ODPOWIEDZ
25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
We can keep it simple, no need to overthink it
Just give me one night to show you I'm different
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

Otrzymawszy od Shereen zdjęcie sugerujące opuszczenie przez nią domu siostry - bo widoczne były na nim jej nogi wraz z chodnikiem - ruszył z piskiem opon spod domu Yeon. Każda następna wiadomość przesłana przez jego dziewczynę, wskazywała jedno: Była pijana. I jasne, nie przeszkadzałoby mu to, gdyby była w domu - czy to Selene, tj. swojej siostry, czy w ICH - lecz widząc, iż była gdzieś na zewnątrz, obok ulicy, wkurwił się, ponieważ automatycznie przypomniał sobie, co się wydarzyło, kiedy wypił za dużo w parku…

O ten JEDEN trunek ZA DUŻO.

A teraz?
Teraz doskonale wiedział, co piła i jak mocne to było - niejednokrotnie pił bimber, stąd wiedział także, iż wystarczyło wypić go naprawdę niewiele, by zaczęło szumieć w głowie.

Bał się o nią. Cholernie się bał, doskonale wiedząc, że jadąc zbyt wolno, mógł pojawić się po Olverze, a tego naprawdę NIE chciał - nie chciał przegrać wyścigu z czasem, choć mógł poszczycić się wygraną w wyścigu do serca zielonookiej. Tak, z tego drugiego był naprawdę dumny, lecz nie żył tym w tamtej chwili.
W tamtej chwili…

liczyła się KAŻDA sekunda,.

Dlatego nerwowo zerkał na nawigację oraz zegarek, żałując, że nie istniało coś takiego jak teleportacja. Zdaniem Stonesa,wiele by ułatwiła, a dzięki niej, może wreszcie przestałby się spóźniać. Oczywiście, w swojej głowie już widział czarne scenariusze, jak Oliver ją porywa albo rani czymś ostrym.
Nie, kurwa, ogarnij się Stones. Pisze z Tobą, a dopóki pisze, jest dobrze.
Tylko skąd pewność, że to faktycznie ONA pisała?
Jak dobrze wiadomo, psychol nie miał skrupułów przy korzystaniu z czyichś urządzeń. Różnica była taka: gdy Oliver pisał z telefonu Erica, nie pisał jako Eric, tylko jako on sam.
A co jeśli zmienił taktykę, aby uśpić moją czujność? Przecież było to możliwe. Nie można było czegoś takiego wykluczyć.

W pewnym momencie panienka Winfield ponownie podniosła mu ciśnienie, ponieważ przeczytał o Stefie - Shereen zarzekała się, że będzie o niej pamiętać, bo przecież Jak można zapomnieć o kocie? przypomniał sobie w myślach jej wiadomość, nim przepadła w oceanie wypełnionym bimbrem. Chociaż z drugiej strony może i lepiej, że została u Selene. Jeszcze by tego brakowało, żeby i jej trzeba było szukać… Jedna pijana zupełnie wystarczyła na tę noc. pomyślał po odpowiedzeniu na wiadomość - gdy Eric prowadził, miał ustawione pisanie głosowe, dzięki czemu dłońmi praktycznie bez przerwy trzymał kierownicy i naprawdę bardzo doceniał tę funkcję, gdyż inaczej, podczas jazdy, nie odpisywałby albo robiłby to wyłącznie podczas postojów, np. na światłach - naprawdę nie wyobrażając sobie poszukiwań Stefy, szczególnie że była jeszcze małym kociakiem, totalnie nieznającym terenu. Pędził przez otulone płaszczem nocy miasto niczym kierowca wyścigowy, mając gdzieś przepisy. Oby akurat Dannego nie wysłali na drogówkę. pomyślał, mijając już któryś z kolei znak nakazujący jazdę z prędkością 50 kilometrów na godzinę, Naprawdę uważał, że wystarczyło mu spotkań z młodszym bratem, kiedy ten pełnił swoje obowiązki na służbie. Do tej pory pamiętał zimno kajdanek i równie zimną podłogę, gdy został zamknięty za kratami aresztu; aresztu, który niekiedy pojawiał się w jego snach, bo np. znowu coś przeskrobał albo to on kogoś zamykał (bawiło go, że miał do niego klucze lub zamykał drzwiczki bez klucza).

Eric pędził jak na złamanie karku, niczym ktoś, kto właśnie usłyszał, że ukochana osoba trafiła do szpitala albo miała wypadek i jest w ciężkim stanie.
Spieszył się, bo nie miał zielonego pojęcia, co postanowi pijana Shereen ani dokąd nagle pójdzie - dlatego żądał od niej włączenia lokalizacji. Na wszelki wypadek zadzwonił też do Selene przez messengera, by podała mu adres swojego miejsca zamieszkania. Przeklinał każde czerwone światło i ruszał, gdy tylko zapalało się zielone.
Nagle ktoś na niego trąbnął, bo wjechał przed maskę podczas zmiany pasa.
Nie przeprosił. Jechał dalej, jak gdyby nigdy nic. Był niczym w amoku, skoncentrowany wyłącznie na tym, by szybko dotrzeć do celu. Po otrzymaniu komunikatu, iż telefon Shereen udostępnia mu lokalizację, od razu przeniósł to do map nawigacji.

