Can you pick me up?
: czw lis 05, 2026 11:29 pm
Ostatni tydzień chyba wycisnął wszystko co może z Vesper. Chociaż sama sobie układała grafik i zrobiła luźniejsze terminy to jednak rozchorowanie się dwóch pilotów Monarch nie było na jej liście bingo. W jeden felerny poranek musiała poprzestawiać swoje loty i wszystkich innych co nie spotkało się z radością. Na szczęście nikt nie robił scen i nie miał jej za złe, że plany nagle się pozmieniały i trzeba było na szybko ogarnąć życie. Na szczęście to były praktycznie same loty na trasie Stany-Kanada ze sporadycznymi wylotami w dalsze trasy. Te tak naprawdę przejęła sama. Kochała siedzieć za sterami wielotonowych maszyn, więc nie przeszkadzały jej długie dystanse. Monarch Jets z początku nie skupiało się mocno na dalekich lotach, ale kiedy to sama Vesper przejęła firmę po dziadku to się mocno zmieniło i teraz z konkretnym wyprzedzeniem faktycznie można było polecieć na drugi koniec świata i to była dobra inwestycja jeśli chodziło o nowe zarządzenie młodej Shaw.
Przed ostatnim lotem musiała oddać do znajomego mechanika auto na przegląd. Owy jegomość był wieloletnim kumplem Vesper i tylko jemu powierzała swoje samochody. Ten ją odwiózł na lotnisko i zabrał samochód na warsztat obiecując skończyć przed jej powrotem. Piętnastogodzinny lot w jedną stronę do Korei był mocno męczący, ale najważniejsze było to, że klient był mocno zadowolony i zapłacił za to grube pieniądze. Seoul zwiedzała jedynie przez jeden pełny dzień, chociaż i tak większość czasu przespała, bo klient sobie zażyczył szybki powrót na urodziny córki. Dobrze, że chociaż ona i drugi pilot mogli spokojnie odpocząć kiedy to klient załatwiał swoje biznesy co oczywiście również robił na pokładzie Boeinga 767-300 vip, którego to właśnie zakupiła Ves na tak długie podróże.
Będąc w Koreii w kilku wiadomościach napisała do Veyr z pytaniem czy mogłaby odebrać jej auto od mechanika i przyjechać po nią na lotnisko o konkretnej godzinie. Raz, że przez ten tydzień nawet nie miała okazji by się widzieć z Sari, a dwa to właśnie ona była jedną z niewielu osób, którym pozwalała siadać za kółkiem swoich maszyn. Nawet jej własna siostra, Lavender, nie miała takich przywilejów! Dwa, że nie chciało jej się zamawiać taksówki do domu i to był chyba chwilowo najważniejszy powód. Już nawet nie to, ze musiałaby wydać pieniądze na taksówkę, bo przecież te nie stanowiły dla niej akurat problemu. Po tak długim locie zdecydowanie bardziej wolała komfortowe kubełkowe siedzenia w swoim aucie pachnącym najpewniej czymś fajnym niż taksówkę, która zapewne śmierdziała po przepoconym kierowcy, który spędził zdecydowanie za dużo godzin za kółkiem i kopcił w aucie niczym smok.
Wychodząc z samolotu i przechodząc przed bramki miała wręcz nadzieję, ze Sari jej nie olała i faktycznie po nią przyjechała. Był późny wieczór, więc mogła nie być jakoś mocno zajęta, a w ramach podziękowania Ves pewnie zabierze ją na jakeś dobre jedzenie. Ewentualnie zamówią na wynos, bo Shaw marzyła jedynie by ściągnąć z siebie mundur pilota i wbić się w wygodne dresy. Pożegnawszy swoją załogę skierowała się z plecakiem na parking. Sprawdziła jeszcze raz telefon mając nadzieję, że nie przegapiła żadnej wiadomości od Veyr. Olała te cztery emaile, które siedziały nieotwarte. Praca może już poczekać do jutra. Vesper należał się zasłużony odpoczynek.
Sariya Veyr
Przed ostatnim lotem musiała oddać do znajomego mechanika auto na przegląd. Owy jegomość był wieloletnim kumplem Vesper i tylko jemu powierzała swoje samochody. Ten ją odwiózł na lotnisko i zabrał samochód na warsztat obiecując skończyć przed jej powrotem. Piętnastogodzinny lot w jedną stronę do Korei był mocno męczący, ale najważniejsze było to, że klient był mocno zadowolony i zapłacił za to grube pieniądze. Seoul zwiedzała jedynie przez jeden pełny dzień, chociaż i tak większość czasu przespała, bo klient sobie zażyczył szybki powrót na urodziny córki. Dobrze, że chociaż ona i drugi pilot mogli spokojnie odpocząć kiedy to klient załatwiał swoje biznesy co oczywiście również robił na pokładzie Boeinga 767-300 vip, którego to właśnie zakupiła Ves na tak długie podróże.
Będąc w Koreii w kilku wiadomościach napisała do Veyr z pytaniem czy mogłaby odebrać jej auto od mechanika i przyjechać po nią na lotnisko o konkretnej godzinie. Raz, że przez ten tydzień nawet nie miała okazji by się widzieć z Sari, a dwa to właśnie ona była jedną z niewielu osób, którym pozwalała siadać za kółkiem swoich maszyn. Nawet jej własna siostra, Lavender, nie miała takich przywilejów! Dwa, że nie chciało jej się zamawiać taksówki do domu i to był chyba chwilowo najważniejszy powód. Już nawet nie to, ze musiałaby wydać pieniądze na taksówkę, bo przecież te nie stanowiły dla niej akurat problemu. Po tak długim locie zdecydowanie bardziej wolała komfortowe kubełkowe siedzenia w swoim aucie pachnącym najpewniej czymś fajnym niż taksówkę, która zapewne śmierdziała po przepoconym kierowcy, który spędził zdecydowanie za dużo godzin za kółkiem i kopcił w aucie niczym smok.
Wychodząc z samolotu i przechodząc przed bramki miała wręcz nadzieję, ze Sari jej nie olała i faktycznie po nią przyjechała. Był późny wieczór, więc mogła nie być jakoś mocno zajęta, a w ramach podziękowania Ves pewnie zabierze ją na jakeś dobre jedzenie. Ewentualnie zamówią na wynos, bo Shaw marzyła jedynie by ściągnąć z siebie mundur pilota i wbić się w wygodne dresy. Pożegnawszy swoją załogę skierowała się z plecakiem na parking. Sprawdziła jeszcze raz telefon mając nadzieję, że nie przegapiła żadnej wiadomości od Veyr. Olała te cztery emaile, które siedziały nieotwarte. Praca może już poczekać do jutra. Vesper należał się zasłużony odpoczynek.
Sariya Veyr