Calder Soranzo
: śr paź 14, 2026 8:51 am
Calder Soranzo

data i miejsce urodzenia
19.05.1985, Toronto, Kanadazaimki
on/jegozawód
aktualnie bezrobotnymiejsce pracy
-orientacja
biseksualnydzielnica mieszkalna
Don Mills pobyt w toronto
od urodzeniaumiejętności
- posiada prawo jazdy G
- zna język włoski
- potrafi analizować rynki, oceniać ryzyko inwestycyjne i przygotowywać strategie dopasowane do potrzeb klientów
- jest świetnym negocjatorem
- bardzo dobrze zarządza swoim czasem
- dobrze radzi sobie w sytuacjach wymagających natychmiastowej reakcji, szczególnie w pracy
- swobodnie wypowiada się przed większą grupą ludzi
- zna zasady zachowania podczas spotkań z klientami, oficjalnych kolacji i wydarzeń dla zamożnych osób
słabości
- jest uzależniony od alkoholu
- choruje na depresję
- zamiast rozmawiać o trudnościach i szukać rozwiązań, woli udawać, że nic się nie dzieje
- źle znosi porażki
- niechętnie przyznaje się do słabości i nie lubi prosić o pomoc
- długo rozpamiętuje dawne decyzje
Urodził się i wychował w Toronto w zamożnej rodzinie o włoskich korzeniach. Jego dziadkowie ze strony ojca wyemigrowali z Włoch do Kanady. Oboje pochodzili z zamożnych rodzin i przywieźli ze sobą spory kapitał. Małżeństwo wspólnymi siłami założyło firmę deweloperską, którą później przejął ich syn, a ojciec Caldera. Jego matka jest kanadyjką. Prawniczką, która poszła w ślady w swojego ojca. Prowadzi własną kancelarię i współpracuje z firmą jego ojca oraz innymi firmami zajmującymi się nieruchomościami.
Wychował się w bogactwie. W rodzinie, w której niczego mu nie brakowało. W domu panował dobrobyt, który dało się wyczuć na każdym kroku. Drogie ubrania, piękna willa, wypasione samochody jego ojca i zagraniczne wakacje. Miał wszystko to, co sobie wymarzył, a w zamian za to miał się tylko uczyć. Był bezproblemowym i bardzo dobrze wychowanym dzieckiem. Rodzice starali się być bardzo obecni w jego życiu, choć oboje byli zapracowani. Nigdy nie mógł narzekać na brak miłości z ich strony.
W szkole był prymusem, ale nie znaczyło to, że nie miał znajomych. Był bardzo towarzyski i charyzmatyczny, a co za tym szło, miał wielu znajomych i obracał się w kręgu popularnych dzieciaków. W liceum przez dwa lata pełnił funkcję przewodniczącego samorządu uczniowskiego oraz prowadził kółko dyskusyjne. Mało kto był w stanie pokonać go podczas tych zajęć, bo zawsze świetnie przygotowywał się do tematu. Do tego jego pewność siebie onieśmielała jego oponentów. Najchętniej dyskutował na tematy związane z polityką oraz ekonomią. To właśnie z tym drugim postanowił związać swoją przyszłość i to właśnie to interesowało go najbardziej.
Kiedy przyszło do wyboru kierunku studiów, zdecydował się na ekonomię, która wydawała mu się jedynym słusznym wyborem. Tak, jak w liceum, na studiach uczył się bardzo dobrze i miał jedne z najlepszych wyników. Angażował się również w różne inicjatywy studenckie. Szybko stał się rozpoznawalny wśród innych studentów. Był lubiany, inni prosili go o pomoc w nauce, której zazwyczaj nie odmawiał. Nie było niczym dziwnym, że wykładowcy wróżyli mu świetlaną przyszłość.