10 minut. Odnosił wrażenie, jakby za tyle czasu miała wybuchnąć bomba.

Po dotarciu na miejsce rozglądał się po obu stronach, a kiedy dostrzegł swoją dziewczynę, poczuł ogromną ulgę. Zostawił auto na awaryjnych w miejscu, gdzie stał znak zakazujący postoju, lecz szczerze? Stones miał to naprawdę gdzieś, ponieważ ważniejszy od tego był fakt, iż Sher była cała. Normalnie pobiegłby i ją przytulił ale go
naprawdę
bardzo
wkurwiła.



Odpisał na wiadomość o papierosie, samemu paląc jednego, czując, jak zebrana w nim złość połączona ze stresem, zaczyna z niego uchodzić. Stał oparty o drzwi Hondy; jego wzrok był zimny.
Ona mogła mówić, co chciała, on… milczał. Bez żadnego słowa podszedł do niej ze szlugiem w ustach i, choć pogoda zachęcała do spaceru, on NIE miał zamiaru NIGDZIE iść. Po prostu patrzył na nią ze złością i niedowierzaniem.
Niedowierzał, że naprawdę dała popis takiemu BRAKU odpowiedzialności. Miał ochotę zacząć bić brawo, ale ostatecznie tylko wypuścił dym z ust.


i was worried about you :/
24 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
170 cm
właścicielka sali bankietowej Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
With or without you
I'm torn between a deeper desire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

18
irresponsible and drunk


Selene…

Wciąż budziła zachwyt Shereen mimo upływu lat. Wysoka blondynka o błyszczących, błękitnych oczach emanowała charyzmą, której nie można było jej odmówić. Pozytywne nastawienie kobiety i energia, jaką roztaczała wokół siebie, potrafiła być przytłaczająca — zwłaszcza dla osób spoza rodzinnego kręgu. Nastawiona na sukces i dobrobyt, odkąd zaczęła być pełnoletnia, dążyła ścieżką, która mogła jej go zapewnić. Dużo się uczyła, zawsze była najlepsza. Miała osobowość kogoś, kto wie, że czeka na niego wszystko, co najlepsze. Uciekała w podręczniki, bo choć była atrakcyjna, nie wyróżniała się urodą na tle rówieśniczek. Nazywano ją przeciętną, lecz nadrabiała charakterem. I była autorytetem dla młodszej siostry. Po ślubie z Patrickiem, który wzięli w czerwcu 2017 roku, wyprowadzili się na przedmieścia Toronto. Patrick był idealnym przykładem pracoholika, lecz starał się poświęcać rodzinie każdy swój wolny czas. Poza tym Shereen im dłużej z nimi przebywała, tym bardziej rozumiała, że im pasował ten dziwny układ, w którym ona by się nie odnalazła. Patrick znikał na całe dnie, Selene zostawała w domu z psem i dzieckiem. Mąż przyjeżdżał po południu, jadł obiad, wychodził na spacer z psem i w ten sposób widywali się niewiele godzin dziennie. Nastoletnia Winfield zazdrościła starszej siostrze chłopaka i tej romantycznej miłości. W dzień ślubu patrzyli na siebie w sposób wyrażający uczucia tak głębokie, że ciemnowłosa nie potrafiła ich nawet nazwać. To było coś więcej niż miłość — może coś na wzór satysfakcji.


Patrick…

Często nosił garnitury i koszule zapięte pod samą szyję — zaskakujące, że go nie dusiły. Brakowało mu swobody (jeśli chodzi o ubiór) i spontaniczności, którą Sher lubiła w innych, bo sama była zbyt… Zorganizowana i uporządkowana. Nie nazwałaby go przystojnym. Miał jasne włosy w kolorze mysiego blondu i niewielkie, dziwnie osadzone oczy, ale był uprzejmy i dobrze wychowany, czym zaimponował żonie. Potrafił żartować. Zwłaszcza wtedy, gdy atmosfera była napięta i potrzebowała odrobiny luzu. Nie podejrzewałaby go o to, patrząc po jego idealnie wyprasowanych ubraniach i dopasowanych do koszuli i krawata eleganckich spodniach. Po powrocie z pracy przyodziewał nudne koszulki polo i eleganckie sweterki, które nijak nie pasowały do mężczyzny w jego wieku. Nie lubił dodatków, bluz, ani czapek, bo uważał, że styl uliczny uczył niechlujstwa, a młodsze pokolenie nie miało w sobie ani odrobiny kunsztu. Trzymał się sztywnych ram i nie był zbyt otwarty na nowości. Potrafił zwracać uwagę Shereen, gdy nie była pełnoletnia, że powinna zacząć nosić bardziej eleganckie ubrania, które mogłyby podkreślić jej urodę, bo te błyszczące czy bardziej udziwnione odciągały uwagę od innych rzeczy. Najbardziej nie lubił asymetrycznych spódnic, krótkich sukienek i topów odsłaniających brzuch. Powtarzała mu wtedy, że on mógłby czasem założyć coś innego zamiast paskudnej polówki. Winfield była dużo bardziej otwarta na nowości. Odnosiła wrażenie, że Patrick był zamknięty w swoim idealnym świecie i nie chciał z niego wychodzić. Ale był sympatyczny, tak? I częstował alkoholem, jeśli jakiś miał.

