Strona 1 z 1

and that would be it

: wt paź 27, 2026 9:47 pm
autor: Łoś Superktoś
Isobel Spencer szalenie się na swoim synu zawiodła. Po wizycie u Rothmansów nie pozostało jej już nic innego, jak skonfrontować tę beznadziejną sytuację z Lucienem i przynajmniej spróbować zrozumieć powody, dla których postanowił się tak upodlić.
Nigdy nie mogła powiedzieć o nim niczego złego. Zawsze odznaczał się o wiele większą dojrzałością niż niejeden jego rówieśnik i nosiła się z ogromną dumą, że szanował zdanie jej oraz Nicholasa. Myślał o przyszłości, która teraz formowała się w jak najlepszych barwach. I to czarno turkusowych barwach Mercedesa.
Dlatego nie rozumiała, czemu ryzykował to, co było mu pisane i o czym marzył odkąd zaczął chodzić. Jego zachowanie wykraczało poza wszelkie normy, których zwykle tak pieczołowicie się trzymał. W tym wszystkim pocieszał ją jedynie fakt, że Rothmansowie po raz kolejny okazali się prawdziwymi przyjaciółmi i ostrzegli ją o materiałach, zanim zostały one upublicznione.
W przedostaniu się na prywatne osiedle w centrum miasta nie przeszkodziły jej nawet problemy wciąż zauważalne na ulicach. Prywatny kierowca może nie posiadał tyle umiejętności, co jej własny syn, ale został wyszkolony, by radzić sobie również w takich trudnych okolicznościach.
Po wyjściu z czarnego auta skierowała swoje stanowcze kroki do windy, uprzednio posyłając portierowi uprzejmy uśmiech. Stukot jej obcasów niósł się po słabo oświetlonym korytarzu, aż zatrzymała się przed drzwiami ze znajomym numerem 25.
Nie zamierzała czekać. Wyciągnęła swój klucz i przekręciła zamek, po czym pociągnęła za klamkę i weszła do środka. Z miejsca zauważyła przyciemnione światła rozpalone w głównej części mieszkania, do której od razu, nie zdejmując z siebie długiego beżowego płaszcza, przeszła, wciąż postukując swoimi szpilkami.
— Lucien? — zawołała jeszcze, zanim wyszła zza rogu do salonu.
Jej wzrok momentalnie padł na stojącą w kuchni postać kobiety ze szczotką w ręce. Przystanęła, nie kryjąc zaskoczenia i niezadowolenia, że jej syn nie był sam. Co gorsza, niemal od razu rozpoznała w brunetce osobę z przedstawionego jej niedawno nagrania, na co mimowolnie zacisnęła mocniej szczęki.
— Co pani tu robi? — ściągnęła brwi, lustrując ją spojrzeniem od stóp do głów.
W jej głowie aż zaszumiało. Czyżby mój syn zabawiał się ze sprzątaczką? Jeszcze tego mi brakowało.

