Bryce Kavanagh
: sob wrz 05, 2026 4:27 pm
Bryce Livingston

data i miejsce urodzenia
22/07/1990 Dublin, Irlandiazaimki
on/jegozawód
samozatrudniony stolarzmiejsce pracy
zmienne/ zależne od klientóworientacja
heteroseksualnydzielnica mieszkalna
distillery districtpobyt w toronto
większość życiaumiejętności
Doskonale zna się na pracy w drewnie, przy okazji ma dobre obeznanie w podstawach domowej elektryki i ogólnie pojętego DIY. Jest solidnym hakerem. Potrafi naprawić komputer, rozłożyć i złożyć go nie pozostawiając luźnych śrubek (dobra znajomość elektroniki). Jeździ manualnym samochodem (prawo jazdy klasy G) od 16 roku życia Jest niezdrowo dobry w beerponga. Ma świetne wyczucie kierunku. Ma pamięć do twarzy (nie imion). Jest na swój sposób całkiem charyzmatyczny, gdy się postara i łatwo nawiązuje mu się z ludźmi kontakty. Potrafi być nieadekwatnie spokojny w sytuacjach o wysokim napięciu. Zna francuski na komunikatywnym poziomie. Podstawowe umiejętności gotowania. Świetnie gwiżdże i gra na harmonijce. Potrafi żonglować, robić zwierzątka z baloników i układać origami.słabości
Jest chronicznie roztargniony. Ma przerywaną pamięć, która opiera się na umiejętności przywołania pozornie nieistotnych informacji. Umykają mu czasami oczywiste sygnały społeczne. Jest impulsywny. Za dużo mówi (zwłaszcza w sytuacjach niezręcznych) i zbyt szybko zaczyna mówić o rzeczach osobistych. Jest fatalnym tancerzem i przeciętnie śpiewa. Ciągoty do alkoholu (zwłaszcza dobrego rumu). Ma lżejsze podejście do prawa niż wypada (ale nie biega po mieście popełniając przestępstwa). Jest bałaganiarzem. Ma tendencję do zaczynania wielu projektów, a później ich niekończenia (w sferze prywatnej, przejawia znacznie lepszą dyscyplinę w pracy). Jest niesystematyczny.
Życie było takie ciekawe i kolorowe kiedy był mały. Pamiętał, że jeździł z mamą do różnych domów, a później pomagał jej wybierać najlepsze zdjęcia dla klientów. Był naczelnym testerem ogrodowych huśtawek. A czasami zostawał w samochodzie grając w Mario na swoim ukochanym Game Boy’u. Kiedy nie pomagał mamie, ojciec zabierał go na bardziej techniczne inspekcje domów, pomagał w trzymaniu miarki i pilnowaniu jej, czasami nosił ze sobą poziomicę. Świat dorosłych był nader fascynujący i pełen wrażeń na tyle, że Bryce nie był szczególnie zadowolony, że będzie musiał iść do szkoły. Prawdę mówiąc, większość czasu nie było w niej nic zajmującego.
Lata mijały, a on zawsze w jakiś sposób podpadał przez swoją wędrującą uwagę, a to sprężynka z długopisu uderzyła Teda w kark, a to odpłynął gdzieś w wyobraźni planując piracką żeglugę gdy pani Thompson zadawała ważne pytanie, lub znowu w zeszycie na marginesie miał pełno bazgrołów zamiast notatek. Nie było to do końca oczywiste jak, ale udawało mu się w tym wszystkim zdobywać oceny dobre, nie wybitne (a przecież miał taki potencjał!), ale były dobre. Jakoś tak dryfował, aż znalazł się na studiach informatycznych. Nasłuchał się o tym jak to był to kierunek przyszłości, a rodzice odłożyli przecież pieniądze właśnie na jego edukację wyższą.
Odnalazł się w tym świecie, z jakiegoś powodu kodowanie Pythonem go zajmowało, a noce spędzone na pozbywaniu się błędów i testowaniu stworzonych środowisk sprawiały mu przyjemność. Przez pierwszy rok. Później uwaga znowu zaczęła mu błądzić, ale resztkami motywacji dopchnął się do zakończenia, a rodzice dostali jego oficjalne zdjęcie w uniwersyteckich szatach.
