ODPOWIEDZ
30 y/o
For good luck!
163 cm
adwokatka w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
gdyby nie pewien prokurator, jej praca byłaby idealnym dopełnieniem wszelkich marzeń, jakie kiedykolwiek posiadała
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

002. | outfit


Dzisiejszy wieczór miała zwyczajnie zarezerwowany jedynie dla niego. Jason wcześniej z nią ustalił miejsce oraz godzinę, o jakiej mają się pojawić, aby świętować swoją rocznicę związku. Może to i dziwne, żeby w wieku trzydziestu lat obchodzić dwunastolecie bycia razem, lecz to prawda, tyle czasu już mija, odkąd tylko skończyli szkołę średnią i zdecydowali się na coś poważniejszego, wtedy nie widząc poza sobą świata, nie widząc czegokolwiek prócz tego, co dotyczyło ich dwoje. Zakochani, szczęśliwi, szaleni, korzystający z życia, imprezujący i nieznajdujący umiaru, w czym tylko było to możliwe. Zdecydowanie nazywani papużkami nierozłączkami, zapatrzeni w siebie, bez pamięci zauroczeni i niedostrzegający w drugim choćby najmniejszej skazy. Tak, tak właśnie wyglądały ich początki… gdzie może u większości par to ma miejsce, tak mimo wszystko Primrose była najszczęśliwszą kobietą na świecie, mając wspierającego partnera, duszę towarzystwa, kogoś, kto ją naprawdę rozumiał.
Tak było. Było, bowiem już od wielu lat ten związek tak szczerze to nie powinien mieć racji bytu. Nie wiedziała, kiedy ostatnio byli razem gdziekolwiek. Kiedy zamienili więcej niż dwa słowa o tym, co się u nich dzieje. Kiedy miała okazję wyżalić się mu z tego, jak poszła jej rozprawa czy jakiego trudnego klienta dostała z urzędu. O wspólnych lunchach kompletnie zapomniała, że w ogóle miały miejsce, a jakiekolwiek zbliżenia, współżycie, albo chociaż przytulenie się w momencie usypiania? To zdecydowana przeszłość, a mimo to, żadne z nich nie planowało wprowadzić najmniejszej zmiany.
Jednej i drugiej stronie tego związku odpowiadał taki stan rzeczy; nie byli samotni, nie wracali mimo wszystko do pustego domu, jak trzeba było, to potrafili razem wyjść na jakieś spotkanie rodzinne i sprawiać całkiem niezłe pozory. Może to i głupie, może to i beznadziejnie brzmi, tak Prim nie sądziła, żeby potrzebowała czegoś więcej. Realizowała się mocno w pracy i tam odnosiła całkiem niezłe sukcesy, więc nie ma co łapać wszystkich srok za ogon i szukać więcej szczęścia.
Zaskoczyło ją jednak to, jak śmiało wyszedł z inicjatywą on sam. Proponując ten lokal, rezerwując stolik i sugerując, iż to będzie wyjątkowy wieczór. Nie obiecywała sobie nie wiadomo czego, jednakże jego tajemniczość oraz sposób, w jaki się wypowiadał o tym, co miałoby nadejść, trochę dawało kobiecie do myślenia. Na dodatek ojciec w trakcie niedzielnego, rodzinnego spotkania przy obiedzie zaczął jakimiś dziwnymi tekstami sypać o narzeczeństwie, na co jedynie zrobiła kwaśną minę, natomiast Jason wyglądał, jakby ktoś mu powiedział coś niesamowicie istotnego.
Ukochany - co cholernie dziwnie brzmi nawet w głowie mnie samej, a co dopiero u Primrose - również polecił, aby się ubrała ładnie, bo może nie tylko w restauracji będą przebywali w trakcie tego wyjścia… Zupełnie tak, jakby wcześniej nie traktowali siebie w jej ich domu, jak powietrze, jedynie mijając się na korytarzach między pomieszczeniami oraz o dziwo dzieląc to samo łóżko, bez wielkich ekscesów.
Skoro jednak powiedział, aby się szykowała, po zakończonej pracy w sądzie powróciła do domu, zaczynając przeglądać szafę za jakimś ciekawym ubraniem na dzisiejszy wieczór. Wybrała jeden z nowszych zakupów ciuchowych, uznając iż sukienka ta nada się idealnie; nadal będzie wyglądać klasycznie i stylowo, przy okazji mogąc trochę odsłonić nóg w miejscu, w którym nie będzie przecież zimno, a nie sądziła żeby nagle mieli iść do parku na spacer po zjedzonym posiłku.
Zanim jednak zaczęła przebieranie się, wskoczyła pod prysznic, aby się odświeżyć, wysuszyła włosy oraz ułożyła fryzurę, nałożyła nową wersję makijażu, podkreślając bardziej oko i mocniej zakręcając rzęsy, by dopiąć to założeniem kiecki. Dopasowała na koniec złote dodatki w postaci biżuterii i torebki, zwieńczając wszystko czarnymi czółenkami ze złotym obcasem. Wyglądała… nieźle, musiała samej sobie to przyznać.
Nie sądziła jednak, że szykowanie się zajmie jej tyle czasu - zupełnie jakby była sobą z czasów bycia prawie dorosłą, gdy wychodzili znacznie chętniej oraz cześciej na randki, a pół dnia poświęcała na to, aby wyglądać świetnie.
Prędko chwyciła za płaszcz z wieszaka i skierowała kroki do pojazdu, zmierzając do restauracji.
Tam powiadomiła iż ma rezerwację na konkretną osobę, zostając zaprowadzoną od razu do konkretnego stolika, przy czym składając pierwsze zamówienie; poprosiła o lampkę dobrego, półsłodkiego, czerwonego wina na dobry początek, chcąc poczekać z jedzeniem na swojego towarzysza. Gdy tylko siadła, wyciągnęła z torebki mały pakunek i położyła blisko siebie na blacie, który stanowić będzie prezent dla Jasona, nie chcąc wyjść na nieprzygotowaną oraz udającą, że nie mają okazji do świętowania.
Szkoda tylko, że umówiona godzina wybiła, a jego w dalszym ciągu nie ma…

