ODPOWIEDZ
25 y/o
Welkom in Canada
154 cm
auction specialist Heffel fine art auction house
Awatar użytkownika
Our thing progresses, I call and you come through
Blow all my friendships to sit in hell with you
But we're the greatest, they'll hang us in the Louvre
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nigdy nie była osobą, która boi się zadzwonić. Nie przerażała ją ani wizja telefonów służbowych, w których wszystko wydaje się nie do załatwienia - ani prywatnych, które z krótkiego pytania przeistaczały w wielogodzinne dyskusje. Kontakt z ludźmi był jej paliwem do działania.
Jednak odkąd dziesiątego dnia po Aukcji Właściciel zwrócił jej telefon, robiła wszystko, byle z niego nie skorzystać. Odpisała na wiadomości i setki nieodebranych połączeń głównie ze strachu. Jeśli nie da znaku życia, Nellie, Laurie bądź inni znajomi zgłosza się na policję, a to oznaczałoby katastrofę i niebezpieczeństwo dla wszystkich. Dlatego wymusiła w sobie odwagę na kilka odpowiedzi, które po krótce wyjaśniały nową pracę w Paryżu. Winę brała na siebie. Przepraszała żarliwie za brak kontaktu i udawała egoistkę, która zapomniała odpisać, bo była tak zajęta. Nie omieszkała także narzekać na nowego szefa, który wymagał jej gotowości całą dobę i tak... Tak obrazek kleił się całkiem nieźle, ale Sadie wiedziała, że smsy nie wystarczą na długo.
Kiedy faktycznie przewieziono ją do Francji, poprosiła jednego z ochroniarzy o zrobienie zdjęć przy znanych zabytkach, przy Sekwanie i z croissantem w parku - po to, by wysłać je do bliskich jako dowód potwierdzający kłamstwo.
Wszystko było dobrze. Choć nic nie było.
Siedziała na dachu paryskiej posiadłości swojego Właściciela - tym razem bez niego, bez papierosów i z pokusą, by przechylić się naprzód odrobinę bardziej, niż nakazywał rozsądek. Musiała w końcu nacisnąć ikonkę przyjaciela w telefonie i skonfrontować się z tym, że będzie miał pytania na które nie miała prawa odpowiedzieć.
Łudziła się, że smsy i zdjęcia ostatniego tygodnia uspokoiły jego panikę wystarczająco, ale i tak złapała się na odwlekaniu tego momentu w nieskończoność. Mijały minuty, głębokie wdechy, a ona wcale nie była bliżej połączenia.
Wiedziała jednak, że Właściciel może zażyczyć sobie jej obecności w każdej chwili, więc...
Dreszcz przeszedł jej ciało, gdy po drugiej stronie usłyszała znajomy głos.
— Hej.
Na więcej nie było jej stać; serce waliło jak oszalałe, oczy wypełniły się łzami, a mięśnie spięły.
Kurewsko nieznośne poczucie winy.

laurie matheson
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
dallas major
AI
27 y/o
For good luck!
188 cm
napastnik i kapitan w toronto fc
Awatar użytkownika
you know I can't let it go, I've tried for so long – it takes strength to forgive, but I'm not quite sure I'm there yet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