Shereen…

Doceniała sposób, w jaki za każdym razem gościła ją Selene. Przyrządzała pyszny obiad, potrafiła spędzić z siostrą dwie godziny na gadaniu o niczym i zaplataniu jej warkoczy. Sel miała w sobie to naturalne ciepło, którym emanował również ich ojciec i delikatność godną prawdziwej kobiety. Shereen miała nieco ostrzejszy temperament, mniej myślała, więcej mówiła, uważano ją za wredną, choć ona nazywała się szczerą. Miała w sobie więcej cech matczynych niż ojcowskich, dlatego nie potrafiła dogadać się z Eve. Wolała przyjeżdżać do siostry, niż odwiedzać dom rodzinny. Umówiła się z nią kilka dni temu. Chciała porozmawiać, opowiedzieć jej o Ericu, pochwalić się tym, że zaczyna radzić sobie coraz lepiej w pracy, bo ciocia Cordelia naprawdę dużo jej pomaga. Przez długi czas opowiadała o biwaku, o adopcji Stefy i wspomniała, że przeprowadzka Erica nie była ani trochę przemyślaną decyzją, tylko spontaniczną — tak jak większość decyzji, które przy nim podejmowała. Podzieliła się również swoją irytacją wywołaną przez wiadomość od Erica. Nie podobało jej się to, że jechał na spotkanie ze swoją byłą dziewczyną. Gardziła zazdrością i brakiem zaufania, lecz mimowolnie myślała o tym, że kiedyś, nawet jeśli to było dawno, był z tą dziewczyną bliską. Poczuła się też rozczarowana i zrobiło jej się nieco przykro, bo z tego, co mówił Eric, to nie była byle dziewczyna, lecz dość popularna. Zapewne ładniejsza, bogatsza, z którą prawdopodobnie większość facetów chciałoby się umawiać. Sądząc po minie Sel wyrażającej zdziwienie, kobieta nie była pewna, czy bardziej zaskoczyła ją spontaniczność młodszej siostry, czy to, że podejmowała tak pochopne decyzje; o czym zdążyła jej już wspomnieć. Zasugerowała, że wspólne mieszkanie to żadna zabawa i dość poważny krok w relacji, który może ją zepsuć.

Rozmowę przerwał im Patrick. Wpadł do salonu z butelką złocistego alkoholu nadającego się do wypicia. Pochwalił się, że w pracy ma znajomego z Polski i to właśnie on przywiózł mu tak dobry trunek, który sam sporządził, bazując na przepisie szwagra z Gródka, miejscowości, której nazwy Shereen ani nie potrafiła wymówić, ani zapamiętać. Patrick zaprosił kobiety na zewnątrz, do ogrodu i postawił na stoliku trzy kieliszki. Selene, czując zapach bymbru — bo tak to się nazywało — skrzywiła się i podziękowała. Uznała, że zrobi sobie drinka. Patrick posłał żonie rozczarowane spojrzenie i później spojrzał na Shereen spod gęstych, ciemnych brwi, które surowo ściągnął. Przypominał jej trochę wujka, który namawiał nieletnich do picia alkoholu. Zgodziła się. Alkohol był śmierdzący, mocno palił w przełyk i miała wrażenie, że zwymiotuje po pierwszym kieliszku, ale… Wypiła kolejne. Potrzebowała tylko chwili przerwy na rozmowę ze swoim chłopakiem.

Po dwudziestej trzeciej porobiona bimbrem powiedziała siostrze, że idzie na przystanek autobusowy. Selene zapytała, czy zamówić jej taksówkę, ale Winfield odmówiła. Z trudem wytoczyła się z domu, bo kręciło jej się w głowie, a kurewsko wysokie buty nie pomagały w zachowaniu stabilności. Po otwarciu drzwi uderzył w nią chłód wieczornego powietrza. Obraz trochę się rozmazywał, światła latarni nakładały się na siebie, przypominając jeden, rozmazany, rażący w oczy punkt. Chodnik wyłożony kolorową kostką przyprawiał ją o nudności. Była pewna, że się kostki się poruszały i przyprawiał ją o oczopląs. Idąc na przystanek autobusowy, zgubiła drogę, bo zamiast skręcić w prawo, skręciła w lewo i dziwnym zbiegiem okoliczności pojawiła się na jakimś osiedlu. Ja pierdole. Mruknęła głośno do siebie, gdy zaczęła nieco kontaktować i zdała sobie sprawę z faktu, że faktycznie się zgubiła. Przysiadła na chodniku i musiała podeprzeć się ręką, żeby nie stracić równowagi, bo po pierwsze. Miała niewygodne buty, w których ciężko trzymało się pion, a po drugie nie mogła wykonywać zbyt gwałtownych ruchów, bo robiło jej się niedobrze.
Uznała, że chwilę sobie posiedzi.
W tym czasie zdążyła się pośmiać, bo przypomniała sobie super żart sprzed dziesięciu lat.
Popłakać, bo była na siebie wkurwiona.
I rozmazać makijaż w taki sposób, że wyglądała jak ofiara przemocy — a tusz miał być wodoodporny!
Serce dudniło jej jak oszalałe. Słyszała przepływ własnej krwi. Szumy w głowie były tak cholernie głośne, że musiała wsunąć dłonie we włosy, przymknąć oczy i złapać kilka wdechów. Doskwierały jej nudności. I dziwne wrażenie, że o czymś zapomniała. O kocie. Podniosła natychmiast głowę do góry, zupełnie ignorując ciążący na dnie żołądka alkohol i rzuciła głośne JA PIERDOLE. Przecież jak Eric się dowie, że zapomniała o kocie, to będzie bardziej zirytowany. Miała tylko nadzieję, że Stefa została u Selene, a nie zgubiła się gdzieś po drodze między jednym i drugim postojem. Chciała się szybko podnieść, lecz próba zakończyła się porażką — jej tyłek zaliczył nieprzyjemne zderzenie z chodnikiem i mocno zabolał.