Spróbował pracy w tej dziedzinie i okazało się, że zwyczajny świat informatyki był nudny (acz zarobki były solidne), a on nie miał wystarczająco cierpliwości, żeby rozwiązywać banalne bileciki użytkowników. Szukając wrażeń i w ramach ‘’ćwiczeń’’ zaczął poruszać się w szarych strefach internetu. Już na studiach kręcił. A to dodał sobie kilka punktów to tu, to tam, aż skończył z nieco lepszą średnią niż jego prace i egzaminy były warte. Znaleźli się też chętni na jego usługi, a skoro mógł klientelę znaleźć wtedy, to i później też. A to kwestia usunięcia niezręcznych zdjęć, a to pomoc w ustawieniu self-hostingu do piracenia gier. Pomagał zwykłym ludziom, którzy po prostu chcieli ułatwić sobie życie. Udało mu się nawet raz zwiększyć swoją miesięczną pensję w korporacji, i zbudować wystarczająco oszczędności by ruszyć ze swoim stolarskim biznesem.
‘’Usługi stolarskie Woodquay” – nie często mu się to zdarzało, ale był dumny. Własny interes, rzetelny, zbudował klientelę, aż musiał postarać się o grafik, bo miał tylu chętnych. Znalazł w końcu coś co wiedział, że go nie znudzi. Taka była praca z drewnem, interesująca, ale wymagająca i wiedział, że będzie mógł ją robić nawet jeśli będzie docinać kuchenny blat po tysięczny raz.
Lata mijały, a on zawsze w jakiś sposób podpadał przez swoją wędrującą uwagę, a to sprężynka z długopisu uderzyła Teda w kark, a to odpłynął gdzieś w wyobraźni planując piracką żeglugę gdy pani Thompson zadawała ważne pytanie, lub znowu w zeszycie na marginesie miał pełno bazgrołów zamiast notatek. Nie było to do końca oczywiste jak, ale udawało mu się w tym wszystkim zdobywać oceny dobre, nie wybitne (a przecież miał taki potencjał!), ale były dobre. Jakoś tak dryfował, aż znalazł się na studiach informatycznych. Nasłuchał się o tym jak to był to kierunek przyszłości, a rodzice odłożyli przecież pieniądze właśnie na jego edukację wyższą.
Odnalazł się w tym świecie, z jakiegoś powodu kodowanie Pythonem go zajmowało, a noce spędzone na pozbywaniu się błędów i testowaniu stworzonych środowisk sprawiały mu przyjemność. Przez pierwszy rok. Później uwaga znowu zaczęła mu błądzić, ale resztkami motywacji dopchnął się do zakończenia, a rodzice dostali jego oficjalne zdjęcie w uniwersyteckich szatach.
Spróbował pracy w tej dziedzinie i okazało się, że zwyczajny świat informatyki był nudny (acz zarobki były solidne), a on nie miał wystarczająco cierpliwości, żeby rozwiązywać banalne bileciki użytkowników. Szukając wrażeń i w ramach ‘’ćwiczeń’’ zaczął poruszać się w szarych strefach internetu. Już na studiach kręcił. A to dodał sobie kilka punktów to tu, to tam, aż skończył z nieco lepszą średnią niż jego prace i egzaminy były warte. Znaleźli się też chętni na jego usługi, a skoro mógł klientelę znaleźć wtedy, to i później też. A to kwestia usunięcia niezręcznych zdjęć, a to pomoc w ustawieniu self-hostingu do piracenia gier. Pomagał zwykłym ludziom, którzy po prostu chcieli ułatwić sobie życie. Udało mu się nawet raz zwiększyć swoją miesięczną pensję w korporacji, i zbudować wystarczająco oszczędności by ruszyć ze swoim stolarskim biznesem.
‘’Usługi stolarskie Woodquay” – nie często mu się to zdarzało, ale był dumny. Własny interes, rzetelny, zbudował klientelę, aż musiał postarać się o grafik, bo miał tylu chętnych. Znalazł w końcu coś co wiedział, że go nie znudzi. Taka była praca z drewnem, interesująca, ale wymagająca i wiedział, że będzie mógł ją robić nawet jeśli będzie docinać kuchenny blat po tysięczny raz.
zgoda na powielanie imienia
takzgoda na powielanie pseudonimu
N/AZgody MG
poziom ingerencji
średnizgoda na śmierć postaci
niezgoda na trwałe okaleczenie
niezgoda na nieuleczalną chorobę postaci
niezgoda na uleczalne urazy postaci
takzgoda na utratę majątku postaci
takzgoda na utratę posady postaci
nie