You won't even say hello?
: śr paź 14, 2026 3:39 pm
outfit
Siedząc za sterami swojego prywatnego samolotu, mając zdecydowanie zbyt dużo wolnego czasu oraz tego bezkresu przed sobą czasami nachodziły go myśli o tym jak mogło potoczyć się jego życie gdyby nie uległ tamtemu wypadkowi. Te długie loty po prostu miały coś do tego. Wybudzały pewną nostalgię. Czy stanąłby na wysokości zadania i poprowadził swoją rodzinę? Czy w ogóle poradziłby sobie z stawianymi przed nim wymaganiami? Zostawiłby z tym wszystkim swoje młodsze rodzeństwo? Nie, to nie wchodziło w grę. Szybko się z tego otrząsnął. Los rozdał mu takie, a nie inne karty. On mógł po prostu rozegrać tę partię jak najlepiej potrafił, a okazało się, że w prowadzenie rodzinnego biznesu był całkiem dobry.
Ta cała ekspansja na Kanadę była jego pomysłem. Gdy w Wielkiej Brytanii nadal debatowano nad zaostrzeniem przepisów dotyczących wszystkich narkotyków, on wywęszył okazję tam, gdzie była już od dawna. W kraju, który jako z pierwszych zalegalizował marihuanę. Miał dostęp do badań rynku, o których przeciętna osoba nie miała pojęcia. Zalegalizowanie nie sprawiło, że ten nielegalny rynek całkowicie wysechł. Wręcz przeciwnie. Nie każdy mógł sprostać rosnącym wymogom, kosztom badań, dystrybucji. Do państwa wpływały miliony, obrót rósł, ale nie każdy mógł sobie pozwolić na to, co legalne i droższe. Trzeba było złapać rynek, gdy nie był jeszcze przesycony, a jego rodzina miała towar, który mógł spełnić wszystkie oczekiwania. Nie miał złudzeń, co do tego, że od razu zdobędzie monopol. Było już kilku graczy na rynku. Legalnych graczy. On nie był tylko kolejnym legalnym dystrybutorem. Zamierzał grać na dwa fronty i to powinno dać mu przewagę.
Do tego jednak musiał być na miejscu. Wszystkie sprawy za oceanem zdawały się być już dopięte więc mógł sobie na to po prostu pozwolić. Zabrał ze sobą kilka walizek dla niepoznaki. Jeszcze więcej towaru, który zamierzał przeznaczyć na próbki dla dystrybutorów i wyruszył w swój rejs. Pogoda mu na razie dopisywała. Lądowanie też przeszło bez najmniejszego zarzutu. Wjechał samolotem do wykupionego hangaru i opuścił kabinę. Otworzył sobie schodki, drzwi. Zaciągnął się chłodnym, kanadyjskim powietrzem schodząc na betonową posadzkę. Już miał się zabrać za wyciąganie bagaży, kiedy kątem oka zauważył stojący u drzwi hangaru samochód oraz stojącą przy nim dziewczynę. Nie pamiętał żeby zamawiał szofera, a właściwie szoferkę. Poprawił nieco swój sweter, w końcu był po wielogodzinnej podróży i postanowił podejść bliżej. Zdecydowanie zapamiętałby gdyby kiedykolwiek zamawiałby taką szoferkę. Na pracownicę lotniska też nie wyglądała. Nie w tych ubraniach. Zdecydowanie nie była tu z przypadku.
- Mogę Pani w czymś pomóc? - zapytał uśmiechając się życzliwie, stając naprzeciwko niej, lecz nadal po swojej stronie hangaru.
Nie podejrzewał jej o bycie z policji czy któryś agencji o kilku literkach. Obchodził się z tym typem człowieka właściwie na co dzień. Potrafił wywęszyć policję z kilometra. To było coś w spojrzeniu, nawet tym jak stali. Ona tego nie miała. Znalazła go tutaj, co wcale nie było takie łatwe. Trzeba było mieć pewną moc sprawczą i kontakty by poznać godziny przylotu prywatnego samolotu oraz to do kogo należał. Nie wątpił w to, że nie jest to przypadkowe spotkanie. Galahad przekrzywił lekko głowę przyglądając się dziewczynie z autentycznym zaciekawieniem.