Zoya Weasley
Prowadzący: Lucien Spencer

and that would be it

: śr paź 28, 2026 12:47 am
autor: Zoya Weasley
U b r a n k o

Tego dnia nic nie zapowiadało katastrofy. Trwał właśnie trzeci tydzień Blackoutu. Lucien miał lada dzień wylecieć do Niemiec, a poza tym spędzali czas tak jak zwykle, czyli rozmawiając i na różne sposoby umilając sobie ostatnie chwile przed jego podróżą.
Zoya właśnie zamiatała podłogę, kiedy usłyszała szczęk zamka. Była przecież pewna, że to Lucien wrócił z zakupów, na które wcześniej zapowiedział się wybrać, więc nawet nie przerwała zamiatania. Jednak niespodziewanie znieruchomiała mocno zaniepokojona, gdy po ścianach apartamentu rozniósł się obcy, kobiecy głos.
Od razu wyszła zza kuchennej wyspy, ale zatrzymała się, gdy z korytarzyka wyłoniła się nieznajoma. Była to całkiem ładna, jak na swój wiek, i bardzo zadbana kobieta, ale w oczach Zoi jeszcze na kilka chwil pozostawała zupełnie o b c a. Instynktownie więc ściągnęła brwi i mocno zacisnęła dłonie na trzonku miotły.
I już miała zapytać, kim była, czego tu szukała i jakim cudem, do cholery, dostała się do mieszkania. Kobieta jednak ją ubiegła, zadając dokładnie to samo pytanie, które dopiero kształtowało się w głowie Zoi. W pierwszym odruchu natychmiast rozchyliła usta, jakby nagle doznała olśnienia. Jeszcze raz przesunęła wzrokiem po sylwetce starszej kobiety; po jej tyczkowatych nogach wsuniętych w eleganckie kaczuszki, grubym płaszczu i twarzy wykrzywionej w jakiejś osobliwej pogardzie.
Matka Luciena. Isobel Spencer; uderzyło gromem w umysł Zoi.
Prędko oparła miotłę o lodówkę i nerwowo przesunęła dłońmi po biodrach. Momentalnie serce zabiło jej naprawdę niezdrowym rytmem, ale pomimo tego pośpiesznie podeszła do kobiety.
— Dzień dobry. Nazywam się Zoya. Tymczasowo mieszkam u pani syna — powiedziała, ale... natychmiast pożałować tych słów, bo warz Isobel jakby pobladła. Zoyę tymczasem zaatakował skurcz żołądka. Na-to-zra-bia-ła. Przygryzła wewnętrzną stronę policzka, uświadamiając sobie jednoczześnie, że właśnie nieświadomie jeszcze bardziej skomplikowała tę patową sytuację. Albo patowe zapoznanie. Była jednak tak zaskoczona niespodziewaną wizytą, że trudno było jej zebrać myśli. — Lucien niedługo wróci. Zrobić pani coś do picia? — zaproponowała pospiesznie. Wówczas odwróciła się bokiem i wskazała ekspres do kawy.
Zoya miała nadzieję, że perspektywa wypicia kawy, odrobinę zmyje to pierwsze, fatalne złe wrażenie. Niestety, dopiero wtedy przypomniała sobie o zdjęciach z polaroidu, które zaledwie kilka godzin wcześniej rozwiesiła na szafce tuż obok urządzenia. Większość z nich zdecydowanie nie nadawała się do pokazywania gościom.
I w tym samym momencie poczuła, jak uderzył w nią gorąc. Przygryzła wargę, uprzednio zerkając w stronę fotografii, a potem z powrotem na Isobel.


Lucien Spencer

and that would be it

: śr paź 28, 2026 9:17 pm
autor: Lucien Spencer
To, co dobre, nie mogło trwać wiecznie.
Mimo to Lucien karmił się wszystkim tym, co dawało mu mieszkanie z Zoyą. W międzyczasie przygotowywał się do nieuchronnie zbliżającego się wyjazdu, które miało stać się jego być, albo nie być. Przed ostatnim wyścigiem w tej serii potrzebował trochę n o r m a l n o ś c i oraz lekkości, które odnajdywał w towarzystwie ciemnowłosej.
Tego dnia nie spodziewał się gości. Wyszedł na zakupy z krótką listą ułożoną przez kobietę na dzisiejszą kolację i przy okazji odebrał z jednego ze sklepów coś, co zamówił już w zeszłym tygodniu. Z różowym kartonowym pudełkiem z ogromną kokardą i papierową torbą pod pachą w drugiej ostrożnie otworzył drzwi wejściowe i ściągnął z siebie pospiesznie buty.
Nagły niepokój zmącił jego dotychczas beztroskie myśli, gdy usłyszał dochodzące z kuchni głosy. Momentalnie przyspieszyło mu tętno, ale po zbliżeniu się do salonu, w którym zobaczył stojącą do niego tyłem znajomą sylwetkę niewysokiej starszej kobiety o platynowych włosach do ramion, aż zastygł w bezruchu.
Z otwartymi ustami przeniósł spojrzenie z mamy na Zoyę, stojącą przy kuchennym blacie w kusym, komfortowym ubraniu, szczotką tuż za nią i… rozwieszonymi na szafce obok zdjęciami z polaroidu.
Kurwa.
— Dzień dobry, mamo. Co się dzieje? — zapytał, w ciągu raptem dwóch sekund odzyskując rezon, i podszedł do blatu w kuchni, na który odłożył torbę i pudełko. Posłał Zoi przepraszające spojrzenie, po czym z lekkim uśmiechem odwrócił się do swojej rodzicielki.
Jego wyuczone opanowanie na coś w tej chwili miało się przydać.
— Mogłaś mnie uprzedzić, że przyjdziesz — stwierdził spokojnym tonem i podszedł do niej, żeby gestem zaproponować jej odebranie od niej płaszcza. — To jest Zoya. Jest moją przyjaciółką. Zatrzymała się u mnie na chwilę z powodu awarii — wyjaśnił zaraz, widząc, jak Isobel z nieodgadnionym wyrazem twarzy mierzy wzrokiem jego towarzyszkę.
A przynajmniej tak brzmiała oficjalna wersja zdarzeń.