Po studiach udało mu się dostać staż w TD Securities, choć jego ojciec liczył na to, że syn zajmie się rodzinnym biznesem. Sam Calder miał jednak trochę inne ambicje. Chciał w przyszłości objąć stanowisko Investment Advisora. Na początku do jego zadań jako stażysty należały takie obowiązki jak robienie kawy, przenoszenie dokumentów z jednego biura do drugiego i inne temu podobne. Nie traktował tego jednak jak ujmę na honorze, bo dobrze wiedział, że wiele osób musiało przejść przez taką samą drogę, żeby później osiągnąć sukces. Nie chciał też powoływać się na swoje nazwisko i majątek, bo chciał sam coś osiągnąć. Mieć poczucie, że to tylko jego ciężka praca zapewniła mu sukces.
Z czasem zaczęto doceniać go jako stażystę. Pytano go o zdanie, proszono o pomoc nad dokumentami i zrzucano na niego coraz więcej obowiązków. Po zakończeniu stażu został pełnoprawnym pracownikiem i to było tylko kwestią czasu, aż spełnił swoje marzenie i został Investment Advisorem. Ze swojej pracy wywiązywał się celująco. Szefostwo nie miało do niego nigdy żadnych ale. Sumienny, inteligenty i sprytny oraz towarzyski. Miał w sobie wszystko to, co było potrzebne w tym świecie. Obracał inwestycjami oraz działał na giełdzie tak, jakby to było coś, co robił od urodzenia.
Mogłoby się wydawać, że jego życie było usłane różami. Bogaty, przystojny człowiek sukcesu. Niestety, ale brakowało mu jednego. Miłości. Choć naprawdę dużo randkował i spotkał na swojej drodze wiele kobiet, to nigdy nie udało mu się stworzyć z żadną udanego związku. Często zdarzało się, że te były bardziej zainteresowane jego majątkiem, a nie nim i potencjalnym założeniem rodziny. Oprócz sukcesu w pracy jedną z jego aspiracji było wzięcie ślubu, posiadanie dzieci i ciepłego domu. Niestety, ale kłóciło się to trochę z jego pracoholizmem.
Pewnego dnia wybrał się na randkę z kobietą, którą przedstawił mu jego dobry kolega z pracy. Kobieta była atrakcyjna i nie można było jej nic zarzucić, jeśli chodziło o wygląd. Niestety, ale nie szło za tym wiele więcej. Okazało się, że ta była pusta i że jedynym jej zainteresowaniem było życie w luksusie. Niestety, ale w trakcie randki doszło między nimi do spięcia, które było bardzo nieprzyjemne. Randkę można było uznać za nieudaną. Po wszystkim nie miał ochoty wracać prosto do domu i zdecydował się odwiedzić bar, do którego czasem przychodził z kolegami. Napisał nawet do jednego z nich, ale niestety ten mu odpisał, że dzisiaj nie mógł się z nim spotkać. Planował wypić jednego drinka, a potem wrócić do domu. I pewnie dokładnie tak by się to skończyło, gdyby nie to, że wpadł na niego młody chłopak, który rozlał kolorowego drinka na jego koszulę.
Chłopak bardzo się zakłopotał i zaciągnął go do łazienki, gdzie usilnie próbował walczyć z plamą. Calder nie protestował, bo w jakiś dziwny sposób podobało mu się jego zakłopotanie. To, jak był uroczo spanikowany, gdy próbował uporać się z plamą. Jego dotyk sprawiał, że czuł przyjemne motylki w brzuchu. To był pierwszy raz w jego życiu, kiedy poczuł się w ten sposób przy innym mężczyźnie. Postanowił pójść za ciosem i kiedy nieznajomy zaoferował się, że w ramach przeprosin postawi mu drinka, to nie wahał się. Sam już nie pamięta, ile wtedy wypił, ale wystarczająco, żeby zaprosić chłopaka do siebie, gdzie skończyli w łóżku. Rano zjedli razem śniadanie, później obiad i spędzili przyjemnie ze sobą niedzielę. Wymienili się numerami i coś, co miało być tylko eksperymentem na jedną noc, zmieniło się w związek.
