ODPOWIEDZ
25 y/o
For good luck!
164 cm
Prezes Laurentian Crest Development
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

outfit

Przyłożyła kieliszek z winem do ust, aby upić łyk i nawilżyć gardło po przełknięciu ostatnich przystawek, które właśnie znikały z ich stołu. Ukradkiem próbowała przyjrzeć się ojcu. Pamietała, że osiwiał w bardzo młodym wieku, ale przynajmniej cieszył się gęstą i bujną fryzurą. Teraz włosy były mocno przerzedzone i w słaby sposób ukrywały łysinę. Oczy miał zapadnięte i z daleka wręcz były jak znak rozpoznawczy osoby umierającej. Clara kiedyś przeczytała, że oczy są zwierciadłem duszy i teraz jak na dłoni widziała, że choroba wysysa duszę z jej ojca. Jednak reszta jego ciała ją najbardziej przytłaczała. Dawniej był wysoki, barczysty i pomimo warstw ubrań, łatwo można było rozpoznać, że również umięśniony. Teraz ledwie się trzymał, aby móc siedzieć prosto, a marynarka wręcz na nim wisiała. Kiedyś widząc go czuła spokój i poczucie bezpieczeństwa, że przy nim nic jej nie grozi. Teraz odnosiła wrażenie, że role się zamieniają i to ona musi się nim zaopiekować.
- Brakowało mi ciebie, skarbie
Z rozmyślań wyrwały ją słowa ojca. Nigdy nie był wylewny w słowach, ale okazywał jej swoją miłość na wiele innych sposobów. Czy to właśnie przez chorobę staje się sentymentalny? Wyciągnęła dłoń w jego kierunku, aby ścisnąć jego kruchą na blacie stolika. - Mi ciebie również tatku. Cieszę się, że wróciłam, a ty nie próbuj się nigdzie wybierać- uśmiechnęła się pokrzepiająca próbując przegonić łzy z oczu na myśl, że mogłoby tak być, a jej nie byłoby w problizu.
- Chciałbym jednak, żebyś była przygotowana w pełni na objęcie stanowiska po mnie. W firmie przyda się młodą krew- stwierdził z lekkim uśmiechem, chociaż w oczach czaił się smutek i strach. Czego się bał? - Oh ależ z przyjemnością. Podoba mi się tytułowanie panią prezes, a tobie się przydadzą w końcu wakacje- wskazała na niego palcem rozkazującym tonem, bo przecież jej ojciec nigdy nie wypoczywał! Więc może teraz zacznie? Liczyła na to.
- Skarbie, ro…- zaczął wyraźnie zmieszany, ale zaraz pokręcił głową i upił łyk wody, zanim dalej kontynuował już bardziej pewniejszym głosem, jakby tą część rozmowy miał wcześniej przygotowaną i wyćwiczoną. - Chciałbym żebyś rozpoczęła swoje wdrażanie od spotkań z naszym prawnikiem - Matthew. Nie jestem pewien czy go pamiętasz, czy zatrudniliśmy go już po twoim wyjeździe do Europy- powiedział czym nagle rozbawił nawet nieco Clarę. Odchyliła się na krześle chwytając kieliszek w dłoń i zakładając nogę na nogę. - Przepraszam za sformułowanie, ale z tego co pamiętam, to zawsze zatrudniałeś samych nadętych bufonów. Jak on był jednym z nich , to na pewno go nie pamiętam- bo wszyscy wyglądali i brzmieli tak samo. Niczym się nie wyróżniali. Dla Clary, świeżo wkraczającej w dorosłość, byli oni nadzwyczaj nudni i przeciętni. A przede wszystkim starzy, za starzy. Wolała chłopaków w swoim wieku.