Zoya Weasley

and that would be it

: śr paź 28, 2026 9:22 pm
autor: Łoś Superktoś
Spencer nie spodziewała się takiego przebiegu sprawy. Przede wszystkim, nie spodziewała się zastać w mieszkaniu Luciena nikogo więcej poza nim samym. Przecież jeszcze kilka dni temu spędził w Don Mills parę nocy i nawet słowem nie wspomniał o tym, czy coś nieoczekiwanego wydarzyło się w jego życiu. Uważała, że był tak pochłonięty swoją pracą, że nie w głowie były mu przyjaciółki. A już na pewno nie takie, które mieszkały razem z jej synem.
Przez kilka sekund intensywnie analizowała słowa dziewczyny oraz jej widoczną z daleka nerwowość, finalnie z trudem powstrzymując się przed parsknięciem.
— Ciekawe, dlaczego nic mi na ten temat nie wiadomo — stwierdziła bardziej do siebie, niż do niej i wsunęła dłonie w kieszenie płaszcza. — Nie, dziękuję — odparła, przeciągając głoski, kiedy jej wzrok padł na zdjęcia, które świadomie lub nie, brunetka jej wskazała.
Te, choć ujrzane z pewnej odległości, podniosły jej ciśnienie lepiej, niż proponowana kawa. Jeśli jeszcze przed chwilą byłaby w stanie jako tako przystać na jej niewinność, tak te niefrasobliwe pozy i buziaki, które rzuciły się w oczy Isobel, były absolutnym dowodem na lekkomyślność Luciena.
Gdy więc go usłyszała, odwróciła się na obcasie w jego stronę.
— Mogłabym zapytać cię o to samo — odbiła piłeczkę na jego pytanie z nutą wyrzutu w głosie. Co się dzieje? To ona chciałaby wiedzieć, czemu trzymał przed nią takie tajemnice?
Jego ostrożna, zachowawcza uwaga oraz postawa nie była w stanie zamydlić jej oczu. Tym razem prychnęła pod nosem i obdarzyła go pobłażliwym spojrzeniem.
— Żebyś mógł schować przede mną swoją kochankę, dziewczynę, czy jak się określacie? — zauważyła z przekąsem, pozwalając mu odebrać od siebie płaszcz. — Spokojnie, nie zabawię tu długo — dodała jeszcze, rzucając dziewczynie ukradkowe spojrzenie. Ciekawiło ją, czy ta dziewczyna mogła powiedzieć o sobie to samo.
Jego wytłumaczenie wcale jej nie pocieszyło, bo to tylko znaczyło, że ukrywali się. I to nie dostatecznie dobrze.
— Czemu nic mi nie powiedziałeś, Lucien? A może zamierzałeś poczekać, aż wpadniecie z tą informacją na jakiegoś dociekliwego dziennikarza, hm? — obdarzyła syna oskarżycielskim wzrokiem. — Zwłaszcza, że i tak mogliby mieć już z ciebie całkiem niezłą pożywkę — mówiąc to, wyciągnęła z torebki pendrive’a, którego demonstracyjnie im pokazała, przenosząc wzrok po obecnej dwójce, po czym podała go synowi. — No, dalej, podłącz to.
Odprowadziła go wzrokiem do telewizora, by po chwili ekran się rozświetlił. Skrzyżowała ręce na piersiach, czując napięcie w mięśniach i ponowne zażenowanie nagraniem monitoringu, który użyczyli jej przyjaciele.
Film przedstawiał otoczenie przed posesją Rothmansów, na którym znajoma postać, chwiejąc się na nogach, rozmawiała przez telefon. W pewnym momencie mężczyzna ześlizgnął się ze schodów i zaliczył potężny upadek. Chwilę później przysypiał skulony przy balustradzie.
— Przewiń dalej — zażądała chłodnym, wyniosłym tonem.
Niespełna pół godziny później podeszła do niego ciemnowłosa kobieta, nastąpiło kolejne jego spektakularne potknięcie się, a potem odholowanie do auta i bardzo mozolny wyjazd z parkingu.
W trakcie oglądania nagrania zerkała to na Luciena, to na Zoyę, chcąc wyłapać ich reakcje i przekonać się, czy byli tak samo zdegustowani tym wszystkim, jak ona.
— U Rothmansów na ulicy doszło do kilku poważnych włamań, dlatego sprawdzili swoje zabezpieczenia i monitoring. T y m znaleziskiem postanowili się z nami podzielić — przerwała niezręczną ciszę, która zapanowała, gdy ekran stał się czarny. — Chciałam się dowiedzieć, co ty robisz ze swoim życiem, Lucien? — uniosła wysoko brew, patrząc na niego z niesamowitym opanowaniem. — Wiesz, co by było, gdyby to nagranie trafiło gdzieś dalej? Czy ty naprawdę chcesz stracić to, na co tak ciężko pracowałeś od dziecka? — Czekała na wyjaśnienia. — Tyle dla ciebie z ojcem poświęciliśmy… To było bardzo lekkomyślne — pokręciła z rozczarowaniem głową. — A ty, skoro jesteście przyjaciółmi, czemu mu na to pozwoliłaś? — skierowała swoje pytanie do Zoi.
Naprawdę próbowała objąć wszystko rozumem.