Po pół roku oświadczył mu się, a rok później byli już małżeństwem. Jego rodzice uważali, że to było za szybko i żeby uważał na chłopaka, który mógł chcieć się jego kosztem ustawić, ale sam uważał, że mógł mu ufać i że Aven nie miał złych intencji. Sponsorował mu studia pielęgniarskie, o których tamten marzył i utrzymywał go, żeby chłopak mógł się skupić tylko i wyłącznie na nauce.
Przez dłuższy czas po ślubie wszystko układało się między nimi naprawdę dobrze, ale w końcu w ich życie wkradła się rutyna. Calder prawie cały swój czas poświęcał pracy, a Aven, skupiał się na nauce. Coraz rzadziej rozmawiali, coraz rzadziej ze sobą sypiali i coraz rzadziej mówili sobie o swoich uczuciach. Zaczęli się od siebie oddalać. Jeszcze do niedawna nie mogli bez siebie żyć. Spędzali ze sobą cały wolny czas, a mimo że Calder był zapracowany, to starał się znajdować chwilę choćby na rozmowę telefoniczną. Nieraz jedli razem lunch, by widzieć się chociaż godzinę więcej. Tego wszystkiego zabrakło. Zaczęło znikać. Zdarzało się nawet, że obecność młodego męża go irytowała, przez co zamykał się w swoim biurze, udając, że przyniósł pracę do domu. Niby mieszkali razem, a zachowywali się jak współlokatorzy.
W tym wszystkim nie pomagało to, że Calder zaczął flirtować z każdą atrakcyjną kobietą, która się wokół niego kręciła. Chciał w ten sposób przekonać sam siebie, że jednak był heteroseksualny. Zaczął kwestionować to, czy kiedykolwiek w ogóle naprawdę leciał na mężczyzn, czy to była tylko chwilowa zachcianka. Nie wiedział, czy wyjście za mąż i do tego po tak krótkim czasie znajomości to był dobry pomysł. Miał w głowie wiele myśli, a za każdym razem jak widział Avena, to miał ochotę wykrzyczeć mu w twarz, że tak naprawdę tylko namieszał mu w głowie; że to wszystko nie powinno się stać. Coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że podjęta pod wpływem emocji decyzja o ślubie była po prostu głupia. Nie chciał o tym myśleć, starał się nie darzyć negatywnymi uczuciami chłopaka, bo ten przecież nie zrobił nic złego, ale nie umiał…
Nie trzeba było czekać długo na to, aż to wszystko się rozsypie. Gdy wrócił z delegacji ze Stanów, w mieszkaniu nie zastał ani swojego męża, ani jego rzeczy. Na stole leżały tylko papiery rozwodowe. Bił się z myślami, co powinien zrobić, ale ostatecznie postanowił nie utrudniać sprawy. Skoro Aven chciał zacząć życie bez niego, to nie widział sensu trzymania go przy sobie na siłę. Jemu też było to na rękę, bo takie życie razem, ale osobno, było po prostu męczące. Uważał, że tylko marnowali na siebie czas i że jeśli szybciej by się zdecydowali na rozwód, to każdy z nich mógłby już mieć poukładane życie z kimś innym. Nigdy jednak nie powiedział mu tego na głos. Nigdy nie chciał rozmawiać. Nie chciał mówić mu tych wszystkich przykrych rzeczy, bo wiedział, jaki ten był wrażliwy. Zamiast tego uciekał. Separował się od niego i uczuć.
Sam rozwód przebiegł sprawnie, ale najgorsze nastało później. Szybko zaczęło do niego docierać to, że tak naprawdę nadal kochał swojego byłego męża. Próbował się z nim kontaktować, ale ten nie odbierał i nie odpisywał. Nie wiedział też, gdzie się zatrzymał, więc nie mógł do niego pojechać. To wszystko zaczęło go przytłaczać. Zaczął uciekać w alkohol. Popadał w coraz głębszą depresję. W końcu opuścił się w pracy. Popełniał błędy, które kosztowały firmę naprawdę wiele. Nie trzeba było długo czekać na to, aż go zwolnią. To było jak gwóźdź do trumny.
