spooky, scary skeletons
: ndz paź 25, 2026 12:32 pm
Chociaż Halloween zwyczajowo przypadało na ostatni dzień października, to tak naprawdę w mniejszym lub większym stopniu obchodzono je przez cały miesiąc, a przynajmniej w Hollywood. Winston przyzwyczajony był do tego, że przebrań musiał mieć przygotowanych przynajmniej kilka na każdą z –nastu imprez, w których po prostu musiał wziąć udział. Znaczy, przymusowe uczestnictwo było mu narzucone przez samego siebie i konieczność usprawiedliwienia pogłębiania swoich nałogów, jednak o to mniejsza.
Toronto nie miała tyle do zaoferowania co Los Angeles, jednak Cavendish udawał, że kompletnie mu to nie przeszkadzało. W końcu i tak oficjalnie był czysty, więc wymówek do upijania się szukać nie musiał. A skoro nie musiał, to nie musiał również przebierać się w głupie stroje i przesiadywać w domach ludzi, których nawet zazwyczaj nie znał. Miał zamiar przeleżeć ten wieczór w łóżku w swoim mieszkaniu, ewentualnie na kanapie u siostry, oglądając z nimi jakieś horrory, lecz ta wymyśliła sobie halloweenowe wyjście, na które uznała, że go zaciągnie. Argumentowała, że jest w Kanadzie już tyle czasu i wypadałoby poszerzyć krąg znajomych, który na razie ograniczał się jedynie do niej, jej męża, terapeutki i paru sąsiadów, którym akurat odpowiadał "dzień dobry". Bear na dobrą sprawę nie miał problemu z nawiązywaniem nowych kontaktów, problem polegał na tym, że zazwyczaj nie były to osoby, którymi powinno się chwalić i które sprowadzały go z powrotem na złą drogę (lub on ich). Znajomi Nory byli stonowani i dalecy od wszelakich używek, od których Winston oficjalnie był uzależniony, dlatego tym bardziej zależało jej, aby starszy brat się z nimi zapoznał.
Win próbował, naprawdę próbował, jednak – jego zdaniem – byli oni nudni jak flaki z olejem. Nawet prawdziwie halloweenowych strój nie mieli! Przebrany za wampira z prawdziwego zdarzenia, którym zachwycił kiedyś nawet jedną z Jennerek musiał rozmawiać z ludźmi, którzy ubrali się na różowo udając Barbie albo inne postacie z niestrasznych filmów i bajek! I nie miał do tego ani mililitra alkoholu, który może pozwoliłby mu jakoś wytrwać na tej posiadówce. Gdyby to od niego zależało, najpewniej by już wyszedł. Nie chciał jednak sprawiać przykrości siostrze, której ewidentnie na tym zależało. Męczył się zatem dyskutując o tematach, które kompletnie go nie obchodziły albo opowiadając po raz enty na prośby o przygodach z planów filmowych, na jakich spędził większość życia. Nuda. Ratował się jedynie wyjściami na papierosa, które z upływem czasu się nasilały.
Teoretycznie mógł wychodzić na balkon, jednak zejście na dół dawało mu więcej czasu w samotności i dłuższą przerwę od ludzi, z którymi nie chciał przebywać. Wyszedł na zewnątrz i usiadł na murku. Wyciągnął z kieszeni paczkę fajek, z których prędko papierosów ubywało i wyjął kolejnego. Odpalił go i zaciągnął się. W końcu święty spokój i cisza, która jednak nie dana mu była na zbyt długo.
— Cukierek albo psikus! — usłyszał z dołu, jednak nie zareagował. Zrobił to dopiero, gdy ktoś pociągnął za jego pelerynę i powtórzył głośniej. — Cukierek albo psikus!
— Wyglądam ci jakbym miał cukierki? — zapytał chłopca, który pewnie ledwo co sięgał do kuchennego blatu. Odsunął papierosa jak najdalej od niego, sądząc, że nie będzie zmuszony go wyrzucać. Chłopiec na jego pytanie nie odpowiedział nic, a jedynie stał dalej z podniesionym ku górze wiaderkiem. Kilka metrów od nich stał mężczyzna - Win domyślił się, że był to jego ojciec. — Na górze pewnie mają, poproś tatę, żeby cię zabrał — powiedział, po czym podniósł się, aby zwrócić uwagę mężczyzny. — Weź młodego na cukierki do bloku, chyba że mam mu fajkę tam wrzucić.
