you don't have to waste your night and wear your heart out
: śr lis 04, 2026 12:31 am
082.
Dzisiejszy wieczór postanowiła potraktować nieco bardziej rozrywkowo. Trzeba było opić fakt, że znów była wolna i nie miała wobec nikogo żadnych zobowiązań, zamiast po raz kolejny zastanawiać się, co właściwie poszło nie tak. Takich wieczorów miała już za sobą wystarczająco dużo. Brakowało tylko odpowiedniej ilości alkoholu, żeby nadać temu wydarzeniu należytą oprawę, oraz towarzystwa, które nie zacznie wygłaszać jej wykładu o wyciąganiu wniosków z nieudanych związków. Napisanie do Bryce'a okazało się strzałem w dziesiątkę. On również nie miał zbyt wiele szczęścia w relacjach, więc właściwie od razu zgodził się uczestniczyć w tym mało wyszukanym przedsięwzięciu.
Do baru weszła zdecydowanym krokiem, tym samym przykuwając uwagę kilku osób rozgrywających partyjkę darta. Miała na sobie ciemne jeansy, dopasowaną bluzkę i skórzaną kurtkę. W jednej dłoni trzymała telefon, w drugiej klucze od domu, które obracała między palcami, rozglądając się po wnętrzu w poszukiwaniu znajomej twarzy. Kiedy w końcu dostrzegła Livingstona, kiwnęła do niego głową i ruszyła w jego stronę, po drodze przeczesując włosy do tyłu.
Parsknęła pod nosem, widząc wyraz jego twarzy. Zaraz, czy było w nim coś na kształt współczucia? Przesada!
— No dalej, nie patrz tak na mnie. Nie umarł mi nikt i nie straciłam pracy — szturchnęła go zaczepnie łokciem, zanim jej wzrok powędrował w stronę baru. — Stawiam pierwszą kolejkę — oznajmiła i pociągnęła go za przedramię w tamtym kierunku. — Co pijesz? — dopytała, bo sama jeszcze nie podjęła decyzji. Miller nie była szczególnie wymagająca, jeśli chodziło o alkohol. Nigdy też nie miał mocnej głowy, z czego Bryce z pewnością doskonale zdawał sobie sprawę. Naprawdę niewiele potrzebowała, żeby poczuć skutki wypitego alkoholu.
Bryce Livingston