Aven Corvelli
: sob paź 17, 2026 12:33 am
Aven Corvelli

data i miejsce urodzenia
11.05.1996, Toronto, Kanadazaimki
on/jegozawód
pielęgniarzmiejsce pracy
Mount Sinai Hospitalorientacja
homoseksualnydzielnica mieszkalna
The Junctionpobyt w toronto
od urodzenia, z krótką kilkuletnią przerwąumiejętności
- ma doskonałą pamięć do szczegółów
- dobrze gotuje, szczególnie dania, których nauczył się od rodziny
- szybko uczy się nowych rzeczy, jeśli naprawdę go interesują
- umie kłócić się spokojnie i precyzyjnie, co czasami bywa znacznie bardziej irytujące niż podnoszenie głosu
- jest dobry w improwizowaniu, kiedy coś nie idzie zgodnie z planem
- wyróżnia się empatią, spostrzegawczością i umiejętnością rozpoznawania emocji innych ludzi
- dzięki swojemu wykształceniu ma dużą wiedzę medyczną i potrafi udzielić pierwszej pomocy
- jest dobrze zorganizowany, odpowiedzialny i potrafi ustalać priorytety nawet pod presją czasu
- posiada prawo jazdy kategorii G
słabości
- potrafi ukrywać emocje tak dobrze, że inni nie wiedzą, co naprawdę czuje
- ma wysokie wymagania wobec siebie i innych
- zbyt wiele analizuje, zamiast po prostu działać
- kiedy komuś ufa, bywa nadmiernie wyrozumiały, nawet jeśli ta osoba na to nie zasługuje
- jest pamiętliwy, szczególnie jeśli ktoś go zawiedzie
- potrafi być pasywno-agresywny, zamiast powiedzieć wprost, co jest na rzeczy
- jest wrażliwy na obojętność i emocjonalne wycofanie ze strony bliskich osób
Nigdy nie należał do osób, które wierzyły w przeznaczenie.
Przynajmniej nie do momentu, w którym jeden wyjątkowo niezdarny wieczór wywrócił jego życie do góry nogami. Dopiero rozpoczynał studia pielęgniarskie, pełen nadziei, ambicji i wiary w to, że wszystko jeszcze przed nim. Nie miał pojęcia, czego dokładnie oczekiwał od swojej przyszłości, ale wiedział, że chce robić coś, co ma znaczenie. Miłość nie znajdowała się wówczas na szczycie jego listy priorytetów. Nie szukał nikogo na siłę ani nie wypatrywał swojej drugiej połówki w każdym mijanym człowieku. A już na pewno nie spodziewał się, że znajdzie ją w barze, będąc nieco zbyt pijanym, by zachować odpowiednią ostrożność.
Wystarczyła chwila nieuwagi, jeden nieostrożny ruch i drink wylądował na ubraniu nieznajomego mężczyzny. Starszego od niego, eleganckiego, sprawiającego wrażenie kogoś, kto zdecydowanie nie powinien mieć ochoty na użeranie się z pijanym studentem. Aven natychmiast zaczął przepraszać i zaproponował, że spróbują jakoś uratować zabrudzone ubranie. W ten sposób obaj wylądowali w łazience, gdzie początkowe zakłopotanie dość szybko ustąpiło miejsca swobodnej rozmowie. To, co miało być jedynie niezręcznym incydentem, okazało się początkiem czegoś, czego żaden z nich nie planował. Wrócili do baru razem, gdzie zaczęli pić i rozmawiać. Aven nie potrafił dokładnie powiedzieć, kiedy przestał zwracać uwagę na różnicę wieku, ani kiedy spojrzenia nieznajomego zaczęły znaczyć dla niego coś więcej niż zwykła ciekawość. Wiedział jedynie, że dobrze czuł się w jego towarzystwie.
