Strona 1 z 1

Eiv Merritt

: wt sie 25, 2026 6:38 pm
autor: Eiv Merritt
Evelyn "Eiv" Merritt
Mishka Silva
homeprofilebiopermits
Obrazek
data i miejsce urodzenia
23/09/2003 Port Hope, Kanada
zaimki
ona/jej
zawód
prostytutka
miejsce pracy
Clouds – oficjalnie: prywatny klub towarzyski, nieoficjalnie: ekskluzywny, zamknięty klub erotyczny
orientacja
bi
dzielnica mieszkalna
Distillery District
pobyt w toronto
od pięciu lat
umiejętności
świetnie czyta ludzi – przez lata nauczyła się rozpoznawać intencje na podstawie drobnych gestów, tonu głosu czy spojrzenia; potrafi manipulować i kierować uwagę rozmówcy tam, gdzie chce, zwłaszcza gdy czuje się zagrożona; dobrze ukrywa emocje, zachowując spokój nawet pod ogromną presją; umie przybrać dokładnie taką osobowość, jakiej wymaga sytuacja; jest też bardzo spostrzegawcza – zapamiętuje twarze, szczegóły pomieszczeń, zwyczaje ludzi i drobne zmiany w ich zachowaniu; wiarygodnie kłamie
słabości
nie posiada prawa jazdy; ma trudności z zaufaniem – automatycznie zakłada, że za czyjąś dobrocią kryje się jakiś interes; jest emocjonalnie zdystansowana – kiedy za bardzo kogoś polubi, z czasem zwykle odsuwa się od tej osoby; kiepsko radzi sobie z nagłymi zmianami w życiu; cierpi na zespół stresu pourazowego; nie potrafi prosić o pomoc; pod maską arogancji skrywa niską samoocenę; zmaga się z własną tożsamością – nie umiałaby odpowiedzieć na pozornie proste pytanie, kim tak naprawdę jest; gdy czuje się bezbronna, odruchowo atakuje, staje się chłodna i agresywna; trudno jej przyjąć czułość – zwykła delikatność dezorientuje ją bardziej niż brutalność
trigger warning
nawiązania do prostytucji, handlu ludźmi i przemocy
we don't gotta be in love
i don't gotta be the one
i just wanna be one of your girls tonight
𝖉𝖗𝖊𝖆𝖒𝖘
Banalny początek historii dziewczyny z urokliwego miasteczka, która zamarzyła o lepszym życiu. Port Hope nie oferowało zbyt wielu możliwości. Można było zostać, znaleźć jakąś pracę, poznać kogoś, wziąć ślub, mieć dzieci i… po prostu żyć. Niby niczego nie brakowało. Tylko że Evelyn brakowało chyba najważniejszego – poczucia, że czeka na nią coś więcej. Czegoś, co wykraczało poza ten jeden, utarty scenariusz.
Toronto wydawało się dobrym rozwiązaniem.

Duże miasto, mnóstwo ludzi, nowe perspektywy i przede wszystkim szansa, żeby zacząć od początku. Bez rodziny zaglądającej przez ramię, bez sąsiadów wiedzących o niej więcej, niż sama miała ochotę im mówić, i bez wrażenia, że całe jej życie zostało już z góry zaplanowane.
Nie miała wielkiego planu. Właściwie nie miała nawet szczególnie dobrego planu. Miała za to trochę oszczędności, kilka rzeczy w walizce i przekonanie, że jakoś sobie poradzi.
I przez jakiś czas naprawdę sobie radziła.

Znalazła pracę, razem z przyjaciółką wynajęła niewielkie mieszkanie i zaczęła poznawać miasto. Nie było idealnie, ale przecież nie oczekiwała cudów, prawda? Wystarczało jej to, że każdego dnia budziła się ze świadomością, że jest dokładnie tam, gdzie chciała być.
Przez chwilę naprawdę myślała, że się udało.
Że wystarczyło tylko wyjechać, żeby wszystko wreszcie zaczęło się układać.