W trakcie tego posiedzenia zdążyła posprzeczać się ze Stonesem, co było niemałym wyczynem, patrząc na to, w jaki sposób pisała.
Nie trafiała w literki i to ją wkurzało.
Zaczęła kombinować, w jaki sposób ugłaskać Erica, bo nazwał ją nieodpowiedzialną.
A ona mu napisała, że jest jakiś wyjebany i ją wkurwia.
Nie zapomniała wspomnieć, że ma wracać do domu, a ona wróci na pieszo.
(Dawała sprzeczne sygnały, bo ostatecznie udostępniła mu lokalizację).

Nie ogarnęła, w którym miejscu zaparkował Hondę. Eric napisał, żeby spojrzała w prawo, lecz ona spojrzała w lewo. Westchnęła sobie głośno, lecz nie odpisała na wiadomość. Rozejrzała się po najbliższej okolicy, a przynajmniej spróbowała. Dookoła było nieprzyjemnie. Ciemność rozświetlało tylko przytłumione światło ulicznych latarni. Wokół nie było ani jednej żywej duszy. Uwagę Winfield przyciągnął nikły, czerwonawy poblask. Żarząca się końcówka papierosa przebijała się przez półmrok. W jego właścicielu nie dostrzegła od razu Erica. Nie rozpoznała go przez zlewające się w jeden zniekształcony obraz linie. Napisała wiadomość z pytaniem, czy pali papierosa. Odpowiedź, której udzielił, była satysfakcjonująca. W masie rozmazanego obrazu wyłapała sylwetkę Erica.
Z trudem podniosła się z miejsca, wspierając się prawą dłonią, żeby było jej wygodniej. Walka z grawitacją w tym stanie była ciężka, bo ziemia miała magnetyczne przyciąganie, a ciało Shereen było na nie cholernie podatne. Z trudem wstała z miejsca i stanęła wyprostowana, z dumnie uniesioną głową, ogarniając się w miarę możliwości, bo chciała wyglądać na trzeźwą, albo raczej mniej pijaną niż była w rzeczywistości. Przegarniając włosy do tyłu, postawiła chwiejny krok przed siebie, licząc w myślach kroki i powtarzając sobie tylko ostrożnie, tylko ostrożnie. Eric nie zaparkował zbyt daleko. Właściwie, była to niewielka odległość, którą normalnie pokonałaby w kilku żwawszych krokach, lecz ze względu na niesprzyjające warunki — nierówny chodnik, wysokie obcasy, zawroty głowy — zajęło jej to dłuższą chwilę. Starała się nie patrzeć pod nogi, a gdy przypadkiem spuściła spojrzenie na chodnik, szybko uniosła je ku górze. Ten chodnik naprawdę się poruszał, nie miała co do tego wątpliwości, bo czuła się jak na karuzeli.
Czarna Honda Erica była niczym zbawienie. Zwłaszcza wtedy, gdy podchodząc bliżej, wpadła w dołek i straciła równowagę. Podparła się dłońmi o maskę czarnego samochodu, wydając z siebie dźwięk będący mieszanką westchnienia, zaskoczenia i soczystej kurwy rzuconej pod adresem chodnika. Żeby wyjść z tego upadku z klasą, zaśmiała się i obróciła w taki sposób, by zamiast rękoma, podeprzeć się o przód samochodu plecami.
— Żartowałam tylko, haha. Wcale bym się nie wyjebała! — powiedziała głośno, niemalże wykrzyczała, przerzucając włosy do tyłu, jak jakaś diva, za którą zaczęła się uważać.

