ODPOWIEDZ
27 y/o
Enjoy the simplest things
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

4 września

Dzień, od którego oficjalnie, przynajmniej według ich własnych ustaleń, byli parą. Trzy miesiące przepełnione emocjami tak intensywnymi, że Holloway nigdy wcześniej nie miała okazji zaznać czegoś podobnego. Aiden wkroczył do jej świata, życia... w najmniej oczekiwanym momencie, bo na dobrą sprawę dopiero próbowała jakoś nawigować rozstanie ze swoim byłym mężem. Nie chciała się nikim interesować, a już tym bardziej poczuć do drugiego człowieka czegoś więcej niż zwykłą sympatię czy tolerowanie jego obecności przez dłużej niż jakies pięć minut. Może nie znajdowało się to również w planach samego O’Cahallana, ale najwyraźniej dwie osobowości, które nie pozwalały sobie w kaszę dmuchać, wcale nie musiały się wzajemnie pozabijać (no może czasami). Być może w ich przypadku właśnie idealnie szły ze sobą w parze?

Tego dnia wzięła wolne, bo bardzo chciała zrobić mu niespodziankę podczas jednej z jego rozpraw. Przez ostatni tydzień chodził wyjątkowo skupiony, wieczorami przesiadywał nad aktami, a niejednokrotnie zostawał też dłużej w pracy. Dlatego Vita zamierzała nie tylko zaskoczyć go swoją obecnością, ale również wyciągnąć później na obiad albo kolację, w zależności od tego, jak długo przeciągnie się cały proces. Pamiętała oczywiście, jak kilka tygodni wcześniej kategorycznie zabronił jej zjawiania się w miejscu jego pracy. Ale… no nie mogła tego odpuścić! Poza tym była ich miesięcznica. Pierwsza oficjalna, odkąd naprawdę byli razem, nie licząc tego, że samą datę rozpoczęcia związku ustalili trochę później.

Po drodze zajrzała do lokalnej kwiaciarni, bo chciała kupić mu niewielki bukiet. Oczywiście zamierzała wręczyć go dopiero po wyjściu z sądu. Po pierwsze, nigdy wcześniej nie dawała mu kwiatów i nie miała pojęcia, jak zareaguje. Po drugie, nie zamierzała robić tego w jego miejscu pracy, gdzie jakieś znajome twarze mogłyby później komentować ten moment i sie z niego naśmiewać. Po trzecie, kompletnie nie rozumiała, dlaczego wręczanie kwiatów mężczyznom wciąż uchodziło za coś dziwnego. Sama myśl, że większość z nich otrzymywała swój pierwszy bukiet dopiero po śmierci, cholernie ją smuciła. No ale anyways.... Kupiła kwiaty, wsiadła do tramwaju i mniej więcej trzydzieści minut później znalazła się przed budynkiem sądu. Po przejściu przez kontrolę bezpieczeństwa podeszła do punktu informacyjnego i podała kobiecie nazwisko Aidena oraz godzinę rozpoczęcia rozprawy, którą udało jej się wcześniej dyskretnie od niego wyciągnąć.

Kobieta przez moment przeglądała dzienny wykaz spraw. - Rosevelt przeciwko Knoxowi. Proces karny. Adwokat O’Cahallan, prokurator Cosgrove. Sala trzynasta - poinformowała. Vita uśmiechnęła się pod nosem, podziękowała kobiecie, a następnie ruszyła wskazanym korytarzem. Kwiaty zostawiła w szatni, wyciszyła telefon, wsunęła go do torebki i weszła do środka jeszcze przed rozpoczęciem posiedzenia. Zajęła miejsce w jednym z tylnych rzędów galerii dla publiczności, pomiędzy kilkoma obcymi osobami. Nie było żadnej wyznaczonej strony oskarżenia ani obrony, więc usiadła tam, skąd miała całkiem dobry widok na przód sali, jednocześnie pozostając na tyle daleko, by Aiden nie zauważył jej od razu.

