psikus bez cukierka
: ndz lis 01, 2026 12:12 am
Najpierw miał to być niewinny psikus na Halloween. Ten blondas z inżynierii biomedycznej przyszedł zapytać, czy Vraia dostała cukierki, bo jakieś zostawił. Przytaknęła, bo faktycznie ktoś jej coś zostawił, ale słabo chłopaka słuchała, bo musiała się uporać z bałaganem w pokoju. Bałaganem, który nie ona zrobiła, co było mocno zaskakujące.
Od słowa do słowa okazało się, że to jakiś głupi żart z tymi dokumentami i – co uznała za o wiele gorsze – przelaniem kwiatków na parapecie. I może nawet by odpuściła, bo przecież nie miała pojęcia, kto mógł to zrobić, ale niepotrzebnie wdała się w dyskusję i sprawa nabrała nagle charakteru zemsty, a dyskusja rozniosła się na kilka osób.
Wspólnie uradzili, że te durne psikusy to sprawka jednego z doktorantów chemii, a w odwecie wymyślili, że w ramach psikus zostawią mu w labie kolbę stożkową z kolorową pianką – Vraia kojarzyła takie wypływające coś z filmów i z grubsza wiedziała, jak się to robi, co trzeba wrzucić do szklanego naczynia, ale raczej tego nie wykonywała, bo po co. Nie tym się zajmowała.
Padło jednak na nią, głównie dlatego, że nie miała nic do roboty tego wieczora, a wszyscy pozostali nagle stwierdzili, że lecą na jakąś imprezę.
Być może dała się nieco podpuścić, powinna to wyczuć. Możliwe też, że mogła odpuścić i ich olać, bo po co jej problemy, stworzyła ich sobie w życiu wystarczająco dużo.
A jednak poszła z tą kolbą. Zrobiła wszystko według instrukcji i wyszła. Wróciła po półgodzinie, pewna, że ten koleś z chemii już tam będzie i może faktycznie będzie się nieco miotał po pomieszczeniu, zaskoczony tym, że jego szkiełka gdzieś zniknęły, a zamiast nich znajduje się tam różowo-niebieska pasta dla słoni. Ale zamiast zdziwionego i zapewne te rozbawionego kolegi (bo to przecież było zabawne, w końcu nie zrobili nic naprawdę groźnego ani szkodliwego) usłyszała jakieś okrzyki pełne złości. W pośpiechu dopadła do drzwi, a jej oczom nie ukazał się doktorant, którego przecież znała z widzenia, tylko jakiś inny koleś – wyraźnie wściekły. I raczej nie był doktorantem.
– O co tyle hałasu? Przecież to tylko płyn do naczyń z odrobiną barwnika – odezwała się nieco kpiąco, ale rozbawienie na jej twarzy ustąpiło miejsca zdziwieniu i dezorientacji, gdy zobaczyła, co się wydarzyło w labie. Nie w takim stanie zostawiła pomieszczenie pół godziny wcześniej.
Od razu przemknęło jej przez głowę, że coś w tym ich kolorowym eksperymencie poszło nie tak i kolba jakimś cudem wybuchła, zrobiła taki rozgardiasz w labie i teraz wszyscy będą mieli przesrane. Nie, poprawka. To Vraia będzie miała przesrane, bo ona tu była, przecież reszta towarzystwa już dawno się ulotniła.
Szlag. Jak zwykle się w coś wkopała. Czy to był dobry moment, żeby odwrócić się na pięcie i wiać?
Nathaniel Thornton