Strona 1 z 1

True friends are like diamonds

: pt paź 16, 2026 10:54 pm
autor: Elowen Grosvenor
#05 - My best friend is the one
who brings out the best in me
Clea Delacroix


Przecież nic tak nie pomaga jak zakupy? Czy powinna to traktować jak terapię? Raczej nie, skoro to może skończyć się źle. Kiedyś już robiła materiał o uzależnieniach. Ona nawet o tym nie myślała przez ostatnie miesiące ale przecież kiedyś musiała wyjść z domu. Szczególnie wtedy kiedy zaczęła przeglądać swoją szafę. Ubrania, choć nadal mogły na nią pasować, to część po prostu była dla niej tym co wzbudzała wspomnienia o jej dawnym życiu. Przecież nie mogła ciągle o tym myśleć. Wracać do tego co już nigdy nie wróci. Nie będzie dla niej codziennością. Przynosiło jedynie ból. Łzy.
Wreszcie dała się namówić. Na to by wyjść, by zrobić coś dla siebie. Spojrzeć na siebie w innym świetle. Tylko dlatego, że po prostu chciała zmienić kilka swoich ubrań, które do tej pory były dla niej czymś mało ważnym. Wręcz nie chciała marnować na to swojego czasu ale również energii, którą teraz tak bardzo potrzebowała. Może to wyjście było dla niej nadzieją, że jeszcze kiedyś będzie cieszyła się z rzeczy małych, głupich. Przecież nigdy nie była ogromną fanką kupowania na potęgę ale jak każda kobieta, uwielbiała się dobrze ubrać, a może czuć dobrze w tym co na sobie nosiła.
Clea była chyba jedyną osobą, która wiedziała tak wiele o tym co czuje, jak bardzo musiała się zmuszać do takich wypadów. Może nie do końca zmuszać bo przecież spędzała ten czas ze swoją przyjaciółką. Osobą, przed którą nie musiała się tłumaczyć. Liczyła się z jej zdaniem, nawet jeśli nie zawsze okazywała to w odpowiedni sposób. Chwilami próbowała uciec od tych, którzy chcieli być blisko niej i wspierać ją w najtrudniejszych chwilach. Nigdy nie prosiła o to by po prostu się odezwała albo zwyczajnie przy niej była. Nawet jeśli nigdy nie mówiła o tym głośno to Lowie potrzebowała kogoś takiego jak Delacroix.
- Nadal nie wiem czy to jest dobry pomysł. Ja i wydawanie pieniędzy to nie jest zbyt dobre połączenie - nie mówiła tego dlatego, że była zakupoholiczką ale chyba ze względu na to, że czasami zbyt długo się zastanawiała nad tym czy w ogóle ma coś kupić. Próbowała wmówić sobie, że nigdy nic nie potrzebuje. Choć to na pewno nie było prawdą, przecież każdy ma swoje potrzeby. Nawet te materialne. W dodatku nie chciała by jej przyjaciółka musiała się z nią użerać, wysłuchiwać tego, że coś jej się nie podoba z najgłupszych powodów. Czasami sama siebie zadziwiała tym, że potrafiła wpaść na taki powód, który nie był kompletnie związany z tym co w tym momencie miała kupić.
- Myślisz, że jeszcze w cokolwiek wejdę, ostatnio wydaje mi się, że sporo przytyłam - zapewne w tej kwestii nie miała kompletnie racji. Z powodu ogromnego stresu, nie jadła praktycznie w ogóle. Od jakiegoś czasu zaczęła skupiać się na tym, że powinna o to zadbać. Skupić się na tym, że jej własne zdrowie jest naprawdę ważne. Nie powinna o tym zapominać. Nie było to przecież tak łatwe jak mogło jej się wydawać. Ostatecznie spojrzała w na przyjaciółkę, czując na sobie jej spojrzenie. Chyba mogła się tego spodziewać, że tak właśnie się skończy jej głupie gadanie. Odwróciła czym prędzej wzrok i pokręciła głową. Rozbawiona tym, że naprawdę przy niej będzie musiała opanować się z samokrytyką. Zawsze była dla siebie bardzo krytyczna ale teraz to już mogło przekraczać pewne granice. Granice, które jakiś czas temu sama sobie ustaliła. Głównie dla własnego bezpieczeństwa. Przecież nie było nic złego w tym jak wyglądała, nawet jeśli miałaby mieć kilka kilogramów więcej niż zazwyczaj. Przecież jej życie tak mocno się zmieniło i mogła zajadać wszystkie swoje smutki.

