chaos pokonuje porządek, bo jest lepiej zorganizowany
: pt wrz 18, 2026 1:17 am
jeden
like an army falling one by one by one
Nawet kiedy czasami prosta prośba o wejście po trzy składniki zamieniała się w pełen koszyk zakupów, z którymi będzie musiał coś zrobić, bo szkoda, zeby zaraz to wszystko się popsuło. Był w trakcie gotowania; cicho wtórował wokalom do in my remains, a zdjęcie w konwersacji skutecznie wybiło go z rytmu. Początkowo nawet nie wiedział, jak zareagować. Przybliżył kilka razy na produkty, które były w wózku, jakby chciał się upewnić, że nie będzie musiał sam się jeszcze zawracać, a potem tylko skręcił moc kuchenki, złapał za klucze i buty ubrał w chodzie, rzucając jeszcze gdzieś w korytarz, że "zaraz będzie". Szybkie wyjście po odbiór Thalii z torbami, a potem szybki powrót do obiadu, zanim szlag to wszystko trafi. I nie pytał dziewczyny, czemu tyle nabrała, ani czy będzie w stanie coś nieść sama. Zostawił ją może z paczką jakichś chipsów (może był to popcorn, czy inne tortille?) i kwiatami, a samemu zabrał się za całą resztę, w miarę równo rozkładając ciężar pomiędzy obydwie ręce. I pozwolił sobie tylko słuchać o jej dniu, samemu tylko kiwając głową, czy pomrukując proste "mhm" na znak, że słuchał. Zawsze słuchał, rzadziej mówił. A teraz nawet nie wyglądał, jakby zatracił się w myślach, co przecież też często miał w zwyczaju.
- To "Mumia", czy zdecydowałaś na coś innego? - odezwał się dopiero pod drzwiami, gdzie odłożył na moment torby z jednej ręki, żeby sięgnąć po klucze i otworzyć dom. Wolał się upewnić, czy cokolwiek się nie zmieniło. Film był dostępny najpewniej na jednym ze streamingów, na które się zrzucali, a nie wiedział nawet, czy pomysł B, C czy Z będą w pakiecie. Przepuścił ją przodem, żeby zaraz pójść za nią, zamknąć drzwi i skręcić do kuchni, zaraz po skopaniu butów ze stóp. - Robię chilli, bo za oknem powoli robi się chilly - tu chciał tylko uprzedzić potencjalne pytania o zapach, czy też to, kiedy to wszystko będzie gotowe. Niedługo, brakowało mu pomidorów i wykończył sól, a jak już teraz wszystko miał, to wrócił do pracy. Zakupy też już były na swoim miejscu; w torbach zostało to, co nie miało miejsca w kuchni. - Za jakieś dwadzieścia minut będziemy jeść - przez moment się zastanowił, czy mówił to bardziej do siebie, czy do przyjaciół. Nie zapytał, czy są głodni, ani czy cokolwiek jedli. Trochę jakby stawiał ich przed faktem dokonanym i liczył, że nie będą narzekać. Ale czy było na co? Z jego telefonu na blacie leciało już roads untraveled, przyciszone, żeby słyszał, czy i co się do niego mówi. Nawet nie pamiętał, czy mieli dzisiaj wolne; z odruchu wstawił więcej, żeby ewentualnie mieli co do pracy barmańskiej zabrać. Ewentualnie będzie na jutro, a to też nie było złe.
księżniczka i śniący królewicz