We tell the world to leave us the fuck alone
: wt wrz 15, 2026 8:29 pm
To nie był dla nich najłatwiejszy okres. Właściwie można powiedzieć, że od momentu, gdy brat Arvela przekroczył próg jego mieszkania – było tylko gorzej. Zaczynając od choroby ich mamy, przez kilka tygodni w areszcie, a na szpitalu kończąc. Powoli i częściowo wychodzili na prostą… powoli, ale jednak!
Zarzuty zostały wycofane, sprawa zamieciona pod dywan i o tej jednej rzeczy można było zapomnieć. No… prawie zapomnieć. Gdzieś od czasu do czasu w głowie Darcy pojawiała się myśl, że chciałaby wiedzieć. Chciałaby znać prawdę, a nie tylko plotki, które krążyły po mieście – bo oczywiście, że te się pojawiły… trudno, żeby nie, gdy kilka osób zniknęło z powierzchni tego świata. Ludzie szeptali, a ona starała się tego nie słuchać. Chciałaby poznać jego prawdę, ale nie miała odwagi zapytać. Bała się, że poruszenie tego tematu w jakikolwiek sposób może ponownie wywołać jakąś lawinę, więc po prostu milczała i miała nadzieję, że kiedyś będą mogli o tym po prostu zapomnieć. Jeśli to w ogóle możliwe.
Wyszedł też ze szpitala i to przyjęła z największą ulgą. Po pierwsze nie lubiła szpitali – tych białych ścian, sterylnych wnętrz, specyficznego zapachu i ludzi, których tam spotykała. Było w tym wszystkim za dużo cierpienia, które w jakiś sposób na nią oddziaływało. Nie mówiąc o tym, że fotel, w którym przyszło jej spędzić tak dużo czasu naprawdę nie należał do najwygodniejszych. Więc dobrze, że mógł wrócić do domu. Chociaż oczywiście jednocześnie ją to przerażało, bo mogli sobie żartować, że będzie się spełniać w roli pielęgniarki, ale prawda była taka, że to nie jej powołanie. Pewnie dlatego została striptizerką, a nie pielęgniarką. Starała się, ale dużo lepiej wychodziło jej szycie podejrzanych ran niż rola domowej pielęgniarki. Za bardzo się bała, że mu zaszkodzi a nie pomoże. Stresowało ją to! I to chyba dlatego, że zwyczajnie jej zależało… a do tego miała poczucie winy, że to wszystko przez nią.
Każdy kolejny dzień jednak wydawał się być lepszy. A i tak najlepsze w tym wszystkim i tak było to, że wrócił do domu i wreszcie znowu nie musiała zasypiać sama. Po jego wyjściu uparła się, że przeniosą się do niej. Wygodny duży dom z ogrodem wydawał jej się lepszym miejscem na rekonwalescencję niż jego loft, więc nawet jeśli średnio mu się podobało – miał niewiele do powiedzenia. Miała się rządzić, więc się rządziła… a on obiecał, że będzie się słuchał! Plus nie oszukujmy się – to naprawdę komfortowy dom i raczej trudno było w nim szukać ducha jej męża, bo praktycznie o każdy jeden jego kąt zadbała Darcy. Daniel nie wtrącał się w jego wykańczanie, a ostatecznie to nawet nie miał wiele czasu, żeby się nim nacieszyć zanim umarł. Lubiła loft Cadwaladera, od dłuższego czasu spędzała w nim więcej czasu niż tutaj, ale wydawało jej się, że to znacznie lepsze miejsce na domowy szpital.
Życie powoli – bardzo powoli – wracało do normalności. Starała się pogodzić wszystko… bycie pielęgniarką, pracę, treningi i generalnie codzienność. I to był właśnie taki dzień – była w klubie, w którym może nie spędzała nocy, ale bywać musiała, żeby jakoś funkcjonował. A po powrocie… chyba musiała to rozbiegać.
- Przystojniaku… – zaczęła, odnajdując spojrzenie Cadwaladera i uśmiechając się do niego ładnie – Wytrzymasz jeszcze beze mnie pół godziny? Czy umierasz z bólu, tęsknoty, nudy i całej reszty? – kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu, ale no… trochę się nie dziwiła, że mógł umierać z nudów. Ona by umarła! Poprawiła kucyk i generalnie nie dało się ukryć, że wyglądała jak ktoś, kto chce wyjść ćwiczyć. W tym konkretnym przypadku biegać. Pochyliła się nad nim, zbliżając twarz do męskiej i przez krótką chwilę lawirując spojrzeniem od oczu do ust i z powrotem… – Nie mogę się doczekać, aż wrócimy do wspólnego cardio. Kto wie… jak wyjdziemy razem biegać to może nawet dam ci wygrać jakiś mały wyścig. – zażartowała, chociaż umówmy się – cardio w ich przypadku rzadko było joggingiem.