Maxwell Fraser
38 y/o
For good luck!
186 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

002. | outfit

Poczucie odosobnienia i pustka zalegająca na serca dnie niejednokrotnie w ostatnich tygodniach nawiedzały mężczyznę w lekkich, często zaskakujących chwilach uderzając nieoczekiwanie, tym samym niszcząc fundament pewnej stabilności, wobec której pokładał znacznie większe nadzieje. Samotność nie była niczym złym, wręcz mógł przyznać, że na przestrzeni lat przywyknął do niej, jednocześnie epizodyczne pojawiające się promyczki ożywienia wywoływały w nim pewien entuzjazm, jaki jednak gasł z czasem, ponawiając utarty schemat.
W dniach takich, jak ten, gdy zza oknami deszcz miarowymi strugami spada na miasto, kiedy wieczór głuchy zapada i ludzie zbierają się w lokalach gęsto wypełniających aglomerację, w tym nastrojowym klimacie jesieni zapadał się w wygodnym fotelu z książką w ręku lub oddawał przyjemnością kulinarnym gotując nowe lub stare i doskonale znane przepisy, a czasem wracał do miejsc, w których uwielbiał bywać, jednym z takich była restauracja Archeo - ciesząca się w jego opinii wyjątkowo dobrą kuchnia, do jakiej wracał samotnie lub zabierał przyjaciół. Tak jednak w ciszy samotnego stolika, gdy muzyka wypełniająca przestrzeń salową przyjemnie wygrywa, nie zagłuszając, przy tym myśli, mógł oddawać się degustacji wina i oczekiwaniu na jedzenie. Myślami zaś wracał do pamiętnego piątku i scen z windy, gdy słowa szczerze rzucone wypłynęły z ust mężczyzny potokiem, zbyt klarownym, i nazbyt uderzającym w prawdę, mógł skłamać. Zapewnić, że niechęć, wobec osoby Primrose jest tak naturalna i normalna, iż trudno szukać początku przyczyny, bo natura ludzka, jest niepojęta i tak samo, jak kochać możemy bez grama logiki, tak i niechęć odczuwać można, bez dania racji. Antypatia Halley była na tyle z całą pewnością wielka, że bez mrugnięcia okiem łyknęłaby jego słowa i zakończyła temat, miast tego utknęli w dziwnym zawieszeniu, jakie nie rozwiązywało żadnego problemu, wprost przeciwnie nasuwało wiele nowych do tej pory skutecznie tłumionych pod warstwą niechęci.
Tak dziś z punktu widzenia stratega; „mądrego po szkodzie” – odczuwał faktyczny i niekryty żal, iż pozwolił sobie w momencie słabości wynikającej ze zmęczenia na tak wiele słów, jakby fundował kobiecie darmową poradę psychologiczną.
Absurdalne.
Czerwone węgierskie wino smakowało tego wieczoru jakoś inaczej – lepiej? Wizja praworządności, jaka majaczyła nad krajem, mogła przełożyć się na większą sympatię, wobec trunków z tego kraju, a może to kolejne mylne wyobrażenie i efekt łatania jakiejkolwiek moralności w tej kwestii? Smak nie znał tych pojęć sam z siebie, był przecież kwestią indywidualną zależną od sezonu, słońca, plonów, fantazji kucharza lub winiarza, mógł dopisać do tego tak wiele... ale jego spojrzenie dostrzegło znajomą postać i zatraciło wcześniejszy sens rozważań.
Wyglądała zjawiskowo, jednocześnie skromne złote dodatki nie rzucały się w oczy, dając subtelne muśnięcie elegancji w całości tego obrazka, jaki prezentowała swą kreacją.
Uśmiechnął się, dość wymownie, samymi wyłącznie kącikami ust, lecz nie narzucał się kobiecie w jej oczekiwaniu. Widocznie zaabsorbowana, bowiem nie dostrzegła go, miast tego on zarejestrował malutki podarunek, który spoczywał na blacie stolika, tuż obok przyniesionego przez kelnera wina.
Czas umykał, a gościa nie było; on sam nie wychylał się zza swojego miejsca, zachowując stoicyzm i taktowność. Ponadto starał się skupić na sobie i nie narzucać innym, nawet jeśli korciła go myśl, aby się przywitać. Nie wiedział, jednak jak Primrose na niego zareaguje, co pomyśli, ponadto czekała na kogoś, więc nie narzucał się swoją osobą. Zrobił jednak coś innego, gdy minęło ponad dwadzieścia minut od pełnej godziny, przed którą kobieta weszła do lokalu i jasnym stało się, że jej partner zaliczy solidny poślizg Fraser, poprosił kelnera o zamówienie ulubionego deseru Halley, tak na osłodę, by pobudzić apetyt. Poznał jej gust dobrze przez lata znajomości.


