Strona 1 z 1

chaos pokonuje porządek, bo jest lepiej zorganizowany

: pt wrz 18, 2026 1:17 am
autor: ezra clance
jeden
like an army falling one by one by one
Pewne słowa nigdy nie chodziły ze sobą w zgodnej parze, a już na pewno nie wyglądały jak coś, co można było osiągnąć. Jak na przykład: "spokojny wieczór". I to nie tak, że Ezra na to w jakiś sposób narzekał, ależ skąd! Wolał ten chaos związany ze współlokatorami, który urozmaicał mu życie od porządku i ułożenia w domu, w którym nie było za bardzo miejsca na wulkany energii, mniejsze czy większe dramaty, czy nawet coś tak prostego, jak dialog, bo jednostronnego monologu nie mógł przecież nazwać rozmową. Tutaj te ich konwersacje były codziennością; pokusiłby się nawet o określenie, że koniecznością, ale tak to już jest, kiedy łączyły się trzy różne charaktery i starały się żyć w balansie, a nie dominować jedno nad drugim. I było w tym piękno, które, miał taką nadzieję, nigdy nie zniknie. Bo brakowałoby mu tych łapań myszy, przykrywania Archiego kocem, kiedy ten znowu zasnął na kanapie, czy wysłuchiwania o tym, jakie mangi ostatnio przeczytała Tally i jak bardzo jest niezadowolona z ich fabuły. Stało się to jego codziennością, od której ciężko byłoby mu się teraz oderwać.
Nawet kiedy czasami prosta prośba o wejście po trzy składniki zamieniała się w pełen koszyk zakupów, z którymi będzie musiał coś zrobić, bo szkoda, zeby zaraz to wszystko się popsuło. Był w trakcie gotowania; cicho wtórował wokalom do in my remains, a zdjęcie w konwersacji skutecznie wybiło go z rytmu. Początkowo nawet nie wiedział, jak zareagować. Przybliżył kilka razy na produkty, które były w wózku, jakby chciał się upewnić, że nie będzie musiał sam się jeszcze zawracać, a potem tylko skręcił moc kuchenki, złapał za klucze i buty ubrał w chodzie, rzucając jeszcze gdzieś w korytarz, że "zaraz będzie". Szybkie wyjście po odbiór Thalii z torbami, a potem szybki powrót do obiadu, zanim szlag to wszystko trafi. I nie pytał dziewczyny, czemu tyle nabrała, ani czy będzie w stanie coś nieść sama. Zostawił ją może z paczką jakichś chipsów (może był to popcorn, czy inne tortille?) i kwiatami, a samemu zabrał się za całą resztę, w miarę równo rozkładając ciężar pomiędzy obydwie ręce. I pozwolił sobie tylko słuchać o jej dniu, samemu tylko kiwając głową, czy pomrukując proste "mhm" na znak, że słuchał. Zawsze słuchał, rzadziej mówił. A teraz nawet nie wyglądał, jakby zatracił się w myślach, co przecież też często miał w zwyczaju.
- To "Mumia", czy zdecydowałaś na coś innego? - odezwał się dopiero pod drzwiami, gdzie odłożył na moment torby z jednej ręki, żeby sięgnąć po klucze i otworzyć dom. Wolał się upewnić, czy cokolwiek się nie zmieniło. Film był dostępny najpewniej na jednym ze streamingów, na które się zrzucali, a nie wiedział nawet, czy pomysł B, C czy Z będą w pakiecie. Przepuścił ją przodem, żeby zaraz pójść za nią, zamknąć drzwi i skręcić do kuchni, zaraz po skopaniu butów ze stóp. - Robię chilli, bo za oknem powoli robi się chilly - tu chciał tylko uprzedzić potencjalne pytania o zapach, czy też to, kiedy to wszystko będzie gotowe. Niedługo, brakowało mu pomidorów i wykończył sól, a jak już teraz wszystko miał, to wrócił do pracy. Zakupy też już były na swoim miejscu; w torbach zostało to, co nie miało miejsca w kuchni. - Za jakieś dwadzieścia minut będziemy jeść - przez moment się zastanowił, czy mówił to bardziej do siebie, czy do przyjaciół. Nie zapytał, czy są głodni, ani czy cokolwiek jedli. Trochę jakby stawiał ich przed faktem dokonanym i liczył, że nie będą narzekać. Ale czy było na co? Z jego telefonu na blacie leciało już roads untraveled, przyciszone, żeby słyszał, czy i co się do niego mówi. Nawet nie pamiętał, czy mieli dzisiaj wolne; z odruchu wstawił więcej, żeby ewentualnie mieli co do pracy barmańskiej zabrać. Ewentualnie będzie na jutro, a to też nie było złe.

