ODPOWIEDZ
29 y/o
For good luck!
187 cm
aktorzyna od siedmiu boleści
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Chociaż Halloween zwyczajowo przypadało na ostatni dzień października, to tak naprawdę w mniejszym lub większym stopniu obchodzono je przez cały miesiąc, a przynajmniej w Hollywood. Winston przyzwyczajony był do tego, że przebrań musiał mieć przygotowanych przynajmniej kilka na każdą z –nastu imprez, w których po prostu musiał wziąć udział. Znaczy, przymusowe uczestnictwo było mu narzucone przez samego siebie i konieczność usprawiedliwienia pogłębiania swoich nałogów, jednak o to mniejsza.

Toronto nie miała tyle do zaoferowania co Los Angeles, jednak Cavendish udawał, że kompletnie mu to nie przeszkadzało. W końcu i tak oficjalnie był czysty, więc wymówek do upijania się szukać nie musiał. A skoro nie musiał, to nie musiał również przebierać się w głupie stroje i przesiadywać w domach ludzi, których nawet zazwyczaj nie znał. Miał zamiar przeleżeć ten wieczór w łóżku w swoim mieszkaniu, ewentualnie na kanapie u siostry, oglądając z nimi jakieś horrory, lecz ta wymyśliła sobie halloweenowe wyjście, na które uznała, że go zaciągnie. Argumentowała, że jest w Kanadzie już tyle czasu i wypadałoby poszerzyć krąg znajomych, który na razie ograniczał się jedynie do niej, jej męża, terapeutki i paru sąsiadów, którym akurat odpowiadał "dzień dobry". Bear na dobrą sprawę nie miał problemu z nawiązywaniem nowych kontaktów, problem polegał na tym, że zazwyczaj nie były to osoby, którymi powinno się chwalić i które sprowadzały go z powrotem na złą drogę (lub on ich). Znajomi Nory byli stonowani i dalecy od wszelakich używek, od których Winston oficjalnie był uzależniony, dlatego tym bardziej zależało jej, aby starszy brat się z nimi zapoznał.

Win próbował, naprawdę próbował, jednak – jego zdaniem – byli oni nudni jak flaki z olejem. Nawet prawdziwie halloweenowych strój nie mieli! Przebrany za wampira z prawdziwego zdarzenia, którym zachwycił kiedyś nawet jedną z Jennerek musiał rozmawiać z ludźmi, którzy ubrali się na różowo udając Barbie albo inne postacie z niestrasznych filmów i bajek! I nie miał do tego ani mililitra alkoholu, który może pozwoliłby mu jakoś wytrwać na tej posiadówce. Gdyby to od niego zależało, najpewniej by już wyszedł. Nie chciał jednak sprawiać przykrości siostrze, której ewidentnie na tym zależało. Męczył się zatem dyskutując o tematach, które kompletnie go nie obchodziły albo opowiadając po raz enty na prośby o przygodach z planów filmowych, na jakich spędził większość życia. Nuda. Ratował się jedynie wyjściami na papierosa, które z upływem czasu się nasilały.

Teoretycznie mógł wychodzić na balkon, jednak zejście na dół dawało mu więcej czasu w samotności i dłuższą przerwę od ludzi, z którymi nie chciał przebywać. Wyszedł na zewnątrz i usiadł na murku. Wyciągnął z kieszeni paczkę fajek, z których prędko papierosów ubywało i wyjął kolejnego. Odpalił go i zaciągnął się. W końcu święty spokój i cisza, która jednak nie dana mu była na zbyt długo.

— Cukierek albo psikus! — usłyszał z dołu, jednak nie zareagował. Zrobił to dopiero, gdy ktoś pociągnął za jego pelerynę i powtórzył głośniej. — Cukierek albo psikus!

— Wyglądam ci jakbym miał cukierki? — zapytał chłopca, który pewnie ledwo co sięgał do kuchennego blatu. Odsunął papierosa jak najdalej od niego, sądząc, że nie będzie zmuszony go wyrzucać. Chłopiec na jego pytanie nie odpowiedział nic, a jedynie stał dalej z podniesionym ku górze wiaderkiem. Kilka metrów od nich stał mężczyzna - Win domyślił się, że był to jego ojciec. — Na górze pewnie mają, poproś tatę, żeby cię zabrał — powiedział, po czym podniósł się, aby zwrócić uwagę mężczyzny. — Weź młodego na cukierki do bloku, chyba że mam mu fajkę tam wrzucić.

