ODPOWIEDZ
29 y/o
For good luck!
170 cm
informatyk (oficjalnie) pracuje zdalnie
Awatar użytkownika
Dzisiejszy program tego nie przewiduje.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W dłoni ściskała klucze, którymi otworzyła drzwi domu. To w jego środku stała mając wrażenie, że była intruzem w uciążliwie cichej przestrzeni. W niewyobrażalnie dusznej atmosferze, z powodu której w pierwszej kolejności otworzyła okna.

Nie weszła na piętro. Ani pierwszego ani drugiego dnia. Nie była nawet w stanie eksplorować tego miejsca, więc większość czasu spędziła w motelu.
Trzeciego dnia postanowiła jednak przenieść się do domu brata nadal traktując siebie jak obcą.
Znalazła sobie kąt na kanapie, wybrała jeden kubek, który jak obstawiała niekoniecznie musiał być tym ulubionym Xoli. Nie zdjęła naczyń z suszarki ze świadomością, że były to ostatnie rzeczy, których dotykał. Niczego nie przestawiała i nie przekładała nie licząc produktów w lodówce, z których większość wymagała natychmiastowego wyniesienia do kosza na zewnątrz. Nie robiła nic co wykraczało poza uznane za konieczne, choć zdaniem sąsiada i prawnika ojca miała pełne prawo być w tym domu. Kwestią czasu było załatwienie odpowiednich dokumentów.
To jednak nie pocieszało Fiji. Była przygaszona i wyciszona, bo uważała nie powinna grzebać w życiu brata. Jeszcze niedawno była pewna, że zrobi to bez problemu, lecz przebywając w jego domu straciła przekonanie oraz wiarę w istotność ów działania.
Po co jej to było?
Lepiej będzie jak wróci do Winnipeg.
Musiała tylko..
Z zamyślenia wyrwał ją dziwny dźwięk. Wychyliła się z kuchni patrząc w kierunku drzwi wejściowych. Widziała za nimi kształt czyjejś głowy i zauważyła, że ów persona usilnie walczy z klamką tak, jakby chciała wejść do środka.
Odłożyła nóż, którym kroiła ser na kanapkę i cicho podeszła do drzwi. Przez chwilę nasłuchiwała, ale nie była bojaźliwa. Z góry nie zakładała, że to włamywacz albo ktoś, kto chciałby zrobić jej krzywdę. Bardziej obstawiała natrętnego sąsiada znudzonego własnym życiem.
- Radzę tego nie robić! – zawołała przez zamknięte drzwi. – Mam gaz pieprzowy! – Zmyśliła na poczekaniu wiedząc jednak, że gdyby osoba po drugiej stronie zdecydowała się w dalszym ciągu włamać do środka i miała przy sobie broń, to zwiałaby przez okno z tyłu domu. Fiji nie była głupia ani nie udawała heroski; ucieczka to najprostszy sposób na przetrwanie zwłaszcza, gdy było się tak szybkim jak ona.
Policja.
Słysząc to na moment zamarła. Spojrzała za siebie w głąb domu, jakby spodziewała się tam dostrzec coś, co powinna ukryć (na przykład cegieł koki, broni i brudnej forsy, którą rozsypała na kanapie). Irracjonalny odruch skwitowała przekleństwem wyszeptanym pod nosem i wzięła głęboki wdech nim otworzyła drzwi.
Uchyliła je i wysunęła na zewnątrz tak, jakby coś miała do ukrycia w środku. W rzeczywistości nie chciała aby policjantka czuła się zaproszona. Co to, to nie.
- Pani w jakiej sprawie? – zapytała od razu wyłapując najważniejsze szczegóły. Przede wszystkim zapamiętała numer odznaki, którą kobieta się wylegitymowała. Zauważyła obrączkę ślubną, wygodne buty (mało kobiece), surowe i wredne spojrzenie, determinację na twarzy, postawę kogoś, kto twardo stąpał po ziemi, broń przy biodrze, kwadratowy kształt sprzążki od paska i to, że pomimo postawy surowej pani policjant miała luźno rozpuszczone włosy. Ta frywolność nie pasowała do całości obrazka, ale Fiji nie wyłapywała takich rzeczy aby je oceniać. Po prostu już tak miała, co przekładało się na znaczną efektywność w pracy.


Evina J. Swanson
foxy
napiszę, jeśli coś nie będzie mi pasować
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
How can you just leave me standing
Alone in a world that's so cold?
Maybe I'm just too demanding
Maybe I'm just like my father, too bold
Maybe you're just like my mother
She's never satisfied
Why do we scream at each other?