księżniczka i śniący królewicz

chaos pokonuje porządek, bo jest lepiej zorganizowany

: pt wrz 18, 2026 1:51 am
autor: Thalia Rosenhall
to be free baby,
free within yourself


Dobra, żeby to było jasne. Jasne jak słońce...mkay? Ekhm... No to ten. Rosenhall bardzo szybko, mieszkając z tymi dwoma wariatami, przekonała się, że naprawdę mogła czuć się bezpiecznie i komfortowo w towarzystwie mężczyzn, którzy stali się dla niej dosłownym safe space. Mogła się w nich wtulać. Wpakowywać im do łóżka, oczywiście w ten kulturalny sposób. Wparowywać do łazienki, kiedy któryś sikał, bo akurat przypomniało jej się, że zapomniała wygłosić na głos swojej pełnej recenzji ostatniej mangi, która ostatecznie okazała się totalnym chłamem i stratą czasu. Albo raz po raz przypadkiem wparować do ich pokojów, kiedy coś tam działo się pod kołderką...

Nie oceniała, dobra?

Naturalne rzeczy. Jej też już raz zdarzyło się, że była akurat po zrobieniu sobie dobrze, ten teges, finfarara, kiedy nagle Ezra wparował do pokoju, oznajmiając, że miała zajebistą żarówkę-lampkę do czytania. Problem w tym, że ta lampka była niczym innym jak słodko wyglądającym wibratorem. Ale nieważne. Miała tylko nadzieję, że jej wykrzywiona twarz i uniesione brwi dały mu do zrozumienia, żeby może nie zachwycał się nim aż tak bardzo. Chociaż chyba najbardziej wymowne było to, jak szybko wyrwała mu go z ręki. No albo ten moment, kiedy Archibald wparował jej do pokoju akurat wtedy, gdy próbowała zapiąć stanik. Cóż. Przynajmniej ją wyręczył i pomógł.. Ale dobra. PRZECHODZĄC DO SEDNA.

BYLI NICZYM TRZEJ MUSZKIETEROWIE.

I mogła na nich liczyć. Może nie dzieliła się jeszcze z nimi swoją traumą ani prawdziwym powodem, dla którego wróciła do Toronto, ale na to przyjdzie pora, co nie? Kiedyś się otworzy. Wiedziała jednak, że pierwszą osobą, która pozna całą historię w szczegółach, będzie nikt inny jak Albert.. whatever, that's enough about him. Teraz Thalia była zdecydowanie bardziej przejęta tym, że Izzi poprosił ją o kupienie kilku produktów, a ona, podekscytowana faktem, że W KOŃCU mogła wykorzystać swoje kupony ze zniżkami, pojechała trochę za mocno po bandzie.

