one bullet in the chamber
: pn sie 24, 2026 1:05 am
ain't nobody gonna save you
so what you gonna do?
all eyes on you
all eyes on you
Spoiler
Ryle „Rey, Sully” Sullivan
Wiek: 43 lata
Stopień: Lieutenant Commander (LCDR/O-4)
Formacja: U.S. Navy SEALs/Naval Special Warfare
Obecne stanowisko: Troop Commander
Poprzednie stanowisko: SEAL Platoon Commander
Status: nadal aktywny operacyjnie
Wszędzie mnóstwo pyłu, przez który nie widać niczego oprócz leżących na ziemi zakrwawionych ciał. Kobiecy wrzask. I ten okropny, ogłuszający huk. Chociaż twardo stoi na nogach, nie może się ruszyć. Nie może już nic zrobić. Jest bezużyteczny. Boi się tak bardzo, że z nadmiaru emocji robi mu się niedobrze. Od przeszywającej bezradności wolałby śmierć, ale ona nigdy nie nadchodzi. Dopiero kiedy udaje mu się wyrwać z tego snu, czuje ulgę. I zawsze odnosi to samo wrażenie, że tak naprawdę boi się samego strachu. Strachu przed powrotem do normalności.
To chore oddawać się służbie do tego stopnia, że myśl o zwyczajnym życiu przyprawia cię o mdłości. Inni po kilku latach spędzonych na wojnie oddaliby wszystko, żeby choć na chwilę zamienić wojskową bazę na ciepły dom. Jemu powrót do funkcjonowania w normalnym świecie przychodził ze zdwojoną trudnością – za każdym razem, kiedy wracał do Nowego Jorku. Do mieszkania, w którym i tak praktycznie nie bywał. Cisza, jaka w nim panowała, była nie do zniesienia. Wtedy na ratunek przychodziła szklanka alkoholu z pobliskiego pubu. I kolejna. A potem spacer po nocnych ulicach miasta. Tam przynajmniej nie było aż tak cicho.
kilka miesięcy po rozpoczęciu rotacji
Po kilku miesiącach baza nie przypominała już sterylnej placówki niczym z filmów. Kurz znajdował się absolutnie wszędzie, klimatyzatory pracowały niemal bez przerwy, a monotonny pomruk agregatów stał się codziennością. Większość osób znała swoje miejsce – nawet przy stole w mesie.
Wszyscy zdawali się funkcjonować według niepisanego porządku.
W s z y s c y oprócz niej.
W centrum dowodzenia nazwisko Murray wybrzmiało tego wieczoru kilkanaście razy. O kilkanaście za dużo.
Cisza przed burzą.
Unosiła się za nim drobna chmura pyłu, gdy szedł przez główny plac w stronę sali odpraw. Tam, gdzie zwykle zbierał swoich ludzi. Tym razem w środku czekał na niego cały pluton.
Po wejściu do środka wszystkie oczy skupiły się na jego twarzy – wypatrywały jakichkolwiek emocji, które zdradziłyby zamiary przełożonego, ale jak na złość, mina Sully‘ego była tak samo kamienna jak zwykle.
Każdy z nich był świadomy tego, kto nimi dowodził. Bo Ryle Sullivan był człowiekiem, którego się nie lekceważyło. Legendą i weteranem, kierującym nie tylko jednym plutonem, ale całym elementem. Nie trzeba było go przedstawiać. Jego autorytet wynikał przede wszystkim z ponad dwóch dekad doświadczenia.
I każdy z nich doskonale wiedział, dlaczego na zebranie po operacji musieli poczekać dłużej niż zazwyczaj, aż do wieczora.
Mimo że rola Sullivana opierała się głównie na dowodzeniu operacyjnym, czasami nadal wychodził w teren, jeżeli wymagała tego sytuacja, a poranna akcja właśnie do takich należała.
Akcja, podczas której Murray miała tylko jedno, pierdolone zadanie. Wykonywać rozkazy.
Gdy jeden z operatorów został odcięty od grupy, Ryle przekazał ludziom swoją decyzję: nie podejmować samodzielnej próby odzyskania go, dopóki nie zostanie ustalony bezpieczniejszy sposób.
Ona najwyraźniej uważała to za błąd. Nie miała prawa podjąć własnej decyzji, a jednak opuściła wyznaczoną pozycję i ruszyła po rannego.
W ogóle nie powinno jej tam być.
To nie jej miejsce.
I nie jego rola – robić podświadomie za niańkę młodszej siostry zmarłego
Można było przewidzieć, że ten drobny, kurewsko uparty szatan zrobi to, co uzna za słuszne. Jej brat był dokładnie taki sam. A Rey dostrzegał ich podobieństwo za każdym kolejnym razem, kiedy miał ochotę wsadzić ją do samolotu i przy pierwszej możliwej okazji odesłać do domu.
Burza.
Wszystkie oczy wciąż były skupione na jego twarzy.
Przeszedł do przodu, tuż pod ekran, na którym wisiała mapa ostatniej operacji. Skrzyżował ramiona na piersi i rozejrzał się po zgromadzonych, aż wreszcie jego wzrok zatrzymał się na niej.
— Wstań. I chodź tu.
Żadnego stopnia, żadnego Murray, czyste polecenie.
W ciągu ostatniego miesiąca przerabiali to trzeci raz.
— Powiedz im, co zrobiłaś. —
Jaką samowolkę znowu odpierdoliłaś.