no reservations
: ndz paź 11, 2026 4:35 pm
Kiedy rodzą ci się dzieci, to perspektywa patrzenia na świat się zmienia. Nagle to co starczało finansowo okazuje się niewystarczające, a gówno-robota w kebabie przestaje dawać tyle, by można było utrzymać rodzinkę. Dlatego Ricz chociaż nie korzystał wcześniej ze swojego CV i nie rzucał w twarz kucharzom z Toronto hot news, że jeden z najlepszych szefów kuchni w Amryce Południowej szuka roboty, nagle przestał być taki skromny. Poszedł do jednego i drugiego chłopa powiedział, że może robić cokolwiek ale chce znów wrócić do najlepszych restauracji. I wydaje się, że to nie powinno być takie proste, ale może jak się jest facetem, to życie jest o tyle prostsze, że przynajmniej można dostać szansę.
Dlatego od dwóch dni posłusznie sieka marcheweczki, miesza sos i robi wszystko, co robiłby najlepszy pracownik w jego kuchni. Tyle, że to nie jest jeszcze jego kuchnia, ale pani Whitener. Ricz obserwował jej działania na tyle na ile pozwalała mu pozycja, ale też nie chciał wzbudzić jej czujności zbyt prędko. Jego plan był taki, żeby ją wygryźć z pozycji, oczarować właścicieli restauracji i zdobyć gwiazdki Michelina. A przy tym oczywiście zarobić trochę siana. WIęc może później po prostu przejąć restaurację.
Był taki pewny siebie w tym planie, że dopiero któregoś dnia zorientował się, że pani Whitener nie była taka jak psychopaci z którymi pracował w Nowym Jorku, ani nawet taka jak zadzierający nosa portorykanie, którzy może nie mieli jeszcze gwiazdek Michelin, ale zachowywali się niekiedy gorzej od tych z Ameryki. Pani Whitener była... po prostu sumienna. Myśli jednak wciaż, że to jest jakaś podejrzana sprawa, więc kiedy kolejnego dnia przyszła jego pora na podanie obiadu pracowniczego, postanowił przyrządzić coś co mogłoby zwrócić jej uwagę. Niby miał być to zwykły gulasz, ale z małymi ręcznie robionymi kluseczkami. Kiedy rozstawiał talerze zorientował się, że ona z nimi czasami nie jadła. Czy zamierzała opuścić jego obiad!? Niedoczekanie. Nałożył porcję i idzie do niej z telerzem pachnącym jedzeniem.
- Czas na przerwę
Czy przeszkodził jej w tworzeniu jakiegoś nowego przepisu? Zerka na jej biureczko, ale nie może nic dostrzec konkretnego.
yes, chef
Dlatego od dwóch dni posłusznie sieka marcheweczki, miesza sos i robi wszystko, co robiłby najlepszy pracownik w jego kuchni. Tyle, że to nie jest jeszcze jego kuchnia, ale pani Whitener. Ricz obserwował jej działania na tyle na ile pozwalała mu pozycja, ale też nie chciał wzbudzić jej czujności zbyt prędko. Jego plan był taki, żeby ją wygryźć z pozycji, oczarować właścicieli restauracji i zdobyć gwiazdki Michelina. A przy tym oczywiście zarobić trochę siana. WIęc może później po prostu przejąć restaurację.
Był taki pewny siebie w tym planie, że dopiero któregoś dnia zorientował się, że pani Whitener nie była taka jak psychopaci z którymi pracował w Nowym Jorku, ani nawet taka jak zadzierający nosa portorykanie, którzy może nie mieli jeszcze gwiazdek Michelin, ale zachowywali się niekiedy gorzej od tych z Ameryki. Pani Whitener była... po prostu sumienna. Myśli jednak wciaż, że to jest jakaś podejrzana sprawa, więc kiedy kolejnego dnia przyszła jego pora na podanie obiadu pracowniczego, postanowił przyrządzić coś co mogłoby zwrócić jej uwagę. Niby miał być to zwykły gulasz, ale z małymi ręcznie robionymi kluseczkami. Kiedy rozstawiał talerze zorientował się, że ona z nimi czasami nie jadła. Czy zamierzała opuścić jego obiad!? Niedoczekanie. Nałożył porcję i idzie do niej z telerzem pachnącym jedzeniem.
- Czas na przerwę
Czy przeszkodził jej w tworzeniu jakiegoś nowego przepisu? Zerka na jej biureczko, ale nie może nic dostrzec konkretnego.
yes, chef