called it a false alarm to all of my friends
: ndz sie 23, 2026 8:53 pm
Nigdy nie była osobą, która boi się zadzwonić. Nie przerażała ją ani wizja telefonów służbowych, w których wszystko wydaje się nie do załatwienia - ani prywatnych, które z krótkiego pytania przeistaczały w wielogodzinne dyskusje. Kontakt z ludźmi był jej paliwem do działania.
Jednak odkąd dziesiątego dnia po Aukcji Właściciel zwrócił jej telefon, robiła wszystko, byle z niego nie skorzystać. Odpisała na wiadomości i setki nieodebranych połączeń głównie ze strachu. Jeśli nie da znaku życia, Nellie, Laurie bądź inni znajomi zgłosza się na policję, a to oznaczałoby katastrofę i niebezpieczeństwo dla wszystkich. Dlatego wymusiła w sobie odwagę na kilka odpowiedzi, które po krótce wyjaśniały nową pracę w Paryżu. Winę brała na siebie. Przepraszała żarliwie za brak kontaktu i udawała egoistkę, która zapomniała odpisać, bo była tak zajęta. Nie omieszkała także narzekać na nowego szefa, który wymagał jej gotowości całą dobę i tak... Tak obrazek kleił się całkiem nieźle, ale Sadie wiedziała, że smsy nie wystarczą na długo.
Kiedy faktycznie przewieziono ją do Francji, poprosiła jednego z ochroniarzy o zrobienie zdjęć przy znanych zabytkach, przy Sekwanie i z croissantem w parku - po to, by wysłać je do bliskich jako dowód potwierdzający kłamstwo.
Wszystko było dobrze. Choć nic nie było.
Siedziała na dachu paryskiej posiadłości swojego Właściciela - tym razem bez niego, bez papierosów i z pokusą, by przechylić się naprzód odrobinę bardziej, niż nakazywał rozsądek. Musiała w końcu nacisnąć ikonkę przyjaciela w telefonie i skonfrontować się z tym, że będzie miał pytania na które nie miała prawa odpowiedzieć.
Łudziła się, że smsy i zdjęcia ostatniego tygodnia uspokoiły jego panikę wystarczająco, ale i tak złapała się na odwlekaniu tego momentu w nieskończoność. Mijały minuty, głębokie wdechy, a ona wcale nie była bliżej połączenia.
Wiedziała jednak, że Właściciel może zażyczyć sobie jej obecności w każdej chwili, więc...
Dreszcz przeszedł jej ciało, gdy po drugiej stronie usłyszała znajomy głos.
— Hej.
Na więcej nie było jej stać; serce waliło jak oszalałe, oczy wypełniły się łzami, a mięśnie spięły.
Kurewsko nieznośne poczucie winy.
laurie matheson
Jednak odkąd dziesiątego dnia po Aukcji Właściciel zwrócił jej telefon, robiła wszystko, byle z niego nie skorzystać. Odpisała na wiadomości i setki nieodebranych połączeń głównie ze strachu. Jeśli nie da znaku życia, Nellie, Laurie bądź inni znajomi zgłosza się na policję, a to oznaczałoby katastrofę i niebezpieczeństwo dla wszystkich. Dlatego wymusiła w sobie odwagę na kilka odpowiedzi, które po krótce wyjaśniały nową pracę w Paryżu. Winę brała na siebie. Przepraszała żarliwie za brak kontaktu i udawała egoistkę, która zapomniała odpisać, bo była tak zajęta. Nie omieszkała także narzekać na nowego szefa, który wymagał jej gotowości całą dobę i tak... Tak obrazek kleił się całkiem nieźle, ale Sadie wiedziała, że smsy nie wystarczą na długo.
Kiedy faktycznie przewieziono ją do Francji, poprosiła jednego z ochroniarzy o zrobienie zdjęć przy znanych zabytkach, przy Sekwanie i z croissantem w parku - po to, by wysłać je do bliskich jako dowód potwierdzający kłamstwo.
Wszystko było dobrze. Choć nic nie było.
Siedziała na dachu paryskiej posiadłości swojego Właściciela - tym razem bez niego, bez papierosów i z pokusą, by przechylić się naprzód odrobinę bardziej, niż nakazywał rozsądek. Musiała w końcu nacisnąć ikonkę przyjaciela w telefonie i skonfrontować się z tym, że będzie miał pytania na które nie miała prawa odpowiedzieć.
Łudziła się, że smsy i zdjęcia ostatniego tygodnia uspokoiły jego panikę wystarczająco, ale i tak złapała się na odwlekaniu tego momentu w nieskończoność. Mijały minuty, głębokie wdechy, a ona wcale nie była bliżej połączenia.
Wiedziała jednak, że Właściciel może zażyczyć sobie jej obecności w każdej chwili, więc...
Dreszcz przeszedł jej ciało, gdy po drugiej stronie usłyszała znajomy głos.
— Hej.
Na więcej nie było jej stać; serce waliło jak oszalałe, oczy wypełniły się łzami, a mięśnie spięły.
Kurewsko nieznośne poczucie winy.
laurie matheson