Ossie Sterling
23 y/o
NATCHNIONA GĄSIENICZKA
176 cm
asystent badań klinicznych w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Dosyć myśli, które muszą być samotne - kończą rozdrapane, zawinięte z tobą w pościel.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lubił okazje do świętowania i chociaż w dzieciństwie zazwyczaj święta nie należały do szczęśliwego okresu, szczególnie kiedy ktoś z rodziny umierał (a miał tego pecha, że zdarzało się to dosyć często), to w końcu postanowił sobie, że nie da się temu pechowi i będzie robił wszystko, aby umilić sobie czas oczekiwania i sam czas świąteczny. Odkąd trafił do ośrodka zastępczego i potem, kiedy już z niego wyszedł, urządzał święta głównie dla swoich przyjaciół, najbliższych znajomych ze studiów i potem również współpracowników. W szczególności dbał o obdarowywanie innych oraz oczywiście odpowiedni klimat, co robiło większość roboty.
Halloween też należało do okresu, do którego się przygotowywał; ozdabiał mieszkanie i miejsce pracy, kupował drobne upominki albo słodycze i dbał o to, aby mieć fajne przebranie dla siebie i dla swojego chłopaka. W tym roku miał okazję wziąć udział w akcji pilnowania porządku na ulicach Toronto, głównie pod kątem bezpieczeństwa dla najmłodszych, którzy chodzili po domach i zbierali słodycze.
Przebrał się za stracha na wróble, a w skład jego stroju wchodziły brązowe spodnie na szelki, koszula w kratę i kapelusz, w który wplótł kwiat słonecznika. Oprócz tego naturalnie całość była ozdobione prawdziwą słomą, a na twarzy miał lekki makijaż, głównie składający się z rozrysowanych ust, aby lekko przypominały zszyty uśmiech. Całość miała być jednak na tyle delikatna, aby nie przerażać najmłodszych dzieci.
Przez jakiś czas chodził ze znajomym i atmosfera naprawdę była miła. Rozmawiali głównie o ich pracy w szpitalu, a dla Ossiego było to na tyle nowy temat, że dalej był podekscytowany. Jeszcze momentami nie mógł uwierzyć, że ukończył już studia, chociaż wydawało mu się to zaledwie wczoraj, jak zdawał maturę. Czas biegł szalenie do przodu, ale takie było już życie. Kolega oddzielił się, aby zajrzeć do jednego z jeszcze otwartych sklepów, a uwagę Oswalda przykuł chłopiec, który rozmawiał z palącym na zewnątrz młodym mężczyzną. Swoją drogą wydawało mu się, że gdzieś już go widział.
Stał na tyle blisko, aby usłyszeć co chłopak mówił do dziecka. Rozejrzał się, ale nigdzie nie zobaczył dorosłej osoby, która towarzyszyłaby małemu dinozaurowi. Chłopiec za to uparcie wymuszał na wampirze słodycze, a ten nieoczekiwanie zwrócił się nagle właśnie do niego.
— Serio rzuciłbyś dzieciakowi peta? — zapytał, marszcząc lekko brwi. Nie brzmiało to specjalnie miło, ale Ossie nie chciał się też przepychać z nieznajomym (który dalej wydawał się znajomy). Nachylił się za to do chłopca i wyciągnął z kieszeni lizaka, aby zwrócić jego uwagę.
— Cześć, gdzie są twoi rodzice? A może jesteś z bratem lub siostrą? Zgubiłeś się? — zapytał, a potem lekko się uśmiechnął i pozwolił dziecku wziąć słodycz. Maluch wrzucił lizaka do wiaderka w kształcie dyni, po czym rozejrzał się i pokiwał głową.
— Z kim byłeś? Z mamą? Tatą? — zapytała zaraz, a potem uniósł wzrok na mężczyznę przebranego za wampira. — Widziałeś może z kim on był wcześniej? Nie widać tu nikogo, kto by go szukał — zauważył w zastanowieniu, pilnując, żeby chłopiec im przypadkiem nie uciekł. Trzeba było poczekać z nim chwilę, aż może opiekun sam go wypatrzy albo zabrać do jakiegoś punktu, gdzie można będzie zgłosić zaginioną osobę.

