Fight till the end
: pn paź 12, 2026 12:02 am
Ethan potrzebował ostatnio trochę wytchnienia, a niewiele odciągało jego myśli od problemów tak, jak boks. Ostatnio przez nadmiar obowiązków związanych z pracą oraz faktem, że ktoś ewidentnie próbował podkopać jego reputację, coraz częściej szukał chwili, żeby zdystansować się do tego wszystkiego i na chwilę skupić się na tu i teraz.
Nic więc dziwnego, że szukał pomocy u różnych źródeł. Z Cobie nie widział się od dobrych kilku miesięcy. Mimo powrotu do Toronto na wiośnie, za bardzo pochłaniały go plany jego rodziców na temat ożenku z Cherry, żeby mieć czas na regularne spotkania z większością znajomych pozostawionych w mieście. A teraz, kiedy wszystko waliło się na łeb i szyję, instynktownie potrzebował wsparcia. Albo po prostu towarzystwa, dzięki któremu problemy codzienności przestawały być tak istotne.
Dlatego napisał do Takedy. Łączyły go z nią całkiem przyjemne wspomnienia, i choć one nie skłoniły ich ku czemuś poważniejszemu, to nadal pozostawali w dobrych relacjach. Takich, które skłoniły go do zaproponowania jej małej sesji treningowej.
— Jak forma? — zagadnął z uśmiechem do kroczącej obok niego kobiety. Sam ubrany był w luźną bokserkę i krótkie spodenki, typowo, jak na ten sport walki. Dziś jednak nie zamierzał zakładać rękawic, a bardziej skupić się na poczynaniach Cobie. Albo po prostu samej partnerce.
Otworzył przed nią drzwi do salki, w której znajdowały się worki treningowe, po czym odłożył na ławeczkę swój bidon z wodą i ręcznik.
— To komu dziś złoimy tyłek? — zapytał żartobliwie, posyłając jej zawadiacki uśmiech i przystając przy jednym z worków.
Sam miałby kilka propozycji, ale chwilowo musiały one poczekać na swoją kolej.
Cobie Takeda
Nic więc dziwnego, że szukał pomocy u różnych źródeł. Z Cobie nie widział się od dobrych kilku miesięcy. Mimo powrotu do Toronto na wiośnie, za bardzo pochłaniały go plany jego rodziców na temat ożenku z Cherry, żeby mieć czas na regularne spotkania z większością znajomych pozostawionych w mieście. A teraz, kiedy wszystko waliło się na łeb i szyję, instynktownie potrzebował wsparcia. Albo po prostu towarzystwa, dzięki któremu problemy codzienności przestawały być tak istotne.
Dlatego napisał do Takedy. Łączyły go z nią całkiem przyjemne wspomnienia, i choć one nie skłoniły ich ku czemuś poważniejszemu, to nadal pozostawali w dobrych relacjach. Takich, które skłoniły go do zaproponowania jej małej sesji treningowej.
— Jak forma? — zagadnął z uśmiechem do kroczącej obok niego kobiety. Sam ubrany był w luźną bokserkę i krótkie spodenki, typowo, jak na ten sport walki. Dziś jednak nie zamierzał zakładać rękawic, a bardziej skupić się na poczynaniach Cobie. Albo po prostu samej partnerce.
Otworzył przed nią drzwi do salki, w której znajdowały się worki treningowe, po czym odłożył na ławeczkę swój bidon z wodą i ręcznik.
— To komu dziś złoimy tyłek? — zapytał żartobliwie, posyłając jej zawadiacki uśmiech i przystając przy jednym z worków.
Sam miałby kilka propozycji, ale chwilowo musiały one poczekać na swoją kolej.
Cobie Takeda