ODPOWIEDZ
33 y/o
For good luck!
167 cm
Pilot i wlaścicielka Monarch Jets
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ostatni tydzień chyba wycisnął wszystko co może z Vesper. Chociaż sama sobie układała grafik i zrobiła luźniejsze terminy to jednak rozchorowanie się dwóch pilotów Monarch nie było na jej liście bingo. W jeden felerny poranek musiała poprzestawiać swoje loty i wszystkich innych co nie spotkało się z radością. Na szczęście nikt nie robił scen i nie miał jej za złe, że plany nagle się pozmieniały i trzeba było na szybko ogarnąć życie. Na szczęście to były praktycznie same loty na trasie Stany-Kanada ze sporadycznymi wylotami w dalsze trasy. Te tak naprawdę przejęła sama. Kochała siedzieć za sterami wielotonowych maszyn, więc nie przeszkadzały jej długie dystanse. Monarch Jets z początku nie skupiało się mocno na dalekich lotach, ale kiedy to sama Vesper przejęła firmę po dziadku to się mocno zmieniło i teraz z konkretnym wyprzedzeniem faktycznie można było polecieć na drugi koniec świata i to była dobra inwestycja jeśli chodziło o nowe zarządzenie młodej Shaw.
Przed ostatnim lotem musiała oddać do znajomego mechanika auto na przegląd. Owy jegomość był wieloletnim kumplem Vesper i tylko jemu powierzała swoje samochody. Ten ją odwiózł na lotnisko i zabrał samochód na warsztat obiecując skończyć przed jej powrotem. Piętnastogodzinny lot w jedną stronę do Korei był mocno męczący, ale najważniejsze było to, że klient był mocno zadowolony i zapłacił za to grube pieniądze. Seoul zwiedzała jedynie przez jeden pełny dzień, chociaż i tak większość czasu przespała, bo klient sobie zażyczył szybki powrót na urodziny córki. Dobrze, że chociaż ona i drugi pilot mogli spokojnie odpocząć kiedy to klient załatwiał swoje biznesy co oczywiście również robił na pokładzie Boeinga 767-300 vip, którego to właśnie zakupiła Ves na tak długie podróże.
Będąc w Koreii w kilku wiadomościach napisała do Veyr z pytaniem czy mogłaby odebrać jej auto od mechanika i przyjechać po nią na lotnisko o konkretnej godzinie. Raz, że przez ten tydzień nawet nie miała okazji by się widzieć z Sari, a dwa to właśnie ona była jedną z niewielu osób, którym pozwalała siadać za kółkiem swoich maszyn. Nawet jej własna siostra, Lavender, nie miała takich przywilejów! Dwa, że nie chciało jej się zamawiać taksówki do domu i to był chyba chwilowo najważniejszy powód. Już nawet nie to, ze musiałaby wydać pieniądze na taksówkę, bo przecież te nie stanowiły dla niej akurat problemu. Po tak długim locie zdecydowanie bardziej wolała komfortowe kubełkowe siedzenia w swoim aucie pachnącym najpewniej czymś fajnym niż taksówkę, która zapewne śmierdziała po przepoconym kierowcy, który spędził zdecydowanie za dużo godzin za kółkiem i kopcił w aucie niczym smok.
Wychodząc z samolotu i przechodząc przed bramki miała wręcz nadzieję, ze Sari jej nie olała i faktycznie po nią przyjechała. Był późny wieczór, więc mogła nie być jakoś mocno zajęta, a w ramach podziękowania Ves pewnie zabierze ją na jakeś dobre jedzenie. Ewentualnie zamówią na wynos, bo Shaw marzyła jedynie by ściągnąć z siebie mundur pilota i wbić się w wygodne dresy. Pożegnawszy swoją załogę skierowała się z plecakiem na parking. Sprawdziła jeszcze raz telefon mając nadzieję, że nie przegapiła żadnej wiadomości od Veyr. Olała te cztery emaile, które siedziały nieotwarte. Praca może już poczekać do jutra. Vesper należał się zasłużony odpoczynek.

