ODPOWIEDZ
36 y/o
NARRATORSKI PIESEK
178 cm
kucharz Michelin Star Restaurant
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Kiedy rodzą ci się dzieci, to perspektywa patrzenia na świat się zmienia. Nagle to co starczało finansowo okazuje się niewystarczające, a gówno-robota w kebabie przestaje dawać tyle, by można było utrzymać rodzinkę. Dlatego Ricz chociaż nie korzystał wcześniej ze swojego CV i nie rzucał w twarz kucharzom z Toronto hot news, że jeden z najlepszych szefów kuchni w Amryce Południowej szuka roboty, nagle przestał być taki skromny. Poszedł do jednego i drugiego chłopa powiedział, że może robić cokolwiek ale chce znów wrócić do najlepszych restauracji. I wydaje się, że to nie powinno być takie proste, ale może jak się jest facetem, to życie jest o tyle prostsze, że przynajmniej można dostać szansę.
Dlatego od dwóch dni posłusznie sieka marcheweczki, miesza sos i robi wszystko, co robiłby najlepszy pracownik w jego kuchni. Tyle, że to nie jest jeszcze jego kuchnia, ale pani Whitener. Ricz obserwował jej działania na tyle na ile pozwalała mu pozycja, ale też nie chciał wzbudzić jej czujności zbyt prędko. Jego plan był taki, żeby ją wygryźć z pozycji, oczarować właścicieli restauracji i zdobyć gwiazdki Michelina. A przy tym oczywiście zarobić trochę siana. WIęc może później po prostu przejąć restaurację.
Był taki pewny siebie w tym planie, że dopiero któregoś dnia zorientował się, że pani Whitener nie była taka jak psychopaci z którymi pracował w Nowym Jorku, ani nawet taka jak zadzierający nosa portorykanie, którzy może nie mieli jeszcze gwiazdek Michelin, ale zachowywali się niekiedy gorzej od tych z Ameryki. Pani Whitener była... po prostu sumienna. Myśli jednak wciaż, że to jest jakaś podejrzana sprawa, więc kiedy kolejnego dnia przyszła jego pora na podanie obiadu pracowniczego, postanowił przyrządzić coś co mogłoby zwrócić jej uwagę. Niby miał być to zwykły gulasz, ale z małymi ręcznie robionymi kluseczkami. Kiedy rozstawiał talerze zorientował się, że ona z nimi czasami nie jadła. Czy zamierzała opuścić jego obiad!? Niedoczekanie. Nałożył porcję i idzie do niej z telerzem pachnącym jedzeniem.
- Czas na przerwę
Czy przeszkodził jej w tworzeniu jakiegoś nowego przepisu? Zerka na jej biureczko, ale nie może nic dostrzec konkretnego.


yes, chef
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
piczi
postów z czata
35 y/o
For good luck!
168 cm
szef kuchni w george restaurant
Awatar użytkownika
marzycielka, właścicielka najpiękniejszego kundelka na świecie o imieniu pistachio, kucharka
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

1.