- To w takim razie poznaj skarbie moją prawą dłoń - Matthew Lloyda- ściągnęła brwi zerkając na dłoń ojca, która wskazywała na nią. O co mu chodziło? Czy miał przerzuty również na głowę? Ona była tym Matthew? Nagle ją olśniło. Pan Bouchard nie wskazywał na córkę, a na mężczyznę stojącego tuż za nią. Odwróciła się na prędce prawie rozlewając wino. Spojrzała w górę na mężczyznę, który nie był ani stary ani nie wyglądał jak chłopcy z jej pokolenia. Wyglądał tak cholernie męsko, dojrzale, a ona go właśnie nazwała nadętym bufonem i to w jego towarzystwie, więc na pewno to usłyszał. Policzki od razu się zaróżowiły, ale poza tym mimika twarzy pozostała niewzruszona. Przynajmniej od drugiej sekundy, bo w pierwszej była zszokowana rozwojem sytuacji. Sądziła, że to będzie obiad tylko we dwoje. Kelner miał zaraz przynieść danie główne, a nagle się okazało, że to spotkanie… biznesowe? - Cieszę się Matthew, że do nas dołączyłeś- starszy mężczyzna zaczął wstawać od stolika, aby przywitać się prawnikiem. Choroba i wiek sprawiły, że nie był już tak żwawy i sprawny jak dawniej


Matthew Lloyd
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
36 y/o
For good luck!
180 cm
adwokat w Lloyd & Lloyd LLP
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

001. | outfit


Nie chciał się narzucać swoją obecnością w takiej chwili - tak ważnej dla jego pracodawcy i wieloletniego przyjaciela, jakby nie patrzeć. Dzielili naprawdę wiele wspólnie, z wielu rzeczy wzajemnie się wyciągali, a na dodatek jego ojciec przyjaźnił się z Panem Bouchardem jeszcze dłużej, toteż czuł iż mogli wzajemnie się w taki sam sposób traktować. Pełne zaufanie, jakim się darzyli po tylu latach działań owocowały dla jednego i drugiego, że innej opcji nie można było założyć.
Nie znaczyło to jednak, żeby faktycznie miał przebywać na kolacji, gdzie miał spotkać się ze swoją córką, która dopiero co wróciła do miasta… i która lada dzień ma zacząć stopniowo przejmować obowiązki swojego ojca w firmie, w jakiej tak prężnie i dzielnie walczyli o swoje lepsze jutra.
Ostatecznie dał się przekonać na ów wypad do lokalu, nie chcąc po prostu wyjść na niegrzecznego i z brakiem szacunku względem starszego od niego mężczyzny z tym ciągłym przekonywaniem iż to nie jest nic takiego i nie będzie piątym kołem u wozu tylko ważnym gościem w trakcie tej kolacji. Z takim nastawieniem więc się wybierał, chociaż nie miał zamiaru wyglądać niesamowicie szykownie, nie sądząc aby aż tak wielka okazja to jednak była.
Przyszedł nieco spóźniony - a raczej mogłoby to tak wyglądać, lecz to był właśnie jego pomysł. Miał nie pojawić się na samym początku kolacji, a dopiero po paru chwilach, gdy zdoła porozmawiać z córką na tyle, aby poczuła się wprowadzona do dalszej części przeprowadzanych rozmów oraz ogólnego zapoznania się ów dwójki. Bo choć pamiętał jej osobę w momencie, gdy zatrudnił się, to jednak była ona jeszcze wtedy… dzieckiem, a te dziesięć lat, jak nie więcej, minęły jak z bicza strzelił, gdzie z pewnością ona się mocno zmieniła, a i on na pewno nie wyglądał tak, jak kiedyś, więc zapewne nie rozpozna go po tak długim czasie.