Po kilku minutach w końcu go zobaczyła. Wszedł na salę z grubą teczką dokumentów wsuniętą pod ramię, a Vita wyprostowała się odruchowo, obserwując go z zaciekawieniem i kurde, jezu... jaki on był seksowny, omg. Zaraz po nim pojawił się Crosgrove wraz z Knoxem, prowadzony na swoje miejsce, nagle odwrócił głowę w stronę galerii. Jego spojrzenie przesunęło się po zebranych, aż w końcu zatrzymało właśnie na niej. Trwało to zaledwie kilka sekund, ale Vicie wydawało się, że zdecydowanie za długo. Ciarki przeszły jej po całym ciele. Odwróciła wzrok dopiero wtedy, gdy urzędnik sądowy poprosił wszystkich o powstanie. Do sali wszedł sędzia, a kiedy zajął swoje miejsce, zebrani mogli ponownie usiąść. Dopiero podczas odczytywania zarzutów Vita zorientowała się, czego dotyczył proces. Knox został oskarżony o nękanie, napaść powodującą obrażenia oraz napaść seksualną. Według przedstawionych informacji przez kilka miesięcy miał śledzić pokrzywdzoną, pojawiać się pod jej domem i miejscem pracy, zasypywać ją wiadomościami, a ostatecznie zaatakować, kiedy wracała wieczorem do mieszkania... a gdy kobieta weszła później na salę, jedna z jej rąk nadal tkwiła w stabilizatorze, a na policzku widniała niewielka, choć wyraźna blizna. Vita poczuła, jak cała wcześniejsza ekscytacja ustępuje miejsca nieprzyjemnemu uciskowi w żołądku i w tamtym momencie zrozumiała dlaczego nie chciał, żeby odwiedzała go w pracy. Szkoda tylko, że na te wnioski było już za późno.

handsome lawyer
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Pierwszy miesiąc minął niebezpiecznie szybko — w zasadzie nim Aiden zdążył się obejrzeć, tak już spoglądał w kalendarz i przypominał sobie o ich pierwszej, oficjalnej miesięcznicy. To co, że w teorii spotykali się od trzech miesięcy. Datę ustalili zdecydowanie później, więc nawet powinni nadrobić pominięte świętowanie. O’Cahallan nie był szczególnym romantykiem, a przynajmniej zawsze mu się tak wydawało. Poznając Vitę i tworząc z nią już coś o wiele bardziej poważnego, miał gdzieś wewnątrz siebie potrzebę, aby zaskakiwać ją drobnostkami i pamiętać o szczegółach, do których większość facetów nie przyznałaby się. Może to wszystko dlatego, że on nie był jak większość? Zwracał uwagę na pierdoły, o których mu opowiadała, chłonął wszystkie informacje, nawet jeśli zdawało się, że nie słuchał albo robił to wybitnie nieuważnie. Mógł z małą dozą skromności powiedzieć, że chyba był całkiem dobrym chłopakiem — a przynajmniej jego dziewczyna dobrze okazywała to, spoglądając w niego zahipnotyzowanym spojrzeniem i będąc tak szczęśliwą. Naprawdę realnie widział różnicę między tym, jak zaczęli się spotykać na ich niby-randki, a teraz, gdy już kilka miesięcy żyli obok siebie. Dałby sobie rękę uciąć, że Holloway z dnia na dzień stawała się bardziej beztroska.

Ich data nie-pierwszej miesięcznicy wypadała dość niefortunnie, bo w dzień, w którym odbywała się dla niego ważna rozprawa. Ważna i ciężka, nad którą siedział naprawdę wiele, analizował wszystko po kolei i prowadził długie burze mózgów ze swoim mentorem, żeby upewnić się, że to wygra. Z jednej strony nie lubił takich spraw, a z drugiej wiedział, że zrobi absolutnie wszystko, aby wrzucić gościa za kratki na możliwie najdłuższy okres. Dziadkowie wychowali i nauczyli go bezwzględnego szacunku do kobiet i respektowania ich granic — cholera, miał siostrę, która była jego oczkiem w głowie i teraz również dziewczynę, o którą dbał jak o swój najdroższy skarb. Skręcało go na myśl, że jakiś obrzydliwiec mógłby zachować się w podobny sposób właśnie wobec nich. Nie było takiej, kurwa, opcji.

Dlatego tak strasznie denerwował się, gdy Vita tak uparcie próbowała postawić na swoim, aby odwiedzić go w pracy i ze wszystkich możliwych dni oraz rozpraw, uparła się na tę. Potrafił zrozumieć to, ponieważ widziała, jak długo nad nią ślęczał. Rozumiał, że chciała być kochana i wspierać go w ciężkim dniu, ale nie teraz, nie z tym zbrodniarzem. Nie chciał, aby była chociażby w zasięgu jego wzroku i mogłaby stać się jego łatwym kąskiem, gdyby Aidenowi poślizgnęła się noga i przypadkiem nie wpierdzieliłby go za kratki. Wtedy musiałby ją wywieźć z Toronto — nie pozwoliłby jej chodzić tak beztrosko po ulicach, kiedy była narażona.