Alkohol rozwiązał im języki, wzajemne zainteresowanie zrobiło resztę, a noc zakończyli razem w łóżku mężczyzny. Aven obudził się następnego ranka z lekkim bólem głowy, nieznajomym sufitem nad głową i człowiekiem, którego jeszcze poprzedniego wieczoru nie znał, leżącym tuż obok. Mógł po cichu zebrać swoje rzeczy, wymknąć się i potraktować całą sytuację jako jednorazową przygodę. Zamiast tego został. Rozmawiali przy porannej kawie, przeciągali śniadanie, żartowali i odkrywali, że pod fizycznym przyciąganiem kryje się coś znacznie ciekawszego. Nie mieli ochoty się rozstawać, dlatego poszli jeszcze na obiad, a później wymienili się numerami, obiecując sobie, że odezwą się do siebie ponownie. I odezwali się. Potem spotkali się drugi raz, trzeci, dziesiąty. Z czasem przestali potrzebować pretekstów, by się zobaczyć. Zwykłe wiadomości zamieniały się w wielogodzinne rozmowy, spontaniczne spotkania w całe wieczory spędzane razem, a kolejne pożegnania w coraz mniej przekonujące próby udawania, że nie chcą zostać ze sobą na dłużej. Aven zakochiwał się szybko, aż pewnego dnia uświadomił sobie, że nie wyobraża sobie już codzienności bez mężczyzny. I, co najważniejsze, miał wrażenie, że z wzajemnością.
Ich uczucie było intensywne i nieco szalone. Po zaledwie sześciu miesiącach byli zaręczeni, a po roku stanęli na ślubnym kobiercu. Dla Avena wszystko działo się szybciej, niż kiedykolwiek sobie wyobrażał, ale ani przez chwilę nie miał poczucia, że podejmuje złą decyzję. Kochał swojego męża i wierzył w to, że są sobie pisani.
Jego mąż pochodził z zamożnej rodziny, miał stabilną, dobrze płatną pracę i możliwości, o których Aven mógł na razie jedynie pomarzyć. Mężczyzna bez wahania zaoferował, że weźmie na siebie większość finansowych obowiązków, w tym opłacanie studiów Avena. Początkowo miał pewne opory przed tym, żeby się zgodzić. Chciał być samodzielny i nie chciał czuć, że zawdzięcza komuś wszystko, co osiągnie. Ostatecznie jednak przyjął jego pomoc, wierząc, że w małżeństwie nie chodzi o skrupulatne rozliczanie każdego wydatku, lecz o wzajemne wspieranie się i wspólne budowanie przyszłości. Mąż zapewniał mu bezpieczeństwo, a Aven mógł skupić się na nauce i przygotowaniach do zawodu, o którym marzył.
Przez długi czas naprawdę byli szczęśliwi. A przynajmniej Aven tak to zapamiętał. Nie potrafił wskazać konkretnego dnia, w którym coś zaczęło się zmieniać. Nie było jednej wielkiej kłótni, dramatycznego odkrycia ani wydarzenia, które mogłoby tłumaczyć rozpad ich relacji. Wszystko działo się stopniowo, w sposób tak subtelny, że początkowo Aven nawet nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo oddalają się od siebie. Pod koniec studiów, jego mąż zaczął spędzać coraz więcej czasu zamknięty w osobnym pokoju. Coraz częściej był zajęty, zmęczony albo zwyczajnie nie miał ochoty na rozmowę. Wspólne wieczory, które niegdyś wydawały się czymś oczywistym, stały się rzadkością. Zamiast zasypiać obok siebie, coraz częściej mijali się w drzwiach, a zamiast opowiadać sobie o tym jak im minął dzień, wymieniali kilka zdawkowych zdań, po czym każde wracało do swoich zajęć. Aven próbował to zrozumieć. Wiedział, że dorosłe życie nie było łatwe, że praca potrafi być wymagająca, obowiązki przytłaczające, a codzienność odbiera czas nawet tym, którzy najbardziej chcą go dla siebie znaleźć. Próbował więc być wyrozumiały, nie naciskać i nie przeszkadzać. Dawał mężowi przestrzeń, której, jak sądził, mógł potrzebować. Problem polegał na tym, że im więcej przestrzeni mu dawał, tym mniej miejsca zdawało się pozostawać dla niego samego.