True friends are like diamonds

: czw paź 22, 2026 5:20 pm
autor: Clea Delacroix
Clea od początku wiedziała, że wyciągnięcie Elowen na zakupy będzie wymagało czegoś więcej niż rzucenia luźnego hasła o nowej sukience i obietnicy dobrej kawy po drodze, bo jej przyjaciółka potrafiła znaleźć przynajmniej kilkanaście powodów, dla których podobny pomysł należałoby odłożyć na później, a następnie jeszcze kilka, dla których owo później nigdy nie powinno nadejść. Delacroix miała zresztą podejrzenie, że gdyby pozwoliła jej odpowiednio długo zastanawiać się nad sensem całego przedsięwzięcia, skończyłyby na kanapie, z herbatą w dłoniach i Lowie przekonującą ją, że właściwie niczego nie potrzebuje, bo przecież ubrania w szafie nadal są dobre, pieniądze lepiej odłożyć na czarną godzinę, a wychodzenie z domu bez konkretnego powodu stanowi niepotrzebne marnowanie energii. Znała ten rodzaj argumentacji aż nazbyt dobrze, choć w jej własnym przypadku przybierał on zwykle formę przekonywania samej siebie, że jeszcze tylko jeden telefon, jeszcze jeden dokument do przejrzenia, jeszcze jedna rzecz w stajni wymagająca osobistej kontroli, zanim wreszcie będzie mogła usiąść i zająć się czymś niezwiązanym z pracą. Różnica polegała na tym, że Clea potrafiła przynajmniej przyznać, iż bywa nieznośna, podczas gdy Elowen niekiedy potrzebowała całej serii pytań pomocniczych, żeby zorientować się, że właśnie próbuje sobie odebrać coś, na co ma ochotę.
— Wiesz, co jest naprawdę niebezpiecznym połączeniem? Ty, twoja szafa i przekonanie, że wszystko, co w niej wisi, musi mieć jakieś szczególne znaczenie — rzuciła, poprawiając pasek torebki na ramieniu, po czym posłała przyjaciółce spojrzenie, w którym rozbawienie mieszało się z udawaną surowością — Przez następne trzy godziny będziesz wyciągać rzeczy, których nie nosiłaś od pięciu lat, zastanawiać się, czy jeszcze kiedyś ci się przydadzą, a na koniec wrócisz do domu z niczym, bo przecież szkoda wyrzucić bluzkę, którą kupiłaś na jakąś okazję w czasach, kiedy ludzie nadal używali Facebooka do umawiania się na piwo. Nie zamierzam na to patrzeć. — sama myśl o podobnym scenariuszu sprawiła, że kącik ust Clei drgnął, a ona odruchowo sięgnęła po telefon, żeby sprawdzić listę sklepów, które zdążyła wcześniej zapisać. Nie miała zamiaru urządzać przyjaciółce maratonu po całej galerii, bo nawet jej cierpliwość miała swoje granice, a spędzenie popołudnia na chodzeniu od wieszaka do wieszaka w poszukiwaniu rzeczy, które ostatecznie i tak zostaną odłożone na miejsce, nie mieściło się w jej definicji udanego dnia. Wystarczyło kilka rozsądnych sklepów, coś do jedzenia i odpowiednia ilość czasu, by Elowen mogła przymierzyć tyle ubrań, ile potrzebowała, bez konieczności podejmowania decyzji o każdej pojedynczej metce jak przy zakupie domu.
— A co do twojej teorii o przytyciu... — urwała na moment, unosząc wzrok znad ekranu, po czym przyjrzała się przyjaciółce z miną osoby, która właśnie otrzymała do oceny wyjątkowo kiepsko przygotowany raport — Lowie, z całym szacunkiem, ale twoje ostatnie kilka tygodni nie było dokładnie kurortem wypoczynkowym z pełnym wyżywieniem, więc jeśli już zamierzasz się nad czymś zastanawiać, proponuję zacząć od tego, czy w ogóle jesz tyle, ile powinnaś. —nie powiedziała tego ostro, choć zabrzmiała bardziej stanowczo, niż planowała, i przez krótką chwilę miała ochotę dodać coś jeszcze, może nawet zapytać, kiedy ostatnio przyjaciółka zjadła normalny obiad, ale powstrzymała się, zanim rozmowa zdążyła zmienić się w kontrolę stanu zdrowia. Elowen miała już wystarczająco dużo ludzi, którzy zapewne chcieli wiedzieć, jak się czuje, czy śpi, czy wychodzi z domu i czy robi cokolwiek, co można by uznać za krok w dobrą stronę. Clea nie zamierzała dokładać do tej listy kolejnego przesłuchania, zwłaszcza że sama nie znosiła, kiedy ktoś próbował rozwiązywać jej problemy, zanim zdążyła nawet zdecydować, czy chce o nich rozmawiać. Zamiast tego schowała telefon do torebki i lekko szturchnęła przyjaciółkę ramieniem, jakby tym drobnym gestem mogła odsunąć na bok ciężar, który obie doskonale znały, choć każda nosiła go w inny sposób.