Przeniosła rozbawione spojrzenie na stojącego obok Erica. Jego twarz nie zdradzała ani rozbawienia, ani zadowolenia; właściwie niczego pozytywnego. Patrzył na nią chłodno, nieprzyjemnie, wprawiając ją tym w dyskomfort.
Z drugiej strony poczuła dreszcz ekscytacji przemykający wzdłuż kręgosłupa, bo Stones z tak zaciętą miną i papierosem w ustach wyglądał cholernie pociągająco. Po prostu palił, ale sposób, w jaki zaciągał się papierosem, sprawił, że Sheeren zrobiło się ciepło. Między jego palcami co jakiś czas pojawiał się nikły, czerwonawy poblask. Stapiał się z ciemnym tłem, a światło ledwie muskało jego twarz, podkreślając ostrość rysów, które na co dzień wydawały się dość delikatne. Teraz gdy był zirytowany, nabrały zupełnie innego wyrazu.
Odchrząknęła, wsuwając kosmyk włosów za ucho. Nie przywykła do tak gęstej ciszy między nimi. Uznała, że najlepszym sposobem będzie próba ugłaskania go. Przysunęła się nieco bliżej, objęła go od boku i uniosła na niego przymilne spojrzenie. Tyle że Eric nawet nie drgnął, wciąż pochłonięty papierosem. Nie wiedziała już, co zrobić, żeby zwrócić na siebie jego uwagę. Marszcząc nos, zerknęła na niewielki, czerwonawy żar między jego palcami. Chwilę później papieros znalazł się w jej dłoni — bezczelnie mu go zabrała. Zaciągnęła się głęboko, zerkając na ciemnowłosego z nutą wyzwania.
— Mówiłam, żebyś nie przyjeżdżał — przypomniała mu swoje wcześniejsze słowa, przyjmując ton będący całkowitym przeciwieństwem próby ugłaskania Erica. Jej głos był chłodny i pozbawiony ciepła. Wypowiedziane przez nią słowa uniosły się między nimi niczym gęsta mgła ograniczająca zdolność widzenia.


You’re a little much for me
Kasia (dc: hicatie.exe )
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
We can keep it simple, no need to overthink it
Just give me one night to show you I'm different
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

Pierwszy raz Eric był na Shereen naprawdę zły - możliwe, że nawet bardziej niż za stłuczenie mu butelek. Czy poziom złości Shereen osiągnął taki sam poziom złości w wyimaginowanym termometrze nastroju?
Gdyby nie ten cholerny stalker, wszystko byłoby inaczej, a tak? Co jeżeli obserwował Shereen? Co jeśli tylko sekundy dzieliły przybycie Stonesa od przybycia Olivera? I co, jeżeli czaił się na nią w jakimś zaułku? Eric automatycznie dotknął leżącego w kieszeni scyzoryka, jakby chciał mieć pewność, iż wciąż tam był. Ostatnim razem skończyło się na rozcięciu bluzy Litwina oraz siniakach, ale gdyby był trzeźwy, kto wie, czy nie byłoby większych, a zarazem poważniejszych strat.
Dlatego teraz Eric też nie zawahałby się użyć tego niepozornego narzędzia, które dostał od jednego z kumpli, będąc na studiach. Poza ostrzem, miał też dołączony otwieracz - niejedno piwo nim otworzył, poza tym, scyzoryka używał, gdy wędrował po lasach w poszukiwaniu grzybów - aczkolwiek, porównując z wędkowaniem, o wiele rzadziej chodził na grzyby, bo nie znał każdej odmiany. Wiedział tylko, że trujące zazwyczaj miały charakterystyczne blaszki pod kapeluszem. Kiedyś (kilka lat temu), gdy Eric gościł na działce kumpla, do pnia drzewa przyczepiona została kartka z twarzą gościa - wiele obelg do tejże twarzy leciało - który odbił kumplowi dziewczynę, więc Eric postanowił sobie trochę porzucać swoim scyzorykiem, co spowodowało kilka razy oszpecenie papierowego nosa. Znajomy podłapał pomysł i zapytał, czy także mógłby porzucać, na co Stones skinął głową, a następnie podał narzędzie. Eric współczuł kumplowi, bo wiedział, ile uciekająca dziewczyna dla niego znaczyła. Ile dla niej zrobił, ile chciał zrobić i jak się poświęcił. Z drugiej strony, Stonesa zastanawiało, jak długo trwała ta cała szopka, bo nie sądził, że dziewczyna uciekła do pierwszego lepszego. Musiała z nim rozmawiać już wcześniej. Tak czy inaczej, gdyby teraz miał przed sobą pniak, bardzo chętnie przyczepiłby do niego twarz byłego Shereen. Bardzo chętnie oszpeciłby mu nie tylko nos...

Shereen….
Zdaniem Erica zachowała się fest NIEODPOWIEDZIALNIE.
Jak ona mogła?! zadawał sobie to pytanie, obserwując, jak Winfield idzie niezbyt równo, niczym po lodzie. Obserwując ją uświadomił sobie jedno:

On też niejednokrotnie tak wracał.


Przekonany, że to chodnik jest krzywy, że ludzie się na niego dziwnie patrzą, że wszystko jest nie tak… Czasem jednak wracał w dobrym humorze, rechocząc jak żaba albo rozmawiając z kimś totalnie obcym, kiedy został zapytany o to, czy posiada papierosy. Czasami, mimo zmęczenia, szedł do kolejnego klubu, aby tam wpaść w wir muzyki, nie przejmując się trącaniem - czasem sam kogoś odepchnął - oblaniem przez tych, co nie potrafili nieść drinków, oraz deptaniem po butach. Po takich wypadach, najczęściej przesypiał następny dzień i otwierał oczy dopiero wieczorem.
Odkąd był z Sher, tego typu dni odeszły w zapomnienie. Jasne, chodził do klubów, ale z Sher. Nie wyobrażał sobie iść samemu.