Czekając przed marketem, uśmiechnęła się szeroko, kiedy tylko zobaczyła przyjaciela. - MÓJ RYCERZUUUUUUU! - rzuciła radośnie, od razu wciskając mu większość toreb. No bo halo. Była jego księżniczką, co nieeeeeee? Wink, wink. Kiedy weszli do domu, od razu ściągnęła buty. - Taaak, oglądamy. Trzeba świerszczybalda trochę doedukować, bo jeszcze będzie nam siarę robił - rzuciła, wsuwając domowe obuwie. Podeszła do kuchni, żeby odłożyć torby na blat, po czym parsknęła śmiechem na komentarz Ezry. - Woooaahhh, co to za dad joke? - prychnęła pod nosem. - Zajebiście. Umieram z głodu. Ty też, Archie, co nieeeeee? - Podbiegła do niego i przytuliła go z boku. - Przyznaj się, że tęsknisz za tym, że już z tobą nie śpię, odkąd myszki eksmitowano. - Zerknęła na niego z dołu z szerokim uśmiechem, po czym niemal od razu odbiła znowu w stronę Izziego i usiadła na stołku przy kuchennym blacie. - Izzi, lubię patrzeć, jak gotujesz. Wyglądasz wtedy, jakby kierował tobą ten szczurek z Ratatouille. Słodko. - Uśmiechnęła się, opierając ramiona o blat i układając twarz na dłoniach. - Cho, Archie, oglądamy! - dodała z rozbawieniem. I no... odetchnęła z ulgą... bo z nikim innym nie chciałaby spędzać takiej HOAHOAHOA weather niż właśnie z nimi.

świerszczybald kuchcik księżunio

chaos pokonuje porządek, bo jest lepiej zorganizowany

: pt wrz 18, 2026 9:31 pm
autor: Archie Miller
#
9
And if you want more, if you want more
More, more, more...

Obrazek

Archibald Miller aka Loophole dorósł w przekonaniu, że świat to jeden wielki plac zabaw, na którym naprawde nie musiał jakoś szczególnie starać się o akceptację. Potrafił odnaleźć się w każdym towarzystwie, a nawet jeśli nie, to nie zdawał sobie sprawy z tego, że gdzieś nie pasuje. Żył w bańce i przemierzał świat z tym swoim głupkowatym, ale jakże uroczym (!!) uśmiechem i wszędzie, gdzie robiło się nieciekawie znajdował luki, by to obejść. Zachowywał się trochę tak, jakby jego życie było jedną wielką grą, a on pokonywał misje nie oglądając się za siebie. Czasem się skuł, jak każdy miewał przecież lepsze i gorsze chwilę, ale szybko potrafił zażegnać każdy error i odkrywać, co niesie przyszłość. Trochę tam już wiedział, bo przecież Ezra potrafił im nakreślić to, czego mogli się spodziewać w najbliższym czasie, choć Miller to akurat mocno sceptycznie do tego podchodził za każdym razem. Kiedyś trafiło się mu coś o obfitości i co się wtedy stało?! Obficie rzygał cały dzień. Z drugiej strony mogła to być wina obfitej ilości alkoholu wlanego w siebie uprzedniej nocy, ale nie… to na pewno była zła wróżba.

Co gorsza chyba odnawialna, bo gdy rankiem otworzył oczy, pierwsze co zrobił to pobiegł zwymiotować. Oczywiście to było w trakcie drugiego poranka, tego około południa, bo podczas tego pierwszego, gdy słońce budzi się do życia on dopiero wrócił do domu z pracy. Akurat miał wieczorne oprowadzanie po mieście, a że trafiła się mu jakaś grupa z kawalerskiego, która szybko podłapała, że z Millera to dobry ziomek jest, to reszta była już tylko historią. W dodatku taką, co ledwo pamięta. Potrzebował kilku godzin snu w swojej jaskini, więc ku zaskoczeniu wszystkich — nie, nie przegrał na konsoli tego dnia. A zarazem jednak przegrał, bo w takim ogólnym rozrachunku to jednak był z niego totalny przegryw na kacu.