This is what it sounds like
When doves cry
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czasami zdarzały się takie sprawy, w których coś po prostu nie pasowało.
W tej konkretnej nie wskazywało na to zbyt wiele. Wydawał to się czysty przypadek. Nie było wielu przesłanek, które popierałyby tezę o samobójstwie lub nieszczęśliwym wypadku, ale nic im też zbytnio nie przeczyło. Wyniki sekcji były czyste, przyczyna śmierci oczywista. Jednak coś podpowiadało Evinie, że kryło się za tym coś więcej. Zwłaszcza, że śledztwo prowadził Bartholomew.
Jebany Bart był w jej przekonaniu zwyczajnym partaczem. Nic dziwnego, że poprosiła o to, aby mogła wszystko dokładnie sprawdzić, aby się upewnić, co do słuszności jego przekonania o samobójstwie. Dla niej brzmiało to bowiem tak jakby nie chciało mu się po prostu w to dłużej bawić i przyklepnął to, co mu pasowało.
Spędziła nieco czasu w aktach i przeglądając materiały dowodowe, żeby jak najlepiej wprowadzić się w temat. Porozmawiała z kilkoma technikami, koronerem oraz policjantami, którzy byli obecni na miejscu zdarzenia. Obejrzała nawet ten cholerny samochód, na który upadł denat. W końcu jednak musiała wykonać jeszcze jeden krok.
Mieszkanie Zivaia mogło rzucić jej nieco światła na to, co się działo w ostatnich jego dniach życia. Może pośród jego rzeczy znajdował się jakiś ślad lub dowód, który został przeoczony przez świtę Barta, a który mógłby popchnąć śledztwo w zupełnie innym kierunku.
Dotarłszy na miejsce, przekonała się o tym, że na drzwiach nie znajdowały się już plomby ani taśmy. No tak. Oficjalnie śledztwo niby zostało zakończone, ale ona doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że jednak nie do końca była to prawda. Mimo wszystko nacisnęła na klamkę, która nie ustąpiła pod jej dłonią. Ściągnęła brwi. Drwi nie ustąpiły. Spróbowała raz jeszcze, zastanawiając się czy przypadkiem mechanizm się nie zaciął. W końcu zamek nie wyglądał na jakąś wyjątkowo solidną konstrukcję, która byłaby poddawana konserwacji.
Wciąż bez skutku. Tylko, że po chwili z wnętrz domu dobiegł ją dźwięk ludzkiego głosu. Mało tego, kobiecego. Tego nie brała w ogóle pod uwagę. Odsunęła się od drzwi na krok. Groźba nie zrobiła na niej większego wrażenia, ale na pewno nie zamierzała nachodzić nikogo, kto mógł sobie rościć prawa do tego lokum. Przynajmniej tak mogła założyć po słowach nieznajomej. Czy intruz groziłby drugiemu akurat gazem pieprzowym? Nie sądziła.
— Policja. Proszę otworzyć — poinformowała jedynie swoim służbowym tonem, sięgając od razu po odznakę, którą mogłaby pokazać dziewczynie.
Była to jedyna rzecz, która mogłaby ją zidentyfikować jako funkcjonariuszkę. W końcu broń, którą dojrzeć można było pod materiałem rozpiętej kurtki, mogło nosić wiele osób. Niewielu jednak miało dostęp do blachy i legitymacji, które schowała, gdy tylko nieznajoma zapoznała się z ich treścią.
— Detektyw Evina J. Swanson. Prowadzę śledztwo w sprawie śmierci Xoli Zivaia, który zamieszkiwał ten dom… Pani jest jego krewną?
Nie wiedziała. Strzelała. Widziała gdzieś w aktach wzmiankę o siostrze, ale nie dostała się do jej dokumentów. Enigmatyczna postać, której nie spodziewała się poznać, a jednak ciemnoskóra dziewczyna przed nią zdawała się być do denata w pewien sposób podobna. Przed trzydziestką. Ładna. Zdawało jej się, że mają ten sam kolor oczu oraz układ kości policzkowych, ale to można pewnie było powiedzieć o wielu ludziach. Po prostu tkwiło w nich jakieś trudne do właściwego skatalogowania podobieństwo.

Fiji Zivai
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
29 y/o
For good luck!