Kiedy próbował go zagadywać, spotykał się z niechęcią. Kiedy proponował wspólne wyjście, słyszał, że mąż jest zajęty. Kiedy siadał obok niego, chcąc spędzić z nim czas, otrzymywał zdawkowe odpowiedzi, zniecierpliwione westchnienia albo nieprzyjemne uwagi. Z czasem zaczął czuć się jak nieproszony gość we własnym domu. Najgorsza nie była jednak sama obojętność, lecz to, co działo się za każdym razem, gdy próbował o niej porozmawiać. Nie chciał awantur. Nie zależało mu na tym, żeby wymuszać na mężu uwagę czy zmuszać go do okazywania uczuć, których być może już nie potrafił okazywać. Chciał jedynie wiedzieć, co się dzieje. Chciał zrozumieć, dlaczego człowiek, który kiedyś nie potrafił się z nim rozstać nawet na kilka godzin, teraz zachowywał się tak, jakby samo przebywanie w jego towarzystwie było przykrym obowiązkiem. Za każdym razem słyszał jednak to samo – że przesadza, że doszukuje się problemów tam, gdzie ich nie ma, że jest przewrażliwiony i dramatyzuje. Mężczyzna przypominał mu, że dorosłe życie nie polega na nieustannym okazywaniu sobie zainteresowania. Powtarzał, że nie będzie za nim latał tak jak na początku ich znajomości, ponieważ po latach małżeństwa wszystko wygląda inaczej. Przekonywał go, że nic złego się nie dzieje, a Aven jedynie wyolbrzymia zwyczajne problemy. Za każdym razem, gdy chłopak próbował wyjaśnić, jak bardzo rani go zachowanie męża, rozmowa kończyła się w taki sposób, że to on czuł się winny, przesadny i zbyt wymagający.
Mimo to, kochał tego człowieka. Znał jego dobre strony, pamiętał wspólnie spędzone chwile i nie potrafił pogodzić obrazu mężczyzny, który kiedyś patrzył na niego jak na cały swój świat, z tym, który teraz przewracał oczami na sam dźwięk jego głosu. Łatwiej było uwierzyć, że rzeczywiście przesadza, niż przyjąć do wiadomości, że coś tak pięknego mogło zmienić się w coś tak bolesnego. Zaczął analizować własne zachowanie, zastanawiać się, czy jest zbyt nachalny, czy za dużo wymaga, czy może powinien częściej odpuszczać, mniej pytać, mniej mówić i mniej oczekiwać. W końcu musiał być jakiś powód, dla którego człowiek, któremu przysiągł miłość i wierność, nie wydawał się już nim zainteresowany. Nie potrafił zrozumieć, kiedy stał się dla własnego męża ciężarem.
W końcu jednak coś w nim pękło. Nie była to jedna konkretna kłótnia ani szczególnie okrutne słowa, lecz zmęczenie, które zbierało się w nim od dłuższego czasu. Zrozumiał, że nie może w nieskończoność prosić o coś, co powinno być naturalną częścią małżeństwa. Nie mógł zmusić męża, żeby go kochał, ani naprawić ich związku w pojedynkę, bez względu na to, jak bardzo by się starał. Postanowił więc skupić się na sobie. Dokończył studia pielęgniarskie, zaczął szukać pracy i znalazł ją w szpitalu w innym mieście.
Pewnego dnia po prostu się spakował. Zabrał ubrania, dokumenty i wszystko, co uważał za swoje. Zostawił za sobą wspólny dom, wspomnienia i życie, które jeszcze niedawno wydawało mu się spełnieniem najpiękniejszych marzeń. Na stole zostawił jedynie papiery rozwodowe. Bez listu, bez pożegnalnej wiadomości, bez ostatniej próby wyjaśnienia czegokolwiek. Tak jak przewidział, jego mąż podpisał dokumenty i nie próbował go zatrzymać. Ich małżeństwo zakończyło się niemal równie bezszelestnie, jak zaczęło się rozpadać.