Arvel Cadwalader
Zarzuty zostały wycofane, sprawa zamieciona pod dywan i o tej jednej rzeczy można było zapomnieć. No… prawie zapomnieć. Gdzieś od czasu do czasu w głowie Darcy pojawiała się myśl, że chciałaby wiedzieć. Chciałaby znać prawdę, a nie tylko plotki, które krążyły po mieście – bo oczywiście, że te się pojawiły… trudno, żeby nie, gdy kilka osób zniknęło z powierzchni tego świata. Ludzie szeptali, a ona starała się tego nie słuchać. Chciałaby poznać jego prawdę, ale nie miała odwagi zapytać. Bała się, że poruszenie tego tematu w jakikolwiek sposób może ponownie wywołać jakąś lawinę, więc po prostu milczała i miała nadzieję, że kiedyś będą mogli o tym po prostu zapomnieć. Jeśli to w ogóle możliwe.
Wyszedł też ze szpitala i to przyjęła z największą ulgą. Po pierwsze nie lubiła szpitali – tych białych ścian, sterylnych wnętrz, specyficznego zapachu i ludzi, których tam spotykała. Było w tym wszystkim za dużo cierpienia, które w jakiś sposób na nią oddziaływało. Nie mówiąc o tym, że fotel, w którym przyszło jej spędzić tak dużo czasu naprawdę nie należał do najwygodniejszych. Więc dobrze, że mógł wrócić do domu. Chociaż oczywiście jednocześnie ją to przerażało, bo mogli sobie żartować, że będzie się spełniać w roli pielęgniarki, ale prawda była taka, że to nie jej powołanie. Pewnie dlatego została striptizerką, a nie pielęgniarką. Starała się, ale dużo lepiej wychodziło jej szycie podejrzanych ran niż rola domowej pielęgniarki. Za bardzo się bała, że mu zaszkodzi a nie pomoże. Stresowało ją to! I to chyba dlatego, że zwyczajnie jej zależało… a do tego miała poczucie winy, że to wszystko przez nią.
Każdy kolejny dzień jednak wydawał się być lepszy. A i tak najlepsze w tym wszystkim i tak było to, że wrócił do domu i wreszcie znowu nie musiała zasypiać sama. Po jego wyjściu uparła się, że przeniosą się do niej. Wygodny duży dom z ogrodem wydawał jej się lepszym miejscem na rekonwalescencję niż jego loft, więc nawet jeśli średnio mu się podobało – miał niewiele do powiedzenia. Miała się rządzić, więc się rządziła… a on obiecał, że będzie się słuchał! Plus nie oszukujmy się – to naprawdę komfortowy dom i raczej trudno było w nim szukać ducha jej męża, bo praktycznie o każdy jeden jego kąt zadbała Darcy. Daniel nie wtrącał się w jego wykańczanie, a ostatecznie to nawet nie miał wiele czasu, żeby się nim nacieszyć zanim umarł. Lubiła loft Cadwaladera, od dłuższego czasu spędzała w nim więcej czasu niż tutaj, ale wydawało jej się, że to znacznie lepsze miejsce na domowy szpital.
Życie powoli – bardzo powoli – wracało do normalności. Starała się pogodzić wszystko… bycie pielęgniarką, pracę, treningi i generalnie codzienność. I to był właśnie taki dzień – była w klubie, w którym może nie spędzała nocy, ale bywać musiała, żeby jakoś funkcjonował. A po powrocie… chyba musiała to rozbiegać.
- Przystojniaku… – zaczęła, odnajdując spojrzenie Cadwaladera i uśmiechając się do niego ładnie – Wytrzymasz jeszcze beze mnie pół godziny? Czy umierasz z bólu, tęsknoty, nudy i całej reszty? – kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu, ale no… trochę się nie dziwiła, że mógł umierać z nudów. Ona by umarła! Poprawiła kucyk i generalnie nie dało się ukryć, że wyglądała jak ktoś, kto chce wyjść ćwiczyć. W tym konkretnym przypadku biegać. Pochyliła się nad nim, zbliżając twarz do męskiej i przez krótką chwilę lawirując spojrzeniem od oczu do ust i z powrotem… – Nie mogę się doczekać, aż wrócimy do wspólnego cardio. Kto wie… jak wyjdziemy razem biegać to może nawet dam ci wygrać jakiś mały wyścig. – zażartowała, chociaż umówmy się – cardio w ich przypadku rzadko było joggingiem.
Arvel Cadwalader