Strona 1 z 1

Corinne Pierce

: pn paź 19, 2026 2:03 am
autor: Corinne Pierce
Corinne Pierce
Taylor Lashae
homeprofilebiopermits
Obrazek
data i miejsce urodzenia
17 stycznia 1990 r. | Cody, USA
zaimki
ona/jej
zawód
pisarka, która od pięciu lat niczego nie wydała
miejsce pracy
—
orientacja
kretynoseksualna
dzielnica mieszkalna
West End
pobyt w toronto
od początku października 2026
umiejętności
prawo jazdy typu G (rzadko używane) / bardzo dobrze posługuje się nożami, umie też sprawnie skórować zwierzynę (chociaż bardzo tego nie lubi) / potrafi strzelać z broni, głównie myśliwskiej, odkąd jako nastolatka brała udział w polowaniach / manipuluje, kręci, kłamie i udaje jak zawodowa aktorka, jeśli tylko może wyciągnąć z tego jakieś korzyści / w swoim najlepszym czasie była naprawdę poczytną pisarką / obdarzona nie tyle bujną wyobraźnią, co błyskotliwością umysłu, pozwalającą na uważną obserwację otoczenia
słabości
alkoholiczka w nawrocie, narkomanka w remisji / zafascynowana bólem / PTSD / ma ogromną skłonność do autodestrukcji / nie angażuje się w relacje z ludźmi, by nie zdążyli jej zranić; a jeśli już jej się to przytrafi, jest w stanie uciec bez słowa / jest przekonana o własnej wyższości i głębszym zrozumieniu świata do tego stopnia, że kompletnie nie docenia ludzi wokół i ich możliwości
p y c h a

Odbicie w lustrze spoglądało na nią z wyższością i wiecznym niezadowoleniem z samej siebie, mimo że każde zasłyszane słowo, każda rozmowa utwierdzała ją w przekonaniu, że jest lepsza. Oni nie rozumieją natury wszechświata. W ich ograniczonych rozumkach brakuje miejsca, by pojąć motywacje kierujące ludźmi, poruszającymi się po Ziemi jak mrówki w terrarium. Odwieczne schematy zamykają ich w matni, nieświadomych, że w ogóle w nie popadli. Wydawało jej się, że jest jedyną osobą, która myśli i czuje w ten sposób, a brak zrozumienia sprzyjał poczuciu wyższości i izolacji.
A izolacja sprzyjała z a t r a c e n i u.

c h c i w o ś ć

Zawsze pragnęła więcej.
I o ile pragnienie miłości, uwagi i akceptacji ze strony rodziców było zdrowe i zrozumiałe, to niewypełniona dziecięca potrzeba przerodziła się w chorobliwe, obsesyjne dążenie do osiągania spełnienia w inny sposób. Stała się mistrzynią w szukaniu zastępczych bodźców, jednak każdy kolejny wydawał się zbyt słaby. Akceptacja, pożądanie, atencja, status społeczny, bogactwo i sława... Cottonwood Falls było zbyt małe, by mogła w nim tego szukać.
Wzywał ją wielki świat o niezliczonych możliwościach, kusząc tysiącem barw, wyrywając ją z macek małomiasteczkowej codzienności i wrzucając w brudny świat układów, intryg i handlu własnymi wartościami, byle tylko zyskać w zamian chociaż ochłapy. W wielkomiejski świat sławy i kariery, gdzie nie ma okazji, która nie wiązałaby się z pogwałceniem swojego kodeksu moralnego, ale... nie można chyba liczyć, że osiągnie się sukces za jeden uśmiech?
Nie spodziewała się jednak, że podczas dążenia do celu po trupach to sobie będzie musiała wykopać grób.

n i e c z y s t o ś ć

Wielbiła piękno, fascynowała ją niewinność i naiwność, młodzieńcza energia i zapał, której ona próbowała na powrót się w sobie doszukać. Inspiracja przychodziła najprościej, gdy spijała słowa prosto z rozgrzanych warg. Choć miała przebłyski nadziei, że ktoś mógłby wydobyć z niej prawdziwe dobro, nie potrafiła oprzeć się słodko-gorzkiemu smakowi destrukcji.
Chwile namiętności przeplatały momenty grozy, gdy nie potrafiła powstrzymać słów, tnących głębiej nawet, niż noże. Jednak każdą ranę potrafiła ukoić słodkim szeptem. Nikt nie potrafił kłamać tak jak ona.
Tylko ja mogę cię zrozumieć, szeptała tak cicho, że zdawało się to tylko oddechem. Zostawiała ślady szminki na skórze, sącząc w serce i umysł truciznę, powoli przejmując kontrolę. Tylko ja wiem, przez co przechodzisz, mruczała, zanim pozbawionej woli posłusznej laleczce bezlitośnie odcinała sznurki, by stworzyć sobie kolejną.

