Clea od początku wiedziała, że wyciągnięcie Elowen na zakupy będzie wymagało czegoś więcej niż rzucenia luźnego hasła o nowej sukience i obietnicy dobrej kawy po drodze, bo jej przyjaciółka potrafiła znaleźć przynajmniej kilkanaście powodów, dla których podobny pomysł należałoby odłożyć na później, a następnie jeszcze kilka, dla których owo później nigdy nie powinno nadejść. Delacroix miała zresztą podejrzenie, że gdyby pozwoliła jej odpowiednio długo zastanawiać się nad sensem całego przedsięwzięcia, skończyłyby na kanapie, z herbatą w dłoniach i Lowie przekonującą ją, że właściwie niczego nie potrzebuje, bo przecież ubrania w szafie nadal są dobre, pieniądze lepiej odłożyć na czarną godzinę, a wychodzenie z domu bez konkretnego powodu stanowi niepotrzebne marnowanie energii. Znała ten rodzaj argumentacji aż nazbyt dobrze, choć w jej własnym przypadku przybierał on zwykle formę przekonywania samej siebie, że jeszcze tylko jeden telefon, jeszcze jeden dokument do przejrzenia, jeszcze jedna rzecz w stajni wymagająca osobistej kontroli, zanim wreszcie będzie mogła usiąść i zająć się czymś niezwiązanym z pracą. Różnica polegała na tym, że Clea potrafiła przynajmniej przyznać, iż bywa nieznośna, podczas gdy Elowen niekiedy potrzebowała całej serii pytań pomocniczych, żeby zorientować się, że właśnie próbuje sobie odebrać coś, na co ma ochotę.
—
Wiesz, co jest naprawdę niebezpiecznym połączeniem? Ty, twoja szafa i przekonanie, że wszystko, co w niej wisi, musi mieć jakieś szczególne znaczenie — rzuciła, poprawiając pasek torebki na ramieniu, po czym posłała przyjaciółce spojrzenie, w którym rozbawienie mieszało się z udawaną surowością —
Przez następne trzy godziny będziesz wyciągać rzeczy, których nie nosiłaś od pięciu lat, zastanawiać się, czy jeszcze kiedyś ci się przydadzą, a na koniec wrócisz do domu z niczym, bo przecież szkoda wyrzucić bluzkę, którą kupiłaś na jakąś okazję w czasach, kiedy ludzie nadal używali Facebooka do umawiania się na piwo. Nie zamierzam na to patrzeć. — sama myśl o podobnym scenariuszu sprawiła, że kącik ust Clei drgnął, a ona odruchowo sięgnęła po telefon, żeby sprawdzić listę sklepów, które zdążyła wcześniej zapisać. Nie miała zamiaru urządzać przyjaciółce maratonu po całej galerii, bo nawet jej cierpliwość miała swoje granice, a spędzenie popołudnia na chodzeniu od wieszaka do wieszaka w poszukiwaniu rzeczy, które ostatecznie i tak zostaną odłożone na miejsce, nie mieściło się w jej definicji udanego dnia. Wystarczyło kilka rozsądnych sklepów, coś do jedzenia i odpowiednia ilość czasu, by Elowen mogła przymierzyć tyle ubrań, ile potrzebowała, bez konieczności podejmowania decyzji o każdej pojedynczej metce jak przy zakupie domu.
—
A co do twojej teorii o przytyciu... — urwała na moment, unosząc wzrok znad ekranu, po czym przyjrzała się przyjaciółce z miną osoby, która właśnie otrzymała do oceny wyjątkowo kiepsko przygotowany raport —
Lowie, z całym szacunkiem, ale twoje ostatnie kilka tygodni nie było dokładnie kurortem wypoczynkowym z pełnym wyżywieniem, więc jeśli już zamierzasz się nad czymś zastanawiać, proponuję zacząć od tego, czy w ogóle jesz tyle, ile powinnaś. —nie powiedziała tego ostro, choć zabrzmiała bardziej stanowczo, niż planowała, i przez krótką chwilę miała ochotę dodać coś jeszcze, może nawet zapytać, kiedy ostatnio przyjaciółka zjadła normalny obiad, ale powstrzymała się, zanim rozmowa zdążyła zmienić się w kontrolę stanu zdrowia. Elowen miała już wystarczająco dużo ludzi, którzy zapewne chcieli wiedzieć, jak się czuje, czy śpi, czy wychodzi z domu i czy robi cokolwiek, co można by uznać za krok w dobrą stronę. Clea nie zamierzała dokładać do tej listy kolejnego przesłuchania, zwłaszcza że sama nie znosiła, kiedy ktoś próbował rozwiązywać jej problemy, zanim zdążyła nawet zdecydować, czy chce o nich rozmawiać. Zamiast tego schowała telefon do torebki i lekko szturchnęła przyjaciółkę ramieniem, jakby tym drobnym gestem mogła odsunąć na bok ciężar, który obie doskonale znały, choć każda nosiła go w inny sposób.
