ODPOWIEDZ
46 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
adwokat/partner w kancelarii Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

ain't nobody gonna save you
so what you gonna do?
all eyes on you
Spoiler
Ryle „Rey, Sully” Sullivan

Wiek: 43 lata
Stopień: Lieutenant Commander (LCDR/O-4)
Formacja: U.S. Navy SEALs/Naval Special Warfare
Obecne stanowisko: Troop Commander
Poprzednie stanowisko: SEAL Platoon Commander

Status: nadal aktywny operacyjnie

Wszędzie mnóstwo pyłu, przez który nie widać niczego oprócz leżących na ziemi zakrwawionych ciał. Kobiecy wrzask. I ten okropny, ogłuszający huk. Chociaż twardo stoi na nogach, nie może się ruszyć. Nie może już nic zrobić. Jest bezużyteczny. Boi się tak bardzo, że z nadmiaru emocji robi mu się niedobrze. Od przeszywającej bezradności wolałby śmierć, ale ona nigdy nie nadchodzi. Dopiero kiedy udaje mu się wyrwać z tego snu, czuje ulgę. I zawsze odnosi to samo wrażenie, że tak naprawdę boi się samego strachu. Strachu przed powrotem do normalności.

To chore oddawać się służbie do tego stopnia, że myśl o zwyczajnym życiu przyprawia cię o mdłości. Inni po kilku latach spędzonych na wojnie oddaliby wszystko, żeby choć na chwilę zamienić wojskową bazę na ciepły dom. Jemu powrót do funkcjonowania w normalnym świecie przychodził ze zdwojoną trudnością – za każdym razem, kiedy wracał do Nowego Jorku. Do mieszkania, w którym i tak praktycznie nie bywał. Cisza, jaka w nim panowała, była nie do zniesienia. Wtedy na ratunek przychodziła szklanka alkoholu z pobliskiego pubu. I kolejna. A potem spacer po nocnych ulicach miasta. Tam przynajmniej nie było aż tak cicho.

Uzależnienie od adrenaliny. Szaleństwo. Obsesja. Nazwijcie to, jak chcecie.
Afganistan, wysunięta baza w Nangarharze
kilka miesięcy po rozpoczęciu rotacji

Rutyna.

Po kilku miesiącach baza nie przypominała już sterylnej placówki niczym z filmów. Kurz znajdował się absolutnie wszędzie, klimatyzatory pracowały niemal bez przerwy, a monotonny pomruk agregatów stał się codziennością. Większość osób znała swoje miejsce – nawet przy stole w mesie.
Wszyscy zdawali się funkcjonować według niepisanego porządku.
W s z y s c y oprócz niej.
W centrum dowodzenia nazwisko Murray wybrzmiało tego wieczoru kilkanaście razy. O kilkanaście za dużo.

Cisza przed burzą.
Unosiła się za nim drobna chmura pyłu, gdy szedł przez główny plac w stronę sali odpraw. Tam, gdzie zwykle zbierał swoich ludzi. Tym razem w środku czekał na niego cały pluton.
Po wejściu do środka wszystkie oczy skupiły się na jego twarzy – wypatrywały jakichkolwiek emocji, które zdradziłyby zamiary przełożonego, ale jak na złość, mina Sully‘ego była tak samo kamienna jak zwykle.
Każdy z nich był świadomy tego, kto nimi dowodził. Bo Ryle Sullivan był człowiekiem, którego się nie lekceważyło. Legendą i weteranem, kierującym nie tylko jednym plutonem, ale całym elementem. Nie trzeba było go przedstawiać. Jego autorytet wynikał przede wszystkim z ponad dwóch dekad doświadczenia.
I każdy z nich doskonale wiedział, dlaczego na zebranie po operacji musieli poczekać dłużej niż zazwyczaj, aż do wieczora.

Murray.

Mimo że rola Sullivana opierała się głównie na dowodzeniu operacyjnym, czasami nadal wychodził w teren, jeżeli wymagała tego sytuacja, a poranna akcja właśnie do takich należała.
Akcja, podczas której Murray miała tylko jedno, pierdolone zadanie. Wykonywać rozkazy.
Gdy jeden z operatorów został odcięty od grupy, Ryle przekazał ludziom swoją decyzję: nie podejmować samodzielnej próby odzyskania go, dopóki nie zostanie ustalony bezpieczniejszy sposób.
Ona najwyraźniej uważała to za błąd. Nie miała prawa podjąć własnej decyzji, a jednak opuściła wyznaczoną pozycję i ruszyła po rannego.

W ogóle nie powinno jej tam być.
To nie jej miejsce.
I nie jego rola – robić podświadomie za niańkę młodszej siostry zmarłego bohatera przyjaciela.

Można było przewidzieć, że ten drobny, kurewsko uparty szatan zrobi to, co uzna za słuszne. Jej brat był dokładnie taki sam. A Rey dostrzegał ich podobieństwo za każdym kolejnym razem, kiedy miał ochotę wsadzić ją do samolotu i przy pierwszej możliwej okazji odesłać do domu.