primrose halley
gal anonim
30 y/o
For good luck!
163 cm
adwokatka w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
gdyby nie pewien prokurator, jej praca byłaby idealnym dopełnieniem wszelkich marzeń, jakie kiedykolwiek posiadała
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie powiem, zaczęła się nieco denerwować. 
Rozpoczęła nerwowe rozglądanie się w okolicach wejścia do restauracji, sprawdzając, kto następny przekracza próg i jest witany przez kelnera. Rozumiała, iż mógł się spóźnić - ale ostatecznie nie sądziła, że będzie to miało miejsce dzisiaj, kiedy to on wyszedł z inicjatywą tego spotkania rocznicowego. Nie chciała jednak dawać po sobie czegokolwiek poznać, nie mogła przecież zachowywać się jak nastolatka, która nie posiada zrozumienia względem drugiego człowieka. Dlatego jedynie siedziała na swoim miejscu, delikatnie i powoli sączyła dobrej jakości, czerwone wino, pozwalając kubkom smakowym smakować tego, co znajdowało się raz po raz na jej języku. Zerkała co jakiś czas na paczuszkę, jakby dzięki obserwowaniu jej miała zmienić się obecna sytuacja kobiety, tak niestety wiedziała, iż to nie zadziała w błyskawiczny sposób. 
Następująco sięgnęła po torebkę, z jakiej wyciągnęła telefon. Musiała upewnić się, czy przypadkiem nie przeoczyła wiadomości tekstowej od Jasona, powiadamiając o przyjściu później, czy coś w tym stylu; odkrywając, iż nic takiego nie znajdowało się na urządzeniu w nieodczytanych powiadomieniach. Westchnęła ciężko i znów zamoczyła wargi w krwistoczerwonym trunku, chcąc ukoić swe nerwy, nie dając się ponieść chwili i wyjść nagle, bo nie wiadomo czy po tym nie pojawiłby się nagle Jason, nie zastając już kobiety w lokalu. Co prawda, miałaby co do tego pełne prawo, tak ostatecznie naprawdę sądziła, że jakoś ten wieczór im wypali. 
Coraz bardziej upewniała się w przekonaniu, iż była głupia, licząc, że to się faktycznie wydarzy. 
Poprosiła przechodzącego kelnera, aby dolać jej tego samego, bez dalszego zamawiania jedzenia. Mężczyzna skinął głową w geście przyjęcia informacji, mając przyjemny dla oka uśmiech na twarzy, po czym odszedł, aby wybrać się po butelkę. Dolał jej, a ona chętnie napiła się ponownie, opierając się brodą o wspartej na stoliku ręce, wyciągając raz jeszcze telefon, na jakim zaczęła przeglądać portale społecznościowe w celu zabicia czasu. 
Ponad dwadzieścia minut.
