Christine Williams
: wt wrz 01, 2026 6:27 pm
Christine "Chrissy" Williams

data i miejsce urodzenia
13/07/1999 I Sunderland, Ontario, Kanadazaimki
ona/jejzawód
rejestratorkamiejsce pracy
Mount Sinai Dentalorientacja
biseksualnadzielnica mieszkalna
Distillery Districtpobyt w toronto
od 2015 r.umiejętności
umie zagadać kogoś na śmierć i przekonać do najbardziej zwariowanego pomysłu; uparta jak osioł; szybko łapie rozeznanie we wszelkich nowinkach technologicznych; miesza wyborne drinki (kiedyś byłą barmanką) i całkiem nieźle tańczy, choć głównie w klubach; w szkole wygrywała konkursy ortograficzne, ale teraz nie przyznaje się do tego głośno; całkiem nieźle śmiga na snowboardzie i co roku ma zarezerwowany budżet na choć jeden śnieżny wypad (ale na tym kończy się jej finansowa roztropność); jej popisowym daniem jest quesadilla z dużą ilością sera, poza tym rzadko zdarza jej się przygotować coś jadalnegosłabości
kompletnie nie ogarnia matematyki (ale pieniądze liczy wybornie); boi się kozłów (i czasem samotności); nie ma prawa jazdy i jest beznadziejna w jeździe na rowerze, rolkach, deskorolce, czymkolwiek co koła; często gubi rzeczy, nawet takie, które przed minutą miała w ręku; ma trudności z ogarnięciem się w przestrzeni - uderza we framugi, zahacza o klamki i często leci jej coś z rąk; ma alergię na orzechyNa tym polega odpowiedzialność, by pomimo imprezy do białego rana, wstać z łóżka, nałożyć korektor na sińce pod oczami, powstrzymać odruch wymiotny i z uśmiechem na ustach stanąć na recepcji kliniki stomatologicznej. Witać pacjentów, w głowie wciąż przypominając sobie wydarzenia poprzedniego dnia, aż nie uderzy jej w końcu absurd własnych zachowań, który zamiast moralnego kaca, jedynie ją rozbawi. Umawiać ich na kolejne wizyty, tak, by nie widzieli, że w międzyczasie odpisuje przyjaciółkom na ploteczki i zdjęcia. Aż w końcu skończy zmianę i rozpocznie cykl na nowo - zje na mieście, wypije więcej, niż powinna w środku tygodnia, i potańczy zbyt długo, by mieć szansę się wyspać. Wyśpi się, gdy będzie stara. Teraz korzystała ze swojej młodości.
Nie była to praca marzeń, zwłaszcza dla kogoś takiego, jak najmłodsza z panienek Williams, i rodzice prawdopodobnie nie pałali dumą, słysząc o jej wątpliwej karierze, ale była to praca pozwalająca jej opłacić mieszkanie dzielone z przypadkową osobą i zapewnić sobie minimalny poziom godnego życia. Przede wszystkim, była to praca, która pozwoliła jej wydostać się ze związku, w którym utknęła na dłuższą chwilę, nie orientując się nawet, jak wiele szczęścia jej to odebrało. Związki takie mają swoje zalety - dzielenie z kimś opłat, wspólne gotowanie i sprzątanie zdecydowanie ułatwiają życie. Tyle tylko, że nie wszyscy się do tego nadają. Nie wszyscy są kompatybilni. Ona chyba nie jest.
Czasami ciężko ją lubić. Trzeba mieć do niej cierpliwość. Jest bezpośrednia, pyskata, złośliwa i z niewyparzoną gębą. Zdarza się, że brakuje jej empatii. Trudno u niej o powagę, o rozmowę nieprzerywaną wybuchami śmiechu, wymyślnymi głupotami i pseudofilozoficznym paplaniem. Papla za to, co jej tylko ślina na język przyniesie i ani myśli zawrzeć czasem gębę, by posiedzieć w ciszy i dać człowiekowi poskładać myśli.
Bywa wybuchowa i ekspresyjna. Przez życie idzie z entuzjazmem, niemal w podskokach, z ekscytacją wypatrując kolejnej przygody. Nie dla niej siedzenie na kanapie przed telewizorem, albo przesadzanie kwiatków i pielenie grządek. Zniosłaby jajo przy tak mozolnych, monotonnych, starczych rozrywkach. Ma milion pomysłów na to, jak zorganizować sobie wolny czas i jedyne, czego jej ewentualnie brakuje, to towarzysza. Czasem też pieniędzy, ale zbywa to machnięciem ręką. Taka prozaiczna przeszkoda nie zatrzyma jej w miejscu.
Zdecydowanie przesadza z alkoholem. Bez tego nie ma dobrej zabawy. Sięga też po inne substancje, które wyzwalają emocje, odkrywają nieznane części własnej duszy, pozwalają na wejście do innych wymiarów. Sprawiają, że świat jest piękniejszy, bardziej znośny, a troski codzienności tracą na znaczeniu.
Absolutnie nie łączy tego z coraz częściej pojawiającymi się, jakby znikąd, atakami paniki, wybuchami złości i płaczu, dezorientacją, zagubieniem, lękiem i smutkiem. Z tymi negatywnymi elementami zaszywa się pod kołdrą, czasem na wiele godzin, a czasem tylko na chwilę, by zaraz wyskoczyć stamtąd z mocnym postanowieniem szukania odtrutki. Kończy się to zazwyczaj tym, że zatruwa się na nowo, zamykając krąg życia Chrissy Williams.
Czuje na sobie piętno pochodzenia ze wsi, które wciąż uporczywie stara się zrzucić. Gdy na ulicy widzi znajomą z tamtych lat twarz, odwraca się w drugą stronę. Nie czuje przywiązania do zapachu wiejskich zwierząt i widoku niekończących się pól. Doroczny Festiwal Syropu Klonowego jest jej zdaniem najbardziej żenującą imprezą świata. Wraca tam zazwyczaj bardziej z przymusu, niż z własnej woli, a ponad wszystko na świecie nie znosi pełnego wyrzutu wzroku ojca, gdy po raz kolejny odmawia zainteresowania rodzinną stolarnią. Jedyne, czegokolwiek tam doświadczyła, to drzazgi w palcu. Dopiero wyjazd do Toronto sprawił, że poczuła, że żyje, i że jeszcze coś dobrego z tego swojego życia uda jej się wycisnąć. Nie wyobraża sobie, że miałaby kiedykolwiek zrezygnować z tego życia i wrócić tam, gdzie największym wydarzeniem jest cielenie krowy.
zgoda na powielanie imienia
takzgoda na powielanie pseudonimu
nieZgody MG
poziom ingerencji
wysokizgoda na śmierć postaci
niezgoda na trwałe okaleczenie
niezgoda na nieuleczalną chorobę postaci
niezgoda na uleczalne urazy postaci
takzgoda na utratę majątku postaci
takzgoda na utratę posady postaci
tak