apart from my actions, what did i do to deserve this?
: pt wrz 11, 2026 9:13 pm
2
Dlatego nie stresuje się. Wita uprzejmie pracownice recepcji, które nadal udają, że nie mają pojęcia, kim jest Murphy. Uśmiecha się do nich mimo piorunujących spojrzeń. Przyzwyczaił się. Nawet przed wypadkiem ciągnął się za nim przecież wizerunek Wreckwella, miał na to czas. Nie przełamuje przyjaznej maski nawet na moment; sprzyja mu humor.
W dni takie jak ten
Zobaczy swoją córkę.
Wszystko wróci do normy.
Jest o tym tak cholernie przekonany...
Drzwi windy prawie zamykają mu się przed nosem, ale zdąża zatrzymać je niemal mojżeszowym gestem dłoni. Wkracza do niej, jakby władał tymi czterema metrami kwadratowymi. Ściąga okulary przeciwsłoneczne, by przewiesić je przez kołnierzyk koszulki polo, a widząc z daleka burzę loków pani sierżant, ponownie wyciąga władczo dłoń, by zatrzymać drzwi windy, która tym razem dzwoni na niego ostrzegawczo, jakby była w stanie wykryć jego arogancję.
Wita Gonzalez uprzejmym skinieniem głowy, którą zaraz przekręca lekko, obserwując, jak ta wybiera na panelu inne piętro.
— Nasze spotkanie jest na drugim — postanawia ją poinformować, jakby znacznie lepiej wiedział, gdzie zmierza Beatriz. Bo przecież zmierza na przesłuchanie, prawda? W końcu od początku prowadziła jego sprawę, która musiała być jedną z ważniejszych rzeczy, którymi zajmowała się pani sierżant. — Czy coś przegapiłem? — dopytuje na wszelki wypadek. Nie dlatego, że uważa, że się pomylił – przypomina sobie za to, że arogancja nie wygrywa przychylności strażników prawa ani sądowych spraw.
Beatriz Gonzalez