002
Gdy w końcu, po wszystkich nieodebranych polaczeniach i po wiadomościach, które uspokoiły go tylko w jakimś stopniu, dzwoni do niego Sadie, wchodzi właśnie do domu po treningu. Rzuca więc niedbale sportową torbę, nie patrząc nawet gdzie i w efekcie przyciskając nią parę już i tak zmęczonych życiem butów, a potem klika zieloną słuchawkę, zanim zdąży znaleźć sobie miejsce do siedzenia.
Hej. Tak po prostu, nic więcej.
Jedna sylaba, trzy litery.
I to ma mu wystarczyć?
Mimo że wydaje się to niewystarczające w tej sytuacji, to i tak dobrze jest ją po prostu usłyszeć. Odczuwa ulgę na dźwięk jej głosu dobiegający z głośnika w telefonie, nawet jeśli to tylko jedno bardzo krótkie słowo, jeszcze bez oczekiwanego rozwinięcia. Dopiero teraz wydaje się nieco bardziej uspokojony. Może ogląda zbyt wiele filmów, przez które reaguje dość nieufnie, jeśli nawet nie paranoicznie, ale wiadomości mogły zostać wysłane przez kogokolwiek, a zdjęcia Sadie z Paryża mogły być zrobione wcześniej i wygodnie znalezione na jej telefonie przez kogoś innego niż ona. Przez ten czas dopisywał sobie najróżniejsze scenariusze w głowie. Od mniej do bardziej nieprawdopodobnych. Ale teraz, gdy ją słyszy, może odetchnąć z ulgą.
Bardzo naiwnie.
– Hej? – powtarza po niej prawie z pretensją. Wcale nie jest jednak na nią zły. Najważniejsze, że jest cała i zdrowa. Nawet jeśli jej nie widzi, więc trudno to tak naprawdę ocenić. Pewnie jeszcze lepiej byłoby ją zobaczyć, choćby na FaceTimie, ale przynajmniej słyszy jej głos. To i tak więcej niż w ostatnim czasie.
– Jezu Sadie, wystraszyłaś mnie – rzuca, kręcąc głową, choć przecież jego rozmówczyni nie może tego zobaczyć. – Myślałem, że ktoś cię porwał albo że miałaś wypadek i straciłaś pamięć, i leżysz teraz w którymś paryskim szpitalu, a ja będę musiał tam polecieć i cię szukać, chociaż dopiero zacząłem sezon – wyrzuca z siebie niekontrolowany słowotok i gdy w końcu pozbywa się tego wszystkiego ze swoich wnętrzności, siada wygodniej na kanapie. Może nieco za dużo mówi, jak na to, że to od niej oczekuje większej liczby słów wyjaśniających cokolwiek. W końcu jednak milknie i daje jej przestrzeń na to, by opowiedziała o tym wszystkim, co się w jej życiu wydarzyło, że nagle stracił z nią jakikolwiek kontakt. Cokolwiek by się nie stało, ma nadzieję, że aktualnie wszystko jest już w jak najlepszym porządku i jego przyjaciółka uraczy go raczej ekscytującymi opowieściami z Paryża, niż takimi mrożącymi krew w żyłach.

Sadie Glass
jusia
posty napisane przez AI, czytanie postaci w myślach, wątki o niczym
25 y/o
Welkom in Canada
154 cm
auction specialist Heffel fine art auction house
Awatar użytkownika
Our thing progresses, I call and you come through
Blow all my friendships to sit in hell with you
But we're the greatest, they'll hang us in the Louvre
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Spodziewała się albo reprymendy, albo zgonu. Niczego pomiędzy.
Nikt nie zasługiwał na bycie olanym przez przyjaciółkę tak bezczelnie, i na tak długo, ale przecież nie mogła wyjaśnić dlaczego. Nie mogła nawet zasugerować, że rozmowy ktoś słuchał - nie poprzez karykaturalną obecność wielkiego ochroniarza tuż za jej plecami, a przez zdalny dostęp do smartfonu. Rozmowa wydawała się jednocześnie ulgą i potrzaskiem, labiryntym utkanym z kłamstw, które przygotowano za nią i bez żadnego ustalenia. Gdyby tylko zapytano blondynkę o zdanie, natychmiast powiedziałaby, że nagłe pozostanie w Paryżu nie jest wersją którą ktokolwiek z przyjaciół uzna za wiarygodną. Nie po tym, z jaką starannością dobierała idealne kafelki do łazienki swojego domu. Nie po opowiadanych z pasją planach wystawy, na którą bilety kupiła rok wcześniej. I przede wszystkim: nie bez ustalenia z przyjaciółmi grafikowych zmian opieki nad roślinami.
Cały ten pomysł był beznadziejny a ona utknęła w sytuacji, w której musiała go jakoś wybronić. Nie dla siebie - i tak przybierała rolę kozła ofiarnego, na którego można zwalić winę za całe zło. Dla bliskich. Im więcej zadawali pytań, tym większe było ryzyko, że zostaną wciągnięci do gry której nigdy nie mieli być częścią.
Zacisnęła pięści. Odetchnęła trzy głębokie razy. Przedstawienie musiało trwać, choć jej tęsknota za Lauriem nie była częścią cudzego scenariusza.
— Wiem, wiem! — sapnęła. — Przepraszam. Nie wiem, jak się zaczyna takie rozmowy - nie od „hej?” — podrapała się po głowie. — To byłoby niegrzeczne.
Bo przecież to stanowiło największy problem tej rozmowy: k u l t u r a.
Samą siebie uderzyłaby w twarz, gdyby to mogło w czymkolwiek pomóc.
— Przepraszam — powtórzyła szczerze skruszona, gotowa przyjąć gniew i konsekwencje, i wszystko co najgorsze, tak długo jak Matheson nie będzie zbliżał się do prawdy. — Zjebałam, okej? Nie jestem z tego dumna — właściwie była zażenowana, choć nie tym, co próbowała akurat opowiedzieć. Zażenowana kłamstwem, zażenowana brakiem prywatności, zażenowana s o b ą. Jakby umknął jej moment, w którym idealnie kultywowana od lat farsa o corocznej konferencji runęła bezpowrotnie, a na jej miejsce wstawiono absurdalny i niefunkcjonalny twór, który chwiał się od lekkiego wiatru.
— Żyję. Straciłam trochę pamięci - za dużo absyntu - ale nie musisz rzucać kariery i mnie szukać po przytułkach — zaśmiała się cicho. — Kiedyś opowiem ci wszystko. No… Może prawie wszystko? Niektóre detale byłyby niezręczne — tylko tak mogła zrekompensować radiową ciszę, przynajmniej teraz, gdy dzieliły ich tysiące mil i godziny w samolocie.
— Za jakiś czas wrócę do Toronto. A jak skończę ten projekt obejrzymy twoją ulubioną edycję Love is Blind. Stoi?

