divy, której ktoś nie raczył poznać na ulicy. Mruknęła coś niezrozumiałego, między mhm i phi, starając się zignorować niewygodną obecność własnego chłopaka. Zaczęła się wkurzać, grozić mu policją, a on absolutnie nic sobie z tym nie zrobił. I chyba właśnie doświadczała złośliwości Erica na własnej skórze i przyznać musiała, że był naprawdę irytujący i nieznośny. Halo, z reguły był sympatyczny? A teraz nagle zrobił się niemiły i jeszcze podawał jej telefon, żeby zadzwoniła na policję. Zerknęła przelotem na dłoń Erica, w której trzymał telefon i na jego palce sunące po ekranie, gdy zawzięcie wyszukiwał jakiegoś numeru. Skrzywiła się, unosząc kąciki ust w grymasie i zmarszczyła brwi, rzucając Ericowi spojrzenie przepełnione irytacją. Gniew burzył krew, wywołując w niej wewnętrzne drżenie i to uczucie potęgowała pewność siebie Erica, z jaką ją prowokował i zachęcał do zadzwonienia na policję.

A Winfield dała się sprowokować. Wzięła od niego telefon, słysząc zachętę. Myślał, że tego nie zrobi? Że nie zadzwoni?

— No to ciekawe czy będziesz taki mądry, jak dostaniesz wezwanie na komisariat! — rzuciła sarkastycznie do Erica.
Niewiele myśląc, zadzwoniła pod wybrany przez niego numer, przekonana, że ten był a l a r m o w y. Oparła się plecami o tył fotela, czekając, aż osoba po drugiej stronie odbierze telefon. Stukając paznokciami o boczną część skrzyni biegów z nietęgą miną, odczekała kilka dłuższych sekund. Ostatecznie telefon odebrał jakiś młody chłopak — z początku nie skojarzyła głosu z młodszym Stonesem — i z przekonaniem zaczęła opowiadać o porwaniu przez Erica i przetrzymywani jej wbrew własnej woli. Chłopak tylko z początku wydawał się sympatyczny, bo później, gdy opowiadała, to nawet jej nie przerwał. W ciszy wysłuchał zgłoszenia, ostatecznie zaginając ją jednym z tych stwierdzeń, których słyszeć nie chciała — jeżeli świadomie zgłosiłaś policji nieistniejące porwanie i wskazałaś niewinną osobę jako sprawcę, może to stanowić public mischief na podstawie art. 140 Criminal Code. To jest przestępstwo zagrożone maksymalnie 5 latami pozbawienia wolności — i gdzieś między połową pierwszego, a drugiego zdania, bojowy nastrój Shereen nieco odpuścił, wprawiając ją w niemożliwe do zatuszowania zakłopotanie.
Nerwowo przygryzła wargę i poczuła nagły skok i spadek temperatury. Zerknęła przelotnie na Erica, z miną mówiącą zrób coś, bo nie bardzo wiedziała, CO odpowiedzieć. A policjant brzmiał chłodno i profesjonalnie, co spowodowało zanik pewności siebie Winfield. Nie chciała iść do więzienia. Odchrząknęła, wycofując skargę i oddała telefon Ericowi, spuszczając na tę żenującą sytuację kurtynę milczenia.
— Zadbasz o moje bezpieczeństwo jak… — nie zdążyła dokończyć. Eric demonstracyjnie zahamował, by udowodnić jej swoje racje. Samochód szarpnął tak gwałtownie, że dziewczynę rzuciło do przodu. Pas bezpieczeństwa napiął się na jej klatce piersiowej, boleśnie wbijając się w ramię. Odruchowo wyciągnęła dłonie przed siebie, lecz nie miała czego się złapać. Pasy zatrzymały ją w miejscu, dociskając ponownie do fotela.
— Stones, czy ciebie do końca pojebało?! — wyrwało jej się, gdy odwracała głowę w stronę kierowcy, gromiąc go wzrokiem. Pas wciąż mocno opinał jej klatkę piersiową. Dopiero teraz dotarło do niej, jak gwałtownie szarpnęło samochodem. W żołądku wszystko jej się przewróciło. Nagłe hamowanie przypomniało jej o bimbrze, którym wcześniej poczęstował ją szwagier. Gorzki posmak alkoholu niemalże natychmiast wrócił do jej gardła — przełknęła ślinę, próbując pozbyć się narastających mdłości.
Eric jej nie słuchał. Rozgłosił radio, dając Shereen jasny sygnał, że powinna się przymknąć.
Tak zrobiła — nie odezwała się do niego ani jednym słowem. Nawet nie skomentowała uderzenia w bok samochodu, chociaż się wzdrygnęła, ani siarczystej kurwy, którą rzucił, dając upust swojej frustracji i zdziwieniu. Oczywiście, że go nie posłuchała. Gdy tylko wysiadł, wyczaiła idealną okazję do rozpięcia pasów i z hukiem wysiadła z samochodu, trzaskając drzwiami.
Dookoła panowała nieprzyjemna ciemność. Parking, na którym się zatrzymali, odgradzał samochód niewysokim, drewnianym płotem od lasu. Znajdywały się tutaj także dwa piknikowe stoły. Czując chłodne powietrze, złapała głęboki wdech i podeszła do drewnianej palisady, zaciskając na niej dłonie. Nienawidziła lasów. Naprawdę i szczerze. Eric krążył wokół samochodu, oglądając go, a ona miała chwilę na wyrównanie oddechu i uświadomienie sobie, że była naprawdę pijana, bo las majaczył jej przed oczami, a drzewa falowały. W dodatku miała uciążliwe zawroty głowy, dlatego przymknęła oczy.
Eric wsiadł do samochodu, przeżywając wewnętrzny dramat w ciszy i waląc głową o dłonie oraz kierownicę, a Shereen walczyła z przyciąganiem, starając się utrzymać równowagę. Grawitacja ciągnęła ją w dół, ale płotek dzielnie ją wspierał i dzięki niemu utrzymywała równowagę. Gdzieś między drzewami zaszeleściły liście — Shereen natychmiast uniosła głowę. Przez chwilę nasłuchiwała, próbując dostrzec coś w gęstniejącej ciemności, ale widziała tylko czarne sylwetki drzew. Po chwili rozległ się suchy trzask łamanej gałęzi.