Gdy wyjrzał do wnętrza lokalu, dostrzegł siedzącego mężczyznę, do jakiego machnął w formie zwiastowania swojej obecności, na ten moment widząc jedynie siedzącą do niego plecami kobietę - zdecydowanie już nią była, nie będąc tą dziewczynką, która uciekała od ojca i jakichkolwiek poważniejszych rozmów o przyszłości, bowiem ona wtedy nie miała na to czasu. Teraz ów czas posiadała, choć nie wydawało się z daleka, żeby to spotkanie było w jakikolwiek sposób wymuszone czy żeby ona cokolwiek udawała. Nie widać było po niej napięcia, nie była zdenerwowana czy rozdrażniona. Jeszcze wtedy nie słyszał o czym rozmawiali, a sprawiali wrażenie iż zabawa trwa w najlepsze.
Szkoda, że przyszedł to niejako zepsuć.
Stanął niespiesznie oraz po cichu za nią, jeszcze nie dając o sobie znać, słysząc iż właśnie jest przedstawiany. Brew w momencie wypowiedzi kobiety mocno mu wystrzeliła w górę na to, w jaki to sposób potencjalnie i już na samym starcie go odbiera, na co jeszcze na koniec aż się uśmiechnął półgębkiem, będąc ciekawym czy będzie mimo wszystko w dalszym ciągu zaliczany do tych całych nadętych bufonów, czy może jednak nie będzie aż tak źle.
Prędkie odwrócenie się i gdy o mały włos nie doszło do rozlania wina sprawiło, że zrobił automatyczny krok do tyłu, aby uniknąć ewentualnego oblania bądź zderzenia, dopiero w tej chwili mając możliwość ujrzeć twarz nieznajomej. Nie mógł powiedzieć, że tego nie zrobił - bowiem wręcz chamsko zlustrował ją swoim spojrzeniem dosyć skrupulatnie jak na to, ile miał czasu na zrobienie tego, po czym uśmiechnął się ponownie - już nie pewny siebie, jak to zwykle bywa, a w zwyczajnym, szczerym odruchu. Zaraz po tym Pan Bouchard zaczął wstawać ze swojego miejsca, na co prędko zareagował, aby nie musiał tego robić - wiedział, że choruje i nie jest tym samym facetem co kiedyś, toteż nie chciał żeby się musiał nadmiernie wysilać.
— Niech Pan nie wstaje, naprawdę. Też się cieszę, że mogłem tu przyjść i dziękuję za zaproszenie — nie mówił tak po to, aby się podlizać na jej oczach, a zwyczajnie tak został wychowany. Wymienił z nim uścisk dłoni, po czym pomógł powrócić na miejsce, gdy znajdował się w tej połowie drogi do powstania z niego. Gdy upewnił się, że mężczyzna znajdował się na krześle, odwrócił do kobiety ponownie.
— Cześć, jak już zostałem przedstawiony, jestem Matthew Lloyd, współpracuję już kawałek czasu z Twoim ojcem… no i niedługo również będziemy współpracować razem — powiedział na powitanie, aby nie poczuła się pokrzywdzona iż nie wypowiedział czegokolwiek od siebie do niej. Wystawił wtedy dłoń w jej kierunku, a gdy Clara - jak już wcześniej się dowiedział niejednokrotnie - odwzajemniła gest, postanowił bez namysłu ucałować w wierzch - jak na dżentelmena przystało. — A, no i oczywiście nie zapominajmy o moim niesłanym tytule - nadęty bufon, ale ten przydomek chyba łatwo spamiętasz — musiał wbić szpileczkę, gdy wyprostował się, na co usłyszał ryk śmiechu za swoimi plecami. — Nie mówiłem Ci, ale Matt to świetny kawalarz, nie będziesz się z nim nudziła! — rzucił nagle niespodziewanie dla zebranych przy stoliku Pan Bouchard, po czym klasnął w dłonie. Matt na to jedynie zareagował szerszym uniesieniem kącików ust, co by powstrzymać się od komentowania, po czym lekko odsunął krzesło, na jakim wcześniej siedziała kobieta i przysunął ją do stolika, oczywiście dalej zachowując się odpowiednio, jak na mężczyznę przystało. — Wybacz, Matthew, ale zamówiliśmy już główne danie przed Twoim przyjściem, mam nadzieję że wybrane specjalnie dla Ciebie danie będzie Ci odpowiadało — Lloyd od razu dostrzegł iż Clara trochę była zbita z tropu, bo przecież nie zarejestrowała faktu, kiedy jej ojciec zdołał zamówić dodatkowe danie. — Nie będzie żadnego problemu, na pewno wybrał Pan coś świetnego — teraz to prawda, trochę się przymilał, ale kimże by był, gdyby tego nie zrobił względem człowieka chorego oraz u którego pracuje?