Zoya Weasley
Prowadzący: Lucien Spencer

and that would be it

: śr paź 28, 2026 11:33 pm
autor: Zoya Weasley
Naprawdę nie trudno było nie zauważyć bojowego nastawienia kobiety, dlatego słysząc jej opryskliwą uwagę, Zoya postanowiła nie ciągnąć tematu. Właściwie, sądząc po opisie Luciena, wyobrażała sobie panią Spencer trochę inaczej, więc z każdą kolejną minutą spędzoną w jej towarzystwie coraz bardziej odczuwała rozczarowanie.
A po nim pojawiła się złość.
Nadal stała przed kobietą, mimowolnie coraz bardziej zirytowana tą osobliwą konfrontacją, a jednocześnie niepewna tego, co właściwie powinna powiedzieć. Na szczęście właśnie wtedy pojawił się Lucien, a po skupionej dotąd twarzy Zoi przemknęła ulga.
Drgnęła, gdy usłyszała z jakim wyrzutem kobieta odpowiedziała na pytanie mężczyzny. Dostrzegłszy jego przepraszające spojrzenie, posłała mu w zamian pokrzepiający uśmiech. No... wpadli.
Korzystając z okazji, pośpiesznie odsunęła się od pani Spencer i tylko z pozoru zajęła się rozpakowywaniem zakupów, które Lucien ułożył na kuchennym blacie. Przez krótką chwilę zerkała z ciekawością na ozdobne pudełko, ale ostatecznie postanowiła nie poświęcać mu więcej uwagi, bo tuż za kuchenną wyspą zaczął rozgrywać się prawdziwy dramat.
Wpierw jedynie obserwowała całe zajście, a jednocześnie nieśpiesznie włożyła warzywa do zlewu. W końcu jednak znowu drgnęła i ponownie odwróciła się w stronę matki Luciena. Niewyparzony jezyk Zoyki najwyraźniej nie zamierzał dłużej milczeć.
— Przyjaciółkę — sprostowała bardzo uprzejmie. Kiedy spojrzenia jej i Isobel na moment się spotkały, uśmiechnęła się łagodnie, po czym wróciła do przerwanej czynności.
Odwrócona do nich plecami, przez chwilę stroiła sobie głupie miny. Próbowała choć odrobinkę rozładować napięcie, które nieprzyjemnie zaczęło kisić się w jej wnętrzu.
Czemu mi nie powiedziałeś, Lucien? Na dźwięk tych słów znów drgnęła. Tym razem odwróciła się już przodem do rozmówców i oparła dłonie na biodrach, przenosząc wzrok z Luciena na Isobel. Do pani Spencer, o zgrozo, ponownie się uśmiechnęła, po czym czym prędzej schowała przyprawy do szuflady.
W rzeczywistości ani na moment nie przestawała śledzić rozwoju sytuacji, a jej największą uwagę przykuł oczywiście Lucien. Chciała jakoś go wesprzeć, ale doskonale wiedziała, że mogłaby dolać oliwy do ognia, który Isobel Spencer mnistrzowsko rozpalała właśnie w i c h salonie.
Zainteresowała się sytuacją jeszcze bardziej, gdy kobieta nakazała Lucienowi podłączyć pendriva. Intuicyjnie opuściła więc swoją bezpieczną, kuchenną strefę i stanęła obok telewizora tuż przy mężczyźnie. Na widok dobrze znanej posesji mimowolnie uniosła brwi i rozchyliła usta, posyłając Lucienowi krótkie spojrzenie.