Pewnie przespałby tak do wieczora, ale wiadomość za wiadomością totalnie wybiły go z tego stanu i nie potrafił już zasnąć. Co gorsza, nie potrafił też znieść swojego zapachu. Wiedział, że lada moment wróci Thalia z zakupami, a Ezra odpali tryb kucharza na całego, więc to był najwyższy czas się odgruzować. Nie doczekał się ich typów na to, jakim żelem powinien się umyć, więc postawił wszystko na dzikusa z lasu, by przez chwilę poudawać, że się dzisiaj przewietrzył, choć nie wychylał się zbytnio ze swojego pokoju. I w tym prysznicu było coś zbawiennego, a może to w tej tabletce na ból głowy, którą wziął pół godziny wcześniej? Nieważne! Rzecz w tym, że postawiło go to na nogi i niczym młody bóg z jeszcze lekko wilgotną czupryną tanecznym krokiem zszedł do kuchni. Schody pokonał niczym Hugh Grunt, choć wiadomo, że ruchy bioder miał o wiele lepsze!


I'll take you down, I'll take you down
Where no one's ever gone before
And if you want more, if you want more
More, more, more


Nucił obkręcając się w kółko z ręką wysuniętą przed siebie, aż w końcu zatrzymał się na Thali.

— Umieram z głodu. Ty też, Archie, co nieeeeee?
Przytaknął w pierwszej chwili sięgając po telefon do spodni i wyciszając nieco muzykę, która kłóciła się już z tą, którą zapodali lokatorzy. — Wyczyściłem się dzisiaj do zera, totalnie muszę coś wrzucić na ruszt! — przytaknął obejmując Thalie ramieniem bez wstydu, bo już nie walił jak skunks. — Eksmitowaly? jestem pewien, że jak dzisiaj wróciłem nad ranem to widziałem, jak jedna wymykała się z twojej sypialni — był też wtedy wybitnie narąbany, więc albo ściemniał albo chciał ją zaciągnąć na nocowankę do łóżka. — I pobiegła do Ezry — rzucił mu ostrzegajace spojrzenie. No co? Może jego też chciał na nocowance. Nie czekając przysiadł się tuż obok Thali na krześle i porwał telefon, tyle że nie swój. — Hej, Ez! — zawołał wyciągając mu przed twarz telefon, by go odblokować i tyle wystarczyło. Robił to nie pierwszy raz, więc chyba nie ściągnął na siebie podejrzeń, ale dla zmyłki zmienił piosenkę na inną, a przy tym ukradkiem trącił Thalię lekko nogą, by zerknęła jaką apkę właśnie pobierał przyjacielowi. Ezra potrzebował Maplindera.

Obrazek .