z a z d r o ś ć

Złodziejka marzeń — tak można by ją określić.
Niespełniona cesarzowa własnego życia, przedwcześnie strącona z piedestału, zgorzkniała i zazdrosna o perspektywy i plany, które miał każdy z jej pięknych, kolorowych ptaków w kurczącej się złotej klatce, którą wciąż myliły z miłością.
Oślepienie używkami, oszołomienie cichym brzękiem jej śmiechu i uwiązanie słodkimi słowami, które zawsze potrafiła doskonale dobierać... ludzie nieraz tańczyli dokładnie tak, jak im zagrała. Zazdrosna o każdy oddech, którego nie dzielono z nią, prędzej czy później zaczynała odcinać tlen, zacieśniać uścisk...
Zazdrość nie wynikała z poczucia bycia niewystarczającą, ale... ze strachu przed nim. Nie dopuszczała do siebie myśli, że mogłaby nie być najjaśniejszą gwiazdą na czyimś niebie — nawet jeśli to ona wyznaczała koniec każdej historii. Nie pozwalała na to, by jej własność dzieliła się jeszcze z kimś innym oddechem — nawet jeśli to ona nosiła na skórze mieszaninę różnych perfum i ślady niejednych warg.

n i e u m i a r k o w a n i e

Rozszerzone źrenice wpatrywały się nieprzytomnie w ciemność, podczas gdy uczucie euforii powoli ogarniało jej ciało. Czuła ciepło szczupłej sylwetki leżącej obok, pogrążonej w równie słodkim letargu, czuła zapach świeżego potu i posmak wina na wargach.
U l g a.
Niestety wiedziała, że nie potrwa to zbyt długo. To była jedna z tych chwil, kiedy niebezpiecznie zbliżali się do krawędzi dzielącej dwa światy, w niemożliwej do zaspokojenia potrzebie poczucia czegoś, ale ona chyba nigdy nie bała się konsekwencji. Miała w sobie zbyt wiele mroku, by wizja przedawkowania była dla niej czymś innym niż wybawieniem. Czy dbała o to, że pociąga za sobą w otchłań kolejną osobę, którą podobno kochała?
Do dziś nie potrafi odpowiedzieć sobie ani na to, ani na wiele innych pytań.
Na zmianę zachłystywała się to sukcesem, prestiżem i otoczeniem towarzyskiej śmietanki na branżowych bankietach, to klęczała na posadzce w jakiejś brudnej toalecie i zwracała całą zawartość żołądka po tym, jak przesadziła ze wszystkim.
A jednak zawsze było jej za mało.

g n i e w

Taniec na linie, wiszącej nad bezdenną przepaścią, zdawał się być jej drugą naturą. Przekraczanie granic własnego ciała i umysłu — a także granic innych ludzi, którzy mieli to nieszczęście, by znaleźć się na jej orbicie — było jej ulubioną rozrywką.
Rozbiegany wzrok, maniakalny uśmiech, gorąca krew spływająca w dół przedramienia. Zdobiony nóż myśliwski o czernionym ostrzu, lśniący w świetle rozstawionych świec... i ta cholerna pustka w oczach, kiedy dotarła do absolutnych limitów tego, co nazywała przyjemnością.
W pewnym momencie zdawało się, że zatraciła się zupełnie w hedonistycznym pędzie; do tego stopnia, że pomyliła kierunki i zamiast dążyć ku spełnieniu — po prostu zaczęła szukać śmierci.
Obcisłe sukienki i nóż skryty za podwiązką.
Głębokie dekolty i roztrzaskany łuk brwiowy.
Prowokowanie każdego, kto wszedł jej w drogę, jakby naprawdę jedyne na czym jej zależało, to znaleźć ujście dla nieskończonej, pożerającej ją od wewnątrz wściekłości — na świat, na własną słabość i na nieodwracalne decyzje, których podjęła zbyt wiele, by teraz się z nich wymigać.