winston cavendish
Myre
posty generowane przez ai, sterowanie cudzą postacią bez uzgodnienia.
29 y/o
For good luck!
187 cm
aktorzyna od siedmiu boleści
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Mały dinozaur miał lepszy strój niż połowa gości, którzy najpewniej nawet nie zwrócili uwagi, że Winston wyszedł na dłuższą niż powinien fajkę. I to się chwaliło. Chwaliło się też jego odwagę oraz bezpośredniość i przede wszystkim upartość. Tak długo domagał się słodyczy aż od kogoś ich nie dostał. W tym wieku już posiadał paletę ciekawych i przydatnych cech – Cavendish wróżył mu świetlaną przyszłość, o ile oczywiście rodzice lub ktoś inny się po niego zgłosi. — Nie wrzuciłbym peta — zaprotestował momentalnie, słysząc tak absurdalny zarzut. — Dałbym mu nowego — mruknął pod nosem. Zaciągnął się raz jeszcze swoim papierosem, po czym go zgasił. Tego chciał uniknąć najbardziej, jednak miał wrażenie, że było to już w tym momencie nieuniknione. Peta wyrzucił do kosza na śmieci, a dym wypuścił z ust, odwracając się tyłem do chłopca, który akurat teraz był zafascynowany, że udało mu się wyłudzić lizaka od – jak się okazało - jednak nie jego ojca.

Strach na wróble schylił się do dziecka i zaczął zadawać mu dość rozsądne pytania, które - cóż - Winston'owi do głowy wcześniej nie przyszły. Nie sądził jednak, że faktycznie dziecko okaże się być bez opiekuna. Teraz jednak, gdy chłopak podszedł bliżej faktycznie wydawał się być odrobinę za młody do roli ojca. Oczywiście, wczesne wpadki się zdarzały, jednak nie wyglądał on na ten typ człowieka. — Wydaje mi się, że gdybym widział to nie zaczepiałbym ciebie — stwierdził, jakby była to najbardziej oczywista oczywistość. Cóż, dla niego była. Ton jego głosu nie był zbyt przyjemny – sam się na tym przyłapał i postanowił się poprawić, bo fakt, że miał gorszy humor i niedobór używek nie było podstawą do wyżywania się na ludziach, a już przede wszystkim obcych. A przynajmniej to do tej pory wyciągnął z terapii. Chociaż wyciągnął to zbyt duże słowo - było mu to wpajane przez terapeutę. — Musiał komuś uciec — stwierdził, po czym dokładnie przyjrzał się chłopcu. — Albo wymknął się komuś z mieszkania albo ma nieodpowiedzialnych rodziców, którzy pozwalają biegać mu bez butów — zauważył. Jednoczęściowy kostium dinozaura kończył się na kostkach. Na stopach malucha powinny być więc jakieś buty, lecz zamiast tego malec śmigał w skarpetkach. Nie wydawały się one jednak aż tak zabrudzone, co tym bardziej przekonywało Cavendisha, że mógł on być sąsiadem znajomych Nory.

— Gdzie zgubiłeś kapcie? — zapytał się chłopca, który zaśmiał mu się w twarz. — Mały jest bezczelny — stwierdził, po czym poprawił swoje plastikowe kły, które najpewniej owy śmiech wywołały. — To ma straszyć a nie bawić — dodał, wskazując na kły. — Znasz tę okolicę? Może kiedyś mignął ci taki dzieciak? — zapytał, tym razem zwracając się do Stracha na Wróble. — Ja kojarzę tylko jednych lokatorów, ale wydaje mi się, że gdyby to był ich dzieciak to nie założyliby mu tak fajnego stroju halloweenowego.

Ossie Sterling
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Dzielnica Mieszkalna”