Clara Bouchard
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
25 y/o
For good luck!
164 cm
Prezes Laurentian Crest Development
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Cholera.
Nie tego się spodziewała. Sądziła, że prawa ręka jej ojca to będzie albo niewiele młodszy od niego jakiś bufon albo młodziak świeżo po studiach bądź nawet w trakcie. Nie spodziewała się dojrzałego, acz nie starego, mężczyzny z tak czarującym uśmiechem, że na ułamek sekundy odjęło jej mowę. Szczególnie, kiedy tak chamsko obrzucił ją spojrzeniem. Czuła, że ją ocenia. Czuła na sobie ten jego wzrok i instynktownie się wyprostowała jeszcze bardziej wypinając pierś do przodu. Nie chodziło wcale o to w tym momencie, że chciał się spodobać właśnie j e m u. Po prostu Clara lubiła dobrze wypadać w oczach innych, dlatego ceniła sobie piękne sukienki, drogie dodatki i starannie ułożoną fryzurę. Lubiła się podobać innym, bo to po części dawało jej swego rodzaju poczucie władzy. Znała swoją wartość i wiedziała, że wygląd nie jest najważniejszy w życiu, ale tylko głupcy twierdzą, że kobietom on wiele nie ułatwia. Oczywiście bywa także zgubny o czym się już przekonała niejednokrotnie, gdy brali ją za mało lotną brunetkę z miłym uśmiechem, za którym tak naprawdę czaiła się sprytna i inteligentna kobieta.
Dlatego wiedziała, że musi wziąć się w garść i nie pozwolić sobie na gorsze traktowanie. Obserwowała jak Lyod traktuje jej ojca - z szacunkiem. Może i mu się podlizywał, ale niemniej z niego nie żartował tak jak z niej w tym momencie wytykając jej nietrafione stwierdzenie. - Cóż, sam się pan wrzucił do puli z tym określeniem. Ja tylko skomentowałam, że ojciec miał skłonność zatrudniać takich- - odpowiedziała raptem z cieniem uśmiechu pozwalając mu na ucałowanie wierzchu dłoni, co jej się bardzo spodobało, ale udawała niewzruszoną. Tak jak i na to, gdy odsunął jej krzesło oferując swoją pomoc. Pewnie wypadałoby podziękować, ale zachowywała się jakby to była norma.
- Oj tam, Matthew bufonem nie można nazwać. Przynajmniej nie nadętym- nagle jej ojciec się roześmiał będąc wyraźnie wciąż zrelaksowany w obecności swojego prawnika. To dało Clarze do myślenia.m, że faktycznie bardzo mu ufał. - Dobra, słuchajcie , to skoro już jesteśmy w pełnym składzie, to ja mogę Cię Claro zostawić w dobrych rękach- spojrzał już z powagą na córkę, co z kolei przypomniało jej, że przejęcie firmy to nie przelewki. - Zapoznajcie się na spokojnie z Matthew, bo tak jak mówiłem - on jako moja prawa dłoń będzie Cię we wszystko wdrażał. Możesz mu w pełni zaufać - dodał stanowczo potwierdzając jej przypuszczenia. Wstał ostatecznie z krzesała i podszedł do córki, aby ucałować ją w czubek głowy, a następnie podszedł do prawnika. Ściskając jego dłoń, tym razem na pożegnanie, nachylił się do jego ucha.- Matthew, bądź wobec niej łaskawy i delikatny- powiedział ciszej, lecz nie na tyle, aby nie dotarło to do uszu Clary. Z zażenowaniem przewróciła oczami i podniosła kieliszek z winem. - Tato, nie jestem małą dziewczynką. Poradzę sobie z prawnikiem- skomentowała oschle upijając łyk wina, a pan Bouchard na jej słowa tylko poklepał Matthew po ramieniu z niemym powodzenia.
