You can be my Spider-Man, and I’ll be your Mary Jane
: wt sie 25, 2026 4:03 pm
Westchneła, scrollując kolejne wpisy na Tumblrze. Miała wrażenie, że pochłaniało ją to coraz bardziej, głównie ze względu na pewnego osobnika, na którego posty czekała z niecierpliwością (zaczynała się przyłapywać na tym, że z coraz to większą), chcąc je skomentować i przekonać się, gdzie był dzisiaj. Czy poznawał zagadki kryjące się w głębinach jaskiń? A może wznosił się na wysokie szczyty, podziwiając widoki, które się z nich rozciągały? Jadł jakieś paskudztwa i poznawał kolejne kultury? Ach, naprawdę mu tego wszystkiego zazdrościła. Wolności i możliwości poznania niezbadanego. Nic dziwnego, że uzależniła się od wszystkich relacji, jakie dodawał, przy okazji zagadując do niego w wiadomościach prywatnych, na które, ku uciesze rudowłosej, odpisywał! Przynajmniej do tej pory, bo wychodziło na to, że aktualnie był niebywale zajęty.
Zamknęła przeglądarkę w telefoni, wchodząc w kontakty. Zaczynało jej się nudzić, a to nigdy nie zwiastowało dobrze. Była wulkanem energii, który potrzebował ciągłej stymulacji, jeśli miała czegoś nie rozwalić. A najpewniej własną kuchnię, gdyby tak naszło ją na kolejną próbę gotowania. Powinna dać odpocząć sąsiadom, zdecydowanie. Mieszkało jej się tutaj dobrze i chociaż po tym, jak Syd się wyprowadziła, spadło na nią znacznie więcej opłat, nadal nie chciała się wyprowadzać. Może warto było pomyśleć o współlokatorze?
Wystukała szybką wiadomość do Alvina, na którego pod względem adrenaliny oraz różnej maści przygód zawsze można było liczyć i od słowa do słowa faktycznie ogarnęli plan na dzisiaj. Dach. Brzmiało niewinnie, ale pozory z taką łatwością potrafiły mylić. W ich przypadku nie było mowy o jakimś niskim budynku. Nie. Oczywiście, że Al zadecydował, że wlezą gdzieś, gdzie będzie można podziwiać piękną, nocną panoramę Toronto, tym samym mile łechtając zmysły wzrokowe Cassie.
Sturlała się z łóżka, nakarmiła kota, szybko przebrała i niecałe trzy kwadranse później znalazła się przed budynkiem, na którego szczycie przebywał właśnie Alvina. No, przynajmniej wcześniej, bo liczyła, że po nią wyszedł, kiedy napisała, że zaraz będzie.
Rozejrzała się, zachodząc wieżowiec bardziej od tylnej strony i dostrzegł samotną postać ubraną w bluzę z kapturem.
-Wyglądasz jak włamywacz - uśmiechnęła się do niego szeroko.
Chwilę później dała się poprowadzić plątaniną korytarzy, jakichś drabinek na zewnątrz i uwierzcie lub nie, ale czuła się jak w jakimś filmie szpiegowskim, gdzie musieli unikać kamer, byleby tylko armia złego bossa ich nie złapała. Już wolała nie wnikać, skąd w ogóle Alvin wiedział, jak się tutaj poruszać, gdzie skręcić, w jakie drzwi wejść, żeby tylko znaleźć się ostatecznie na dachu i nie zostać zauważonym. To był sekret, który chłopak powinien zachować tylko dla siebie, mogąc w ten sposób zaskakiwać Cassandrę każdego razu bardziej.
-Wooohoooo - wyrzuciła z siebie, kiedy jej oczom ukazało się piękny, nocny widok. Nieczęsto miała okazję podziwiać takie rzeczy z takiej perspektywy. Zdecydowanie zbyt mało osób w jej otoczeniu pisało się na nielegalny włam. - Ale super sprawa! Do tego jak romantycznie. Jak często przychodzisz tu beze mnie, hę? - rzucił, dając chłopakowi lekkiego kuksańca w bok. Zaraz podeszła do krawędzi dachu, spoglądając w dół. - Wyobraź sobie, jakby człowiek zaczął stąd spadać. Przez krótką chwilę naprawdę odniosłoby się wrażenie, że można latać - skomentowała, patrząc na migające w oddali światełka samochodów.
Alvin Fontaine
Zamknęła przeglądarkę w telefoni, wchodząc w kontakty. Zaczynało jej się nudzić, a to nigdy nie zwiastowało dobrze. Była wulkanem energii, który potrzebował ciągłej stymulacji, jeśli miała czegoś nie rozwalić. A najpewniej własną kuchnię, gdyby tak naszło ją na kolejną próbę gotowania. Powinna dać odpocząć sąsiadom, zdecydowanie. Mieszkało jej się tutaj dobrze i chociaż po tym, jak Syd się wyprowadziła, spadło na nią znacznie więcej opłat, nadal nie chciała się wyprowadzać. Może warto było pomyśleć o współlokatorze?
Wystukała szybką wiadomość do Alvina, na którego pod względem adrenaliny oraz różnej maści przygód zawsze można było liczyć i od słowa do słowa faktycznie ogarnęli plan na dzisiaj. Dach. Brzmiało niewinnie, ale pozory z taką łatwością potrafiły mylić. W ich przypadku nie było mowy o jakimś niskim budynku. Nie. Oczywiście, że Al zadecydował, że wlezą gdzieś, gdzie będzie można podziwiać piękną, nocną panoramę Toronto, tym samym mile łechtając zmysły wzrokowe Cassie.
Sturlała się z łóżka, nakarmiła kota, szybko przebrała i niecałe trzy kwadranse później znalazła się przed budynkiem, na którego szczycie przebywał właśnie Alvina. No, przynajmniej wcześniej, bo liczyła, że po nią wyszedł, kiedy napisała, że zaraz będzie.
Rozejrzała się, zachodząc wieżowiec bardziej od tylnej strony i dostrzegł samotną postać ubraną w bluzę z kapturem.
-Wyglądasz jak włamywacz - uśmiechnęła się do niego szeroko.
Chwilę później dała się poprowadzić plątaniną korytarzy, jakichś drabinek na zewnątrz i uwierzcie lub nie, ale czuła się jak w jakimś filmie szpiegowskim, gdzie musieli unikać kamer, byleby tylko armia złego bossa ich nie złapała. Już wolała nie wnikać, skąd w ogóle Alvin wiedział, jak się tutaj poruszać, gdzie skręcić, w jakie drzwi wejść, żeby tylko znaleźć się ostatecznie na dachu i nie zostać zauważonym. To był sekret, który chłopak powinien zachować tylko dla siebie, mogąc w ten sposób zaskakiwać Cassandrę każdego razu bardziej.
-Wooohoooo - wyrzuciła z siebie, kiedy jej oczom ukazało się piękny, nocny widok. Nieczęsto miała okazję podziwiać takie rzeczy z takiej perspektywy. Zdecydowanie zbyt mało osób w jej otoczeniu pisało się na nielegalny włam. - Ale super sprawa! Do tego jak romantycznie. Jak często przychodzisz tu beze mnie, hę? - rzucił, dając chłopakowi lekkiego kuksańca w bok. Zaraz podeszła do krawędzi dachu, spoglądając w dół. - Wyobraź sobie, jakby człowiek zaczął stąd spadać. Przez krótką chwilę naprawdę odniosłoby się wrażenie, że można latać - skomentowała, patrząc na migające w oddali światełka samochodów.
Alvin Fontaine