Żył ze swoich oszczędności oraz tego, co raz w miesiącu przelewali mu jego rodzice. Czuł się żałośnie, zwłaszcza że jeszcze do niedawna był człowiekiem sukcesu. Zaczął zaniedbywać swoje zdrowie. Przestał chodzić na siłownię. Zamykał się w domu przed wszystkimi. Zakupy i jedzenie zamawiał zawsze z dostawą pod drzwi. W końcu to wszystko zaczęło się na nim odbijać fizycznie, a przynajmniej tak był przekonany, że to wina alkoholu i zaniedbania się. Miał ciągłe zawroty głowy, omdlenia, bolała go głowa i był wiecznie zmęczony. Starał się to ignorować, ale w końcu zemdlał na ulicy i zabrała go karetka. W szpitalu zrobili mu szereg badań. Okazało się, że choruje na czerwienicę prawdziwą. Był w szoku, bo nie spodziewał się tego, że mógł chorować przewlekle na cokolwiek. Do tego wszystkiego to schorzenie okazało się naprawdę upierdliwe. Dowiedział się, że już do końca życia będzie musiał brać leki i chodzić regularnie na zabieg upuszczania krwi. Nie zależało mu na sobie, ale za bardzo bał się myśli, że to może doprowadzić do jego śmierci, żeby nie podjąć leczenia.
Na pewno nie spodziewał się tego, że gdy nadejdzie dzień pierwszego zabiegu, to spotka tam kogoś, o kim tak rozpaczliwie chciał zapomnieć… Miał ochotę rzucić mu się w ramiona, przeprosić za to wszystko, co mu zrobił, błagać, żeby do niego wrócił, ale nie miał na to odwagi. Po prostu przyjął do wiadomości to, że przy zabiegu będzie jego były mąż. Nic innego mu nie pozostało.
Wychował się w bogactwie. W rodzinie, w której niczego mu nie brakowało. W domu panował dobrobyt, który dało się wyczuć na każdym kroku. Drogie ubrania, piękna willa, wypasione samochody jego ojca i zagraniczne wakacje. Miał wszystko to, co sobie wymarzył, a w zamian za to miał się tylko uczyć. Był bezproblemowym i bardzo dobrze wychowanym dzieckiem. Rodzice starali się być bardzo obecni w jego życiu, choć oboje byli zapracowani. Nigdy nie mógł narzekać na brak miłości z ich strony.
W szkole był prymusem, ale nie znaczyło to, że nie miał znajomych. Był bardzo towarzyski i charyzmatyczny, a co za tym szło, miał wielu znajomych i obracał się w kręgu popularnych dzieciaków. W liceum przez dwa lata pełnił funkcję przewodniczącego samorządu uczniowskiego oraz prowadził kółko dyskusyjne. Mało kto był w stanie pokonać go podczas tych zajęć, bo zawsze świetnie przygotowywał się do tematu. Do tego jego pewność siebie onieśmielała jego oponentów. Najchętniej dyskutował na tematy związane z polityką oraz ekonomią. To właśnie z tym drugim postanowił związać swoją przyszłość i to właśnie to interesowało go najbardziej.
Kiedy przyszło do wyboru kierunku studiów, zdecydował się na ekonomię, która wydawała mu się jedynym słusznym wyborem. Tak, jak w liceum, na studiach uczył się bardzo dobrze i miał jedne z najlepszych wyników. Angażował się również w różne inicjatywy studenckie. Szybko stał się rozpoznawalny wśród innych studentów. Był lubiany, inni prosili go o pomoc w nauce, której zazwyczaj nie odmawiał. Nie było niczym dziwnym, że wykładowcy wróżyli mu świetlaną przyszłość.