Absolutnie NIE czuł takiej potrzeby.
Czuł natomiast potrzebę zgarnięcia Sher, bo im dłużej ją obserwował, tym bardziej miał wrażenie, że zaliczy ona niezbyt przyjemne spotkanie z ziemią.
On takie miał na swoim koncie i bardzo często następnego dnia zastanawiał się, dlaczego bolała go jakaś część ciała, próbując przypomnieć sobie, co robił. Kilka razy zasnął w autobusie, kilka razy w taksówce, a kilka razy w jakichś totalnie przypadkowych miejscach, typu ławka w parku.
Zastanawiało go Gdybym nie przyjechał, dokąd by doszła? Czy nie poczułaby się senna i nie zasnęłaby gdzieś? Jak dobrze, że istniały lokalizacje w telefonach. taka prawda. Gdyby Shereen nie spełniła jego prośby, prawdopodobnie jeszcze by jej szukał albo przez telefon kazał przedstawić to, co miała przed oczami - zdawał sobie sprawę, że przekazywać informacje na opierając się na zmyśle wzroku gdy ten był nieco… ograniczony ze względu na upojenie alkoholowe, stanowiło nie lada wyzwanie.
Jemu też niejednokrotnie kręciło się przed oczami, dlatego musiał wytężać wzrok lub zmuszać samego siebie do skupienia.
Skupienie Erica w chwili gdy obserwował Shereen, osiągnęło maksymalny poziom. Czuł się jak kot, który czujnie podążał wzrokiem za swoją ofiarą lub zabawką, której N I K T nie miał prawa dotknąć.
Jego telefon w pewnym momencie wydał dźwięk oznaczający nadejście wiadomości. Zerknął szybko na wyświetlacz zegarka…Selene. Martwiła się i pytała, czy ją znalazł.
Odpisał krótko: tak.

Selene kojarzył ponieważ była obecna podczas uroczystości takich jak urodziny czy ukończenie liceum, a oprócz tego, była także gdy za dzieciaka wpadał do Sher - pewnie pamiętała go jako gówniarza, ledwo umiejącego cokolwiek sensownie po angielsku powiedzieć. Mimo wszystko, uważał ją za naprawdę miłą. Nie przypominał sobie, by kiedykolwiek potraktowała go z wyższością albo tak, jakby kompletnie nie istniał. Odczuwał wdzięczność za podanie mu swojego adresu, choć przecież mogła odmówić albo go zbyć; aczkolwiek nie kojarzył, by kiedykolwiek zrobił jej cokolwiek złego, ba! Nawet kilka razy pochwalił jej wygląd podczas urodzin, dlatego nie rozumiałby braku chęci współpracy, ale z drugiej strony ludzie potrafili być różni. No i sama Sher mogła po naszej wymianie zdań kazać siostrze nic mi nie podawać… stwierdził w myślach, wypuszczając dym papierosowy z ust. Zaciągnął się głęboko, odpisał na wiadomość od SWOJEJ DZIEWCZYNY, a następnie uniósł brew, bo ani trochę nie uwierzył zapewnieniom o tym, iż W C A L E by się NIE wywaliła.
Niewiele brakowało. rzucił do samego siebie w myślach, nadal stosując metodę “Cisza”.
Po co miał mówić cokolwiek, skoro był dojebany? Po co miał reagować, skoro jak widać, świetnie sobie SAMA radziła?
Gdyby okoliczności były… nieco inne, zacząłby się śmiać, szczególnie po tym przerzuceniu przez Winfield włosów.
Wzrok Stonesa był zimny jak kamień, natomiast gdy zabrała mu papierosa z ręki, zmarszczył brwi, ale ostatecznie pozwolił jej wziąć… maksymalnie trzy buchy. Po tychże buchach, zabrał szluga, zaciągnął się ostatni raz i rzucił peta przed siebie oraz przygniótł go podeszwą, żeby zgasić żar. Szczerze? Nie miał ochoty szukać śmietnika.
Wzruszył ramionami, gdy usłyszał kolejne słowa zielonookiej, doskonale pamiętając tamtą wiadomość, natomiast, jak widać (na załączonym obrazku), nie miał zamiaru spełniać tego żądania. Bez względu na to, czy coś jeszcze chciała dodać, nachylił się przed Shereen, aby po sekundzie lub dwóch, przerzucić ją przez swoje lewe ramię. Pewnie nie będzie zadowolona. ale no cóż…
Usadowił ją na siedzeniu pasażera, wewnątrz swojej Hondy oraz zapiął pas. Posłał jej wściekłe spojrzenie, by przypadkiem nie próbowała ani rozpinać pasa, ani otwierać drzwi, którymi mocno trzasnął. Świadkiem tego wszystkiego był jasno świecący księżyc, na którego Eric spojrzał tak, jakby z wdzięcznością, że Shereen była cała.

