Some things just don’t change
: sob wrz 05, 2026 3:41 pm
outfit
Przyłożyła kieliszek z winem do ust, aby upić łyk i nawilżyć gardło po przełknięciu ostatnich przystawek, które właśnie znikały z ich stołu. Ukradkiem próbowała przyjrzeć się ojcu. Pamietała, że osiwiał w bardzo młodym wieku, ale przynajmniej cieszył się gęstą i bujną fryzurą. Teraz włosy były mocno przerzedzone i w słaby sposób ukrywały łysinę. Oczy miał zapadnięte i z daleka wręcz były jak znak rozpoznawczy osoby umierającej. Clara kiedyś przeczytała, że oczy są zwierciadłem duszy i teraz jak na dłoni widziała, że choroba wysysa duszę z jej ojca. Jednak reszta jego ciała ją najbardziej przytłaczała. Dawniej był wysoki, barczysty i pomimo warstw ubrań, łatwo można było rozpoznać, że również umięśniony. Teraz ledwie się trzymał, aby móc siedzieć prosto, a marynarka wręcz na nim wisiała. Kiedyś widząc go czuła spokój i poczucie bezpieczeństwa, że przy nim nic jej nie grozi. Teraz odnosiła wrażenie, że role się zamieniają i to ona musi się nim zaopiekować.
- Brakowało mi ciebie, skarbie
Z rozmyślań wyrwały ją słowa ojca. Nigdy nie był wylewny w słowach, ale okazywał jej swoją miłość na wiele innych sposobów. Czy to właśnie przez chorobę staje się sentymentalny? Wyciągnęła dłoń w jego kierunku, aby ścisnąć jego kruchą na blacie stolika. - Mi ciebie również tatku. Cieszę się, że wróciłam, a ty nie próbuj się nigdzie wybierać- uśmiechnęła się pokrzepiająca próbując przegonić łzy z oczu na myśl, że mogłoby tak być, a jej nie byłoby w problizu.
- Chciałbym jednak, żebyś była przygotowana w pełni na objęcie stanowiska po mnie. W firmie przyda się młodą krew- stwierdził z lekkim uśmiechem, chociaż w oczach czaił się smutek i strach. Czego się bał? - Oh ależ z przyjemnością. Podoba mi się tytułowanie panią prezes, a tobie się przydadzą w końcu wakacje- wskazała na niego palcem rozkazującym tonem, bo przecież jej ojciec nigdy nie wypoczywał! Więc może teraz zacznie? Liczyła na to.
- Skarbie, ro…- zaczął wyraźnie zmieszany, ale zaraz pokręcił głową i upił łyk wody, zanim dalej kontynuował już bardziej pewniejszym głosem, jakby tą część rozmowy miał wcześniej przygotowaną i wyćwiczoną. - Chciałbym żebyś rozpoczęła swoje wdrażanie od spotkań z naszym prawnikiem - Matthew. Nie jestem pewien czy go pamiętasz, czy zatrudniliśmy go już po twoim wyjeździe do Europy- powiedział czym nagle rozbawił nawet nieco Clarę. Odchyliła się na krześle chwytając kieliszek w dłoń i zakładając nogę na nogę. - Przepraszam za sformułowanie, ale z tego co pamiętam, to zawsze zatrudniałeś samych nadętych bufonów. Jak on był jednym z nich , to na pewno go nie pamiętam- bo wszyscy wyglądali i brzmieli tak samo. Niczym się nie wyróżniali. Dla Clary, świeżo wkraczającej w dorosłość, byli oni nadzwyczaj nudni i przeciętni. A przede wszystkim starzy, za starzy. Wolała chłopaków w swoim wieku.
- To w takim razie poznaj skarbie moją prawą dłoń - Matthew Lloyda- ściągnęła brwi zerkając na dłoń ojca, która wskazywała na nią. O co mu chodziło? Czy miał przerzuty również na głowę? Ona była tym Matthew? Nagle ją olśniło. Pan Bouchard nie wskazywał na córkę, a na mężczyznę stojącego tuż za nią. Odwróciła się na prędce prawie rozlewając wino. Spojrzała w górę na mężczyznę, który nie był ani stary ani nie wyglądał jak chłopcy z jej pokolenia. Wyglądał tak cholernie męsko, dojrzale, a ona go właśnie nazwała nadętym bufonem i to w jego towarzystwie, więc na pewno to usłyszał. Policzki od razu się zaróżowiły, ale poza tym mimika twarzy pozostała niewzruszona. Przynajmniej od drugiej sekundy, bo w pierwszej była zszokowana rozwojem sytuacji. Sądziła, że to będzie obiad tylko we dwoje. Kelner miał zaraz przynieść danie główne, a nagle się okazało, że to spotkanie… biznesowe? - Cieszę się Matthew, że do nas dołączyłeś- starszy mężczyzna zaczął wstawać od stolika, aby przywitać się prawnikiem. Choroba i wiek sprawiły, że nie był już tak żwawy i sprawny jak dawniej
Matthew Lloyd
Przyłożyła kieliszek z winem do ust, aby upić łyk i nawilżyć gardło po przełknięciu ostatnich przystawek, które właśnie znikały z ich stołu. Ukradkiem próbowała przyjrzeć się ojcu. Pamietała, że osiwiał w bardzo młodym wieku, ale przynajmniej cieszył się gęstą i bujną fryzurą. Teraz włosy były mocno przerzedzone i w słaby sposób ukrywały łysinę. Oczy miał zapadnięte i z daleka wręcz były jak znak rozpoznawczy osoby umierającej. Clara kiedyś przeczytała, że oczy są zwierciadłem duszy i teraz jak na dłoni widziała, że choroba wysysa duszę z jej ojca. Jednak reszta jego ciała ją najbardziej przytłaczała. Dawniej był wysoki, barczysty i pomimo warstw ubrań, łatwo można było rozpoznać, że również umięśniony. Teraz ledwie się trzymał, aby móc siedzieć prosto, a marynarka wręcz na nim wisiała. Kiedyś widząc go czuła spokój i poczucie bezpieczeństwa, że przy nim nic jej nie grozi. Teraz odnosiła wrażenie, że role się zamieniają i to ona musi się nim zaopiekować.