Ciężko powiedzieć, czy życie, które prowadziła Care Whitener było satysfakcjonujące. Chyba nie. Na pewno było bardzo nużące i choć przez większość czasu Care na to nie narzekała, to ostatnimi czasy miała już dosyć tego prywatnego przestoju dosłownie w każdym aspekcie. Jej związki były zwykłymi porażkami, nie mówiąc o reszcie kwestii, których wskutek tego pragnęła. Małżeństwo, dzieci, ciepły dom.
Jedyne na co nie mogła narzekać była jej praca. Restauracja, w której pracowała była najpiękniejszym miejsce, jakie mogło jej się przytrafić, całkowicie w jej klimacie i miało renomę, której Care tak naprawdę szukała. Chyba potrzebowała wykazać się w jakiś sposób, dlatego wzięła udział w konkursie na szefa kuchni i… dała radę. Dla Whitener było to zaskakujące i choć w większości przypadków wierzyła w siebie, to tutaj nie była do końca pewna. Tutaj też mogła spełniać swoją pasję, tj. cukiernictwo, bo tak naprawdę to ona delegowała obowiązki. I to była ta najmniej przyjemna część jej pracy. Zarządzanie ludźmi. Starała się być stanowcza, ale nie zawsze jej to wychodziło. Od zawsze była raczej miękkim człowiekiem, uległym i mało asertywnym. Uczyła się tego codziennie. Starała się nie wchodzić w zbędne dyskusje, żeby nie musieć gryźć się w język albo nie robić czegoś wbrew sobie. Ale zawsze chętnie przyjmowała propozycje i rady, jeśli były merytoryczne. Mogła śmiało powiedzieć, że jej zespół był zgrany, nie naprzykrzał się, chyba niektórzy zauważyli, żeby jej nie naciskać. Dlatego też nie zawsze siadała z nimi do wspólnego obiadu i nie dlatego, że nie chciała. Chyba po prostu próbowała zachować jakiś dystans, bo wiedziała, że ze swoją naturą i stylem bycia, będzie próbowała zaprzyjaźnić się z tymi ludźmi, a to się po prostu nie mogło wydarzyć.
Od kilku dni pracował z nimi Ricardo. Cały ten czas bacznie go obserwowała i dalej nie potrafiła go rozgryźć, choć odczytywanie ludzi nie przychodziło jej z trudem. Szczerze powiedziawszy, nie miała jeszcze na jego temat żadnej opinii.
Dzisiaj, tak jak i w każdy inny dzień, kiedy miała trochę przerwy, zajęła się przygotowywaniem słodyczy. Właśnie tworzyła krem z mango, kiedy pojawił się Ricardo z obiadem. Jak zwykle nie planowała z nimi jeść, ale nie potrafiła odmówić, więc po prostu odpowiedziała: - Za chwilę skończę. - Szokujące było to, jak bardzo nie umiała być w tym miejscu sobą. Odstawiła krem do lodówki i podeszła do swoich współpracowników. - Zobaczmy - rzuciła lekko, biorąc do ręki swój talerz. Spróbowała kluseczka. Był wyśmienity, rozpływał się w ustach. - Wow, smaczne - pochwaliła, może niezbyt wylewnie. - Jak ci się u nas pracuje? - zapytała, próbując zagaić rozmowę.

