this cage was once just fine
: pn wrz 21, 2026 8:12 pm
#
3my boredom's bone deep
this cage was once just fine
am I allowed to cry?
this cage was once just fine
am I allowed to cry?
— Jeszcze raz uprzesz się przy tym odcieniu różu i przysięgam, że osobiście cię zaknebluję i wrzucę do lochu. To totalny przeżytek! — Natasha z obrzydzeniem odrzuciła katalog sukien, który Hana przed chwilą podetknęła jej pod nos.
— W kwestii stylu rzadko to robię, ale tu muszę zgodzić się z Tashi — oświadczyła Amanda, w zabójczym tempie stukając w ekran swojego smartfona. — To był kolor roku Pantone, owszem, ale w dwa tysiące piętnastym, bestie. Nie założę tego.
— Ani ja. Nawet na to nie licz.
Hana westchnęła; niezbyt ciężko, bo z Ciężkich Westchnień zużywała zwykle w samotności, gdy nikt nie mógł ich skomentować. Po prostu wypuściła ze świstem powietrze i bez słowa przysunęła sobie bliżej truskawkową matcha latte. Pociągnęła łyk, krzywiąc się tylko odrobinę mniej niż ostatnie dwa razy.
Na czubku nosa i ponad górną wargą została odrobina mlecznej pianki.
Była końcówka września. Powietrze zaczynało pachnieć zbliżającą się jesienią, liście na drzewach wrażliwszych na zimno zaczynały już nabierać barw, a do kawiarni lada moment miały powrócić uwielbiane przez wszystkim pumpkin spice i cynamonki. Lato minęło błyskawicznie, wypełnione dziesiątkami eventów, które Hana współorganizowała lub przy których służyła radą — prócz tego jednego najważniejszego wydarzenia, które nie doszło do skutku.
Wielki diament osadzony na pierścionku zaręczynowym jak zawsze niemal krzyczał, przykuwając wzrok. I pomyśleć, że w czerwcu miała dołożyć do niego złotą obrączkę, a do swojego nazwiska dodać kolejne…
— Zdecydowanie powinnaś postawić na żywsze kolory, Hana — podjęła nagle Natasha, przeglądając dopiero co odepchnięty katalog i wskazując na mocno wydekoltowaną, krótką sukienkę w kolorze, dzięki któremu mogłaby cosplayować flaminga. — Już wystarczy, że bierzecie ślub w samym środku jesieni. Będzie plucha, brzydko, mokro, szaro… ten kolor doskonale zlałby się z błotem dookoła!
Wielki dzień Hany i Nate’a miał nastąpić w czerwcu, dokładnie w pierwszy dzień lata — ale jak zwykle coś okazało się pilniejsze. W tym przypadku była to niepowtarzalna okazja biznesowa, która wypchnęła Hayesa Juniora i Hayesa Seniora w kilkumiesięczną delegację aż na Florydę.
Pytanie o priorytety nigdy nie padło. Rozmowa nigdy nie doszła do skutku, chyba że można nią nazwać oświadczenie rzucone przez Nate’a między pakowaniem walizki a odpisywaniem na maile. „To wielka szansa dla firmy, możliwość jedna na milion, a ja jestem jednym z głównych udziałowców” — tyle musiało jej wystarczyć, gdy zamiast planować ostatnie szczegóły najpiękniejszego dnia w jej życiu musiała po raz kolejny schować głowę w piasek i przyjąć rzeczywistość taką, jaką była.
— …słuchasz mnie w ogóle?!
Zamrugała. Spojrzała najpierw na jedną, a potem na drugą przyjaciółkę. Tego dnia nie było z nimi Blair, nie miała więc nawet w kim szukać sprzymierzeńca.
— Tak w zasadzie — zaczęła powoli, czując, jak rośnie w niej irytacja — to nie, nie słuchałam. Wybacz — zreflektowała się natychmiast, widząc minę Tashi. — Powtórz, proszę.
Matcha nadal była paskudna.
A zielona plama na rękawie jej ulubionej białej koszuli nadal się nie sprała.