Zajął miejsce kierowcy i wrzucił wsteczny. Jechali do domu tej, która kiedyś nosiła nazwisko Winfield, do domu starszej siostry Sher. Musieli przecież odebrać Stefanię…
- Nawet nie próbuj się rozpinać. - wycedził przez zęby zimnym tonem, patrząc przed siebie, a z głośników leciało:
i think I'm worrying a bit too much...
24 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
170 cm
właścicielka sali bankietowej Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
With or without you
I'm torn between a deeper desire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Odurzenie przyszło z siłą nieprzewidzianego huraganu. Chwilę przed wyjściem zaczęło kręcić jej się w głowie. Alkohol, który wypiła, był tak mocny, że ją niemal otumanił. Nigdy właściwie nie mogła pochwalić się talentem do picia. Nie lubiła tego stanu, w którym świat nagle cichł, a najgłośniejszymi dźwiękami były szumy w głowie i własne tętno. Czuła alkohol krążący w krwiobiegu; , podniesione ciśnienie, wahania nastrojów. Z początku odczuła stan czystej euforii, gdy idąc nierównym chodnikiem, potykała się o wysokie obcasy i śpiewała zupełnie losowe piosenki, które wprawiały ją w dobry nastrój, nie zważając na to, że po północy zwyczajni ludzie woleliby się wyspać, a ona, choć za gwiazdę pokroju Marilyn Monroe się uważała, tak wcale nią nie była. Brakowało jej talentu aktorskiego, wokalnego także — jeśli śpiewała to w zaciszu domowym podczas sprzątania i podczas jazdy samochodem z Erikiem. Czasem na domówkach, gdy próbowała zostać gwiazdą estrady, bo za dużo wypiła. Wtedy stawała się prawdziwą duszą towarzystwa. Dobrze, że chociaż z tańcem sobie radziła (swojego czasu miała zajawkę i nawet chodziła na zajęcia!). Wykorzystywała swoje umiejętności w klubach i domówkach organizowanych przez znajomych. Najczęściej na tych, na których pojawiał się również Eric. Shereen podobał się sposób, w jaki na nią patrzył; w jaki wodził za nią wzrokiem, gdy rzucała mu długie spojrzenie posyłane spod ciemnych, wyraźnie zaznaczonych tuszem rzęs. Czuła się bardzo dobrze jako obiekt jego zainteresowania i nie próbowała — nawet nie chciała — się z tym kryć. Zawsze oczekiwano od niej posłuszeństwa, wpasowania się w ramy społeczne — a ona nie lubiła tego robić. Lubiła poznawać ludzi, wyrażać głośno swoją opinię i być dotykaną. Znała swoje granice, ale ciągle je przesuwała i choć wiedziała, że nie na wszystko by się odważyła, tak również zdawała sobie sprawę z tego, że nie było ich zbyt wiele. Szanowała granice swojego komfortu psychicznego i jeśli coś jej nie odpowiadało, mówiła o tym otwarcie i zawsze najgłośniej.
Dzisiejszego wieczoru wolałaby przekraczać kolejne granice w łóżku ze swoim chłopakiem.
Nie z alkoholem.
Co jej przyszło z tego bimbrowania poza chwilą przyjemności? W dodatku takiej, która nie trwała zbyt długo, bo została przecięta przez paskudne zawroty głowy. Prezentowała się całkiem nieźle, oparta o maskę samochodu Erica — tak przynajmniej uważała. W końcu zawsze mogła wyglądać gorzej, prawda? Mogła zaliczyć bliskie spotkanie z betonem i zacząć płakać, że starła kolana. Makijaż zdążyła faktycznie rozmazać, bo niezwykle wzruszyło ją coś, co w tym momencie wyparła z pamięci, zbyt zajęta udowadnianiem Ericowi, że czuła się w y ś m i e n i c ie. Szkoda, że Stones myślał inaczej, bo nawet jej maślane oczka, które robiła w jego stronę, nie złagodziły wyrazu jego twarzy. Rzadki widok. Aż nie była pewna, czy powinna zacząć się zachwycać tym jego poważnym wydaniem, czy spuścić wzrok i udawać, że cała ta sytuacja nie miała miejsca. Na chwilę obecną nie potrafiła zlokalizować źródła problemu. Nie była aż tak nietrzeźwa, żeby nie ogarniać życia. Konsekwencje ze swojego zachowania miała wyciągnąć później, gdy wytrzeźwieje. Aktualnie bojownicze nastawienie Shereen, która była gotowa stoczyć z Erikiem tę niemą bitwę na spojrzenia, brało górę nad zdrowym rozsądkiem. On posyłał jej chłodne, przenikliwe spojrzenie, a ona nieustępliwie wpatrywała się w ciemne źrenice chłopaka, z butnie uniesionym podbródkiem. Ciemne oczy Erica ginęły w półmroku; jej zapewne również. Z ciężarem spojrzeń było jednak tak, że potrafiły przytłaczać nawet z odległości kilku metrów — można było niemal fizycznie poczuć ich nacisk. Spojrzenie Erica właśnie takie było.
Ciężkie.
Wkurwione.
Przepełnione rozczarowaniem, które w normalnych okolicznościach wywołałoby u Shereen poczucie wstydu.
