a little spill of unhappiness
: ndz sie 30, 2026 6:11 pm
Siedział w samochodzie, przeglądając telefon. Scrollował swojego Instagrama i czytał komentarze, które zostawiali mu obserwujący. Dla niego była to największa i najefektywniejsza używka, jaką znał. Dosłownie, mógł mieć paskudny dzień, jednak przeczytanie kilkunastu pozytywnych komentarzy skutecznie rozwiewało mu wszelkie troski i problemy, które zaprzątały jego głowę. Nie był uzależniony od Internetu ani od social mediów, był jednak uzależniony od uwagi, którą ludzie mu dawali. Alfie znajdywał się w tej szczególnej i słodkiej pozycji w swojej karierze, że jednocześnie zapewniała mu ona odpowiedni poziom rozpoznawalności, ale jednocześnie pozwalała cieszyć się anonimowością, która chroniła go przed niechcianą i przesadną uwagą. Mógł sobie więc pozwalać na wiele, jednocześnie korzystając z przywilejów bycia rozpoznawalnym. Przebywał zamknięty w swoim własnym golden spot, z którego nie chciał się ruszać już nigdzie indziej.
Wystarczyło mu, że osoby, z którymi się spotykał, mogły pozwolić sobie na prawdziwy wymiar sławy. Czasami z jednej strony otaczały go blaski fleszy i tłumy fanów, którzy podbiegali do mężczyzn, na których czekał, by zebrać autografy albo zrobić wspólne zdjęcia, by z drugiej strony przychodzić do wynajętych pokoi hotelowych, gdzie obiecywał zachowywać dyskrecję. Alfie był jak woda, potrafił dopasować się do każdej sytuacji i do każdego klienta. Potrafił również pracować z każdym, bo odpowiednia suma pieniędzy skutecznie kształtowała jego charakter dokładnie tak, jak ktoś sobie tego życzył.
W samochodzie było ciemno, przez co wydawał się w środku znacznie przestronniejszy niż był w rzeczywistości. Sporo miejsca zajmowały tutaj luksusowe gadżety, których istnienia Alfie nigdy nie rozumiał, ale nie kwestionował ich przydatności. Nigdy bowiem nie osiągnął takiego bogactwa, żeby samemu pozwolić sobie na takie luksusy i zachcianki. Być może kiedyś w przyszłości zmieni zdanie, gdy samemu będzie mógł roztrwaniać pieniądze na takie głupoty. Pachniało tu jakimś tanim odświeżaczem powietrza i dwutlenkiem węgla, bo nikt nie wpadł na pomysł, by uchylić szyby. Klimatyzacja zdawała się nie spełniać swojej roli tak, jak powinna.
Nie mówiąc już o zapachach dwóch sprzecznych ze sobą perfum, które zdawały się walczyć o dominację w tej zamkniętej przestrzeni.
Jedyne światło, jakie wypełniało wnętrze pojazdu to to, które rzucał rozświetlony ekran telefonu Blooma. Rozejrzał się przez chwilę, napotykając profil Arthita, którego kolano silnie napierało właśnie na jego własne, jakby chciał zdominować całą przestrzeń, którą mieli dla siebie.
Wyłączył telefon, rzucając go gdzieś obok na siedzenie. W samochodzie zapadła ciemność, przełamywana jedynie światłem mijanych samochodów. Droga im się dłużyła, a zapach alkoholu przyprawiał o mdłości.
Westchnął lekko sięgając dłonią do kieszeni spodni, by wyciągnąć z niej miętową gumę do żucia. Rzadko pozwalał sobie na to, by rzuć gumę w towarzystwie, jednak teraz potrzebował jakiegoś silnego bodźca, który pozwoliłby mu skupić uwagę na czymś innym, niż mdłości wywołane całym tym zapachowym chaosem.
– Ochłonąłeś już? – zapytał, w końcu przerywając ciszę, która wyjątkowo mu teraz ciążyła. Nie dlatego, że mu przeszkadzała i czuł się niekomfortowo, ale nie miał nic lepszego do roboty. Spojrzał w kierunku Arta, jednak teraz w całkowitej ciemności, nie widział dokładnie, w jakim był stanie. I to nieco go ośmieliło do tego, by się odezwać. – Sprawdziłem i nikt nie zrobił ci żadnych zdjęć, bo już pewnie byłyby w Internecie – dodał szybko, chcąc nieco rozładować napięcie. Dotknął go w ramię, wyczuwając wilgotną plamę, która była pozostałością po rozlanym na nim drinku.
Arthit Rattanakosin