Po studiach udało mu się dostać staż w TD Securities, choć jego ojciec liczył na to, że syn zajmie się rodzinnym biznesem. Sam Calder miał jednak trochę inne ambicje. Chciał w przyszłości objąć stanowisko Investment Advisora. Na początku do jego zadań jako stażysty należały takie obowiązki jak robienie kawy, przenoszenie dokumentów z jednego biura do drugiego i inne temu podobne. Nie traktował tego jednak jak ujmę na honorze, bo dobrze wiedział, że wiele osób musiało przejść przez taką samą drogę, żeby później osiągnąć sukces. Nie chciał też powoływać się na swoje nazwisko i majątek, bo chciał sam coś osiągnąć. Mieć poczucie, że to tylko jego ciężka praca zapewniła mu sukces.
Z czasem zaczęto doceniać go jako stażystę. Pytano go o zdanie, proszono o pomoc nad dokumentami i zrzucano na niego coraz więcej obowiązków. Po zakończeniu stażu został pełnoprawnym pracownikiem i to było tylko kwestią czasu, aż spełnił swoje marzenie i został Investment Advisorem. Ze swojej pracy wywiązywał się celująco. Szefostwo nie miało do niego nigdy żadnych ale. Sumienny, inteligenty i sprytny oraz towarzyski. Miał w sobie wszystko to, co było potrzebne w tym świecie. Obracał inwestycjami oraz działał na giełdzie tak, jakby to było coś, co robił od urodzenia.
Mogłoby się wydawać, że jego życie było usłane różami. Bogaty, przystojny człowiek sukcesu. Niestety, ale brakowało mu jednego. Miłości. Choć naprawdę dużo randkował i spotkał na swojej drodze wiele kobiet, to nigdy nie udało mu się stworzyć z żadną udanego związku. Często zdarzało się, że te były bardziej zainteresowane jego majątkiem, a nie nim i potencjalnym założeniem rodziny. Oprócz sukcesu w pracy jedną z jego aspiracji było wzięcie ślubu, posiadanie dzieci i ciepłego domu. Niestety, ale kłóciło się to trochę z jego pracoholizmem.
Pewnego dnia wybrał się na randkę z kobietą, którą przedstawił mu jego dobry kolega z pracy. Kobieta była atrakcyjna i nie można było jej nic zarzucić, jeśli chodziło o wygląd. Niestety, ale nie szło za tym wiele więcej. Okazało się, że ta była pusta i że jedynym jej zainteresowaniem było życie w luksusie. Niestety, ale w trakcie randki doszło między nimi do spięcia, które było bardzo nieprzyjemne. Randkę można było uznać za nieudaną. Po wszystkim nie miał ochoty wracać prosto do domu i zdecydował się odwiedzić bar, do którego czasem przychodził z kolegami. Napisał nawet do jednego z nich, ale niestety ten mu odpisał, że dzisiaj nie mógł się z nim spotkać. Planował wypić jednego drinka, a potem wrócić do domu. I pewnie dokładnie tak by się to skończyło, gdyby nie to, że wpadł na niego młody chłopak, który rozlał kolorowego drinka na jego koszulę.
Chłopak bardzo się zakłopotał i zaciągnął go do łazienki, gdzie usilnie próbował walczyć z plamą. Calder nie protestował, bo w jakiś dziwny sposób podobało mu się jego zakłopotanie. To, jak był uroczo spanikowany, gdy próbował uporać się z plamą. Jego dotyk sprawiał, że czuł przyjemne motylki w brzuchu. To był pierwszy raz w jego życiu, kiedy poczuł się w ten sposób przy innym mężczyźnie. Postanowił pójść za ciosem i kiedy nieznajomy zaoferował się, że w ramach przeprosin postawi mu drinka, to nie wahał się. Sam już nie pamięta, ile wtedy wypił, ale wystarczająco, żeby zaprosić chłopaka do siebie, gdzie skończyli w łóżku. Rano zjedli razem śniadanie, później obiad i spędzili przyjemnie ze sobą niedzielę. Wymienili się numerami i coś, co miało być tylko eksperymentem na jedną noc, zmieniło się w związek.
