rosemary 'remy' sinclair
: sob paź 03, 2026 10:33 am
Rosemary 'Remy' Sinclair

data i miejsce urodzenia
28/08/1997 I Toronto, Kanadazaimki
she/herzawód
wedding plannermiejsce pracy
freelancerorientacja
heteroseksualnadzielnica mieszkalna
guildwoodpobyt w toronto
od urodzeniaumiejętności
Prawo jazdy było poniekąd wymuszone ze strony ojca, a teraz nie potrafi sobie wyobrazić życia bez możliwości podróżowania własnym autem. Dzięki niemu ma możliwość zwiedzania nowych miejsc, jeśli oczywiście ma na tyle wolnego czasu na to, aby wyruszyć gdzieś dalej, poza tereny miasta. Wtedy korzysta w pełni z ów wypadu, spacerując i zwiedzając miejscówki, które wcześniej sprawdziła w wyszukiwarce bądź przypadkowo odkryła w trakcie wypadu. Posiadanie samochodu niestety - albo i stety - daje jej mobilność w pracy, jaką zwyczajnie uwielbia. Lubi w sobie tą artystyczną smykałkę wymieszaną z opanowaniem. Niektórzy powiedzieliby że to dar, że ma dobry gust, a może zwyczajnie od zawsze uczyła się do swojej profesji, choć jeszcze nie wiedziała jak dokładnie ten talent wykorzysta. Nie znaczy to jednak, iż nie wyczerpuje całych swoich pokładów w każdy projekt, jaki realizuje z przyszłym państwem młodym. W międzyczasie lubi gotować, uwielbia organizować swą przestrzeń w domu o coraz to nowsze przyrządy do tego stworzone, w wolnych chwilach bawi się w dzierganie, szydełkowanie, haftowanie i co tylko jeszcze można. słabości
Stara się być asertywna, jeśli chodzi o życie prywatne, niemniej nie zawsze jej to wychodzi i przez to czasem zgadza się na coś, na co nie ma zbytnio wielkiej ochoty. Niekiedy wolałaby być tą wersją siebie, jaką jest w pracy, zupełnie jakby stawała się całkowicie innym człowiekiem, jednakże nie potrafi tych wszystkich cech przedłożyć na to, jak powinna się zachowywać na co dzień, wśród rodziny, znajomych, przyjaciół, kogokolwiek kto nie jest związany z jej zawodem. Nie lubi się kłócić, nie chce doprowadzać do nieprzyjemnych sytuacji i generalnie stroni od przemocy, nigdy nie chcąc być jej świadkiem, w nieważne jakich okolicznościach. Ciężko też radzi sobie z rozłąkami, ale z tym ma problem od momentu odejścia mamy we wczesnych latach.Nigdy nie przyjdzie jej się dowiedzieć, dlaczego tak się stało. Dlaczego mama postanowiła z dnia na dzień zostawić ją, jej brata oraz przede wszystkim tatę. Nie powiedziała czegokolwiek, ojciec również na ten temat nie był zbyt wylewny, prosząc głównie ją, aby była silna oraz dzielna w tej trudnej chwili, dała tej sytuacji jakoś się wyklarować i zwyczajnie przejść z tym do porządku dziennego. W końcu Ambrose miał dopiero wtedy pięć lat, a ona już osiem, więcej rozumiała niż on, więc chciała mu pomóc najlepiej jak potrafiła - nawet jeśli z czasem coraz słabiej wychodziło im dogadywanie się.
Ze względu na bycie tą starszą, ojciec niemo uświadamiał ją z każdym rokiem, że ma względem niej większe oczekiwania niż od młodszego. Więcej pomagała w domu, niż dziecko tak naprawdę powinno. Szybciej zaczęła uczyć się gotować, wcześniej przygotowywała pranie czy inne domowe obowiązki przyjęła na swoje barki - pomimo iż tata zdecydował się na związek z nową kobietą, z którą miała lepsze i gorsze dni, jeśli idzie o posiadanie jakichś bliższych relacji. Zupełnie jakby w pewnym stopniu to ją obwiniała za to, że mama odeszła - choć pewnie nie miała z tym nic wspólnego. Skąd jednak miała mieć tą pewność, skoro rodzicielka odeszła i już więcej się nie pojawiła, a rodziciel za to przy każdym pytaniu o to, co było, reagował złością?