· · ─ · ─ · ·

𝖈𝖑𝖔𝖚𝖉𝖘
Drobne ciało wirowało w rytm elektronicznej muzyki, tamtej nocy idealnie współgrającej z jej nastrojem. Kilka niewinnych spojrzeń sunących po sylwetce brunetki, która zdawała się tworzyć z melodią jedną, spójną całość. Zupełnie jakby grała tylko dla niej; jakby w całym pomieszczeniu nie było nikogo więcej; jakby zatraciła się w tym jednym, wibrującym momencie.
Różowo-fioletowe światło neonu odbijało się od maski o połyskującej, metalicznej powłoce, która zakrywała jedynie górną część dziewczęcej buzi. We krwi płynął alkohol w postaci czystej wódki zaserwowanej przy barze przez barmana, którego szczerze nie trawiła. Właściwie było jej już wszystko jedno.
Byle dotrwać do rana.
Rzeczywistość, w której żyła od kilku dobrych lat, nie miała nic wspólnego z tym, o czym zawsze marzyła. Nie było już Evelyn, Evie ani Ev. Była za to Eiv – jakby ta jedna cholerna literka miała świadczyć o zmianie tożsamości i wymazaniu przeszłości; odcięciu się od tego, co zostawiła za sobą. Dawno temu, bezpowrotnie, bez zastanowienia.
I… została sama.

Czy nie tego właśnie chciała?

Względna wolność okazała się nocnym klubem, znajomymi twarzami stałych klientów i niedopalonymi papierosami, oznaczonymi czerwoną szminką.

Kiedy właściwie do tego doszło?
Kiedy życie, które miało być jej własnym, zdążyło zamienić się w coś, czego sama nie potrafiła już rozpoznać?
Nie pamiętała jednego konkretnego dnia. Nie było żadnego wyraźnego momentu, po którym mogłaby powiedzieć: właśnie wtedy wszystko się spierdoliło. Raczej seria decyzji, na które nie zwracała większej uwagi. Drobne sugestie, których wcześniej nie słyszała. Obietnice większych pieniędzy, lepszej pracy, poznania właściwych ludzi.
Przecież niczego nie musiała robić.
Tak jej wtedy mówili.
„Możesz odmówić. Możesz odejść”. Mogła wrócić do tego, co znała wcześniej, choć powrót do Port Hope brzmiał wówczas niczym największa życiowa porażka.
Więc została.
Najpierw z ciekawości. Później dla pieniędzy. Jeszcze później dlatego, że tak było łatwiej.
Każdy kolejny krok wydawał się niewielki. Żaden z osobna nie był jeszcze powodem, żeby się wycofać.

Jednym z nich było Clouds.
Oficjalnie – prywatny klub towarzyski. Miejsce dla ludzi, którzy cenili sobie dyskrecję, dobry alkohol i odpowiednie towarzystwo. Zamknięta lista gości, eleganckie wnętrza, drogie drinki i obsługa, która miała wiedzieć, kiedy podejść, a kiedy najlepiej się ulotnić.
Przynajmniej tak jej to przedstawiono.
Evelyn była przekonana, że zaczyna pracę w normalnym miejscu. Może trochę bardziej ekskluzywnym niż te, w których pracowała wcześniej, ale wciąż normalnym. Miała obsługiwać klientów, rozmawiać z nimi, uśmiechać się wtedy, kiedy wypadało, i wracać do domu z wypłatą, która pozwoli jej wreszcie przestać liczyć każdy cent.
Nie wiedziała jeszcze, że „towarzystwo” oznaczało tam coś zupełnie innego.
Pierwsza propozycja wydawała się po prostu nietypowa. Druga – nie na miejscu. Przy trzeciej zaczęła się zastanawiać, czy przypadkiem nie przegapiła czegoś istotnego podczas rozmowy o pracę.
Pytania, których się nie spodziewała. Prośby wypowiadane z uśmiechem, jakby były czymś zupełnie naturalnym. Klienci, którzy coraz mniej przypominali ludzi szukających zwykłego towarzystwa.
Za każdym razem powtarzano to samo.
Że przesadza. Że nie ma się czego bać. Że przecież nikt jej do niczego nie zmusza. Że może odmówić, jeśli nie czuje się komfortowo.
I może rzeczywiście mogła…
Tyle że z każdą kolejną odmową atmosfera robiła się coraz bardziej napięta. Uśmiechy zaczynały znikać, propozycje traciły uprzejmy ton, a ludzie, którzy wcześniej zapewniali, że wszystko jest w porządku, nagle przestawali mieć dla Evelyn czas.
Wtedy po raz pierwszy dotarło do niej, że nie chodziło o pracę.