Przeprowadzka była trudna. Nowe miasto, nowa praca, nowe mieszkanie i konieczność odnalezienia się w dorosłym życiu bez finansowego zaplecza go przytłaczały. Przez pewien czas nie chciał nawet myśleć o kolejnym związku. Potrzebował spokoju i niezależności. Praca w szpitalu pomagała mu zachować rytm dnia i dawała poczucie celu. Powoli zaczął odzyskiwać siebie, a przeszłość przestała mieć wpływ na każdą podejmowaną przez niego decyzję. W końcu poznał też kogoś nowego. Tym razem nie było fajerwerków ani zawrotnego tempa. Uczucie rozwijało się spokojniej, dojrzalej, z przestrzenią na wzajemne poznawanie swoich granic i budowanie zaufania. Choć przeszłość nie zniknęła całkowicie, z czasem przestała decydować o tym, jak postrzegał miłość. Kiedy jego obecny partner się oświadczył, Aven przyjął pierścionek z radością, ale i z ostrożnością, której nie miał w sobie za pierwszym razem. Nie oznaczało to jednak, że kochał mniej.
Był szczęśliwy. Naprawdę szczęśliwy, a przynajmniej w to chciał wierzyć... Dopóki po kilku latach wraz z narzeczonym nie wrócił do Toronto. Powrót nie był dla niego łatwy, ale dostał o wiele korzystniejszą ofertę pracy w tutejszym szpitalu. Wszystko zdawało się zmierzać w dobrym kierunku. Na pewno nie spodziewał się, że przeszłość upomni się o niego w najmniej odpowiednim momencie.
Pewnego dnia, podczas zwyczajnego dyżuru, do szpitala trafił pacjent wymagający zabiegu. Aven nie miał powodów, by spodziewać się czegokolwiek niezwykłego. Był w pracy, wykonywał swoje obowiązki i skupiał się na tym, co należało zrobić. Dopiero kiedy go zobaczył, poczuł jakby grunt nagle usunął mu się spod nóg. Po latach, po rozwodzie, po wszystkich niewypowiedzianych słowach i miesiącach spędzonych na próbach zapomnienia, ponownie stanął przed człowiekiem, który kiedyś był dla niego całym światem. Tego dnia, w jednej chwili powróciły do niego wspomnienia, które przez lata próbował zostawić za sobą, a przeszłość, którą uważał za zamkniętą, właśnie ponownie stanęła na jego drodze.
jest Kanadyjczykiem włoskiego pochodzenia, ale włoski zna gorzej, niż ludzie zakładają po jego nazwisku
jest kiepski w kłamaniu, jeśli chodzi o drobiazgi – potrafi ukryć poważny problem, ale zapytany, czy zjadł ostatnie ciastko, natychmiast się zdradza
jest bardzo dobrym kierowcą, ale parkuje fatalnie i absolutnie nie przyjmuje do wiadomości żadnej krytyki na ten temat
kiedy się denerwuje, zaczyna sprzątać, więc im większy bałagan emocjonalny, tym czystsza kuchnia
ma bardzo specyficzny gust muzyczny i potrafi przejść od melancholijnego jazzu do tandetnego popu z początku lat dwutysięcznych
ma zwyczaj nadawać przedmiotom imiona, którymi się potem do nich zwraca
pije kawę nawet wtedy, gdy powinien już dawno iść spać, ale nigdy nie przyzna, że jest od niej uzależniony
wciąż potrafi tęsknić za fragmentami pierwszego małżeństwa, choć wcale nie oznacza to, że chciałby do niego wrócić
Przynajmniej nie do momentu, w którym jeden wyjątkowo niezdarny wieczór wywrócił jego życie do góry nogami. Dopiero rozpoczynał studia pielęgniarskie, pełen nadziei, ambicji i wiary w to, że wszystko jeszcze przed nim. Nie miał pojęcia, czego dokładnie oczekiwał od swojej przyszłości, ale wiedział, że chce robić coś, co ma znaczenie. Miłość nie znajdowała się wówczas na szczycie jego listy priorytetów. Nie szukał nikogo na siłę ani nie wypatrywał swojej drugiej połówki w każdym mijanym człowieku. A już na pewno nie spodziewał się, że znajdzie ją w barze, będąc nieco zbyt pijanym, by zachować odpowiednią ostrożność.
