an anniversary with my... wait, what are you doing here?!
: pn paź 19, 2026 10:56 pm
002. | outfit
Dzisiejszy wieczór miała zwyczajnie zarezerwowany jedynie dla niego. Jason wcześniej z nią ustalił miejsce oraz godzinę, o jakiej mają się pojawić, aby świętować swoją rocznicę związku. Może to i dziwne, żeby w wieku trzydziestu lat obchodzić dwunastolecie bycia razem, lecz to prawda, tyle czasu już mija, odkąd tylko skończyli szkołę średnią i zdecydowali się na coś poważniejszego, wtedy nie widząc poza sobą świata, nie widząc czegokolwiek prócz tego, co dotyczyło ich dwoje. Zakochani, szczęśliwi, szaleni, korzystający z życia, imprezujący i nieznajdujący umiaru, w czym tylko było to możliwe. Zdecydowanie nazywani papużkami nierozłączkami, zapatrzeni w siebie, bez pamięci zauroczeni i niedostrzegający w drugim choćby najmniejszej skazy. Tak, tak właśnie wyglądały ich początki… gdzie może u większości par to ma miejsce, tak mimo wszystko Primrose była najszczęśliwszą kobietą na świecie, mając wspierającego partnera, duszę towarzystwa, kogoś, kto ją naprawdę rozumiał.
Tak było. Było, bowiem już od wielu lat ten związek tak szczerze to nie powinien mieć racji bytu. Nie wiedziała, kiedy ostatnio byli razem gdziekolwiek. Kiedy zamienili więcej niż dwa słowa o tym, co się u nich dzieje. Kiedy miała okazję wyżalić się mu z tego, jak poszła jej rozprawa czy jakiego trudnego klienta dostała z urzędu. O wspólnych lunchach kompletnie zapomniała, że w ogóle miały miejsce, a jakiekolwiek zbliżenia, współżycie, albo chociaż przytulenie się w momencie usypiania? To zdecydowana przeszłość, a mimo to, żadne z nich nie planowało wprowadzić najmniejszej zmiany.
Jednej i drugiej stronie tego związku odpowiadał taki stan rzeczy; nie byli samotni, nie wracali mimo wszystko do pustego domu, jak trzeba było, to potrafili razem wyjść na jakieś spotkanie rodzinne i sprawiać całkiem niezłe pozory. Może to i głupie, może to i beznadziejnie brzmi, tak Prim nie sądziła, żeby potrzebowała czegoś więcej. Realizowała się mocno w pracy i tam odnosiła całkiem niezłe sukcesy, więc nie ma co łapać wszystkich srok za ogon i szukać więcej szczęścia.
Zaskoczyło ją jednak to, jak śmiało wyszedł z inicjatywą on sam. Proponując ten lokal, rezerwując stolik i sugerując, iż to będzie wyjątkowy wieczór. Nie obiecywała sobie nie wiadomo czego, jednakże jego tajemniczość oraz sposób, w jaki się wypowiadał o tym, co miałoby nadejść, trochę dawało kobiecie do myślenia. Na dodatek ojciec w trakcie niedzielnego, rodzinnego spotkania przy obiedzie zaczął jakimiś dziwnymi tekstami sypać o narzeczeństwie, na co jedynie zrobiła kwaśną minę, natomiast Jason wyglądał, jakby ktoś mu powiedział coś niesamowicie istotnego.
Ukochany - co cholernie dziwnie brzmi nawet w głowie mnie samej, a co dopiero u Primrose - również polecił, aby się ubrała ładnie, bo może nie tylko w restauracji będą przebywali w trakcie tego wyjścia… Zupełnie tak, jakby wcześniej nie traktowali siebie wjej ich domu, jak powietrze, jedynie mijając się na korytarzach między pomieszczeniami oraz o dziwo dzieląc to samo łóżko, bez wielkich ekscesów.