Chodziło o nią.
Clouds było ekskluzywnym, zamkniętym klubem erotycznym. Miejscem, w którym dziewczyny miały być częścią wystroju równie mocno jak światła, muzyka i drogi alkohol. Miały pięknie wyglądać, być dostępne i przede wszystkim nie sprawiać p r o b l e m ó w.
Evelyn bardzo szybko przestała być Evelyn.
Najpierw zrezygnowała z pełnego imienia. Później skróciła je jeszcze bardziej. Evie stało się Ev, a Ev ostatecznie zmieniło się w Eiv. Jedna literka. Niby nic.
A jednak wystarczyła, żeby oddzielić ją od dziewczyny, która kiedyś spakowała walizkę i wyjechała z Port Hope, przekonana, że właśnie zaczyna swoje nowe życie.
Nowe życie nie wyglądało tak, jak sobie wymarzyła.
Nie było własnego mieszkania, spokoju i poczucia niezależności. Były za to noce ciągnące się do rana, obce dłonie, pieniądze, których nigdy nie dostawała tyle, ile powinna, i coraz więcej powodów, żeby nie zadawać pytań.
Z czasem nie miała już wątpliwości, w co właściwie się wpakowała.

I chyba właśnie wtedy po raz pierwszy przestała czuć się bezpiecznie.

· · ─ · ─ · ·

𝖉𝖔𝖑𝖑𝖘
Dziewczyny poruszały się w ten sam, wyuczony sposób. Uśmiechały się, poprawiały włosy, nachylały nad stolikami, przysiadały obok klientów. Subtelnie kokietowały, jakby dokładnie wiedziały, czego się od nich oczekuje.
Każda sprawiała wrażenie szczęśliwej.
I każda znała swoje miejsce.

Ale gdyby ktokolwiek przyjrzał się Eiv nieco uważniej, dostrzegłby, że zachowywała się inaczej niż reszta. Jej ruchy były nerwowe, uśmiech zbyt sztuczny, oczy smutne. Dyskretne próby wycofania się spełzały na niczym. Pod wypracowanym wizerunkiem lalki skrywała desperacką chęć ucieczki.

Na początku naiwnie wierzyła, że wystarczy powiedzieć nie. Że jeśli będzie stanowcza, w końcu zaczną odpuszczać. Nie rozumiała jeszcze, że w Clouds nie chodziło o to, czy potrafi odmówić. Chodziło o to, ile będzie ją kosztowała każda następna odmowa.
Szybko zorientowała się, że dziewczyny nie rozmawiały o wszystkim. Niektóre znikały na kilka dni i wracały z nowymi siniakami, których nikt nie komentował. Inne nagle przestawały pojawiać się w klubie – jak gdyby nigdy nic zastępowała je kolejna twarz.
Były też takie, które wiedziały, jak w całym tym piekle zwyczajnie przeżyć. Których klientów unikać. Kiedy zniknąć z sali. Komu nie patrzeć w oczy i przy kim lepiej się uśmiechać. Czyj żart wcale nie był żartem.
Eiv zaczęła się od nich uczyć.
W tym miejscu trudno było ufać komukolwiek. Każda miała własne problemy, własne sekrety i własne powody, żeby trzymać język za zębami. A jednak zdarzały się drobne gesty, których nie trzeba było nazywać. Ostrzeżenie rzucone przy odpowiedniej okazji. Miejsce zajęte przy barze. Szminka pożyczona przed wyjściem na salę. Krótkie spojrzenie, które mówiło: uważaj.

Im dłużej tam pracowała, tym wyraźniej widziała, że każda z nich miała własny sposób na przetrwanie. Jedna udawała, że naprawdę lubi tę pracę. Druga ze wszystkiego żartowała, zanim ktokolwiek zdążył zauważyć, że się boi. Kolejna nauczyła się odcinać od tego, co działo się z jej ciałem, jakby nigdy do niej nie należało.
Eiv próbowała robić to samo.
Próbowała też odejść.
Raz spakowała rzeczy. Innym razem próbowała znaleźć kogoś, kto mógłby jej pomóc. Zaczęła odkładać pieniądze i planować, dokąd mogłaby pojechać, gdyby pewnego dnia po prostu nie wróciła do Clouds.