laurie matheson
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
dallas major
AI
27 y/o
For good luck!
188 cm
napastnik i kapitan w toronto fc
Awatar użytkownika
you know I can't let it go, I've tried for so long – it takes strength to forgive, but I'm not quite sure I'm there yet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

– Dobrze wiesz, o co chodzi Sadie – odpowiada, wzdychając w przeteatralizowany sposób. Na tym etapie, gdy ma ją po drugiej stronie jako kolejny z dowodów, że wszystko jest z nią w porządku, nie musi dłużej się stresować jej sytuacją, a może po prostu, w ramach zwykłego przekomarzania, udawać wielkie oburzenie z powodu tego, jak rozegrała tę sytuację.
Być może niewiele mu potrzeba, ale gdy słyszy głos Sadie, niezdradzający absolutnie niczego, nie ma innego wyboru, jak po prostu odetchnąć z ulgą i wyrzucić z głowy wszystkie czarne scenariusze, które dotychczas stworzył sobie w głowie. Dlaczego miałby jej nie wierzyć? Nie sądzi, by kiedykolwiek go okłamała, a jeśli tak, to owe kłamstwo musiało nie wyjść na jaw i nie nadszarpnąć jego zaufania względem niej. Nie ma więc absolutnie żadnego powodu, by w nią wątpić i doszukiwać się jakichś ukrytych oznak, że nie jest z nim do końca szczera.
Zresztą… jakkolwiek nie próbowałby wysilić swojego mózgu (a nie oszukujmy się, nie jest żadnym ukrytym geniuszem), jak bardzo nie starałby się doszukiwać jakichkolwiek poszlak czy szukać jakichś ukrytych znaczeń, nie wpadłby nigdy na to, co się wydarzyło u Sadie. Nie ma szans, najmniejszych. Jest z góry skazany na porażkę. A skoro tak, to żyje w błogiej nieświadomości, że tak blisko niego (może i na innym kontynencie, ale jednak w sposób mniej dosłowny – blisko) dzieje się coś, co wydawałoby się, zdarza się tylko na filmach. I że jego przyjaciółka jest uwikłana w sprawy, które kompletnie wymykają się jego pojmowaniu.
– Dobrze, ale tylko ze wszystkimi, najbardziej niezręcznymi detalami. Innej wersji nie przyjmuję – zapowiada jej, kręcąc głową z rozbawieniem. Tylko tyle wystarczy mu, by w pełni wybaczyć Sadie Glass ten incydent, przez który na jego głowie pojawił się pierwszy siwy głos. Przecież musi mu to jakoś zrekompensować. Wydaje mu się, że wcale nie wymaga od niej znowu aż tak dużo.
– Stoi – odpowiada, uśmiechając się szeroko. – Ostatnio znalazłem polskie Love is blind i to było naprawdę ciekawe doświadczenie. Musisz to zobaczyć też – odpowiada entuzjastycznie, jak za każdym razem, gdy opowiada o reality show, które akurat ogląda i lubi, a polska wersja jednego z jego ulubionych programów naprawdę mile go zaskoczyło. Wcześniej nie wiedział zbyt wiele o Polsce. Znał tylko Roberta Lewandowskiego, obecnie jego rywala w lidze, ale absolutnie nic poza tym. Prawdopodobnie nie byłby w stanie nawet zaznaczyć tego kraju na mapie, ale wszystkie dramaty uczestników polskiej edycji Love is blind zna bardzo dobrze.

Sadie Glass
jusia
posty napisane przez AI, czytanie postaci w myślach, wątki o niczym
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”