Skoro jednak powiedział, aby się szykowała, po zakończonej pracy w sądzie powróciła do domu, zaczynając przeglądać szafę za jakimś ciekawym ubraniem na dzisiejszy wieczór. Wybrała jeden z nowszych zakupów ciuchowych, uznając iż sukienka ta nada się idealnie; nadal będzie wyglądać klasycznie i stylowo, przy okazji mogąc trochę odsłonić nóg w miejscu, w którym nie będzie przecież zimno, a nie sądziła żeby nagle mieli iść do parku na spacer po zjedzonym posiłku.
Zanim jednak zaczęła przebieranie się, wskoczyła pod prysznic, aby się odświeżyć, wysuszyła włosy oraz ułożyła fryzurę, nałożyła nową wersję makijażu, podkreślając bardziej oko i mocniej zakręcając rzęsy, by dopiąć to założeniem kiecki. Dopasowała na koniec złote dodatki w postaci biżuterii i torebki, zwieńczając wszystko czarnymi czółenkami ze złotym obcasem. Wyglądała… nieźle, musiała samej sobie to przyznać.
Nie sądziła jednak, że szykowanie się zajmie jej tyle czasu - zupełnie jakby była sobą z czasów bycia prawie dorosłą, gdy wychodzili znacznie chętniej oraz cześciej na randki, a pół dnia poświęcała na to, aby wyglądać świetnie.
Prędko chwyciła za płaszcz z wieszaka i skierowała kroki do pojazdu, zmierzając do restauracji.
Tam powiadomiła iż ma rezerwację na konkretną osobę, zostając zaprowadzoną od razu do konkretnego stolika, przy czym składając pierwsze zamówienie; poprosiła o lampkę dobrego, półsłodkiego, czerwonego wina na dobry początek, chcąc poczekać z jedzeniem na swojego towarzysza. Gdy tylko siadła, wyciągnęła z torebki mały pakunek i położyła blisko siebie na blacie, który stanowić będzie prezent dla Jasona, nie chcąc wyjść na nieprzygotowaną oraz udającą, że nie mają okazji do świętowania.
Szkoda tylko, że umówiona godzina wybiła, a jego w dalszym ciągu nie ma…
Maxwell Fraser
Dzisiejszy wieczór miała zwyczajnie zarezerwowany jedynie dla niego. Jason wcześniej z nią ustalił miejsce oraz godzinę, o jakiej mają się pojawić, aby świętować swoją rocznicę związku. Może to i dziwne, żeby w wieku trzydziestu lat obchodzić dwunastolecie bycia razem, lecz to prawda, tyle czasu już mija, odkąd tylko skończyli szkołę średnią i zdecydowali się na coś poważniejszego, wtedy nie widząc poza sobą świata, nie widząc czegokolwiek prócz tego, co dotyczyło ich dwoje. Zakochani, szczęśliwi, szaleni, korzystający z życia, imprezujący i nieznajdujący umiaru, w czym tylko było to możliwe. Zdecydowanie nazywani papużkami nierozłączkami, zapatrzeni w siebie, bez pamięci zauroczeni i niedostrzegający w drugim choćby najmniejszej skazy. Tak, tak właśnie wyglądały ich początki… gdzie może u większości par to ma miejsce, tak mimo wszystko Primrose była najszczęśliwszą kobietą na świecie, mając wspierającego partnera, duszę towarzystwa, kogoś, kto ją naprawdę rozumiał.
Tak było. Było, bowiem już od wielu lat ten związek tak szczerze to nie powinien mieć racji bytu. Nie wiedziała, kiedy ostatnio byli razem gdziekolwiek. Kiedy zamienili więcej niż dwa słowa o tym, co się u nich dzieje. Kiedy miała okazję wyżalić się mu z tego, jak poszła jej rozprawa czy jakiego trudnego klienta dostała z urzędu. O wspólnych lunchach kompletnie zapomniała, że w ogóle miały miejsce, a jakiekolwiek zbliżenia, współżycie, albo chociaż przytulenie się w momencie usypiania? To zdecydowana przeszłość, a mimo to, żadne z nich nie planowało wprowadzić najmniejszej zmiany.