Niemniej to nie znaczyło, że codzienne życie w domu przytłaczało ją na tyle, by nie mieć dobrych stopni w szkole. Trzeba to przyznać - rodzeństwo Sinclair nie miało problemów z nauką i zdobywaniem nagród w różnych dziedzinach, choć to nie sprawiło aby stali się sobie bliżsi. Pomimo iż są jednej krwi, są całkowicie odmiennymi osobami. Ona wręcz nalegała o kontakt z bratem, chcąc się z nim jakoś porozumieć, żeby razem trzymali się w tych trudnych chwilach nastoletnich - natomiast on wolał towarzystwo kogoś innego, nie przejmując się zbytnio rodziną... nie przejmując się nią, co bolało znacznie bardziej. Czując się, jakby w pewnym stopniu była w tym wszystkim sama, skoro tata miał swoje życie, a Ambrose swoje.
Mimo to działała w swoim rytmie, w międzyczasie rozwijając się pod kątem plastycznym. Trochę malowała, trochę rysowała, trochę rzeźbiła, trochę bawiła się muliną i robiła bransoletki, żeby potem wykonywać je z koralików. Robiła dosłownie wszystko po odrobinie, chcąc odnaleźć się w czymś najlepiej, a jednocześnie we wszystkim czując się dobrze. Nie miała jednak planów związanych z tym stricte, skoro jej ojciec naciskał żeby obydwoje z Sinclairów mieli coś wspólnego z jego firmą, jako dziedzictwem rodzinnym. Remy to niezbyt odpowiadało, choć początkowo na to przystawała. Dopiero z czasem, bez większych konsultacji z rodziną, postanowiła w szkole kierunkować się na inny zawód. Dla świętego spokoju poszła na studia z zarządzania i administracji, choć nie potrzebowała tego typu wykształcenia.
W ich trakcie miała możliwość przystąpienia do różnych kursów nie związanych z kierunkiem, znajdując dla siebie kilka, choć zdecydowała się jedynie na jeden - kurs z wedding planningu, nie sądząc jednak żeby to miało być coś dla niej na dłuższą metę.
Nawet nie pomyślałaby, jak bardzo się pomyliła z początku, bo już w trakcie szkoleń zaczynała dostrzegać pewien potencjał w tym - przede wszystkim dostrzegła tu siebie, jako realną szansę na robienie czegoś innego w życiu, co nie będzie związane z jej ojcem oraz dziedzictwem rodzinnym. Tak więc po zakończonych studiach, postanowiła podejść do tematu bardziej na poważnie. I chociaż pierwsze realizacje były dosyć ciężkimi sprawami do ogarnięcia pod kątem przełamania wewnętrznego strachu czy rzeczywiście będzie sobie radziła, tak z czasem - dzięki poznanym osobom oraz rozwijaniu przekonania, iż szło jej coraz lepiej - zrozumiała, że znajdowała się w idealnym dla siebie otoczeniu. Tak zaczęła się rozkręcać jej działalność ślubna - choć sama po dzień dzisiejszy tego wymarzonego ślubu jeszcze nie miała.