W tym momencie juz wiedzieli, co za chwilę pojawi się na ekranie. Najpierw był Lucien, a potem seria spektakularnych upadków. Na ten widok Zoya nadymała policzki, po czym powoli i głośno wypuściła z ust powietrze.
Wbrew oczekiwaniom pani Spencer, która co jakiś czas zerkała na nią spode łba, wcale nie czuła się jednak zdegustowana. Owszem, było jej wstyd, ale bardziej za Luciena niż za samą siebie. Trochę też korciło ją, aby się zaśmiać, bo oba upadki wyglądały bardzo widowiskowo, ale na szczęście zdołała się opanować.
Cholera. Wystarczyło jedno spojrzenie na Luciena, aby zrozumiała, że jemu daleko było do rozbawienia. Pobladł, więc Zoya delikatnie trąciła go łokciem w łokieć.
Poniekąd nadal nie docierała do niej powaga tego przewinienia. Wszakże nie mieli po dziesięć lat, aby wysłuchiwać matczynej tyrady. Była bezmyślna i niepokorna, a przynajmniej dopóki Isobel nie kontynuowała swojego wywodu. Dopiero wtedy na jej twarzy również zagościł niepokój. Kiedy jednak padło pytanie o to, co Lucien robił ze swoim życiem, ledwie powstrzymała się przed rzuceniem komentarza. Miała ochotę odpowiedzieć, że po prostu żył.
Słuchała jednak dalej, choć tym razem odwróciła wzrok od trajkoczącej kobiety i utkwiła go w czarnym ekranie telewizora, a następnie ponownie przeniosła spojrzenie na Luciena. Z rosnącym niedowierzaniem obserwowała, jak własna matka wbija w niego kolejne szpileczki. I znowu, z każdą kolejną uwagą rosła w niej ochota, aby stanąć między nimi i uświadomić kobiecie, że jej wypowiedzi były pozbawione taktu.
Zacisnęła pięści, a jej oddech stał się cięższy. Nie potrafiła odgadnąć, co dokładnie działo się teraz w głowie Luciena, ale miała wrażenie, że w jego jasnych oczach dostrzegła smutek pomieszany z ogromną porcją zdenerwowania. Sam ten widok sprawił, że ścisnął ją żołądek.
Jak ona mogła? Uchyliła usta. Chyba była wreszcie gotowa się wtrącić, ale, cholera, nie zdążyła, bo Isobel niespodziewanie zwróciła się bezpośrednio do niej.
— Przecież go stamtąd zabrałam — odparła natychmiast, mocno oburzona samym, że kobieta śmiała zarzucić, że mu na to pozwoliła. Tamtej pieprzonej nocy zrobiła przezcież wszystko, aby Lucien nie wywołał żadnego skandalu. Nagranie zresztą wyraźnie pokazywało, że to właśnie ona zabrała go spod posiadłości Ellie.— Uważam, że pani przesadza. Nic takiego się nie stało. Jest dorosły i po prostu się napił — Rozłożyła ręcę. Przez moment patrzyła kobiecie prosto w oczy z wysoko uniesionym podbródkiem, po czym zbliżyła dłoń do dłoni Luciena i delikatnie zacisnęła na niej palce. Wiedziała, że nie powinna tego robić, ale miała okropnie dobijające wrażenie, że czuł się paskudnie po tym wszystkim co usłyszał. — Może zaparzyć pani melisy? — zapytała nagle. I tak. W ten bezczelny sposób zasugerowała, że przydałoby jej się trochę ochłonąć.

Lucien Spencer