l e n i s t w o

Wierzyła, że jest w końcu do tego zdolna. Częściowo uwolniona od ciągłej pogoni za kolejną działką czy kieliszkiem, wciąż niepogodzona z przeszłością, przerażona teraźniejszością i niepewna, czy w ogóle ma jakąś przyszłość, postanowiła wrócić w miejsce, w którym w s z y s t k o się skończyło, by zacząć od nowa.
Podupadła farma lucerny — od dwóch lat ziejąca pustkami i obrastająca w kolejne pajęczyny, zrujnowana przez okoliczne dzieciaki — nie brzmiała jak przytulna i bezpieczna przystań. Nigdy nią przecież nie była, choć teraz miała szansę na odrodzenie. Przy odpowiednim nakładzie pracy i chęci, przy szczerym pragnieniu zmiany... ale właśnie tego wciąż jej brakowało.
Stukot starej maszyny do pisania przerywany był głośnymi wiązankami przekleństw lub brzękiem tłuczonego szkła, szelestem gniecionych kartek, wyrzucanych byle gdzie i byle jak. Gdyby okoliczni nie wiedzieli o jej powrocie, mogliby uznać, że władzę nad domem przejęła jakaś zła siła — nawet by się to zgadzało.
Bo okazało się, że to ona jest demonem przeszłości, wchodzącym z buciorami we względnie ułożone już życia.
But I hate that it seemed you were never enough,
we were broken and bleeding, but never gave up
and I hate that I made you the enemy,
and I hate that your heart was the casualty;
now I hate that I need you.
Ten plan nie miał prawa się udać. Tym bardziej, gdy jedna z głównych zainteresowanych nie była wprowadzona w całość ustaleń.
Z zadymy w Colorado Vice najlepiej zapamiętała jeden — zupełnie absurdalny, wydawałoby się — szczegół. Nie były to odgłosy strzałów, nie łomot ciężkich kroków goniących za nimi ochroniarzy, nawet nie paraliżujący strach, kiedy została wypchnięta przez okno i zrozumiała, że Kida na pewno już nie zdąży wyskoczyć za nią.
Zapamiętała za to zapach skóry, zwietrzałego ginu, tytoniu i trawki, którą Kida zawsze chowała w tym samym miejscu — w sekretnej kieszonce wewnątrz kapelusza. Jego rondo irytująco, choć miękko, ocierało się o twarz Pierce podczas tańca.
(Pierdolony Fleetwood Mac.)
Ten zapach miał zostać z C. na jakiś czas. To niestety ten cholerny kapelusz — nie dłoń, nie przedramię, nawet nie połę szerpy Kidy — zdołała chwycić, gdy grawitacja dołożyła swoje trzy grosze do jej żałosnej, nieplanowanej "ucieczki".
W pierwszym tygodniu po ucieczce zapach był wciąż intensywny. Woń tanich, męskich perfum, których zdarzało się używać dzikusce z rezerwatu, przypominała o tym, że ten zgrabnie uformowany kawałek cielęcej skóry jeszcze tak niedawno tkwił na głowie prawowitej właścicielki. Żyjącej, mówiącej, oddychającej, wkurwiającej.
(Pierce umierała ze strachu o nią.)
Po dwóch tygodniach czuć było już głównie dym papierosowy i trawkę. Molekuły tych zapachów wgryzły się tak mocno w skórę, że trudno byłoby się ich pozbyć.
Po sześciu, gdy Pierce zaczęła znowu kuśtykać o własnych siłach po poważnym złamaniu kostki, kapelusz powoli zaczynał pachnieć nią. Wciąż czuć było echo dawnej woni, ale ciężkie, kadzidlane perfumy dobrze maskowały nawet ordynarny zapach marihuany.
Po dwunastu, gdy była w stanie wreszcie na moment odłożyć kule, zaczęła sprawiać poważne problemy. Zapach kapelusza zlał się z jej własnym zapachem; tak jak pytania o kontakt do Kidy i szczegóły planu, których wcześniej nikt jej nie zdradził, stały się rutynowym elementem każdego dnia. Pytania zmieniły się w awantury, awantury w groźby, a gdy słowa nie wystarczyły...
Musiała polać się krew, by Pierce w końcu usłyszała szczątkowe i niezbyt obiecujące informacje o podejrzanym motelu w Mississaudze.
Spieniężenie wywalczonego potem, łzami i krwią złota zeszło na dalszy plan w minucie, w której pisareczka z bożej łaski była w stanie znowu samodzielnie się poruszać. Nie obchodziły jej nieśmiało rzucane, choć trzeźwe argumenty, że Kida mogła nigdy nie wydostać się z kasyna w Kolorado, że złoto trzeba sprzedać i spierdalać zgodnie z planem, że gdyby o n a tu była, to wystrzelałaby Pierce po mordzie za zignorowanie jej ofiary i olanie kwestii krwawicy jej ojca, o której wyrwanie ze szponów chciwych hien od początku chodziło. Kiedy z fałszywymi dokumentami przekraczała granicę z Kanadą, przyświecał jej tylko jeden cel.
Kapelusz cholernej Kidy Halstead miał wrócić do właścicielki.
I won't let go
'cause I hate that it seemed you were never enough,
yeah, we're broken and bleeding in the name of love,
and I hope that we meet in another life,
I hope that we meet in another life...
I don't hate that i need you.
zgoda na powielanie imienia
tak
zgoda na powielanie pseudonimu
tak
Zgody MG
poziom ingerencji
niski
zgoda na śmierć postaci
nie
zgoda na trwałe okaleczenie
nie
zgoda na nieuleczalną chorobę postaci
nie
zgoda na uleczalne urazy postaci
nie
zgoda na utratę majątku postaci
nie
zgoda na utratę posady postaci
nie

Corinne Pierce

: śr paź 21, 2026 9:21 am
autor: Maple Hearts
Witamy na forum Corinne Pierce
Dobra wiadomość – Twoja karta postaci została zaakceptowana i możemy powitać Cię po tej stronie kanadyjskiej granicy! Przypominamy, że na rozpoczęcie rozgrywki masz 7 dni! W temacie kto zagra? możesz znaleźć użytkowników, którzy chętnie Ci w tym pomogą. Jednocześnie zachęcamy do założenia skarbonki, kalendarza i informatora. Powodzenia w Toronto!