—
Poza tym nie musisz się mieścić w ubraniach, które kupiłaś kiedyś. Ubrania są po to, żeby pasowały do ciebie, a nie odwrotnie. Jeśli coś jest za ciasne, za luźne albo przypomina ci o czymś, czego nie chcesz już codziennie oglądać, to się tego pozbywamy. Proste. — wypowiedziała ostatnie słowa z taką pewnością, jakby właśnie przedstawiła plan operacyjny, który należało wdrożyć bez zbędnej dyskusji, chociaż doskonale wiedziała, że ludzkie przywiązanie do rzeczy rzadko bywa równie rozsądne jak porządkowanie garderoby. Sama miała przecież w domu przedmioty, których nie wyrzuciłaby za żadne pieniądze, nawet jeśli z praktycznego punktu widzenia dawno przestały być potrzebne. Stary bilet, który powinien dawno trafić do kosza, jakaś drobnostka związana z dziećmi, rzecz należąca do Renoira, którą mógłby bez trudu zastąpić nową, gdyby tylko wiedział, gdzie się podziała. Nie zamierzała jednak wyciągać podobnych wspomnień na środek rozmowy, bo nie o to chodziło w ich dzisiejszym spotkaniu. Czasami wystarczało wiedzieć, że druga osoba rozumie więcej, niż mówi, i pozwolić jej przez chwilę skupić się na czymś tak zwyczajnym jak wybór odpowiedniego kroju spodni. Właśnie dlatego Clea nie próbowała przekonywać Elowen, że zakupy ją uleczą, poprawią jej samopoczucie albo sprawią, że nagle wszystko zacznie wyglądać inaczej. Nie była aż tak naiwna, a Lowie z pewnością nie potrzebowała kolejnych obietnic, których nikt nie mógł zagwarantować. Mogły po prostu wyjść, obejrzeć kilka rzeczy, ponarzekać na ceny i wrócić do domu z jedną torbą albo bez żadnej, a jeśli po drodze udałoby się choć na chwilę oderwać myśli od tego, co ostatnio wypełniało każdą wolną przestrzeń, tym lepiej.
—
Nie musisz robić z tego wielkiego wydarzenia. Pójdziemy, przymierzysz parę rzeczy, a ja powiem ci szczerze, jeśli będziesz wyglądała w czymś jak zasłona z hotelu, bo rozumiem, że po to właśnie zabiera się ze sobą przyjaciółkę. — uśmiechnęła się krzywo, zerkając na nią kątem oka —
A jeśli niczego nie znajdziemy, kupię ci kawę i coś do jedzenia, po czym będę mogła z czystym sumieniem powiedzieć, że przynajmniej próbowałam. Nie jestem cudotwórczynią, Elowen. Mam tylko dobry gust i wyjątkowo dużo cierpliwości do twoich absurdów. — to ostatnie było oczywiście kłamstwem, przynajmniej w połowie, bo cierpliwość Clei do absurdów miała bardzo konkretne granice, ale przyjaciółka należała do tych nielicznych osób, dla których potrafiła przesunąć je odrobinę dalej. Nie robiła z tego zasługi ani nie oczekiwała wdzięczności; po prostu była obok, czasem zbyt bezpośrednia, czasem niepotrzebnie uparta, lecz na ogół gotowa zostać tak długo, jak było trzeba. Kiedy ruszyły w stronę pierwszego sklepu, Clea zwolniła przy witrynie, za którą na manekinie wisiała ciemnozielona sukienka o prostym kroju, i zmierzyła ją wzrokiem, od razu wyobrażając sobie, jak mogłaby wyglądać na Elowen. Nie była pewna, czy to kolor, fason, czy zwyczajna przekora sprawiły, że zatrzymała się właśnie tutaj, ale uznała, że nie zaszkodzi sprawdzić. Wskazała sukienkę palcem, po czym odwróciła się do przyjaciółki z miną człowieka, który właśnie znalazł rozwiązanie problemu, choć problem jeszcze nawet nie zdążył się porządnie przedstawić —
Dobra, zaczynamy od tej. I zanim powiesz, że nie wiesz, czy ci się podoba, albo że pewnie będzie za droga, albo że w sumie nie potrzebujesz sukienki, przypominam, że jeszcze jej nie przymierzyłaś. — pchnęła drzwi sklepu i przytrzymała je dla Elowen, unosząc przy tym wymownie brwi —
Chodź, kochana. Dzisiaj nie musisz niczego udowadniać, nawet własnej szafie. Wystarczy, że przez godzinę nie będziesz ze sobą walczyć. Resztą zajmę się ja.
Elowen Grosvenor