Gdyby nie to, że widziała zegarek na ekranie telefonu, zdecydowanie pomyślałaby że czeka tu już bitą godzinę. Na moment głową wychyliła się lekko do tyłu, jakby chcąc w pewien sposób odgiąć kark, wcześniej pochylony nad urządzeniem. W międzyczasie wysłała wiadomość do Jasona, czy coś się stało, że nadal się nie pojawił, lecz nie dostała jeszcze odpowiedzi zwrotnej. Ciekawe, czy nie sprawdził tego, bo jest zajęty, czy zwyczajnie ją olewa… 
Powróciła po chwili tęczówkami na smartfona, nie dostrzegając iż przybliża się do niej pracujący tu mężczyzna. Tak naprawdę zorientowała się, gdy lekko przestraszyła się na obecność obok siebie, przenosząc oczy na kelnera, mającego w dłoni talerzyk z tiramisu, jej ulubionym deserem. Czy to sprawka spóźnialskiego? Zadzwonił, aby jakoś osłodzić jej to wyczekiwanie? 
— Wiem, że niczego Pani nie zamawiała do jedzenia, ale to akurat mały podarunek od Pana z tamtego stolika — mówiąc to, mężczyzna wskazał delikatnie w kierunku Maxwella, na co natychmiast powędrowała spojrzeniem i subtelnie obrzuciła nim po siedzącym dalej Fraserze. Nie zareagowała nie wiadomo w jaki sposób - ani radością, ani złośliwością, po czym powróciła do swojej poprzedniej pozycji na krzesełku. — Bardzo dziękuję — powiedziała jedynie, tym razem uśmiechając się do kelnera. Wtedy ten postawił przed nią deser oraz łyżeczkę zawiniętą w serwetkę. — Czy coś jeszcze Pani na ten moment potrzebuje? — zapytał uprzejmie, czekając cierpliwie na odpowiedź od kobiety - która zamiast od razu coś powiedzieć, wlepiała oczy w tiramisu i nie wiedziała co tak naprawdę powinna na ten temat myśleć. Ocknęła się za moment. — Nie, na ten moment mam wszystko, co potrzebne, dziękuję — rzuciła lekko otępiała. Została sama - z tym talerzykiem, z własnymi rozmyślaniami, mając u boku w dalszym ciągu podarek. Napiła się prędko wina, o wiele większy łyk niż te poprzednie. Chwyciła za telefon i wyszukała Maxwella w kontaktach. Nie chciała przecież krzyczeć czy zachowywać się ordynarnie w takim miejscu… nie wiedziała też, czy przypadkiem i on na kogoś nie czeka, więc podchodzić również nie planowała. 

Wiadomość od: Primrose
Gdyby nie to, że nie mam dziś nastroju na doszukiwanie prawdy, zaczęłabym poważnie zastanawiać się nad tym, że zaczynasz mnie śledzić.

Minutę później

Wiadomość od: Primrose
Dziękuję, nie sądziłam że pamiętałeś… że w ogóle wiedziałeś, że lubię tiramisu. Czekasz na kogoś?


Bo co jej szkodziło zachować się przyzwoicie, gdy to on wyszedł z takiego typu inicjatywą? Mając też ciągle na względzie to, co powiedział tamtego dnia w windzie, wychodząc na kompletnie prawdomównego; choć znała go nie od dziś, nie sądziła aby wtedy, pod koniec jazdy dźwigiem, miałby z nią pogrywać w mówieniu takiego typu rzeczy. 

Maxwell Fraser
ODPOWIEDZ

Wróć do „Archeo”