we used to be on fire, but now we're cold, cold, cold
: wt sie 25, 2026 8:15 am
070.
2021
Na samym początku było trudno. Każdy testował ją na swój sposób - niby żarty, niby tylko drobne prowokacje, ale gdy w trzecim tygodniu pracy weszła do płonącego mieszkania, żeby wyciągnąć chłopaka, którego inni dawno każdy skazał na straty, coś się zmieniło. Od tamtej pory przestali mówić nasza dziewczynka, a zaczęli zwracać się do niej, jak do każdego innego - po nazwisku. I to było w porządku. Właśnie tego chciała. Nieważne, że tamten dzień służby zakończyła z reprymendą na koncie, to było akurat najmniej ważne.
Wciąż jednak znaleźli się tacy, którzy patrzyli na nią pobłażliwie. Rozumiała skąd się to bierze. Bycie najmłodszą strażaczką w jednostce miało swoją cenę. Wiedziała, że wszyscy ją obserwują i traktują, jak rzadkie zjawisko, które nie powinno się tu znaleźć, a jednak działa. To głupie, bo przecież każdy był kiedyś nowy. Jett Donovan, który miał zaledwie dwa lata dłuższy staż od niej zachowywał się jak stary wyjadacz i nikt, zupełnie nikt nie miał do niego pretensji. Co z tego, że leciał na łeb, na szyję, niewiele robiąc sobie z uwag kapitana. Miał wszystko i wszystkich w dupie. Kiedy zrobił coś dobrze - dostawał pochwały. Kiedy zjebał - odpowiedzialność spadała na całą grupę.
Teddy nie była jedyną kobietą w jednostce. I dzięki bogu, bo chyba nie zniosłaby tak ogromnej dawki wszechobecnego testosteronu. Berenice Carver była tutaj pierwsza. A przepraszam bardzo - Bunny Carver. Darling też nie cierpiała, kiedy ktoś zwracał się do niej pełnym imieniem. Najczęściej robił to ojciec, kiedy coś przeskrobała. Wtedy wiedziała, że robi się poważnie.
Ogień pożerał kolejne segmenty budynku. Teddy zacisnęła palce w pięści tak mocno, że aż zbielały jej knykcie. Jak długo jeszcze muszą czekać? Czy nie wszystko zostało już powiedziane? Nie powinni mieć już tych formalności za sobą? W tym szeregowcu wciąż byli ludzie. Czy naprawdę nikt nie rozumiał, że im dłużej czekali, tym mniej mieli czasu? Ten uciekał im przez palce, kurcząc się w zatrważającym tempie. Zupełnie jak budynek, po którym lada moment zostaną tylko zgliszcza. Na co oni jeszcze czekali? Na pieprzone oklaski?
— I pamiętajcie, że nasze bezpieczeństwo jest zawsze na pierwszym miejscu — zaznaczył jeszcze kapitan. To była jego standardowa regułka. Powtarzał to za każdym razem, żeby przypadkiem nikt o tym nie zapomniał. Jego ludzie mieli wpojeni to do głowy tak bardzo, że zdołaliby wyrecytować te słowa wyrwani ze snu w środku nocy.
Darling zacisnęła ustaw w wąską linię. Poprawiła hełm i ze zniecierpliwieniem przestąpiła z nogi na nogę. Zerknęła z ukosa na stojącą obok Carver.
— Kiedy wchodzimy? — zapytała cicho, żeby nie przeszkadzać Whitmanowi, który tłumaczył coś jeszcze dowódcy zmiany. Była narwana, ale co się dziwić? Miała dwadzieścia pięć lat i zapał do pracy. Chciała ratować ludzkie życia, a przecież to był wspaniały dzień, żeby kogoś uratować. Tak powiedziałby Derek Shepherd z Grey's Anatomy.
Bunny Carver