- Brakowało mi ciebie, skarbie
Z rozmyślań wyrwały ją słowa ojca. Nigdy nie był wylewny w słowach, ale okazywał jej swoją miłość na wiele innych sposobów. Czy to właśnie przez chorobę staje się sentymentalny? Wyciągnęła dłoń w jego kierunku, aby ścisnąć jego kruchą na blacie stolika. - Mi ciebie również tatku. Cieszę się, że wróciłam, a ty nie próbuj się nigdzie wybierać- uśmiechnęła się pokrzepiająca próbując przegonić łzy z oczu na myśl, że mogłoby tak być, a jej nie byłoby w problizu.
- Chciałbym jednak, żebyś była przygotowana w pełni na objęcie stanowiska po mnie. W firmie przyda się młodą krew- stwierdził z lekkim uśmiechem, chociaż w oczach czaił się smutek i strach. Czego się bał? - Oh ależ z przyjemnością. Podoba mi się tytułowanie panią prezes, a tobie się przydadzą w końcu wakacje- wskazała na niego palcem rozkazującym tonem, bo przecież jej ojciec nigdy nie wypoczywał! Więc może teraz zacznie? Liczyła na to.
- Skarbie, ro…- zaczął wyraźnie zmieszany, ale zaraz pokręcił głową i upił łyk wody, zanim dalej kontynuował już bardziej pewniejszym głosem, jakby tą część rozmowy miał wcześniej przygotowaną i wyćwiczoną. - Chciałbym żebyś rozpoczęła swoje wdrażanie od spotkań z naszym prawnikiem - Matthew. Nie jestem pewien czy go pamiętasz, czy zatrudniliśmy go już po twoim wyjeździe do Europy- powiedział czym nagle rozbawił nawet nieco Clarę. Odchyliła się na krześle chwytając kieliszek w dłoń i zakładając nogę na nogę. - Przepraszam za sformułowanie, ale z tego co pamiętam, to zawsze zatrudniałeś samych nadętych bufonów. Jak on był jednym z nich , to na pewno go nie pamiętam- bo wszyscy wyglądali i brzmieli tak samo. Niczym się nie wyróżniali. Dla Clary, świeżo wkraczającej w dorosłość, byli oni nadzwyczaj nudni i przeciętni. A przede wszystkim starzy, za starzy. Wolała chłopaków w swoim wieku.
- To w takim razie poznaj skarbie moją prawą dłoń - Matthew Lloyda- ściągnęła brwi zerkając na dłoń ojca, która wskazywała na nią. O co mu chodziło? Czy miał przerzuty również na głowę? Ona była tym Matthew? Nagle ją olśniło. Pan Bouchard nie wskazywał na córkę, a na mężczyznę stojącego tuż za nią. Odwróciła się na prędce prawie rozlewając wino. Spojrzała w górę na mężczyznę, który nie był ani stary ani nie wyglądał jak chłopcy z jej pokolenia. Wyglądał tak cholernie męsko, dojrzale, a ona go właśnie nazwała nadętym bufonem i to w jego towarzystwie, więc na pewno to usłyszał. Policzki od razu się zaróżowiły, ale poza tym mimika twarzy pozostała niewzruszona. Przynajmniej od drugiej sekundy, bo w pierwszej była zszokowana rozwojem sytuacji. Sądziła, że to będzie obiad tylko we dwoje. Kelner miał zaraz przynieść danie główne, a nagle się okazało, że to spotkanie… biznesowe? - Cieszę się Matthew, że do nas dołączyłeś- starszy mężczyzna zaczął wstawać od stolika, aby przywitać się prawnikiem. Choroba i wiek sprawiły, że nie był już tak żwawy i sprawny jak dawniej
Matthew Lloyd