Drgnęła.

W lasach najgorsza była ta cisza. Trwała, trwała... aż w końcu pękała, jak gałązka pod ciężkimi butami i nagle cisza przestawała być ciszą. Każdy dźwięk niósł się głośnym echem, co przyprawiało Shereen o gęsią skórkę. Huczenie sowy wywołało w niej ponowne wzdrygnięcie i wtedy uświadomiła sobie, że chce wracać do samochodu. Nie poczuła się nagle dobrze. Zaczęła robić się dodatkowo śpiąca — prawdopodobnie przez chłodne powietrze. Chciała dać sobie jeszcze kilka minut gdzieś między tą ciszą i hałasem szumiących gałęzi i choć trochę wytrzeźwieć. Eric był wystarczająco przygnębiony i nie chciała sprawiać mu kolejnych kłopotów.


Silence, darling

irresponsible and drunk

: ndz paź 25, 2026 4:47 pm
autor: Eric Stones
Widząc, jak pięknie Shereen zapozowała ze środkowym palcem, normalnie parsknąłby śmiechem, ale w tamtej sytuacji, ze względu na panującą w nim złość pomieszaną ze zirytowaniem, jedynie zacmokał i pokręcił głową. Domyślał się, że flesz po oczach nie był niczym przyjemnym, bo to trochę tak, jakby ktoś zapalił światło, kiedy się spało. Sam Eric tego wręcz NIENAWIDZIŁ, a jego ojciec często stosował tę metodę gdy widział, że jego syn wciąż spał mimo dzwoniącego wcześniej budzika - ogólnie pan Stones nie tolerował spóźnialstwa, dlatego zasada była prosta - ponieważ on miał na rano do pracy, ci co zdążyli się zebrać, tych zabierał i rozwoził po szkołach lub podwoził by mieli bliżej, jeżeli ktoś nie zdążył, musiał jechać na własną rękę. Cóż, u Erica bywało różnie i to była kolejna cecha, której pan Stones nie był w stanie zrozumieć - no bo jak to on taki punktualny, a jego syn nie? Pewnie odziedziczył to po matce. Litwin przypomniał sobie te słowa podczas wycieczki do sklepu spożywczego z ojcem.