Ze względu na bycie tą starszą, ojciec niemo uświadamiał ją z każdym rokiem, że ma względem niej większe oczekiwania niż od młodszego. Więcej pomagała w domu, niż dziecko tak naprawdę powinno. Szybciej zaczęła uczyć się gotować, wcześniej przygotowywała pranie czy inne domowe obowiązki przyjęła na swoje barki - pomimo iż tata zdecydował się na związek z nową kobietą, z którą miała lepsze i gorsze dni, jeśli idzie o posiadanie jakichś bliższych relacji. Zupełnie jakby w pewnym stopniu to ją obwiniała za to, że mama odeszła - choć pewnie nie miała z tym nic wspólnego. Skąd jednak miała mieć tą pewność, skoro rodzicielka odeszła i już więcej się nie pojawiła, a rodziciel za to przy każdym pytaniu o to, co było, reagował złością?
Niemniej to nie znaczyło, że codzienne życie w domu przytłaczało ją na tyle, by nie mieć dobrych stopni w szkole. Trzeba to przyznać - rodzeństwo Sinclair nie miało problemów z nauką i zdobywaniem nagród w różnych dziedzinach, choć to nie sprawiło aby stali się sobie bliżsi. Pomimo iż są jednej krwi, są całkowicie odmiennymi osobami. Ona wręcz nalegała o kontakt z bratem, chcąc się z nim jakoś porozumieć, żeby razem trzymali się w tych trudnych chwilach nastoletnich - natomiast on wolał towarzystwo kogoś innego, nie przejmując się zbytnio rodziną... nie przejmując się nią, co bolało znacznie bardziej. Czując się, jakby w pewnym stopniu była w tym wszystkim sama, skoro tata miał swoje życie, a Ambrose swoje.
Mimo to działała w swoim rytmie, w międzyczasie rozwijając się pod kątem plastycznym. Trochę malowała, trochę rysowała, trochę rzeźbiła, trochę bawiła się muliną i robiła bransoletki, żeby potem wykonywać je z koralików. Robiła dosłownie wszystko po odrobinie, chcąc odnaleźć się w czymś najlepiej, a jednocześnie we wszystkim czując się dobrze. Nie miała jednak planów związanych z tym stricte, skoro jej ojciec naciskał żeby obydwoje z Sinclairów mieli coś wspólnego z jego firmą, jako dziedzictwem rodzinnym. Remy to niezbyt odpowiadało, choć początkowo na to przystawała. Dopiero z czasem, bez większych konsultacji z rodziną, postanowiła w szkole kierunkować się na inny zawód. Dla świętego spokoju poszła na studia z zarządzania i administracji, choć nie potrzebowała tego typu wykształcenia.
W ich trakcie miała możliwość przystąpienia do różnych kursów nie związanych z kierunkiem, znajdując dla siebie kilka, choć zdecydowała się jedynie na jeden - kurs z wedding planningu, nie sądząc jednak żeby to miało być coś dla niej na dłuższą metę.
Nawet nie pomyślałaby, jak bardzo się pomyliła z początku, bo już w trakcie szkoleń zaczynała dostrzegać pewien potencjał w tym - przede wszystkim dostrzegła tu siebie, jako realną szansę na robienie czegoś innego w życiu, co nie będzie związane z jej ojcem oraz dziedzictwem rodzinnym. Tak więc po zakończonych studiach, postanowiła podejść do tematu bardziej na poważnie. I chociaż pierwsze realizacje były dosyć ciężkimi sprawami do ogarnięcia pod kątem przełamania wewnętrznego strachu czy rzeczywiście będzie sobie radziła, tak z czasem - dzięki poznanym osobom oraz rozwijaniu przekonania, iż szło jej coraz lepiej - zrozumiała, że znajdowała się w idealnym dla siebie otoczeniu. Tak zaczęła się rozkręcać jej działalność ślubna - choć sama po dzień dzisiejszy tego wymarzonego ślubu jeszcze nie miała.
zgoda na powielanie imienia
niezgoda na powielanie pseudonimu
nieZgody MG
poziom ingerencji
średnizgoda na śmierć postaci
niezgoda na trwałe okaleczenie
niezgoda na nieuleczalną chorobę postaci
niezgoda na uleczalne urazy postaci
takzgoda na utratę majątku postaci
niezgoda na utratę posady postaci
nie