no excuses - time to settle the bet
: śr sie 26, 2026 8:51 pm
#1
Wieczorem policyjna strzelnica była praktycznie pusta. Większość stanowisk została już wyłączona, po korytarzach nikt się nie kręcił, a z całego obiektu dochodziły tylko pojedyncze odgłosy gdzieś z zaplecza. Renoir znał to miejsce od lat, podobnie jak ludzi, którzy tutaj pracowali, więc załatwienie prywatnego treningu po godzinach nie było większym problemem. Czasami dobrze było znać odpowiednie osoby. Tym razem przyjechał razem z Cleą, co samo w sobie mogło już zwiastować kłopoty. Mieli całą salę dla siebie, kilka wolnych stanowisk i zakład, który trzeba było w końcu rozstrzygnąć.
Renoir poprawił ochronniki słuchu i zerknął na przygotowaną tarczę. Koszulę miał podwiniętą do łokci, marynarkę zostawił w samochodzie, a zegarek jak zwykle tkwił na nadgarstku. Nie miał zamiaru spędzać tutaj całego wieczoru, ale znając życie, pewnie skończy się później niż planował. Z Cleą zazwyczaj tak było.
Spojrzał w jej stronę i przez chwilę przyglądał się jej bez słowa. Sam pomysł zakładu był dość absurdalny, chociaż właściwie pasował do ich małżeństwa. Przez lata potrafili rywalizować o rzeczy, które normalnym ludziom nawet nie przyszłyby do głowy. Gotowanie, wybór filmu, prowadzenie samochodu, nawet głupia próba bycia „lepszym” rodzicem dla dzieciaków, gdy te ewidentnie przeginały na każdym kroku. Teraz najwyraźniej przyszła pora na strzelnicę.
Sięgnął po okulary ochronne i założył je na nos. Potem poprawił rękaw koszuli i oparł dłonie o blat.
- Tylko przypominam, że to ty chciałaś ten zakład.
Uśmiechnął się pod nosem. Nie wyglądał na człowieka, który szczególnie martwił się możliwością przegranej. Wręcz przeciwnie. Był aż za spokojny, co w przypadku Renoira zwykle oznaczało, że już w głowie świętował zwycięstwo.
- Ten sam dystans, ta sama broń, tyle samo prób. Żadnego kombinowania. - zerknął na nią jeszcze raz. - Jak przegrasz, nie chcę słyszeć, że miałem przewagę, bo pracuję w policji. Sama chciałaś.
Sięgnął po butelkę wody, upił kilka łyków i odstawił ją na bok. Przez moment sprawdzał jeszcze stanowisko, bardziej z przyzwyczajenia niż z potrzeby. Rozmasował bark i uderzył w niego kilka razy. Wszystko było przygotowane.
- Jeśli wygrasz, przyznam ci rację.
Zrobił krótką pauzę, po czym spojrzał na Cleę z lekkim rozbawieniem.
- Publicznie. Opublikujemy to na twoim IG, ok?
Wiedział doskonale, że właśnie na tym najbardziej jej zależało. Nie na samym wyniku, tylko na tym, żeby zmusić go później do przyznania, że przez cały czas się mylił i pokazać, że szefowa ze stajni strzela lepiej niż nadinspektor. Tego jednak Renoir nie zamierzał jej ułatwiać.
Przesunął się na swoje stanowisko i jeszcze raz poprawił ochronniki. Słyszał ją dobrze, ale słuchawki ograniczały huk wydawany przez policyjne Glocki.
- No dobrze. - skinął głową w stronę tarcz. - Możesz zacząć, pani Delacroix.
Clea Delacroix
Renoir poprawił ochronniki słuchu i zerknął na przygotowaną tarczę. Koszulę miał podwiniętą do łokci, marynarkę zostawił w samochodzie, a zegarek jak zwykle tkwił na nadgarstku. Nie miał zamiaru spędzać tutaj całego wieczoru, ale znając życie, pewnie skończy się później niż planował. Z Cleą zazwyczaj tak było.
Spojrzał w jej stronę i przez chwilę przyglądał się jej bez słowa. Sam pomysł zakładu był dość absurdalny, chociaż właściwie pasował do ich małżeństwa. Przez lata potrafili rywalizować o rzeczy, które normalnym ludziom nawet nie przyszłyby do głowy. Gotowanie, wybór filmu, prowadzenie samochodu, nawet głupia próba bycia „lepszym” rodzicem dla dzieciaków, gdy te ewidentnie przeginały na każdym kroku. Teraz najwyraźniej przyszła pora na strzelnicę.
Sięgnął po okulary ochronne i założył je na nos. Potem poprawił rękaw koszuli i oparł dłonie o blat.
- Tylko przypominam, że to ty chciałaś ten zakład.
Uśmiechnął się pod nosem. Nie wyglądał na człowieka, który szczególnie martwił się możliwością przegranej. Wręcz przeciwnie. Był aż za spokojny, co w przypadku Renoira zwykle oznaczało, że już w głowie świętował zwycięstwo.
- Ten sam dystans, ta sama broń, tyle samo prób. Żadnego kombinowania. - zerknął na nią jeszcze raz. - Jak przegrasz, nie chcę słyszeć, że miałem przewagę, bo pracuję w policji. Sama chciałaś.
Sięgnął po butelkę wody, upił kilka łyków i odstawił ją na bok. Przez moment sprawdzał jeszcze stanowisko, bardziej z przyzwyczajenia niż z potrzeby. Rozmasował bark i uderzył w niego kilka razy. Wszystko było przygotowane.
- Jeśli wygrasz, przyznam ci rację.
Zrobił krótką pauzę, po czym spojrzał na Cleę z lekkim rozbawieniem.
- Publicznie. Opublikujemy to na twoim IG, ok?
Wiedział doskonale, że właśnie na tym najbardziej jej zależało. Nie na samym wyniku, tylko na tym, żeby zmusić go później do przyznania, że przez cały czas się mylił i pokazać, że szefowa ze stajni strzela lepiej niż nadinspektor. Tego jednak Renoir nie zamierzał jej ułatwiać.
Przesunął się na swoje stanowisko i jeszcze raz poprawił ochronniki. Słyszał ją dobrze, ale słuchawki ograniczały huk wydawany przez policyjne Glocki.
- No dobrze. - skinął głową w stronę tarcz. - Możesz zacząć, pani Delacroix.
Clea Delacroix