objection, your honor!
: ndz sie 30, 2026 5:12 pm
Dzień, od którego oficjalnie, przynajmniej według ich własnych ustaleń, byli parą. Trzy miesiące przepełnione emocjami tak intensywnymi, że Holloway nigdy wcześniej nie miała okazji zaznać czegoś podobnego. Aiden wkroczył do jej świata, życia... w najmniej oczekiwanym momencie, bo na dobrą sprawę dopiero próbowała jakoś nawigować rozstanie ze swoim byłym mężem. Nie chciała się nikim interesować, a już tym bardziej poczuć do drugiego człowieka czegoś więcej niż zwykłą sympatię czy tolerowanie jego obecności przez dłużej niż jakies pięć minut. Może nie znajdowało się to również w planach samego O’Cahallana, ale najwyraźniej dwie osobowości, które nie pozwalały sobie w kaszę dmuchać, wcale nie musiały się wzajemnie pozabijać (no może czasami). Być może w ich przypadku właśnie idealnie szły ze sobą w parze?
Tego dnia wzięła wolne, bo bardzo chciała zrobić mu niespodziankę podczas jednej z jego rozpraw. Przez ostatni tydzień chodził wyjątkowo skupiony, wieczorami przesiadywał nad aktami, a niejednokrotnie zostawał też dłużej w pracy. Dlatego Vita zamierzała nie tylko zaskoczyć go swoją obecnością, ale również wyciągnąć później na obiad albo kolację, w zależności od tego, jak długo przeciągnie się cały proces. Pamiętała oczywiście, jak kilka tygodni wcześniej kategorycznie zabronił jej zjawiania się w miejscu jego pracy. Ale… no nie mogła tego odpuścić! Poza tym była ich miesięcznica. Pierwsza oficjalna, odkąd naprawdę byli razem, nie licząc tego, że samą datę rozpoczęcia związku ustalili trochę później.
Po drodze zajrzała do lokalnej kwiaciarni, bo chciała kupić mu niewielki bukiet. Oczywiście zamierzała wręczyć go dopiero po wyjściu z sądu. Po pierwsze, nigdy wcześniej nie dawała mu kwiatów i nie miała pojęcia, jak zareaguje. Po drugie, nie zamierzała robić tego w jego miejscu pracy, gdzie jakieś znajome twarze mogłyby później komentować ten moment i sie z niego naśmiewać. Po trzecie, kompletnie nie rozumiała, dlaczego wręczanie kwiatów mężczyznom wciąż uchodziło za coś dziwnego. Sama myśl, że większość z nich otrzymywała swój pierwszy bukiet dopiero po śmierci, cholernie ją smuciła. No ale anyways.... Kupiła kwiaty, wsiadła do tramwaju i mniej więcej trzydzieści minut później znalazła się przed budynkiem sądu. Po przejściu przez kontrolę bezpieczeństwa podeszła do punktu informacyjnego i podała kobiecie nazwisko Aidena oraz godzinę rozpoczęcia rozprawy, którą udało jej się wcześniej dyskretnie od niego wyciągnąć.
Kobieta przez moment przeglądała dzienny wykaz spraw. - Rosevelt przeciwko Knoxowi. Proces karny. Adwokat O’Cahallan, prokurator Cosgrove. Sala trzynasta - poinformowała. Vita uśmiechnęła się pod nosem, podziękowała kobiecie, a następnie ruszyła wskazanym korytarzem. Kwiaty zostawiła w szatni, wyciszyła telefon, wsunęła go do torebki i weszła do środka jeszcze przed rozpoczęciem posiedzenia. Zajęła miejsce w jednym z tylnych rzędów galerii dla publiczności, pomiędzy kilkoma obcymi osobami. Nie było żadnej wyznaczonej strony oskarżenia ani obrony, więc usiadła tam, skąd miała całkiem dobry widok na przód sali, jednocześnie pozostając na tyle daleko, by Aiden nie zauważył jej od razu.
Po kilku minutach w końcu go zobaczyła. Wszedł na salę z grubą teczką dokumentów wsuniętą pod ramię, a Vita wyprostowała się odruchowo, obserwując go z zaciekawieniem i kurde, jezu... jaki on był seksowny, omg. Zaraz po nim pojawił się Crosgrove wraz z Knoxem, prowadzony na swoje miejsce, nagle odwrócił głowę w stronę galerii. Jego spojrzenie przesunęło się po zebranych, aż w końcu zatrzymało właśnie na niej. Trwało to zaledwie kilka sekund, ale Vicie wydawało się, że zdecydowanie za długo. Ciarki przeszły jej po całym ciele. Odwróciła wzrok dopiero wtedy, gdy urzędnik sądowy poprosił wszystkich o powstanie. Do sali wszedł sędzia, a kiedy zajął swoje miejsce, zebrani mogli ponownie usiąść. Dopiero podczas odczytywania zarzutów Vita zorientowała się, czego dotyczył proces. Knox został oskarżony o nękanie, napaść powodującą obrażenia oraz napaść seksualną. Według przedstawionych informacji przez kilka miesięcy miał śledzić pokrzywdzoną, pojawiać się pod jej domem i miejscem pracy, zasypywać ją wiadomościami, a ostatecznie zaatakować, kiedy wracała wieczorem do mieszkania... a gdy kobieta weszła później na salę, jedna z jej rąk nadal tkwiła w stabilizatorze, a na policzku widniała niewielka, choć wyraźna blizna. Vita poczuła, jak cała wcześniejsza ekscytacja ustępuje miejsca nieprzyjemnemu uciskowi w żołądku i w tamtym momencie zrozumiała dlaczego nie chciał, żeby odwiedzała go w pracy. Szkoda tylko, że na te wnioski było już za późno.
handsome lawyer