Ubrany w togę wszedł jako pierwszy na salę, zaraz za nim prokurator i oskarżony. Ofiara weszła chwilę później, przywitał się z dziewczyną i wiedział, że obawiała się tej konfrontacji; był przekonany, że aż drżała ze strachu przed mężczyzną siedzącym naprzeciwko nich. Uspokoił ją słowami, że nie groziło jej tutaj żadne niebezpieczeństwo i ledwo skończył zdanie, a musieli wstać — Sędzia wchodził na salę.

Pora rozpocząć zabawę.


Nie spoglądał na widownię i nie przyglądał się, kto na niej siedział — mało go to interesowało, chyba że potrzebował to do wyższych celów i wygłaszał poruszającą mowę, aby pobudzić serca nie tylko ławy przysięgłych, ale również osób postronnych. Był dobrym mówcą i w gruncie rzeczy również dobrym manipulatorem, chociaż rzadko kiedy pokazywał tę swoją broń. Podejrzewał, że jednak dzisiaj będzie musiał przyaktorzyć. Cała rozprawa wymagała od niego takiego wysiłku i podczas przesłuchiwania świadków, i podczas zadawania pytań własnej klientce, bo wiedział, że Cosgrove miał tendencje do sugestii, które wprowadzały ofiary w zakłopotanie. Kilka razy musiał zgłosić sprzeciw, czasami sąd hamował prokuratora, a Aiden miał naprawdę dość. Spojrzał na Knoxa w momencie, kiedy pod koniec sprawy utkwił wzrok w tłumie. Podążył za jego spojrzeniem i wtedy dostrzegł ją.

Vitę, jego kochaną dziewczynę, którą teraz miał ochotę zamordować. Średnio te myśli wypadały na tle sprawy, w której teraz uczestniczył, ale dziewczyna musiała wyczuć jego spojrzenie na sobie i zaraz nawiązali kontakt wzrokowy. Jego twarz zdecydowanie miała napisy i gdy tylko przeniósł wzrok z powrotem na Knoxa, ten z uśmiechem przeskakiwał między nimi spojrzeniem.

Kurwa.

Sprawa się skończyła. Bez wyroku, ale Aiden wiedział już od początku, że będzie to jedno z kilku jakże przyjemnych spotkań. Sędzia wyszedł, zaraz jako pierwszego wyprowadzono oskarżonego i adwokat widział, że patrzył się w kierunku Vitki. O’Cahallan zacisnął mocno szczękę, wymieniając kilka zdań ze swoją klientką i umówił się z nią na jutro do biura, aby omówić dzisiejszą sprawę. Wszyscy poszli przodem, Vita też musiała już wyjść przed salę, więc zgarnął akta i wszystkie papiery, wychodząc na korytarz, gdzie dojrzał dziewczynę, która uśmiechała się do niego. Cieszył się, że ją widział, ale… nie było mu do śmiechu. Podszedł do niej w kilku długich krokach, chwytając ją za nadgarstek — nie mocno, ale stanowczo, specjalnie nie splatając ich palców razem. Wszedł do pomieszczenia, które było jakimś pustym gabinetem i zamknął za nimi drzwi. — Czy możesz mi wyjaśnić, co ty tu do cholery jasnej robisz? — zapytał, siląc się na najspokojniejszy ton głosu. Nie chciał krzyczeć, mało kiedy to robił, bo nie czuł potrzeby, ale teraz był potężnie zirytowany. — Czego nie zrozumiałaś w zdaniu, nie przychodź na moją rozprawę? — dodał po chwili, zaplatając ręce na piersi i patrząc na nią wyczekująco. Wiedział, a przynajmniej spodziewał się, jaka będzie odpowiedź — dzisiaj jest ich rocznica, chciała go wesprzeć, ale Aiden zastanawiał się, czy miała świadomość, jak ważna to była sprawa. I jeszcze Knox spoglądający w jej kierunku…
…Jezu Chryste. troublemaker
ODPOWIEDZ

Wróć do „Superior Court of Justice”