Gdyby tylko wcześniej wiedziała, że Clouds nie było jedynie klubem…

Pieniądze, które zarabiała, znikały szybciej, niż zdążyła je odłożyć. Część zabierały „koszty”, o których wcześniej nikt nie wspominał. Część szła na spłatę długu, który rósł przy każdej kolejnej odmowie, każdym spóźnieniu i każdym najmniejszym przewinieniu.
Dostawała rzeczy, których nie potrzebowała. Drogie mieszkanie, którego wcale nie chciała. Ubrania, których sama by nie wybrała. Dodatki i kosmetyki, o które nigdy nie prosiła. Wszystko miało swoją cenę. Wszystko trafiało na jej rachunek.
Wkrótce zrozumiała, że pracuje nie po to, żeby zarabiać.
Pracowała, żeby spłacać.
A im więcej pracowała, tym więcej była winna.

· · ─ · ─ · ·

𝖓𝖔 𝖆𝖓𝖌𝖊𝖑𝖘
W pewnym momencie Eiv przestała pytać samą siebie, kiedy pozwolą jej odejść.

Bzdura. Nigdy jej nie pozwolą.
Zaczęła zastanawiać się, jak przetrwać kolejny dzień.
Jej zachowanie stało się automatyczne. Uśmiech. Spojrzenie. Odpowiednia poza. Odpowiednia odpowiedź. Wszystko przychodziło bez zastanowienia.
Była grzeczna. Robiła za posłuszną sarenkę.
Czasem wypożyczano ją poza Clouds – jak większość dziewczyn. Kolacja z klientem w eleganckiej restauracji, prywatne spotkanie, wyjście, na którym miała wyglądać jak jego towarzyszka. Nigdy nie wychodziła sama.
Dwóch ochroniarzy obserwujących z dystansu nie było tam po to, żeby ją chronić. Byli tam, żeby pilnować, by nie uciekła.
Eiv już to wiedziała.
Za Clouds stał półświatek – ludzie, pieniądze, wpływy i powiązania. Czasami pojawiała się też w The Rapture, należącym do jednego ze wspólników. To była część interesów.

Wiedziała, że nie wystarczy wyjechać z Toronto. Nie wystarczy zmienić numeru. Nie wystarczy zniknąć.
Za dużo o niej wiedzieli.
Jej bliscy nie mieli zresztą pojęcia, co się z nią dzieje. Myśleli, że po prostu ułożyła sobie życie. Takie kłamstwa słyszeli za każdym razem, gdy mogła do nich zadzwonić. Często pod czyimś nadzorem. Od wyjazdu ani razu nie pojawiła się w domu. Zawsze miała tę samą wymówkę: za dużo pracy.

Kiedyś wierzyła, że ktoś ją znajdzie. Że ktoś zauważy, co się dzieje, i wyciągnie ją z tego miejsca.
Nikt nie przyszedł.
Nikt też nad nią nie czuwał. Jeśli ktoś patrzył, to tylko po to, żeby wiedzieć, gdzie jest i co robi.
To nie była opieka.
To była kontrola.
W końcu przestała czekać.
Przestała planować ucieczkę. Przestała odkładać pieniądze. Przestała liczyć dni.

Została Eiv.
zgoda na powielanie imienia
nie
zgoda na powielanie pseudonimu
nie
Zgody MG
poziom ingerencji
wysoki
zgoda na śmierć postaci
nie
zgoda na trwałe okaleczenie
tak
zgoda na nieuleczalną chorobę postaci
tak
zgoda na uleczalne urazy postaci
tak
zgoda na utratę majątku postaci
tak
zgoda na utratę posady postaci
tak

Eiv Merritt

: wt paź 06, 2026 7:06 pm
autor: Maple Hearts
Witamy na forum Eiv Merritt
Dobra wiadomość – Twoja karta postaci została zaakceptowana i możemy powitać Cię po tej stronie kanadyjskiej granicy! Przypominamy, że na rozpoczęcie rozgrywki masz 7 dni! W temacie kto zagra? możesz znaleźć użytkowników, którzy chętnie Ci w tym pomogą. Jednocześnie zachęcamy do założenia skarbonki, kalendarza i informatora. Powodzenia w Toronto!