Kiedy tylko Lyod zajął miejsce jej ojca, naprzeciwko, Clara pochyliła się do przodu opierając przedramiona na stole. Nie bała się go ani nie uciekała. Była gotowa do pracy. Może nawet do walki, jeżeli tego od niej będzie wymagane. W końcu poradzi sobie ze wszystkim, prawda? - Ok, w takim razie panie Lyod, proszę zacząć może od tego czym konkretnie zajmuje się pan u mojego ojca. Mamy obecnie jakieś duże sprawy w sądzie? Czy może jakieś problemy z ziemią? Proszę mnie wtajemniczyć we wszystko- zarządziła wręcz stanowczym głosem. Może nawet nieco spłycając rolę prawej ręki Boucharda?


Matthew Lloyd
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
36 y/o
For good luck!
180 cm
adwokat w Lloyd & Lloyd LLP
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby nie fakt przebywania w ich towarzystwie Pana Bounchardam, zdecydowanie pokusiłby się o skomentowanie jej słów oraz tego, że nie postanowiła odkręcić tego nazewnictwa co do jego osoby. Dlatego też jedynie uśmiechnął się pod nosem i przytaknął głową, aby tym samym dać do zrozumienia, iż tym razem jej przebacza oraz postanawia lekko odpuścić - lekko, bo nie wiadomo kiedy nie wyciągnie tej kwestii z powrotem w trakcie jakiej na takiego nie wygląda, niemniej jest dosyć pamiętliwym człowiekiem, który nie ma problemu z zapamiętaniem niektórych rzeczy, a tym bardziej takich pierdół, o jakich wiele osób zapewne dawno by zapomniało i puściło w totalną niepamięć. Niestety - albo i stety, zależy jak na to spojrzeć - Matt należy do innego podgatunku osobowości, o czym wielu marzy, a inni niekoniecznie.
Szerzej zaś uśmiechnął się na komentarz jej ojca, ciesząc się iż mimo wszystko ciągle ma o nim dobre zdanie - i że próbuje to przekazać swojej córce, tą świadomość że nie zostaje w firmie sama, mając dobrego po swojej stronie w tej nierównej walce w niektórych momentach, jeśli chodzi o konkurencję. Miał nadzieję, że rzeczywiście Clara takowe zaufanie rownież będzie względem posiadać - choć doskonale wiedział, że to jest jedynie kwestia czasu, z czym musi wykazać się cierpliwością.
— Jak to, zostawić? — zerknął to na mężczyznę, to na kobietę, trochę nie rozumiejąc co się właśnie dzieje i czy przypadkiem nie była ona w to wtajemniczona, dzięki czemu będzie miała możliwość wyjaśnić co się właśnie dzieje. Widząc jednak, że ona także jest mocno zakłopotana tym, co właśnie powiedział jej ojciec, musiał jedynie poczekać na jakieś dodatkowe informacje od niego.
