1,2,3 baba jaga patrzy
: czw paź 15, 2026 9:37 pm
W dłoni ściskała klucze, którymi otworzyła drzwi domu. To w jego środku stała mając wrażenie, że była intruzem w uciążliwie cichej przestrzeni. W niewyobrażalnie dusznej atmosferze, z powodu której w pierwszej kolejności otworzyła okna.
Nie weszła na piętro. Ani pierwszego ani drugiego dnia. Nie była nawet w stanie eksplorować tego miejsca, więc większość czasu spędziła w motelu.
Trzeciego dnia postanowiła jednak przenieść się do domu brata nadal traktując siebie jak obcą.
Znalazła sobie kąt na kanapie, wybrała jeden kubek, który jak obstawiała niekoniecznie musiał być tym ulubionym Xoli. Nie zdjęła naczyń z suszarki ze świadomością, że były to ostatnie rzeczy, których dotykał. Niczego nie przestawiała i nie przekładała nie licząc produktów w lodówce, z których większość wymagała natychmiastowego wyniesienia do kosza na zewnątrz. Nie robiła nic co wykraczało poza uznane za konieczne, choć zdaniem sąsiada i prawnika ojca miała pełne prawo być w tym domu. Kwestią czasu było załatwienie odpowiednich dokumentów.
To jednak nie pocieszało Fiji. Była przygaszona i wyciszona, bo uważała nie powinna grzebać w życiu brata. Jeszcze niedawno była pewna, że zrobi to bez problemu, lecz przebywając w jego domu straciła przekonanie oraz wiarę w istotność ów działania.
Po co jej to było?
Lepiej będzie jak wróci do Winnipeg.
Musiała tylko..
Z zamyślenia wyrwał ją dziwny dźwięk. Wychyliła się z kuchni patrząc w kierunku drzwi wejściowych. Widziała za nimi kształt czyjejś głowy i zauważyła, że ów persona usilnie walczy z klamką tak, jakby chciała wejść do środka.
Odłożyła nóż, którym kroiła ser na kanapkę i cicho podeszła do drzwi. Przez chwilę nasłuchiwała, ale nie była bojaźliwa. Z góry nie zakładała, że to włamywacz albo ktoś, kto chciałby zrobić jej krzywdę. Bardziej obstawiała natrętnego sąsiada znudzonego własnym życiem.
- Radzę tego nie robić! – zawołała przez zamknięte drzwi. – Mam gaz pieprzowy! – Zmyśliła na poczekaniu wiedząc jednak, że gdyby osoba po drugiej stronie zdecydowała się w dalszym ciągu włamać do środka i miała przy sobie broń, to zwiałaby przez okno z tyłu domu. Fiji nie była głupia ani nie udawała heroski; ucieczka to najprostszy sposób na przetrwanie zwłaszcza, gdy było się tak szybkim jak ona.
Policja.
Słysząc to na moment zamarła. Spojrzała za siebie w głąb domu, jakby spodziewała się tam dostrzec coś, co powinna ukryć (na przykład cegieł koki, broni i brudnej forsy, którą rozsypała na kanapie). Irracjonalny odruch skwitowała przekleństwem wyszeptanym pod nosem i wzięła głęboki wdech nim otworzyła drzwi.
Uchyliła je i wysunęła na zewnątrz tak, jakby coś miała do ukrycia w środku. W rzeczywistości nie chciała aby policjantka czuła się zaproszona. Co to, to nie.
- Pani w jakiej sprawie? – zapytała od razu wyłapując najważniejsze szczegóły. Przede wszystkim zapamiętała numer odznaki, którą kobieta się wylegitymowała. Zauważyła obrączkę ślubną, wygodne buty (mało kobiece), surowe i wredne spojrzenie, determinację na twarzy, postawę kogoś, kto twardo stąpał po ziemi, broń przy biodrze, kwadratowy kształt sprzążki od paska i to, że pomimo postawy surowej pani policjant miała luźno rozpuszczone włosy. Ta frywolność nie pasowała do całości obrazka, ale Fiji nie wyłapywała takich rzeczy aby je oceniać. Po prostu już tak miała, co przekładało się na znaczną efektywność w pracy.