Wystarczyła chwila nieuwagi, jeden nieostrożny ruch i drink wylądował na ubraniu nieznajomego mężczyzny. Starszego od niego, eleganckiego, sprawiającego wrażenie kogoś, kto zdecydowanie nie powinien mieć ochoty na użeranie się z pijanym studentem. Aven natychmiast zaczął przepraszać i zaproponował, że spróbują jakoś uratować zabrudzone ubranie. W ten sposób obaj wylądowali w łazience, gdzie początkowe zakłopotanie dość szybko ustąpiło miejsca swobodnej rozmowie. To, co miało być jedynie niezręcznym incydentem, okazało się początkiem czegoś, czego żaden z nich nie planował. Wrócili do baru razem, gdzie zaczęli pić i rozmawiać. Aven nie potrafił dokładnie powiedzieć, kiedy przestał zwracać uwagę na różnicę wieku, ani kiedy spojrzenia nieznajomego zaczęły znaczyć dla niego coś więcej niż zwykła ciekawość. Wiedział jedynie, że dobrze czuł się w jego towarzystwie.
Alkohol rozwiązał im języki, wzajemne zainteresowanie zrobiło resztę, a noc zakończyli razem w łóżku mężczyzny. Aven obudził się następnego ranka z lekkim bólem głowy, nieznajomym sufitem nad głową i człowiekiem, którego jeszcze poprzedniego wieczoru nie znał, leżącym tuż obok. Mógł po cichu zebrać swoje rzeczy, wymknąć się i potraktować całą sytuację jako jednorazową przygodę. Zamiast tego został. Rozmawiali przy porannej kawie, przeciągali śniadanie, żartowali i odkrywali, że pod fizycznym przyciąganiem kryje się coś znacznie ciekawszego. Nie mieli ochoty się rozstawać, dlatego poszli jeszcze na obiad, a później wymienili się numerami, obiecując sobie, że odezwą się do siebie ponownie. I odezwali się. Potem spotkali się drugi raz, trzeci, dziesiąty. Z czasem przestali potrzebować pretekstów, by się zobaczyć. Zwykłe wiadomości zamieniały się w wielogodzinne rozmowy, spontaniczne spotkania w całe wieczory spędzane razem, a kolejne pożegnania w coraz mniej przekonujące próby udawania, że nie chcą zostać ze sobą na dłużej. Aven zakochiwał się szybko, aż pewnego dnia uświadomił sobie, że nie wyobraża sobie już codzienności bez mężczyzny. I, co najważniejsze, miał wrażenie, że z wzajemnością.
Ich uczucie było intensywne i nieco szalone. Po zaledwie sześciu miesiącach byli zaręczeni, a po roku stanęli na ślubnym kobiercu. Dla Avena wszystko działo się szybciej, niż kiedykolwiek sobie wyobrażał, ale ani przez chwilę nie miał poczucia, że podejmuje złą decyzję. Kochał swojego męża i wierzył w to, że są sobie pisani.
Jego mąż pochodził z zamożnej rodziny, miał stabilną, dobrze płatną pracę i możliwości, o których Aven mógł na razie jedynie pomarzyć. Mężczyzna bez wahania zaoferował, że weźmie na siebie większość finansowych obowiązków, w tym opłacanie studiów Avena. Początkowo miał pewne opory przed tym, żeby się zgodzić. Chciał być samodzielny i nie chciał czuć, że zawdzięcza komuś wszystko, co osiągnie. Ostatecznie jednak przyjął jego pomoc, wierząc, że w małżeństwie nie chodzi o skrupulatne rozliczanie każdego wydatku, lecz o wzajemne wspieranie się i wspólne budowanie przyszłości. Mąż zapewniał mu bezpieczeństwo, a Aven mógł skupić się na nauce i przygotowaniach do zawodu, o którym marzył.