Jednej i drugiej stronie tego związku odpowiadał taki stan rzeczy; nie byli samotni, nie wracali mimo wszystko do pustego domu, jak trzeba było, to potrafili razem wyjść na jakieś spotkanie rodzinne i sprawiać całkiem niezłe pozory. Może to i głupie, może to i beznadziejnie brzmi, tak Prim nie sądziła, żeby potrzebowała czegoś więcej. Realizowała się mocno w pracy i tam odnosiła całkiem niezłe sukcesy, więc nie ma co łapać wszystkich srok za ogon i szukać więcej szczęścia.
Zaskoczyło ją jednak to, jak śmiało wyszedł z inicjatywą on sam. Proponując ten lokal, rezerwując stolik i sugerując, iż to będzie wyjątkowy wieczór. Nie obiecywała sobie nie wiadomo czego, jednakże jego tajemniczość oraz sposób, w jaki się wypowiadał o tym, co miałoby nadejść, trochę dawało kobiecie do myślenia. Na dodatek ojciec w trakcie niedzielnego, rodzinnego spotkania przy obiedzie zaczął jakimiś dziwnymi tekstami sypać o narzeczeństwie, na co jedynie zrobiła kwaśną minę, natomiast Jason wyglądał, jakby ktoś mu powiedział coś niesamowicie istotnego.
Ukochany - co cholernie dziwnie brzmi nawet w głowie mnie samej, a co dopiero u Primrose - również polecił, aby się ubrała ładnie, bo może nie tylko w restauracji będą przebywali w trakcie tego wyjścia… Zupełnie tak, jakby wcześniej nie traktowali siebie w
Skoro jednak powiedział, aby się szykowała, po zakończonej pracy w sądzie powróciła do domu, zaczynając przeglądać szafę za jakimś ciekawym ubraniem na dzisiejszy wieczór. Wybrała jeden z nowszych zakupów ciuchowych, uznając iż sukienka ta nada się idealnie; nadal będzie wyglądać klasycznie i stylowo, przy okazji mogąc trochę odsłonić nóg w miejscu, w którym nie będzie przecież zimno, a nie sądziła żeby nagle mieli iść do parku na spacer po zjedzonym posiłku.
Zanim jednak zaczęła przebieranie się, wskoczyła pod prysznic, aby się odświeżyć, wysuszyła włosy oraz ułożyła fryzurę, nałożyła nową wersję makijażu, podkreślając bardziej oko i mocniej zakręcając rzęsy, by dopiąć to założeniem kiecki. Dopasowała na koniec złote dodatki w postaci biżuterii i torebki, zwieńczając wszystko czarnymi czółenkami ze złotym obcasem. Wyglądała… nieźle, musiała samej sobie to przyznać.
Nie sądziła jednak, że szykowanie się zajmie jej tyle czasu - zupełnie jakby była sobą z czasów bycia prawie dorosłą, gdy wychodzili znacznie chętniej oraz cześciej na randki, a pół dnia poświęcała na to, aby wyglądać świetnie.
Prędko chwyciła za płaszcz z wieszaka i skierowała kroki do pojazdu, zmierzając do restauracji.
Tam powiadomiła iż ma rezerwację na konkretną osobę, zostając zaprowadzoną od razu do konkretnego stolika, przy czym składając pierwsze zamówienie; poprosiła o lampkę dobrego, półsłodkiego, czerwonego wina na dobry początek, chcąc poczekać z jedzeniem na swojego towarzysza. Gdy tylko siadła, wyciągnęła z torebki mały pakunek i położyła blisko siebie na blacie, który stanowić będzie prezent dla Jasona, nie chcąc wyjść na nieprzygotowaną oraz udającą, że nie mają okazji do świętowania.
Szkoda tylko, że umówiona godzina wybiła, a jego w dalszym ciągu nie ma…
Maxwell Fraser