170 cm
informatyk (oficjalnie) pracuje zdalnie
Awatar użytkownika
Dzisiejszy program tego nie przewiduje.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zmarszczyła brwi raz jeszcze lustrując wzrokiem kobietę, której nie dawała żadnych złudzeń. Nie kryła się z tym, że uważnie ją obserwowała przyglądając się butom, ubraniom, włosom, dłoniom i czy jedno z ramion nie było niżej co sugerowałoby napięcie mięśniowe z tej konkretnej strony.
- Prowadzi pani? – Powtórzyła z wyraźnym znakiem zapytania w głosie. – Przecież sprawa została zamknięta. Xole pochowano wcześniej jasno stwierdzając, że popełnił samobójstwo. – Nie rozumiała więc po co pani detektyw tutaj przyszła. Nie podobało jej się to. Miała wrażenie, że kobieta ściemniała i postanowiła wykorzystać fakt, że właściciel domu nie żył aby ograbić jego dom lub przywłaszczyć jego kapcie. Kto wie jaki baba miała fetysze?
Skrzyżowana ręce na piersi świadomie przybierając zamkniętą postawę przed kimś, czyjej obecności ani trochę by się nie spodziewała. Policja zamknęła sprawę śmierci brata, więc uznała, że na tym koniec. Że z ich strony to wszystko i jedyne czego ona sama mogłaby się dowiedzieć, to powody takiej a nie innej decyzji Xoli. Chciała go poznać, więc to oczywiste, że małymi krokami (być może) zrozumiałaby jego intencje. Przynajmniej miała taką nadzieję, bo to znacznie ułatwiłoby jej dojęcie decyzji, co dalej zrobić z własnym życiem.
- Po co więc pani przyszła? Umawiała się z nim pani? Mieliście jakiś układ? – Wydała się pytaniami sugerując, że nie wiedziała wszystkiego o Xoli. Że nie znała go aż tak dobrze, chociaż z drugiej strony nie musiał mówić jej wszystkiego (na pewno tak by było, gdyby w ogóle mieli ze sobą kontakt). – Po chuj to wszystko? – dodała sygnalizując swą niechęć do kobiety i całej tej rozmowy. Miała dzisiaj kiepski humor i przede wszystkim ogromny dystans do obcej policjantki.
Ciężko wypuściła powietrze przez nos nie lubiąc sytuacji, w której niewiele wiedziała jednocześnie konfrontując się z kimś, kto z byle powodu mógłby ją zamknąć w areszcie na całą dobę. Zamiast więc skupiać się na tej rozmowie myślami planowała kolejne kroki; przede wszystkim sprawdzenie policjantki, co znacznie ułatwiają jej dane oraz numer odznaki.
- Jestem jego siostrą. – Wcześniej zignorowała pytanie o pokrewieństwo, ale Evina się o to upomniała. – Noxolo Zivai. – Wprawdzie to nie dowód, bo równie dobrze mogła być kuzynką od strony ojca, ale wystarczyło porównanie imion rodzeństwa aby domyślić się, że rodzice aby pokrewieństwo zabrzmiało nawet w nich (Xola i Noxolo). – Jeszcze raz. Po co pani przyszła, bo tak jakby mam włączone żelazko na płytce, na której zaraz wykipi budyń, więc.. – Więc bardzo dosadnie wymyślając absurdalną wymówkę, chciała zakończyć tę rozmowę, przepłoszyć kobietę i bardzo miło kazać jej spadać.
Nie potrzebowała tego. Nie potrzebowała rozmów z policją, ich zaangażowania ani tym bardziej węszenia, bo najbardziej czego się bała to odkrycia prawdy o niej samej. O tym, że ktoś dowie się, w jaki sposób tak naprawdę zarabiała na życie.


Evina J. Swanson
foxy
napiszę, jeśli coś nie będzie mi pasować
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
How can you just leave me standing
Alone in a world that's so cold?
Maybe I'm just too demanding
Maybe I'm just like my father, too bold
Maybe you're just like my mother
She's never satisfied
Why do we scream at each other?
This is what it sounds like
When doves cry
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W głowie zaklęła jedynie szpetnie, gdy tylko kobieta zwróciła jej uwagę na to, że postępowanie w sprawie śmierci Xoli zostało już zamknięte. Musiała być tak dobrze poinformowana? Jako członkini rodziny z pewnością. Swanson jednak nie cierpiała się ludziom tłumaczyć z czegokolwiek. Dlatego nie podobał jej się ten fakt. Widziała też to jak ostrożnie nieznajoma do niej podchodziła. Była świadoma kalkulacji, których dokonywała w swojej głowie. Głównie dlatego, że sama dokonywała podobnych. Swanson odruchowo starała się odczytać jej intencje oraz przewidzieć następny ruch. Oceniała jakie miałaby szanse, gdyby nieznajoma postawiła na agresję lub postanowiła uciec.