Ricardo Martinez
gall anonim
36 y/o
NARRATORSKI PIESEK
178 cm
kucharz Michelin Star Restaurant
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Desery, a więc deserami chciała go wykończyć! Pewnie zdawała sobie sprawę z tego, że kucharze tacy jak on specjalizują się w kuchni słonej, a do deserów nie mają ręki. Co prawda co innego powiedziałaby rodzina Martineza, bo kiedy robił w domu lody, to nawet nie zdążały dobrze stężeć, a Gabriela już ładowała łyżkę do środka, albo Madox całe paluchy. Najgorzej jak ich nie mył, bo potem Ricz musiał się modlić o to, żeby nie przywlekł jakiś bakterii, które się rozwiną później jak będą już jedli te lody. Z podobnymi sytuacjami nie miał do czynienia w pracy, bo unikał stanowiska cukiernika. Z prostej przyczyny: tak jak w daniach słonych można było eksperymentować, tak przy deserach sprawa była dużo bardziej sztywna. Temperatura musiała być odpowiednia, czas musiał być wyliczony co do minuty, a składniki reagowały różnie nawet na ciśnienie albo temperaturę otoczenia. A jeżeli danego dnia spadł deszcz, to mogło się okazać, że żadne ciasto nie wyrośnie tak jak wyrastało w każdy inny dzień. Ricz miał zresztą teorię, że to dlatego w LA jest najwięcej infuencerek deserowych, bo tam pogoda prawie cały rok utrzymuje się taka sama.
Kiedy jednak pani Whitener odłożyła żółtawy krem do lodówki, uniósł brew:
- Crema San Baylon ? - podaje specjalnie fancy nazwę na zabajone, zresztą tak go uczono mówić w restauracjach w których kiedyś pracował. Jeżeli trafił w zabajone dobrze, to zaraz będzie miał satysfakcję, bo ewidennie widział tam grudki. Co jest naturalne przy kremie z mango, który akurat ma teksturę, ale tego Riczi nie mógł wiedzieć.
Puszcza ją przodem i zaprasza do stolika, jednocześnie się jeszcze obejrzał, czy nie ma jakiś innych nowych przepisów nad którymi pracuje jego przełożona.
Usiadł na krześle tuż obok i w wyczekiwaniu czeka na jej werdykt, a kiedy powiedziała, że wyśmienite, to lekko drgnął kącik jego ust. No dobrze, udaje, że mało go to obeszło, ale akurat po jego twarzy widać, jak się cieszy. A sprawiać przyjemność swoim jedzeniem akurat bardzo lubił. Był na tyle prosty, że nie doszukiwał się w niej kłamstwa, chociaż pewnie co poniektórzy unieśli brew. Może nigdy nikogo nie chwaliła, a może nigdy nikt wcześniej nie był po prostu tak zdecydowany jej zaimponować.
Złapał swój widelec i zabrał się za swoją porcję.
- Dobrze - odpowiedział i zjadł kawałek gulaszu, o cholerka, ale mu dobrze wyszło to mięso - Przyznam, że to moja pierwsza taka dobra restauracja tu w Toronto. Jest coś co powinieniem wiedzieć? - i pytanie to skierował do care whitener , ale zamiast niej odpowiedział chłopak, który siedział po drugiej stronie stołu i miał całą czerwoną twarz: - Przede wszystkim to to, że nikt w Toronto nie łazi po kuchni w szortach, o co chodzi? - a Riczi się uśmiecha szeroko, bo faktycznie pod kitlem ma szorty - No to wprowadzę wam trochę egoztyki, zresztą chłopie jak na kuchni jest gorąco, to ja bym w spodniach nie wyrobił - podśmieszkowuje sobie ale jeszcze zerka na pania Chef. - Chyba, że to zabronione, to jutro idę do sklepu
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
piczi
postów z czata
35 y/o
For good luck!
168 cm
szef kuchni w george restaurant
Awatar użytkownika
marzycielka, właścicielka najpiękniejszego kundelka na świecie o imieniu pistachio, kucharka
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chyba nie zdawała sobie sprawy, bo Care nie chciała tutaj nikogo wykańczać. Raczej traktowała swój zespół jako grupę ludzi, z którymi będzie tutaj dopóty, dopóki restauracja będzie istnieć, a nawet jeśli nie, jeśli sama znajdzie sobie inne miejsce, to wszystkim i każdemu z osobna życzyła dobrze. Mściwość nie mieściła się w katalogu jej cech, a Care ani nie potrafiła, ani nie chciałaby pracować w toksycznym miejscu, a jeszcze bardziej takowego tworzyć. Może w tym momencie jeszcze nie potrafiła czuć się tutaj tak w stu procentach swobodnie i pewnie sprawiała wrażenie trochę nieprzystępnej, ale na ogół była dla ludzi miła. To nie była żadna maska czy poza. Uśmiechnęła się do niego lekko. – Krem z mango, jeszcze nie wiem, co z tego wyjdzie, ale mam nadzieję, że niebo – odpowiedziała, starając się troszeczkę bardziej na niego otworzyć. Krem musiał zostać dobrze schłodzony, dlatego mogła sobie zrobić przerwę.
Mięso również było świetne, Ricardo był uzdolnionym kucharzem, choć pewnie każdy w tej kuchni musiał mieć w sobie coś, co powodowało, że pracowali z Care. Raczej robiła sobie regularne wędrówki po kuchni, by sprawdzić, jak im idzie, próbowała ich potraw i wyrażała na ich temat opinie. Chyba taka była w dużej mierze jej rola, oprócz gotowania, żeby spinać wszystko w całość.
- Właśnie. – Skierowała widelec w jego stronę. Akurat w tym jej współpracownik miał rację i choć wcześniej rzeczywiście nie zwracała swojemu nowemu pracownikowi uwagi, to szorty były raczej niewskazane. Nie tylko z powodu bezpieczeństwa – gorące potrawy, ale również ze względów czysto estetycznych. Kiedy dostawali pochwały od klientów, Care nie przyjmowała ich dla siebie. Zazwyczaj jej kucharze wędrowali na salę razem z nią, przedstawiała ich i pozwalała zebrać całą chwałę. – Nie dostałeś służbowego mundurka, kiedy tu przyszedłeś? – zapytała, bo to chyba była norma w ich pracy. Care dałaby sobie rękę odciąć, że każdy, kto wstępował w szeregi dostawał cały zestaw ze swoimi danymi wyszytymi na przedniej klapie. Nie wiedziała, że mogłaby przegapić coś tak istotnego. – Ale generalnie, myślę, że wszystko dzieje się raczej na bieżąco. Każdy ma swoją działkę, robi to, co do niego należy i nie wprowadza zbędnego zamieszania. Obecny ład jest jak najbardziej w porządku, więc po prostu musisz wziąć to na klatę – odpowiedziała na jego pierwsze pytanie. Dla niej znaczyło to tyle, że miał się zająć robotą i nie wychylać się. Kiedy był czas na przerwę, wtedy mieli czas na rozmowę. Najbardziej nie znosiła tych wszelakich dobrych rad, które mogły zniszczyć w człowieku pewność siebie i zaangażowanie.

Ricardo Martinez
gall anonim
ODPOWIEDZ

Wróć do „George Restaurant”