Teraz? Wywoływało rozdrażnienie. Przecież mógł jej posłuchać, prawda? Poradziłaby sobie.
Dym z papierosa unoszący się nad ich głowami, zniknął w pożółkłym świetle ulicznych lamp, nie pozostawiając po sobie najmniejszego śladu — poza smakiem w ustach, tą specyficzną gorzkością na języku i niewidocznym, acz wyczuwalnym na zębach osadzie, gdy przejeżdżało się po nich językiem. Wieczór był chłodny. Dobrze, że zabrała ze sobą sweterek. Gdyby nie miała go na sobie, prawdopodobnie by zmarzła. Rozchyliła usta w akcie sprzeciwu, gdy Eric zabrał jej papierosa, i sam go dokończył. Zmierzyła go zbulwersowanym spojrzeniem, marszcząc przy tym nos i nadymając policzki.
— Jesteś okropny! Źle się czuję, a ty nie dość, że się nie odzywasz, to w dodatku zabierasz mi papierosa! — fuknęła, tupiąc przy tym butem o chodnik. Obcas buta w zderzeniu z asfaltem wydał głośny dźwięk idealnie oddający obecną irytację Shereen.
— Nic się przecież nie stało! Powinieneś mnie przytulić i powiedzieć, że się stęskniłeś! I dodać, że mnie kochasz! — oczywiście to był idealny scenariusz według Shereen Winfield. Tej samej, która zbyt przejęta swoim nieszczęściem i brakiem zrozumienia ze strony Erica, nie zdążyła pomyśleć o tym, że milczenie Erica w dużej mierze było spowodowane złością (na którą zasłużyła) i zmartwieniem.
Odwróciła się do niego tyłem, krzyżując ręce na klatce piersiowej w geście buntu. Nie zamierzała się nigdzie wybierać. Planowała wrócić do domu na pieszo, bez żadnego gadania, bez żadnego samochodu. Wierzyła, że znajdzie drogę powrotną i poradzi sobie bez Erica. Przez chwilę mógł jedynie patrzeć na jej plecy i ciemne włosy, które wiatr co jakiś czas wzburzał, muskając nimi jej ramiona. Kilka niesfornych pasm unosiło się w powietrzu, przesłaniając na moment zarys jej sylwetki, by zaraz opaść z powrotem na plecy. Stała tak, odwrócona od niego z ostentacyjną obojętnością, jakby samą swoją postawą chciała pokazać, że jego obecność przestała mieć dla niej jakiekolwiek znaczenie.
Przecież był jej zbędny, prawda?
I najwidoczniej nie potrafiło to do niego dotrzeć.
Zerknęła na niego kątem oka, gdy nachylił się w jej kierunku — usatysfakcjonowana, bo założyła, że chciał ją przytulić. Odwróciła się w jego stronę, gotowa zainicjować krótki pocałunek. Skoro chciał zmniejszyć odległość, to dla Shereen było jednoznaczne z tym, że przestał się na nią gniewać. Chciała dodać, że tak było lepiej. Przyjemniej, ale Eric zignorował jej próbę przełamania złości i uznał, że najlepszym sposobem będzie zapakowanie jej do samochodu. Przerzucenie przez ramię wywołało falę buntu. Chciała się wyrwać. Próbowała to zrobić, poprzez wiercenie się i usilne utrudnianie mu czynności, jaką było usadzenie ją w fotelu, jakby była jakimś dzieciakiem.
W dodatku przypiął ją pasami!
— Ty jesteś głuchy?! Zgłoszę porwanie. Zadzwonię na policję i powiem, że pozbawiasz mnie wolności, a ja nie chcę być przetrzymywana wbrew swojej woli! Za to kara grozi! — wyrzuciła z frustracją, niewiele robiąc sobie z tego, że po pierwsze: jej gadanie nie miało sensu. Po drugie: był jej chłopakiem, więc w teorii nie mógł jej porwać. Po trzecie: który policjant uwierzyłby ledwo trzeźwej dziewczynie, która zamiast się uspokoić, zachowywała się jak pijana małolata w starciu z rodzicem? Najbardziej oburzające było jednak to, że Eric zdawał się w ogóle nie przejmować jej groźbami. Jakby perspektywa telefonu na policję była równie absurdalna, jak wszystko inne, co tego wieczoru wychodziło z jej ust.
— W dodatku mnie zapiąłeś! To już jest przemoc psychiczna! — wypowiedziała te słowa z takim przekonaniem, jakby właśnie ważyły się losy jej przetrwania w tym świecie.
Wiedziała dwie rzeczy. To, że była zła i to, że Eric był cholernie uparty. Już zdążyła poznać tę część jego osobowości i choć na ogół ten upór ją urzekał, tak tym razem przeszkadzał. Chciała mu trochę dopiec, odwdzięczyć się za tę zniewagę i nawet sięgnęła do pasów, w celu rozpięcia się z nich. Szkoda, że samochód zdążył już ruszyć i w dodatku podłapała niezadowolone spojrzenie Erica. Prychnęła zbulwersowana, odwracając energicznym ruchem głowę w stronę szyby od strony pasażera. Chciała mu pokazać, że była na niego bardzo obrażona. — Zatrzymaj samochód — nakazała, ale czy ją usłyszał przez grającą w samochodzie muzykę?


What are we gonna do?
Kasia (dc: hicatie.exe )
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”