Po pół roku oświadczył mu się, a rok później byli już małżeństwem. Jego rodzice uważali, że to było za szybko i żeby uważał na chłopaka, który mógł chcieć się jego kosztem ustawić, ale sam uważał, że mógł mu ufać i że Aven nie miał złych intencji. Sponsorował mu studia pielęgniarskie, o których tamten marzył i utrzymywał go, żeby chłopak mógł się skupić tylko i wyłącznie na nauce.
Przez dłuższy czas po ślubie wszystko układało się między nimi naprawdę dobrze, ale w końcu w ich życie wkradła się rutyna. Calder prawie cały swój czas poświęcał pracy, a Aven, skupiał się na nauce. Coraz rzadziej rozmawiali, coraz rzadziej ze sobą sypiali i coraz rzadziej mówili sobie o swoich uczuciach. Zaczęli się od siebie oddalać. Jeszcze do niedawna nie mogli bez siebie żyć. Spędzali ze sobą cały wolny czas, a mimo że Calder był zapracowany, to starał się znajdować chwilę choćby na rozmowę telefoniczną. Nieraz jedli razem lunch, by widzieć się chociaż godzinę więcej. Tego wszystkiego zabrakło. Zaczęło znikać. Zdarzało się nawet, że obecność młodego męża go irytowała, przez co zamykał się w swoim biurze, udając, że przyniósł pracę do domu. Niby mieszkali razem, a zachowywali się jak współlokatorzy.
W tym wszystkim nie pomagało to, że Calder zaczął flirtować z każdą atrakcyjną kobietą, która się wokół niego kręciła. Chciał w ten sposób przekonać sam siebie, że jednak był heteroseksualny. Zaczął kwestionować to, czy kiedykolwiek w ogóle naprawdę leciał na mężczyzn, czy to była tylko chwilowa zachcianka. Nie wiedział, czy wyjście za mąż i do tego po tak krótkim czasie znajomości to był dobry pomysł. Miał w głowie wiele myśli, a za każdym razem jak widział Avena, to miał ochotę wykrzyczeć mu w twarz, że tak naprawdę tylko namieszał mu w głowie; że to wszystko nie powinno się stać. Coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że podjęta pod wpływem emocji decyzja o ślubie była po prostu głupia. Nie chciał o tym myśleć, starał się nie darzyć negatywnymi uczuciami chłopaka, bo ten przecież nie zrobił nic złego, ale nie umiał…
Nie trzeba było czekać długo na to, aż to wszystko się rozsypie. Gdy wrócił z delegacji ze Stanów, w mieszkaniu nie zastał ani swojego męża, ani jego rzeczy. Na stole leżały tylko papiery rozwodowe. Bił się z myślami, co powinien zrobić, ale ostatecznie postanowił nie utrudniać sprawy. Skoro Aven chciał zacząć życie bez niego, to nie widział sensu trzymania go przy sobie na siłę. Jemu też było to na rękę, bo takie życie razem, ale osobno, było po prostu męczące. Uważał, że tylko marnowali na siebie czas i że jeśli szybciej by się zdecydowali na rozwód, to każdy z nich mógłby już mieć poukładane życie z kimś innym. Nigdy jednak nie powiedział mu tego na głos. Nigdy nie chciał rozmawiać. Nie chciał mówić mu tych wszystkich przykrych rzeczy, bo wiedział, jaki ten był wrażliwy. Zamiast tego uciekał. Separował się od niego i uczuć.