— To prawda. Śledztwo zostało tydzień temu zakończone przez detektywa Barta Stevensona konkluzją samobójstwa. Brak było jednak decydujących dowodów potwierdzających tę teorię. Mam zweryfikować, czy na pewno nie pozostały jakiekolwiek nieścisłości, które podważyłyby ten wynik — odpowiedziała, dobierając starannie słowa.
Nie mogła powiedzieć jej wprost, że jebany Bartholomew to partacz, który chciał po prostu dotrwać do emerytury. Obawiała się, że mężczyzna poszedł na łatwiznę i przyklepał samobójstwo, aby tylko nie babrać się w tym dalej. Jej coś nie odpowiadało. Musiała to zatem zbadać i zobaczyć czy na pewno istniały solidne postawy do tego, aby śmierć Zivaia zakwalifikować jako samobójstwo.
Wyczuwała tę jawną wrogość z jej strony. To nie był pierwszy raz, gdy spotykała się z podobną reakcją. Zachodziła teraz w głowę czy była to zwyczajna niechęć względem intruza, którą przejawiała gospodyni, czy może z jakiegoś powodu obecność policji była jej niemiła. Miała coś na sumieniu? Czy może nie podobała jej się opieszałość systemu i to jak prowadzono sprawę jej brata? W końcu ludzie potrafili mieć różne żale oraz zarzuty względem służb. Nie potrafiła jednak dalej jej w pełni wyczuć. Niezależnie od tego jak uważnie ją obserwowała.
— Czy wyglądam na taką, która by się umawiała z młodymi chłopakami lub chodziła z nimi na układy? — odparowała, gdy tylko zarzucono jej, że mogłaby mieć jakiekolwiek powiązania ze zmarłym.
Nie była żadnym podejrzanym typem. Nie miała też jakiś dzikich romansów. Przynajmniej na ten moment, gdy była żonata. To jednak nie było w tej chwili istotne. Nie zamierzała dać się zbić z pantałyku ani wdawać się w jakieś niepotrzebne dyskusje. Obecność kobiety jedynie mieszała jej szyki i sprawiała, że ponowne rozpatrzenie sprawy śmierci Xoli Zivaia stawało się prawdziwym utrapieniem.
— Po to, aby dotrzeć do prawdy. Dlatego, że wytłumaczenie z samobójstwem nie wydaje się być wystarczające — odpowiedziała, gdy tylko nieznajoma zapytała ją o powód.
Ta sprawa nie dawała jej spokoju. Miała wrażenie, że kryje się za nim coś więcej. Musiała samodzielnie to zbadać i upewnić się, czy na pewno ten młody mężczyzna targnął się na własne życie. Poza tym desperacko potrzebowała jakiejś nowej sprawy, aby zająć nią umysł i nie wracać zbyt szybko do domu, gdzie czekała na nią żona, która z jakiegoś powodu z każdym dniem dystansowała się od niej coraz bardziej i robiła bardziej opryskliwa.
— Siostra? Wyrazy współczucia — rzuciła, ale brzmiało to niczym typowa formułka, którą nikt sobie nie zaprzątał głowy. — Byli państwo ze sobą blisko?
Nie sądziła. Nie była tylko pewna, czy Noxolo byłaby w stanie zamordować swojego brata. Może mieli jakiś konflikt? Z pewnością też mogła mu zazdrościć majątku i domu, który prezentował się nadzwyczaj okazale. Jakby nie patrzeć to zawiść i pieniądze znajdowały się na samym szczycie listy motywów podobnych zbrodni, a większość ludzi ginęła z rąk kogoś, kogo dobrze znała: partnerów, kochanków lub rodziny. W dodatku skoro Xola nie miał żony ani dzieci to siostra stawała się automatycznie jego spadkobierczynią.
— Proszę wybaczyć, ale chuja mnie obchodzi pani żelazko — rzuciła ostro, nie bawiąc już się w dyplomację czy delikatności. — Za to obchodzi mnie czy pani brat zabił się sam, czy ktoś bardzo umiejętnie mu w tym pomógł.
Wciąż wpatrywała się uparcie w kobietę oraz tę wąską przestrzeń za nią, która widoczna była w szparze drzwi. Nie zamierzała odpuszczać i Noxolo musiała mieć tego świadomość. Jej ton nie znosił jakiegokolwiek sprzeciwu, a im szybciej Zivai to zrozumie tym lepiej.

Fiji Zivai
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#1”