Evina J. Swanson
Nie weszła na piętro. Ani pierwszego ani drugiego dnia. Nie była nawet w stanie eksplorować tego miejsca, więc większość czasu spędziła w motelu.
Trzeciego dnia postanowiła jednak przenieść się do domu brata nadal traktując siebie jak obcą.
Znalazła sobie kąt na kanapie, wybrała jeden kubek, który jak obstawiała niekoniecznie musiał być tym ulubionym Xoli. Nie zdjęła naczyń z suszarki ze świadomością, że były to ostatnie rzeczy, których dotykał. Niczego nie przestawiała i nie przekładała nie licząc produktów w lodówce, z których większość wymagała natychmiastowego wyniesienia do kosza na zewnątrz. Nie robiła nic co wykraczało poza uznane za konieczne, choć zdaniem sąsiada i prawnika ojca miała pełne prawo być w tym domu. Kwestią czasu było załatwienie odpowiednich dokumentów.
To jednak nie pocieszało Fiji. Była przygaszona i wyciszona, bo uważała nie powinna grzebać w życiu brata. Jeszcze niedawno była pewna, że zrobi to bez problemu, lecz przebywając w jego domu straciła przekonanie oraz wiarę w istotność ów działania.
Po co jej to było?
Lepiej będzie jak wróci do Winnipeg.
Musiała tylko..
Z zamyślenia wyrwał ją dziwny dźwięk. Wychyliła się z kuchni patrząc w kierunku drzwi wejściowych. Widziała za nimi kształt czyjejś głowy i zauważyła, że ów persona usilnie walczy z klamką tak, jakby chciała wejść do środka.
Odłożyła nóż, którym kroiła ser na kanapkę i cicho podeszła do drzwi. Przez chwilę nasłuchiwała, ale nie była bojaźliwa. Z góry nie zakładała, że to włamywacz albo ktoś, kto chciałby zrobić jej krzywdę. Bardziej obstawiała natrętnego sąsiada znudzonego własnym życiem.
- Radzę tego nie robić! – zawołała przez zamknięte drzwi. – Mam gaz pieprzowy! – Zmyśliła na poczekaniu wiedząc jednak, że gdyby osoba po drugiej stronie zdecydowała się w dalszym ciągu włamać do środka i miała przy sobie broń, to zwiałaby przez okno z tyłu domu. Fiji nie była głupia ani nie udawała heroski; ucieczka to najprostszy sposób na przetrwanie zwłaszcza, gdy było się tak szybkim jak ona.
Policja.
Słysząc to na moment zamarła. Spojrzała za siebie w głąb domu, jakby spodziewała się tam dostrzec coś, co powinna ukryć (na przykład cegieł koki, broni i brudnej forsy, którą rozsypała na kanapie). Irracjonalny odruch skwitowała przekleństwem wyszeptanym pod nosem i wzięła głęboki wdech nim otworzyła drzwi.
Uchyliła je i wysunęła na zewnątrz tak, jakby coś miała do ukrycia w środku. W rzeczywistości nie chciała aby policjantka czuła się zaproszona. Co to, to nie.
- Pani w jakiej sprawie? – zapytała od razu wyłapując najważniejsze szczegóły. Przede wszystkim zapamiętała numer odznaki, którą kobieta się wylegitymowała. Zauważyła obrączkę ślubną, wygodne buty (mało kobiece), surowe i wredne spojrzenie, determinację na twarzy, postawę kogoś, kto twardo stąpał po ziemi, broń przy biodrze, kwadratowy kształt sprzążki od paska i to, że pomimo postawy surowej pani policjant miała luźno rozpuszczone włosy. Ta frywolność nie pasowała do całości obrazka, ale Fiji nie wyłapywała takich rzeczy aby je oceniać. Po prostu już tak miała, co przekładało się na znaczną efektywność w pracy.
Evina J. Swanson