Ossie Sterling
Toronto nie miała tyle do zaoferowania co Los Angeles, jednak Cavendish udawał, że kompletnie mu to nie przeszkadzało. W końcu i tak oficjalnie był czysty, więc wymówek do upijania się szukać nie musiał. A skoro nie musiał, to nie musiał również przebierać się w głupie stroje i przesiadywać w domach ludzi, których nawet zazwyczaj nie znał. Miał zamiar przeleżeć ten wieczór w łóżku w swoim mieszkaniu, ewentualnie na kanapie u siostry, oglądając z nimi jakieś horrory, lecz ta wymyśliła sobie halloweenowe wyjście, na które uznała, że go zaciągnie. Argumentowała, że jest w Kanadzie już tyle czasu i wypadałoby poszerzyć krąg znajomych, który na razie ograniczał się jedynie do niej, jej męża, terapeutki i paru sąsiadów, którym akurat odpowiadał "dzień dobry". Bear na dobrą sprawę nie miał problemu z nawiązywaniem nowych kontaktów, problem polegał na tym, że zazwyczaj nie były to osoby, którymi powinno się chwalić i które sprowadzały go z powrotem na złą drogę (lub on ich). Znajomi Nory byli stonowani i dalecy od wszelakich używek, od których Winston oficjalnie był uzależniony, dlatego tym bardziej zależało jej, aby starszy brat się z nimi zapoznał.
Win próbował, naprawdę próbował, jednak – jego zdaniem – byli oni nudni jak flaki z olejem. Nawet prawdziwie halloweenowych strój nie mieli! Przebrany za wampira z prawdziwego zdarzenia, którym zachwycił kiedyś nawet jedną z Jennerek musiał rozmawiać z ludźmi, którzy ubrali się na różowo udając Barbie albo inne postacie z niestrasznych filmów i bajek! I nie miał do tego ani mililitra alkoholu, który może pozwoliłby mu jakoś wytrwać na tej posiadówce. Gdyby to od niego zależało, najpewniej by już wyszedł. Nie chciał jednak sprawiać przykrości siostrze, której ewidentnie na tym zależało. Męczył się zatem dyskutując o tematach, które kompletnie go nie obchodziły albo opowiadając po raz enty na prośby o przygodach z planów filmowych, na jakich spędził większość życia. Nuda. Ratował się jedynie wyjściami na papierosa, które z upływem czasu się nasilały.
Teoretycznie mógł wychodzić na balkon, jednak zejście na dół dawało mu więcej czasu w samotności i dłuższą przerwę od ludzi, z którymi nie chciał przebywać. Wyszedł na zewnątrz i usiadł na murku. Wyciągnął z kieszeni paczkę fajek, z których prędko papierosów ubywało i wyjął kolejnego. Odpalił go i zaciągnął się. W końcu święty spokój i cisza, która jednak nie dana mu była na zbyt długo.
— Cukierek albo psikus! — usłyszał z dołu, jednak nie zareagował. Zrobił to dopiero, gdy ktoś pociągnął za jego pelerynę i powtórzył głośniej. — Cukierek albo psikus!
— Wyglądam ci jakbym miał cukierki? — zapytał chłopca, który pewnie ledwo co sięgał do kuchennego blatu. Odsunął papierosa jak najdalej od niego, sądząc, że nie będzie zmuszony go wyrzucać. Chłopiec na jego pytanie nie odpowiedział nic, a jedynie stał dalej z podniesionym ku górze wiaderkiem. Kilka metrów od nich stał mężczyzna - Win domyślił się, że był to jego ojciec. — Na górze pewnie mają, poproś tatę, żeby cię zabrał — powiedział, po czym podniósł się, aby zwrócić uwagę mężczyzny. — Weź młodego na cukierki do bloku, chyba że mam mu fajkę tam wrzucić.
Ossie Sterling