Przez długi czas naprawdę byli szczęśliwi. A przynajmniej Aven tak to zapamiętał. Nie potrafił wskazać konkretnego dnia, w którym coś zaczęło się zmieniać. Nie było jednej wielkiej kłótni, dramatycznego odkrycia ani wydarzenia, które mogłoby tłumaczyć rozpad ich relacji. Wszystko działo się stopniowo, w sposób tak subtelny, że początkowo Aven nawet nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo oddalają się od siebie. Pod koniec studiów, jego mąż zaczął spędzać coraz więcej czasu zamknięty w osobnym pokoju. Coraz częściej był zajęty, zmęczony albo zwyczajnie nie miał ochoty na rozmowę. Wspólne wieczory, które niegdyś wydawały się czymś oczywistym, stały się rzadkością. Zamiast zasypiać obok siebie, coraz częściej mijali się w drzwiach, a zamiast opowiadać sobie o tym jak im minął dzień, wymieniali kilka zdawkowych zdań, po czym każde wracało do swoich zajęć. Aven próbował to zrozumieć. Wiedział, że dorosłe życie nie było łatwe, że praca potrafi być wymagająca, obowiązki przytłaczające, a codzienność odbiera czas nawet tym, którzy najbardziej chcą go dla siebie znaleźć. Próbował więc być wyrozumiały, nie naciskać i nie przeszkadzać. Dawał mężowi przestrzeń, której, jak sądził, mógł potrzebować. Problem polegał na tym, że im więcej przestrzeni mu dawał, tym mniej miejsca zdawało się pozostawać dla niego samego.
Kiedy próbował go zagadywać, spotykał się z niechęcią. Kiedy proponował wspólne wyjście, słyszał, że mąż jest zajęty. Kiedy siadał obok niego, chcąc spędzić z nim czas, otrzymywał zdawkowe odpowiedzi, zniecierpliwione westchnienia albo nieprzyjemne uwagi. Z czasem zaczął czuć się jak nieproszony gość we własnym domu. Najgorsza nie była jednak sama obojętność, lecz to, co działo się za każdym razem, gdy próbował o niej porozmawiać. Nie chciał awantur. Nie zależało mu na tym, żeby wymuszać na mężu uwagę czy zmuszać go do okazywania uczuć, których być może już nie potrafił okazywać. Chciał jedynie wiedzieć, co się dzieje. Chciał zrozumieć, dlaczego człowiek, który kiedyś nie potrafił się z nim rozstać nawet na kilka godzin, teraz zachowywał się tak, jakby samo przebywanie w jego towarzystwie było przykrym obowiązkiem. Za każdym razem słyszał jednak to samo – że przesadza, że doszukuje się problemów tam, gdzie ich nie ma, że jest przewrażliwiony i dramatyzuje. Mężczyzna przypominał mu, że dorosłe życie nie polega na nieustannym okazywaniu sobie zainteresowania. Powtarzał, że nie będzie za nim latał tak jak na początku ich znajomości, ponieważ po latach małżeństwa wszystko wygląda inaczej. Przekonywał go, że nic złego się nie dzieje, a Aven jedynie wyolbrzymia zwyczajne problemy. Za każdym razem, gdy chłopak próbował wyjaśnić, jak bardzo rani go zachowanie męża, rozmowa kończyła się w taki sposób, że to on czuł się winny, przesadny i zbyt wymagający.
Mimo to, kochał tego człowieka. Znał jego dobre strony, pamiętał wspólnie spędzone chwile i nie potrafił pogodzić obrazu mężczyzny, który kiedyś patrzył na niego jak na cały swój świat, z tym, który teraz przewracał oczami na sam dźwięk jego głosu. Łatwiej było uwierzyć, że rzeczywiście przesadza, niż przyjąć do wiadomości, że coś tak pięknego mogło zmienić się w coś tak bolesnego. Zaczął analizować własne zachowanie, zastanawiać się, czy jest zbyt nachalny, czy za dużo wymaga, czy może powinien częściej odpuszczać, mniej pytać, mniej mówić i mniej oczekiwać. W końcu musiał być jakiś powód, dla którego człowiek, któremu przysiągł miłość i wierność, nie wydawał się już nim zainteresowany. Nie potrafił zrozumieć, kiedy stał się dla własnego męża ciężarem.