chaos pokonuje porządek, bo jest lepiej zorganizowany

: sob wrz 19, 2026 1:23 am
autor: ezra clance
- Archie, nie strasz Thalii - powiedział to już odruchowo, bez odrywania wzroku od gara; nawet ton brzmiał jakoś tak nijak, jakby to rzucił zmęczony tym wszystkim rodzic. Zabawne, że czasami czuł się jak ojciec tej dwójki, a przecież był od nich (nieznacznie) młodszy. Skoro już i tak rzucał ojcowskimi żartami, do tego gotował i dawał życiowe porady, to może wcale mu tak daleko do ojca nie było? Jeszcze trochę i stwierdzą, że całkowicie zdążył już zdziadziusieć, a nawet nie miał trzydziestu lat. Straszna wizja, tracić młodość wprost proporcjonalnie do ilości myszy biegających po domu i myślach przyjaciela. O białych okazach mówił mu już przecież kilkukrotnie w odpowiedzi na pytanie o przyszłość, a to, że potraktował to dosłownie, a nie jako ostrzeżenie, to już nie Ezry wina. A informacja, że w jego pokoju mysz się zawieruszyła, nawet go szczególnie nie przejęła. Już był zdania, że ich całkiem nie ma w tym miejscu, a żartowanie o nich to tylko takie przedrzeźnianie się i głupotki między nimi. Jak dzieci. Słodkie. - Może to ta mysz, co mi wbiegła do pokoju? - na Thalię już spojrzał; podniósł przy tym obydwa ramiona tak, jak Linguini, kiedy Remy pociągał jego włosy i patrzył, czy w ogóle i jak reaguje. - Kiedyś mignęła mi reklama tej spinki, już jej pewnie - oczy skierował na Archiego i odruchowo przewrócił oczami jak zobaczył własny telefon w jego rękach - nie odkopię, ale można coś takiego zrobić - klejem na gorąco, dwoma wsuwkami i pluszowym szczurem. Jakby miał to tylko nosić dla mema przy gotowaniu to by się jeszcze skusił. Jeszcze jakby im to radochę dawało, to czemu nie.
Właśnie takie myśli sprawiały, że czuł się jak ojciec, co chciał tylko swoim dzieciakom sprawić odrobinę śmiechu kosztem własnej dumy. Czy było to czymś złym? Chyba nie. Chyba jeszcze tego przeciw niemu nie wykorzystali.
Linkin Park nie grało w tle, ba, nawet nie wiedział, czy to była już na pewno jego playlista, czy coś współtworzonego z nimi. Trzy różne charaktery, trzy różne gusta; przynajmniej wspaniałości wychodziły, kiedy algorytm próbował dobrać do tego odpowiednie utwory! Szkoda, że im to nie o muzykę i obserwację jego poczynań chodziło, a Clance miał zaraz zostać "ofiarą" planu kategorii "kurcze sprytny", o czym dowie się zdecydowanie za późno. Ba, jeszcze będzie musiał to wszystko odkręcać; póki co i tak jego problemem było to, że ciepło po garze znowu się nierówno rozprowadzało, a jak już spróbował jedzenia, to nagle brakowało jakiegoś smaku. Soli? Czy bardziej gorzkości? - A tak serio, to widziałeś gdzieś jeszcze myszy? - znowu nawet się nie odwrócił. Stał przed szafką i marszczczył brwi, kiedy jedną ręką przeglądał kolejne przyprawy, a drugą dalej mieszał w garnku tak, jakby faktycznie kontrolowała go mysz. Znaczy się szczur, francuski szczur, znawca kuchni i fenomenalny kucharz. Pewnie teraz musieli się czuć jak w wykwintnej restauracji z otwartą kuchnią, z możliwością komentowania każdego ruchu i wyboru kucharza. - Weź w ogóle włącz can't fight in the moonlight, jak wam linkin park dzisiaj nie leży - a to akurat był głęboko zakopany w odmętach pamięci utwór. Odkopany pewnie przez playlistę Thalii; kojarzył to jeszcze z Lizzy, która śpiewała to na tyle często, że sam miewał to w głowie zdecydowanie zbyt często. Jego ulubiony zespół z kolei musiał być dla nich codziennością, skoro potrafił do gotowania włączyć sobie album albo jakieś best of best. Tylko nie rozumiał, jak taka klasyka mogła męczyć, skoro nawet nie brzmiało to ni podobnie, ni tak samo.
Do garnka trafiła papryka wędzona, jakieś oregano; zastanawiał się, czy dolewać do tego syropu klonowego. Mieli jeszcze w ogóle? Ostatnio jak sprawdzał, to był na skraju wyczerpania, a wózek cudów Rosenhall nie zawierał charakterystycznej buteleczki. Najwyżej smak obroni się sam; już i tak było naprawdę zacnie. Nie żeby kiedykolwiek narzekali na to, co gotował. - Co mi w ogóle przeglądasz? - odwrócił głowę, upewniając się, że jego telefon dalej jest w rękach Archiego. Galeria? Znowu będzie musiał robić osobny folder na jego selfie, albo czyścić x zdjęć? Czy takie były koszta życia jako główny karmiciel?

księżniczka i sprytny plan

chaos pokonuje porządek, bo jest lepiej zorganizowany

: sob wrz 19, 2026 6:33 pm
autor: Thalia Rosenhall
under the lovers sky
gonna be with you

