Great men are almost always bad men...
: sob paź 31, 2026 10:54 pm
001. No wealth can ever make a bad man
outfit
"If we command our wealth, we shall be rich and free.
If our wealth commands us, we are poor indeed.
"If we command our wealth, we shall be rich and free.
If our wealth commands us, we are poor indeed.
Patrzyła na wiele spraw z przymrużeniem oka, pewną pogardą. Miała ją w sobie dość sporo, bo przecież bez tego nie mogła utrzymać się na powierzchni. Nie wśród wszystkich pijawek, rekinów. Tych, którzy potrafili zniszczyć najsłabsze ogniwo, bez mrugnięcia. Bez najmniejszej refleksji nad tym co się stało.
Uwielbiała przecież brylować ale przecież to nie mogło dziwić. Świetnie sobie radziła w towarzystwie nie tylko ze względu na swój wygląd ale też na to, że można było z nią porozmawiać chyba na każdy temat. Interesowało ją niemal wszystko ale też pochłaniał wiedzę jak nikt inny, po prostu jest inteligentną kobietą. W tym wszystkim potrafiła być również zabawna jak przychodził na to odpowiedni moment. Chociaż w takich chwilach raczej można było ją zobaczyć z tej eleganckiej strony, kiedy zwracała na siebie uwagę nie tylko mężczyzn ale i zazdrosnych kobiet. Wszystko to tylko ją bawiło, bo przecież znała swoją wartość i nie przychodziła tutaj, żeby sobie podbudować ego. Wszystko skupiało się przecież na interesach, na tym by zdobyć jak największą władzę. Oczywiście, że bale charytatywne to nie tylko pomaganie najbardziej potrzebującym, co wcale nie przychodziło jej z jakimś wielkim trudem. Nawet jeśli dla kogoś wydawała się wyniosła i niezainteresowana potrzebami innych, to byli w błędzie. Przeznaczała naprawdę spore sumy ale nie zawsze chciała się przecież tym chwalić, nie było to przecież w dobrym tonie by robić coś takiego na pokaz. Temmy wydawała się jednak być w mniejszości jeśli chodzi o te kwestie. Kolejny powód do tego by poprawić sobie samopoczucie, kiedy wysłuchiwała jednego ze znajomych swojego męża, który przechwalał się na prawo i lewo ile to milionów wydał na pomoc humanitarną. Wywróciła tylko oczami wypijając kolejny łyk wina, miała nadzieję, że zaraz zakończy się ta farsa. W dodatku uważała go za okropnego rozmówcę, nie miał przecież żadnych innych zainteresować poza zarabianiem i wydawaniem pieniędzy, cóż za płytkie podejście. Na szczęście jej ojciec doskonale znał swoją córkę, przynajmniej w takich okolicznościach wyczuwał, że ma ochotę na zmianę towarzystwa. Zmiana rozmówców wydawała się jak powiew świeżego powietrza. Uśmiech na jej twarzy nie schodził jeszcze przez chwilę, kiedy przywitała się z patriarchą rodu Wellington. Pochyliła się delikatnie w jego kierunku, wsłuchiwała się na początku w rozmowę jej męża z mężczyzną, dopiero po chwili wtrącając swoje pięć groszy, co na pewno zaskoczyło obu. Wiedziała przecież, że w sprawach transportu morskiego. Dziedzina, która nie była przecież w kręgu zainteresowań nawet najbardziej światłych mężczyzn, a co dopiero kobiety. Jednak ona wyróżniała się w tłumie.
Nie bała się mówić o sprawach, które mogły być zbyt trudne, ciężkie jak dla kogoś takiego jak drobna Fournier. Może nie każdy wiedział o niej to, że ona wręcz kochała to co innym mogło przyjść z trudem. Głównie dla własnej satysfakcji, dlatego że mogła to zrobić. Zdecydowanie, nie było łatwo ją dogonić, a na pewno odgadnąć to co właśnie kłębiło się w jej umyśle. Wiele by dała by chociaż na moment, ktoś pokazał jej to że warto było pojawić się w tym miejscu, w otoczeniu tych wszystkich snobów. Nudnych, pretensjonalnych i zapatrzonych w siebie. Pragnęła rozrywki i oczekiwała, że ta pojawi się dość szybko, niestety nawet jej "ukochany" mąż nie był w stanie zapewnić jej potrzebną rozrywkę. Prychnęła jedynie, zabierając wypełniony czerwonym winem kieliszek i po prostu odeszła. Bez słowa, bez wytłumaczenia się. Jakby dla niej liczyło się tylko jej własne dobre samopoczucie, którego tutaj nie mogła odnaleźć. Już dawno nie czuła się w taki sposób, jakby poza własną pracą ciągle żyła jak w klatce. Ciągle podróżowała z ambasady do kolejnego biura, na kolejną salę bankietową. Chyba nie tak miało wyglądać jej życie. Nie mogła ciągle szukać rozrywki w pracy. Życie samo w sobie powinno być zastrzykiem adrenaliny, której tak mocno pragnęła. Jak wody albo powietrza.