Sam rozwód przebiegł sprawnie, ale najgorsze nastało później. Szybko zaczęło do niego docierać to, że tak naprawdę nadal kochał swojego byłego męża. Próbował się z nim kontaktować, ale ten nie odbierał i nie odpisywał. Nie wiedział też, gdzie się zatrzymał, więc nie mógł do niego pojechać. To wszystko zaczęło go przytłaczać. Zaczął uciekać w alkohol. Popadał w coraz głębszą depresję. W końcu opuścił się w pracy. Popełniał błędy, które kosztowały firmę naprawdę wiele. Nie trzeba było długo czekać na to, aż go zwolnią. To było jak gwóźdź do trumny.
Żył ze swoich oszczędności oraz tego, co raz w miesiącu przelewali mu jego rodzice. Czuł się żałośnie, zwłaszcza że jeszcze do niedawna był człowiekiem sukcesu. Zaczął zaniedbywać swoje zdrowie. Przestał chodzić na siłownię. Zamykał się w domu przed wszystkimi. Zakupy i jedzenie zamawiał zawsze z dostawą pod drzwi. W końcu to wszystko zaczęło się na nim odbijać fizycznie, a przynajmniej tak był przekonany, że to wina alkoholu i zaniedbania się. Miał ciągłe zawroty głowy, omdlenia, bolała go głowa i był wiecznie zmęczony. Starał się to ignorować, ale w końcu zemdlał na ulicy i zabrała go karetka. W szpitalu zrobili mu szereg badań. Okazało się, że choruje na czerwienicę prawdziwą. Był w szoku, bo nie spodziewał się tego, że mógł chorować przewlekle na cokolwiek. Do tego wszystkiego to schorzenie okazało się naprawdę upierdliwe. Dowiedział się, że już do końca życia będzie musiał brać leki i chodzić regularnie na zabieg upuszczania krwi. Nie zależało mu na sobie, ale za bardzo bał się myśli, że to może doprowadzić do jego śmierci, żeby nie podjąć leczenia.
Na pewno nie spodziewał się tego, że gdy nadejdzie dzień pierwszego zabiegu, to spotka tam kogoś, o kim tak rozpaczliwie chciał zapomnieć… Miał ochotę rzucić mu się w ramiona, przeprosić za to wszystko, co mu zrobił, błagać, żeby do niego wrócił, ale nie miał na to odwagi. Po prostu przyjął do wiadomości to, że przy zabiegu będzie jego były mąż. Nic innego mu nie pozostało.
Ciekawostki
- Lubi dobrą kawę, najlepiej espresso albo americano bez cukru. Nie przepada za słodkimi, mlecznymi napojami.
- Nie znosi spóźnialstwa. Uważa, że punktualność świadczy o szacunku do drugiej osoby.
- Preferuje perfumy o drzewnych i korzennych nutach. Nie przepada za bardzo słodkimi, ciężkimi zapachami.
- Ma słabość do dobrego pieczywa i słonych przekąsek. Nie przepada natomiast za bardzo słodkimi deserami.
- Jest kiepski w naprawianiu rzeczy w domu. Jeśli zepsuje się sprzęt albo cieknie kran, zazwyczaj woli zapłacić fachowcowi, niż próbować samodzielnie rozwiązać problem.
- Ma trudność z przyjmowaniem pomocy. Nawet kiedy ktoś proponuje mu coś bezinteresownie, zastanawia się, czy nie będzie musiał się później odwdzięczyć.
- Kiedy jest zdenerwowany, zaczyna porządkować przedmioty na stole albo wielokrotnie sprawdza telefon, nawet jeśli nie czeka na żadną wiadomość.
- Jest kiepski w rozpoznawaniu, kiedy ktoś z niego żartuje. W pracy zwykle dobrze odczytuje intencje innych, ale w prywatnych relacjach czasem bierze niewinne uwagi zbyt poważnie.
zgoda na powielanie imienia
niezgoda na powielanie pseudonimu
nieZgody MG
poziom ingerencji
średnizgoda na śmierć postaci
niezgoda na trwałe okaleczenie
niezgoda na nieuleczalną chorobę postaci
niezgoda na uleczalne urazy postaci
takzgoda na utratę majątku postaci
niezgoda na utratę posady postaci
nie