Może przesadzam? Może powinienem trochę odpuścić? Pytał samego siebie w myślach, gdy siedzieli z Shereen w samochodzie, lecz czy gdyby odpuścił, Winfield nie miałaby skrupułów, aby powtórzyć to, co zrobiła? Jemu po prostu chodziło głównie o jej bezpieczeństwo. Tak jak ona miała prawo się wkurwić, kiedy poszedł pić z Dante do parku, a jej były przejął jego telefon, aby ją nastraszyć, tak - wydawało mu się - że i on mógł wyrazić swoje niezadowolenie, bo niewiadomo, do czego Oliver byłby zdolny. Poza tym, tu już nie tylko o Olivera chodziło, ale i o każdego, kto chciałby wykorzystać fakt, iż miałby do czynienia z pijaną, bogatą księżniczką. Eric mimowolnie zacisnął mocniej dłonie na kierownicy - dobrze, że była zrobiona z takiego materiału, którego nie dalo się zgnieść, bo gdyby trzymał kieliszek, istniałoby ryzyko rozpadu na kawałeczki. I nie przejmowałby się krwią spływającą po dłoni, bo negatywne emocje przysłaniały mu oczy - choć przecież powinien się cieszyć, skoro Shereen była cała i zdrowa.
No właśnie…
- Zobaczymy. Cieszę się, że tak dobrze dla mnie chcesz. - odpowiedział ironicznie, bo halo, czy ona już zapomniała, że on w tym roku już gościł na komisariacie? I to w sumie dzięki niej?
Widział wyraz twarzy swojej dziewczyny, gdy Dan pięknie pełnił swoją funkcję i przekazał, co jej groziło za bezpodstawne zgłoszenie porwania. Drgnął mu kącik ust, bo ostatecznie było 1:0 dla niego, gdyż dziewczyna WYCOFAŁA swoje zgłoszenie. Przez krótką chwilę złość została przyćmiona przez poczucie satysfakcji - on oczywiście planował podziękować bratu za pomoc i przedstawienie zielonookiej FAKTÓW lub po prostu przytoczenie i przypomnienie, co było zawarte w Kodeksie karnym. Wiele mu się cisnęło na usta, typu: to co, kiedy mam się spodziewać wezwania albo, czyli rozumiem, że wkrótce ode mnie odpoczniesz na jakiś czas? Ale ponieważ słyszał rozmowę, odpuścił wszelkie ironie i sarkazmy.
Odzyskawszy telefon, położył go we wnęce przed skrzynią biegów - to było stałe miejsce dla jego telefonu komórkowego, by nie musieć bawić się w wyciąganie go z kieszeni. Ogólnie też dla Stonesa było wygodniej, gdy leżał we wnęce, bo wystarczyło sięgnąć ręką przed siebie.
- Widzisz, i właśnie dlatego trzeba ZAPINAĆ pasy. - wycedził, rzecz jasna, samemu chwilę wcześniej, czując je na swojej klatce piersiowej i dopiero po chwili dotarło do niego jedno… Przecież w Sher wciąż był bimber. A alkohol plus taka demonstracja, mogły mieć niezbyt ciekawe zakończenie. Brawo, Eric. Jeżeli zaraz będzie chciała puścić pawia, możesz być z siebie dumny. Powiedział do samego siebie, odwracając głowę, by patrzeć prosto na drogę i przygryzając policzek od środka. Poza tym zaraz sama poszkodowana podniosła ton.
- Ja tylko pokazałem, dlaczego ważne jest zapinanie pasów, a Ty od razu czy mnie pojebało, no wiesz co?! - odpowiedział po chwili, wzdychając głośno, jakby ani trochę nie rozumiał tej pretensji - choć w rzeczywistości - nie chcąc tego przyznać - rozumiał.
Czuł, że zielonooka zabija go wzrokiem, bo co jakiś czas zerkał na nią kątem oka. Na wszelki wypadek otworzył okno, mając nadzieję, że chłodne powietrze nieco pomoże złagodzić ostrą jak brzytwa atmosferę.
Głośniejsza muzyka zadziałała przez co obydwoje kontynuowali podróż w ciszy do czasu, aż Eric nie odkrył, że coś mu zarysowało auto, automatycznie powodując, że ponownie był wkurwiony, bo to oznaczało wizytę u mechanika, a po drugie wydanie hajsu, który wolał wydać na usprawnienie auta a nie naprawę lub na inne rzeczy.
Zatrzymał się i gdy przeżywał załamanie, usłyszał trzaśnięcie drzwiami. No tak, jeszcze ta nie potrafi usiedzieć na dupie… Odwrócił głowę, żeby spojrzeć na puste siedzenie pasażera. Szczerze? Gdyby był chamem, mógłby po prostu odjechać…
Ale jednak zależało mu i martwił się o swoją dziewczynę,
choć go niemiłosiernie wkurwiła.

Westchnął, a następnie zgarnął telefon, wysiadł i przyciskiem zamknął auto.
- Shereen?! - krzyknął rozpaczliwie, lecz odpowiedziała mu jedynie cisza.
- To nie jest śmieszne, Sher… - było późno a las rozciągał się na całkiem sporą odległość. Kurwa mać… Czym prędzej wybrał telefon do Winfield, lecz ani nie usłyszał dzwonka ani głosu należącego do niej. Usłyszał natomiast szelest i pękające patyki.
- Ja… już mi przeszło, okej? Nie jestem już aż tak zły… proszę, wr… - nie dokończył, bo zamarł, mając przed sobą sporych rozmiarów jelenia - skąd wiedział, że to jeleń? Bo świecił prosto na niego latarką. Przełknął ślinę i powoli zaczął iść do tyłu.
- Ty raczej nie jesteś Shereen… a ona raczej nie kryje się za Tobą… - powiedział, mając nadzieję, że ten leśny ssak nie uzna go za zagrożenie. Ah, ten leśny survival… jeszcze tego mu było trzeba. Jakby miał zbyt mało ważeń tej nocy...
Szedł, dopóki nie napotkał za sobą czegoś, co zapewne było drzewem, więc nie mógł go tak po prostu pokonać. Przesunął plecami po korze w prawą stronę i podbiegł do kolejnego najbliższego drzewa, jednocześnie ponownie wybierając numer do Shereen.
- No odbierz do cholery… - wysyczał, słysząc, jak znów są łamane patyki lub gałęzie oraz… huczą sowy (albo sowa). Oby tylko nie było tu wilków… Pomyślał, podnosząc głowę, by spojrzeć na jedyne źródło światła w postaci księżyca. Księżyca, który swoją drogą był chyba w pełni.
Gdzie jesteś, Sher... Naprawdę się martwił.

please come back