- Czy mi się tylko wydaje, czy to wino jest bardziej ekscytujące niż ten wieczór - mruknęła pod nosem, może do swojego męża albo też do kogokolwiek, kto był w jej pobliżu. Szukała pomocy. Wołała o to by ktoś się zainteresował jej losem. Oczywiście, nie była zdesperowana. Nie była tą, która miała pokazać się z tej żałosnej strony. Błagającej o to by ktoś wreszcie zrozumiał jej los. Rzuciła tylko znudzone spojrzenie w kierunku swojego partnera, który w tym momencie nie miał zamiaru wysłuchiwać jej narzekań - Palant - warknęła pod nosem i upiła resztę alkoholu, wzrokiem szukając młodego kelnera, który ciągle pojawiał się przed nią z tacą pełną czerwonego wina. Jednak jej uwagę przykuł ktoś inny. Zapewne był to młody Valencourt. Przyglądała się mężczyźnie przez dłuższą chwilę, ciągle interesując się tym w jakim kierunku zmierza rozmowa ojców. Uśmiechnęła się do młodszego mężczyzny, odwracając się niespodziewanie i ruszając w kierunku jakiegoś barku. Miała ochotę na coś mocniejszego niż wino. Skinęła w kierunku barmana. Wybór alkoholu mógł szokować ale robiła to tylko dlatego, że zamierzała stłumić wszystkie niepotrzebne głosy i odgłosy, które z czasem zaczynały ją niezwykle drażnić.
Nie podeszła do niego, nie z obawy ale po prostu zauważyła że jest zajęty. Zapewne jak zwykle oblegany. Zaśmiała się jedynie pod nosem.
Wiele rodzin, tak samo zamożnych musiało przystać na to by pojawiać się na takich bankietach, mniej lub bardziej lubiąc to czy tolerując. Temperance kiedyś bardziej gardziła takimi pomysłami i tym, że niemal zostawała do tego zmuszona. W chwili obecnej sama stworzyła sobie pewnego rodzaju plan albo też misję, wszystko to wiązało się z tym że po prostu pojawiała się tutaj. Nawiązywała znajomości, kontakty które w późniejszym czasie wykorzystywała dla siebie. Można śmiało powiedzieć, że gardziła wszystkimi którzy wykorzystywali szczytny cel na to by chwalić się sobą i swoją pychą. Nie zwracała jednak na to zbytniej uwagi, nie chciała psuć sobie humoru. Wszystko kwitowała pogardliwym uśmieszkiem i wtedy skupiała się na swoim celu. Jednak to nie jest tak, że zawsze przychodziła tutaj by polować na kogoś lub coś. Zwyczajnie przyzwyczaiła wszystkich albo też większość swoją obecnością. W jakimś sensie z jej pozycją już po prostu nie wypadało się nie pojawić. Troszczyła się o swoją reputację na tyle mocno by robić pewne rzeczy wbrew sobie, a może wbrew temu co chciała teraz robić. Chciała przecież spędzić ten czas w przyjemniejszej atmosferze. Pragnęła zjeść kolację albo po prostu przespacerować się po miejscach, które sprawiały, że jej umysł mógł się zresetować. Nawet teatr w tej sytuacji wydawał się o wiele bardziej pasjonujący i porywający. Tutaj nie dało się tak po prostu wszystko kręciło się wokół pieniędzy, interesów i tego jak można się dorobić i jeszcze bardziej wyróżnić na tle innych, równie obrzydliwie bogatych.
Wieczór zapewne minąłby w tej samej, nudnej atmosferze. Nie wyróżniając się w tłumie innych bankietów. Oczywiście, nie oczekiwała, że za magicznym machnięciem różdżki zmieni się wszystko. Nastawienie ludzi ale też to jak zachowują się goście. Nie mogła liczyć na to, że wreszcie będzie mogła liczyć na interesujące towarzystwo. O wiele ciekawsze niż przebrzydle bogaci amanci, którzy mogli być w wieku jej ojca. Wywracała jedynie oczami, na kolejne nieudolne rozmowy, a raczej próby jej poderwania. Przecież nie miała męża ale jak widać to nie miało już żadnego większego znaczenia. Kiedy raczyła się już tylko wodą, bo przecież nie mogła wyjść na kompletną pijaczkę, dotarła do niej wiadomość o tym, że została zaproszona. Zaproszona do elitarnej grupy. Tylko nieliczni mogli przecież liczyć na to by cała "zabawa" mogła toczyć się dalej, w bardziej kameralnym i intymnym miejscu. Nawet nie zdziwiło ją to, że nie zaproszono tam jej małżonka. Nie liczyła na to, że byłby w stanie zainteresować swoją osobą, kogokolwiek.
Wraz z nieliczną grupą pojawiła się na ostatnim piętrze najbardziej ekskluzywnego hotelu w tym mieście. Nie rozglądała się, nie była nerwowa jak niektórzy. Chyba przywykła już do tego, że najlepiej jest zachować spokój, jedyne co mogła czuć to podekscytowanie, a raczej radość, że jednak jej modlitwy zostały wysłuchane.
- Liczyłam, że kiedyś zaczną się poważniejsze rozmowy na wysokim szczeblu - zażartowała sobie, w tym momencie nie zdając sobie sprawy z tego, że stoi przy Raphaelu, jakby to w ogóle miało znaczenie, skoro wszyscy ją mogli słyszeć, a może tylko tak jej się wydawał i nikt nie zwracał na nią aż taką uwagę, jak jej się to wydawało. Zmierzyła go jedynie wzrokiem, uśmiechając się delikatnie. Nie licząc w ogóle na to, że nawiąże z nią rozmowę, że będzie chciał jej odpowiedzieć.