Cholera, jak bardzo cieszyła się, że cała ich trójka tak bardzo się od siebie różniła, a mimo to tworzyła zajebiście zgraną mieszankę wybuchową. Hm. A może zamiast Trzema Muszkieterami powinni nazywać się Atomówkami? Archie byłby Bajką, bo wiecznie chodził z głową w chmurach i był troszke kjut delulu, Ezra zdecydowanie Brawurką, bo zawsze wiedział, co powiedzieć i jakimś cudem znajdował racjonalne wyjście nawet z najbardziej pojebanej sytuacji, a Thalia? No cóż. Bójka. Bez dwóch zdań. Najbardziej impulsywna z nich wszystkich, z ciętym językiem, który zdecydowanie zbyt często pakował ją w kłopoty, a potem chłopaki musieli ją wyciągać z jakichś absurdalnych sytuacji. Na przykład wtedy, kiedy pokłóciła się z naćpanym żulem przed pubem, bo ten stwierdził, że była gruba jak świnia po tym, jak odmówiła mu piątaka, a ona oczywiście nie mogła po prostu odejść, o nienienie... Powiedziała mu, że wystarczająco dużo jej podatków idzie na takich chamów jak on i no... chłopaki praktycznie siłą wciągnęli ją z powrotem do środka. Kryzys zażegnany. Mostly. Ale anyways...

Zrobiła niezadowoloną minkę i zmarszczyła nos. - No właśnie, Arch. Słuchaj Izziego i mnie nie strasz, bo inaczej nie dam ci żyć - wystawiła język w jego kierunku i pstryknęła go w nos. - Chodź. - Po chwili zniknęła już w kuchni, usadawiając się na stołku i parskając śmiechem, kiedy Izzi zaczął udawać Linguiniego z Ratatouille. - Nie no, jeden do jednego. Idealnie. - Zaśmiała się, a zajebiście przyjemny zapach jedzonka, które Ezra dla nich przygotowywał, zaczął powoli rozchodzić się po całej kuchni. I no... Kubki smakowe Thalii zdecydowanie zaczęły produkować więcej śliny, niż powinny. XD Cholera. To będzie niebo w gębie, a przecież jeszcze nawet nie spróbowała.Jedzonko Izziego zawsze było top notch zajebiste. - Say less, Izzi. Alexa, play can't fight the moonlight by LeAnn Rimes. - Muzyka momentalnie rozległa się po kuchni. - Cholera, dobrze, że gotujesz, bo zaraz wciągnęłabym was obu na tę wyspę. - Już widziała jak odstawiają choreografię niczym coyotes z filmu. Iconic.

Po chwili zerknęła jednak na telefon Ezry, który trzymał Archie i zmrużyła oczy, próbując zobaczyć, co ten tam właściwie kombinował. Parę sekund później cała ich uwaga była już skupiona na swipeowaniu ludzików. I wtedy wydarzyła się tragedia. - Archibaldzie, NIEEEE! Czemu dałeś w prawo na tę babę?! - Jęknęła dramatycznie, wyrwała mu telefon z ręki i zaczęła stukać randomowo w ekran, zupełnie nie orientując się, że zamiast naprawiać sytuację, przesuwała w prawo kolejne osoby. - Weź to ode mnie! Myślałam, że da się tamto jakoś cofnąć! - Wcisnęła mu telefon z powrotem w ręce, - I swear to God, jeżeli on ją przyprowadzi tutaj do domu, to jesteś skazany spać ze mną do końca roku! - wysunęła palec wskazujący i pogroziła Archiemu. No bo sorry. Rosenhall zauważyła, na kogo przesunął w prawo i była to jakaś niedoszła gwiazdeczka reklamowa, która z niewiadomego powodu od pierwszej sekundy działała jej na nerwy. Po prostu dawała vibe, który kompletnie nie pasował do jej Izziego... i tyle. Westchnęła głośno, dalej bujając się do muzyki, aż w końcu chwyciła drewnianą łyżkę i poderwała się ze stołka. - IZZI, ROBIMY SHOW DLA ARCHIEGO! - Podeszła do Ezry, używając łyżki jak mikrofonu, i zaczęła dramatycznie lipsyncować do refrenu.