Zapoznanie. W sumie, faktycznie to było im potrzebne. Co prawda, trochę inaczej to miało miejsce w chwili przyjścia do tej firmy, a z Panem Bouchardem nie poszli na wystawną kolację, żeby poznać jakie lubią potrawy, czy ich ulubione kolory są podobne, albo czy przypadkiem nie mają ukochanego wspólnego wykonawcę. Niemniej tutaj sytuacja jest kompletnie inna. Są w podobnym wieku, nie mają przepaści pokoleniowej, a teraz to on ma jej pomóc się wdrążyć w zasady firmy, a nie że to on musi się nauczyć wszystkiego. I żeby to źle nie zabrzmiało - bo on nie miał zamiaru utrudniać czegokolwiek. Niemniej nie był typem osoby, która skupiała się jedynie na robocie, tym bardziej w takich okolicznościach. Wtedy spostrzegł jak całuje ją w czoło na pożegnanie, a następnie zwraca się do niego z wyciągniętą dłonią, które śmiało pochwycił w momencie delikatnego wstawania z miejsca - w ramach okazania szacunku. Nie spodziewał się jednak, iż zacznie konspiracyjne do niego przekazywać wiadomość, choć konspiracyjne to nie było zbytnio, skoro Clara usłyszała bez trudu. — Proszę się nie martwić, na pewno szybko znajdziemy wspólny język — mówiąc to, zerknął dyskretnie na kobietę, na koniec się uśmiechając z rozbawieniem. Zdecydowanie mocno to kontrastowało z tym, co powiedziała i w jakim tonie to wybrzmiało - no i jakim tonem to ogonie powiedziała, przez co jednak nie brzmiało to jak coś, co miało być prostą sprawą. Nie miał jednak zamiaru poddać się i odpuścić, bowiem nawet jeszcze nie zaczęli z sobą rozmawiać.
Pożegnał mężczyznę, chwilę odprowadzał go spojrzeniem, dostrzegając jakby dopiero w momencie bardziej prywatnego otoczenia jak faktycznie posunął się w czasie jego stan zdrowotny oraz sprawność, by prędko przenieść spojrzenie na Clarę. Widział, że nie peszyła się i nie była zestresowana. To dobry znak, bo mogłoby to spotkanie okazać się trudniejsze, niż by tego chciał. Nie sądził jednocześnie, że tak prędko przeskoczy do zadawania konkretnych zapytań, że nie planowała przejść gładko do prowadzenia rozmowy w konkretnym kierunku, od razu rzucając precyzyjnymi formułami. Dając zarazem znać, iż chyba nie był dla niej takim bliskim współpracownikiem, w odróżnieniu od jej ojca oraz podejścia do jego osoby. Nie chciał się tym przejmować, bo to nie byłoby zdrowe dla początku tej znajomości - nieważne w jakiej sferze życia.
— To, że jestem adwokatem nie od razu spłyca się jedynie do typowo prawniczych kwestii związanych z moim udziałem w firmie. Co prawda, tak przykładowo... Załatwiam kontrakty, umowy, przeglądam je pod każdym względem czy przypadkiem nie staną się problematyczne. Ale i też doradzam, jeśli jest potrzeba, przy planowaniu kolejnych projektów. Przynoszę czasem nawet kawę — zaśmiał się na koniec, poprawiając na krześle jakie zajął po Panu Bouchard. — Zanim jednak zaczniesz przesłuchanie i dogłębne analizowanie mojego stanowiska w firmie i czy rzeczywiście jestem tu potrzebny, może zacznijmy od innej strony to zapoznanie. Może powiesz mi, co robiłaś do tej pory w swoim życiu? Czym się zajmowałaś? Czym się interesujesz? Co lubisz? — może trywialnie do tego podszedł, może przypadkowo i kompletnie nieświadomie dał Clarze znać, iż jej przejęcie firmy to dla niego coś śmiesznego i niezbyt poważnego, ale całkowicie szczerze i dobrze jej życzył, pragnąc zaoferować pełną swoją pomoc i jednocześnie aby rzeczywiście dobrze się czuła w jego towarzystwie w firmie - pośród tych prawie wszystkich nieznanych jej osób.


Clara Bouchard
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
ODPOWIEDZ

Wróć do „Archeo”