W końcu jednak coś w nim pękło. Nie była to jedna konkretna kłótnia ani szczególnie okrutne słowa, lecz zmęczenie, które zbierało się w nim od dłuższego czasu. Zrozumiał, że nie może w nieskończoność prosić o coś, co powinno być naturalną częścią małżeństwa. Nie mógł zmusić męża, żeby go kochał, ani naprawić ich związku w pojedynkę, bez względu na to, jak bardzo by się starał. Postanowił więc skupić się na sobie. Dokończył studia pielęgniarskie, zaczął szukać pracy i znalazł ją w szpitalu w innym mieście.
Pewnego dnia po prostu się spakował. Zabrał ubrania, dokumenty i wszystko, co uważał za swoje. Zostawił za sobą wspólny dom, wspomnienia i życie, które jeszcze niedawno wydawało mu się spełnieniem najpiękniejszych marzeń. Na stole zostawił jedynie papiery rozwodowe. Bez listu, bez pożegnalnej wiadomości, bez ostatniej próby wyjaśnienia czegokolwiek. Tak jak przewidział, jego mąż podpisał dokumenty i nie próbował go zatrzymać. Ich małżeństwo zakończyło się niemal równie bezszelestnie, jak zaczęło się rozpadać.
Przeprowadzka była trudna. Nowe miasto, nowa praca, nowe mieszkanie i konieczność odnalezienia się w dorosłym życiu bez finansowego zaplecza go przytłaczały. Przez pewien czas nie chciał nawet myśleć o kolejnym związku. Potrzebował spokoju i niezależności. Praca w szpitalu pomagała mu zachować rytm dnia i dawała poczucie celu. Powoli zaczął odzyskiwać siebie, a przeszłość przestała mieć wpływ na każdą podejmowaną przez niego decyzję. W końcu poznał też kogoś nowego. Tym razem nie było fajerwerków ani zawrotnego tempa. Uczucie rozwijało się spokojniej, dojrzalej, z przestrzenią na wzajemne poznawanie swoich granic i budowanie zaufania. Choć przeszłość nie zniknęła całkowicie, z czasem przestała decydować o tym, jak postrzegał miłość. Kiedy jego obecny partner się oświadczył, Aven przyjął pierścionek z radością, ale i z ostrożnością, której nie miał w sobie za pierwszym razem. Nie oznaczało to jednak, że kochał mniej.
Był szczęśliwy. Naprawdę szczęśliwy, a przynajmniej w to chciał wierzyć... Dopóki po kilku latach wraz z narzeczonym nie wrócił do Toronto. Powrót nie był dla niego łatwy, ale dostał o wiele korzystniejszą ofertę pracy w tutejszym szpitalu. Wszystko zdawało się zmierzać w dobrym kierunku. Na pewno nie spodziewał się, że przeszłość upomni się o niego w najmniej odpowiednim momencie.
Pewnego dnia, podczas zwyczajnego dyżuru, do szpitala trafił pacjent wymagający zabiegu. Aven nie miał powodów, by spodziewać się czegokolwiek niezwykłego. Był w pracy, wykonywał swoje obowiązki i skupiał się na tym, co należało zrobić. Dopiero kiedy go zobaczył, poczuł jakby grunt nagle usunął mu się spod nóg. Po latach, po rozwodzie, po wszystkich niewypowiedzianych słowach i miesiącach spędzonych na próbach zapomnienia, ponownie stanął przed człowiekiem, który kiedyś był dla niego całym światem. Tego dnia, w jednej chwili powróciły do niego wspomnienia, które przez lata próbował zostawić za sobą, a przeszłość, którą uważał za zamkniętą, właśnie ponownie stanęła na jego drodze.
Ciekawostki
zgoda na powielanie imienia
niezgoda na powielanie pseudonimu
nieZgody MG
poziom ingerencji
średnizgoda na śmierć postaci
niezgoda na trwałe okaleczenie
niezgoda na nieuleczalną chorobę postaci
niezgoda na uleczalne urazy postaci
takzgoda na utratę majątku postaci
niezgoda na utratę posady postaci
nie