Laura Borgia
Siedząc za sterami swojego prywatnego samolotu, mając zdecydowanie zbyt dużo wolnego czasu oraz tego bezkresu przed sobą czasami nachodziły go myśli o tym jak mogło potoczyć się jego życie gdyby nie uległ tamtemu wypadkowi. Te długie loty po prostu miały coś do tego. Wybudzały pewną nostalgię. Czy stanąłby na wysokości zadania i poprowadził swoją rodzinę? Czy w ogóle poradziłby sobie z stawianymi przed nim wymaganiami? Zostawiłby z tym wszystkim swoje młodsze rodzeństwo? Nie, to nie wchodziło w grę. Szybko się z tego otrząsnął. Los rozdał mu takie, a nie inne karty. On mógł po prostu rozegrać tę partię jak najlepiej potrafił, a okazało się, że w prowadzenie rodzinnego biznesu był całkiem dobry.
Ta cała ekspansja na Kanadę była jego pomysłem. Gdy w Wielkiej Brytanii nadal debatowano nad zaostrzeniem przepisów dotyczących wszystkich narkotyków, on wywęszył okazję tam, gdzie była już od dawna. W kraju, który jako z pierwszych zalegalizował marihuanę. Miał dostęp do badań rynku, o których przeciętna osoba nie miała pojęcia. Zalegalizowanie nie sprawiło, że ten nielegalny rynek całkowicie wysechł. Wręcz przeciwnie. Nie każdy mógł sprostać rosnącym wymogom, kosztom badań, dystrybucji. Do państwa wpływały miliony, obrót rósł, ale nie każdy mógł sobie pozwolić na to, co legalne i droższe. Trzeba było złapać rynek, gdy nie był jeszcze przesycony, a jego rodzina miała towar, który mógł spełnić wszystkie oczekiwania. Nie miał złudzeń, co do tego, że od razu zdobędzie monopol. Było już kilku graczy na rynku. Legalnych graczy. On nie był tylko kolejnym legalnym dystrybutorem. Zamierzał grać na dwa fronty i to powinno dać mu przewagę.
Do tego jednak musiał być na miejscu. Wszystkie sprawy za oceanem zdawały się być już dopięte więc mógł sobie na to po prostu pozwolić. Zabrał ze sobą kilka walizek dla niepoznaki. Jeszcze więcej towaru, który zamierzał przeznaczyć na próbki dla dystrybutorów i wyruszył w swój rejs. Pogoda mu na razie dopisywała. Lądowanie też przeszło bez najmniejszego zarzutu. Wjechał samolotem do wykupionego hangaru i opuścił kabinę. Otworzył sobie schodki, drzwi. Zaciągnął się chłodnym, kanadyjskim powietrzem schodząc na betonową posadzkę. Już miał się zabrać za wyciąganie bagaży, kiedy kątem oka zauważył stojący u drzwi hangaru samochód oraz stojącą przy nim dziewczynę. Nie pamiętał żeby zamawiał szofera, a właściwie szoferkę. Poprawił nieco swój sweter, w końcu był po wielogodzinnej podróży i postanowił podejść bliżej. Zdecydowanie zapamiętałby gdyby kiedykolwiek zamawiałby taką szoferkę. Na pracownicę lotniska też nie wyglądała. Nie w tych ubraniach. Zdecydowanie nie była tu z przypadku.
- Mogę Pani w czymś pomóc? - zapytał uśmiechając się życzliwie, stając naprzeciwko niej, lecz nadal po swojej stronie hangaru.
Nie podejrzewał jej o bycie z policji czy któryś agencji o kilku literkach. Obchodził się z tym typem człowieka właściwie na co dzień. Potrafił wywęszyć policję z kilometra. To było coś w spojrzeniu, nawet tym jak stali. Ona tego nie miała. Znalazła go tutaj, co wcale nie było takie łatwe. Trzeba było mieć pewną moc sprawczą i kontakty by poznać godziny przylotu prywatnego samolotu oraz to do kogo należał. Nie wątpił w to, że nie jest to przypadkowe spotkanie. Galahad przekrzywił lekko głowę przyglądając się dziewczynie z autentycznym zaciekawieniem.
Laura Borgia