YOU CAN TRY TO RESIST
TRY TO HIDE FROM MY KISS


linguini gapa

chaos pokonuje porządek, bo jest lepiej zorganizowany

: pn wrz 21, 2026 10:49 pm
autor: Archie Miller
Taaaaatooooo, przekręcił wymownie oczami. — Przecież ja jej wcale nie straszę! — zaprotestował od razu, marszcząc przy tym nos i ściągając brwi, jakby był wielce oburzony tym, że mu nie wierzą. No przecież naprawde je widział, nie ściemniał! To, że mogły być obrazem jego pijackiej wyobraźni albo zwykłym snem to inna sprawa. — Jeszcze się zdziwisz, jak ci jakać przemknie pod kołdrą — palcami przebiegł po jej ręce niespodziewanie i podśmiechując się pod nosem, gdy tak się wzdrygnęła, a zaraz po tym już się pochylał, bo widział, jak bierze na niego zamach. Mimo, że właśnie zrobił unik i mrużył trochę oczy nie umknął mu fakt, jak Ezra udaje postać z bajki. — Thalia ty załatwiasz spinki, ja klej, a mysz upolujemy w twoim pokoju — oznajmił wciąż szczerząc się jak głupi do sera. No przecież gdyby on im tak regularnie gotował, to z tego byłby dobry content na sociale, to mogłoby im opłacić czynsz, albo lepiej! uzupełnić lodówkę, bo wszyscy podsyłaliby darmowe produkty, by je zareklamować na ich mysim kanale. Win - win! — Czy na serio je widziałem to ja nie wiem, wczoraj trochę mnie odcięło — oznajmił ręką robiąc gest, jakby dawał sobie w szyję, bo w sumie tak było. Do tego stopnia, że nawet po klina nie był w stanie sięgnąć dzisiaj i jedyny ratunek widział w czymś pożywnym do zjedzenia, made by Ezra.

Skoro on tak bardzo o nich dbał, to Archibald po prostu postanowił się odwdzięczyć, co nie? Bez większego zastanowienia postanowił pobrać mu apkę randkową, by się biedak przy nich nie zdziadział. Może chciał być dla niego takim Jonahem dla Sama jak w Bezsenność w Seattle albo z Thalią mogli grać główną rolę w życiu przyjaciela pt.Nie wierzcie Bliźniaczkom. No bo im nie warto wierzyć, jak zjednoczą siły to zawsze coś knują. — Ciszej! — prychnął na Thalię, a potem posłał jej pełne wyrzutu spojrzenie, bo nie umknęło to uwadze Ezry i już wypytywał co mu tam przegląda. — Nic takiego — oznajmił sprawdzając, czy na pewno nie da się cofnąć pary, ale się nie dało, więc postanowił w ramach rekompensaty sparować go jeszcze z kilkoma osobami, nie spodziewając się, że ledwie po założeniu na profilu zrobi się taki ruch. Telefon dosłownie palił się mu w rękach, ale chwila moment… czy ktoś mówił show?!

Oni dla niego? O nie, to on zrobi go dla nich! I gdy Thalia poruszała ustami do łyżki Miller niewiele czekając wskoczył na blat, porwał chochlę i na cały regulator zaczął śpiewać…

You can try to resist
Try to hide from my kiss
But you know
But you know that you can't fight the moonlight
Deep in the dark
You'll surrender your heart
But you know
But you know that you can't fight the moonlight
No, you can't fight it


… ale chwila moment, czy on u licha znał układ taneczny z coyote ugly?!

Chryste, a mumii nie znał. Obrazek .