— Poza tym nie musisz się mieścić w ubraniach, które kupiłaś kiedyś. Ubrania są po to, żeby pasowały do ciebie, a nie odwrotnie. Jeśli coś jest za ciasne, za luźne albo przypomina ci o czymś, czego nie chcesz już codziennie oglądać, to się tego pozbywamy. Proste. — wypowiedziała ostatnie słowa z taką pewnością, jakby właśnie przedstawiła plan operacyjny, który należało wdrożyć bez zbędnej dyskusji, chociaż doskonale wiedziała, że ludzkie przywiązanie do rzeczy rzadko bywa równie rozsądne jak porządkowanie garderoby. Sama miała przecież w domu przedmioty, których nie wyrzuciłaby za żadne pieniądze, nawet jeśli z praktycznego punktu widzenia dawno przestały być potrzebne. Stary bilet, który powinien dawno trafić do kosza, jakaś drobnostka związana z dziećmi, rzecz należąca do Renoira, którą mógłby bez trudu zastąpić nową, gdyby tylko wiedział, gdzie się podziała. Nie zamierzała jednak wyciągać podobnych wspomnień na środek rozmowy, bo nie o to chodziło w ich dzisiejszym spotkaniu. Czasami wystarczało wiedzieć, że druga osoba rozumie więcej, niż mówi, i pozwolić jej przez chwilę skupić się na czymś tak zwyczajnym jak wybór odpowiedniego kroju spodni. Właśnie dlatego Clea nie próbowała przekonywać Elowen, że zakupy ją uleczą, poprawią jej samopoczucie albo sprawią, że nagle wszystko zacznie wyglądać inaczej. Nie była aż tak naiwna, a Lowie z pewnością nie potrzebowała kolejnych obietnic, których nikt nie mógł zagwarantować. Mogły po prostu wyjść, obejrzeć kilka rzeczy, ponarzekać na ceny i wrócić do domu z jedną torbą albo bez żadnej, a jeśli po drodze udałoby się choć na chwilę oderwać myśli od tego, co ostatnio wypełniało każdą wolną przestrzeń, tym lepiej.
— Nie musisz robić z tego wielkiego wydarzenia. Pójdziemy, przymierzysz parę rzeczy, a ja powiem ci szczerze, jeśli będziesz wyglądała w czymś jak zasłona z hotelu, bo rozumiem, że po to właśnie zabiera się ze sobą przyjaciółkę. — uśmiechnęła się krzywo, zerkając na nią kątem oka — A jeśli niczego nie znajdziemy, kupię ci kawę i coś do jedzenia, po czym będę mogła z czystym sumieniem powiedzieć, że przynajmniej próbowałam. Nie jestem cudotwórczynią, Elowen. Mam tylko dobry gust i wyjątkowo dużo cierpliwości do twoich absurdów. — to ostatnie było oczywiście kłamstwem, przynajmniej w połowie, bo cierpliwość Clei do absurdów miała bardzo konkretne granice, ale przyjaciółka należała do tych nielicznych osób, dla których potrafiła przesunąć je odrobinę dalej. Nie robiła z tego zasługi ani nie oczekiwała wdzięczności; po prostu była obok, czasem zbyt bezpośrednia, czasem niepotrzebnie uparta, lecz na ogół gotowa zostać tak długo, jak było trzeba. Kiedy ruszyły w stronę pierwszego sklepu, Clea zwolniła przy witrynie, za którą na manekinie wisiała ciemnozielona sukienka o prostym kroju, i zmierzyła ją wzrokiem, od razu wyobrażając sobie, jak mogłaby wyglądać na Elowen. Nie była pewna, czy to kolor, fason, czy zwyczajna przekora sprawiły, że zatrzymała się właśnie tutaj, ale uznała, że nie zaszkodzi sprawdzić. Wskazała sukienkę palcem, po czym odwróciła się do przyjaciółki z miną człowieka, który właśnie znalazł rozwiązanie problemu, choć problem jeszcze nawet nie zdążył się porządnie przedstawić — Dobra, zaczynamy od tej. I zanim powiesz, że nie wiesz, czy ci się podoba, albo że pewnie będzie za droga, albo że w sumie nie potrzebujesz sukienki, przypominam, że jeszcze jej nie przymierzyłaś. — pchnęła drzwi sklepu i przytrzymała je dla Elowen, unosząc przy tym wymownie brwi — Chodź, kochana. Dzisiaj nie musisz niczego udowadniać, nawet własnej szafie. Wystarczy, że przez godzinę nie będziesz ze sobą walczyć. Resztą zajmę się ja.

Elowen Grosvenor