Burza.
Wszystkie oczy wciąż były skupione na jego twarzy.
Przeszedł do przodu, tuż pod ekran, na którym wisiała mapa ostatniej operacji. Skrzyżował ramiona na piersi i rozejrzał się po zgromadzonych, aż wreszcie jego wzrok zatrzymał się na niej.
Wstań. I chodź tu.
Żadnego stopnia, żadnego Murray, czyste polecenie.
W ciągu ostatniego miesiąca przerabiali to trzeci raz.
Powiedz im, co zrobiłaś.Nie musiała. Wskazał podbródkiem na pozostałych.
Jaką samowolkę znowu odpierdoliłaś.

helena peregrine
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
33 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
165 cm
nobody smart plays fair
Awatar użytkownika
Running with bulls
Working my miracles
Holding my world together with a boot string
Living the dream
Benzos and gasoline
Coffee and blue light screens till the morning
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakiekolwiek
typ narracji3os.
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Spoiler
Helena "Mayhem" Murray

Wiek: 27
Stopień: Petty Officer Second Class (PO2/E-5)
Formacja: U.S. Navy Explosive Ordnance Disposal (EOD)/Naval Special Warfare Support
Obecne stanowisko: EOD Team Lead (przydzielona do plutonu SEAL)
Poprzednie stanowisko: EOD Technician (w składzie mobilnego pododdziału EOD MU)

Status: Nadal aktywna operacyjnie

Jest wyczerpana.

Marzy o gorącym prysznicu, w którym mogłaby wymyć pył z oczu i włosów. Na tym etapie ma wrażenie, że wniknął głęboko w pory jej skóry i scalił z ciałem; jej oddech świszczy od wdychania go.

Marzy o chwili samotności. Wszyscy zebrani w sali odpraw doskonale zdają sobie sprawę, że czekają tak długo przez nią. Niektórzy patrzą na nią z wyrzutem, inni z pewną dozą uznania, ale na większości twarzy maluje się po prostu zmęczenie i niezadowolenie. Młodsi technicy z zespołu rzucają w jej stronę zaniepokojone spojrzenia, bo wiedzą, co u Mayhem może zapowiadać zaciśnięta mocno szczęka i wzrok wbity w przestrzeń.
W grupie brakuje Dave'a Vance'a – Freshiego – który po porannej akcji wciąż jest w strefie medycznej. Na szczęście.

Jest wyczerpana, ale nie może tego okazać. Być może Freshie wrócił do bazy żywy dzięki jej interwencji, ale podważenie bezpośredniego rozkazu przełożonego nie może przecież obejść się bez reperkusji. Byłaby w stanie bez słowa sprzeciwu przyjąć konsekwencje tej decyzji – szczególnie że nie żałowała jej ani trochę. Ale trzymanie całego plutonu tylko po to, by jej kara za niesubordynację miała widownię?

Coś takiego było bardzo w stylu pierdolonego Sullivana.
Ten wreszcie wchodzi do sali. Uwaga wszystkich skupia się na nim, a szmery rozmów natychmiast cichną. Murray też podnosi wzrok. Jej twarz nie wyraża żadnych emocji, ale gdy patrzy na Reya, w jej oczach zawsze czai się gniew i niechęć, których nie może wyrazić otwarcie.
Ma szczerą nadzieję, że Sullivan wie, że gdyby mogła, splunęłaby mu pod buty.

Nie może, więc po prostu śledzi spojrzeniem jego ruchy, cierpliwie czekając na całe to przedstawienie.
W końcu ich spojrzenia się krzyżują. Polecenie, choć wypowiedziane normalnym tonem, grzmi w pełnej napięcia ciszy, jaka zapadła w sali. Wszystkie twarze odwracają się na nią. A ona?

Nie ociąga się, ale i nie spieszy. Rozplata skrzyżowane na piersi ręce, podnosi się. Chyba wszyscy słyszą świst, z jakim nabiera głębokiego oddechu. Podeszwy ciężkich butów wybrzmiewają jak tykanie odliczające czas do potencjalnej eksplozji. Kolejny świst – wydech. Nie przerywa kontaktu wzrokowego z Sullivanem – cichy bunt, który już powinien dać mu do zrozumienia, że nie ma zamiaru się kajać, nawet jeśli zrobi z niej widowisko dla całego plutonu.
Może nawet jeszcze pożałuje, że wybrał taki sposób na ukaranie jej. W końcu wszyscy lubią Freshiego.

Dociera do miejsca, w którym stoi Sullivan i odwraca się przodem do grupy. Sytuuje się tak, jakby razem z nim prowadziła to spotkanie, a nie jakby miały na nią spłynąć reperkusje posiadania własnego zdania.

Opuściłam swoje stanowisko — mówi rzeczowo. Patrzy na grupę, nie ucieka wzrokiem – widać gołym okiem, że nie ma w niej żadnej skruchy. I zamiast na tym poprzestać, kontynuuje: — Zauważyłam, że miny oddzielające mnie od Freshiego to prosty system naciskowy i mogę szybko go rozbroić. Uświadomiłam sobie, że byłam w idealnej pozycji do tego, by zareagować, a zawahanie z mojej strony najprawdopodobniej doprowadziłoby do tego, że Freshie zostałby wzięty do niewoli — wszyscy zebrani wiedzieli, co by to tutaj oznaczało — więc zareagowałam instynktownie. — Tłumaczy formalnym tonem, ale jej wypowiedź to świadoma gra na emocjach. Zupełnie szczera, ale i wykalkulowana.

Spojrzenie, które kieruje na Sullivana, z głębi sali wygląda trochę tak, jakby oddawała mu głos – z pełnym szacunkiem, ale j e d n a k; z bliska widać w nim wyzwanie. I jej g n i e w.

Oboje wiedzą, że Billy zrobiłby to samo.
Oboje wiedzą też, że zginął w podobnej sytuacji.

Percival Gardner
echo
to tylko forum jbc
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”