Sariya Veyr
34 y/o
For good luck!
0 cm
Architektka wnętrz, projektantka i konse Hayes Studio
Awatar użytkownika
Niezależna, pewna siebie kobieta o drapieżnym charakterze, ciętym języku i przekornym uśmiechu.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej albo co chcesz
typ narracjityp narracji
czas narracji3os
postać
autor

Sariya nie miała w zwyczaju narzekać na przysługi, szczególnie jeśli chodziło o ludzi, na których w jakiś sposób jej zależało. Nie oznaczało to jednak, że zamierzała przepuścić okazję do wypomnienia Vesper jej kolejnego szalonego pomysłu. Kiedy dostała wiadomość z prośbą o odebranie samochodu od mechanika i późniejsze pojawienie się na lotnisku, przez krótką chwilę zastanawiała się, czy Shaw przypadkiem nie pomyliła jej z prywatnym kierowcą. Ostatecznie jednak odpisała twierdząco, dorzucając jedynie kilka słów o tym, że następnym razem powinna rozważyć zatrudnienie własnej szoferki. Oczywiście żartowała. Przynajmniej częściowo.
Samochód odebrała bez większych komplikacji. Mechanik, którego Vesper najwyraźniej znała od lat, okazał się całkiem sympatycznym człowiekiem, choć Sariya nie mogła oprzeć się wrażeniu, że miał do czynienia z wyjątkowo wymagającą klientką. Oczywiście nie zamierzała go za to winić. Sama doskonale wiedziała, jak to jest mieć swoje przyzwyczajenia i oczekiwania wobec rzeczy, które się lubi. Po krótkiej rozmowie, sprawdzeniu dokumentów i upewnieniu się, że wszystko zostało zrobione tak, jak należy, wsiadła za kierownicę i ruszyła w stronę lotniska.
Przy okazji zdążyła zatankować samochód, a nawet zatrzymać się po coś do jedzenia. Uznała, że piętnastogodzinny lot, nawet jeśli odbywał się w luksusowych warunkach, raczej nie należał do szczególnie odprężających doświadczeń. A znając Vesper, istniała spora szansa, że przez większość podróży bardziej zajmowała się pracą niż odpoczynkiem. Sariya nie zamierzała jednak wygłaszać jej kolejnego kazania na temat równowagi między życiem zawodowym a prywatnym. Przynajmniej nie od razu. Nie chciała przecież zmarnować całej przyjemności z przekomarzania się.
Na lotnisku pojawiła się z odpowiednim zapasem czasu. Zaparkowała w miejscu, z którego bez większego problemu mogła dostrzec wychodzących pasażerów, po czym oparła się wygodnie o bok samochodu. Miała na sobie ciemne jeansy, prosty top i skórzaną kurtkę, a włosy pozostawiła rozpuszczone. Telefon co jakiś czas rozświetlał jej dłoń, ale nie poświęcała mu szczególnej uwagi. Właściwie od chwili, kiedy dostała wiadomość o planowanym przylocie, co jakiś czas zerkała na zegarek. Nie żeby szczególnie niecierpliwie wyczekiwała spotkania. Po prostu nie lubiła się spóźniać. Tak sobie przynajmniej tłumaczyła. Kiedy w końcu dostrzegła znajomą sylwetkę, na jej twarzy pojawił się lekki, niemal automatyczny uśmiech. Od razu zauważyła zmęczenie, które nawet z pewnej odległości zdawało się przebijać przez zwyczajną pewność siebie pilotki. Sariya wyprostowała się, odrywając od samochodu, i skrzyżowała ręce na piersi. Przez krótką chwilę przyglądała się Shaw, jakby próbowała ocenić, ile godzin snu ta kobieta będzie musiała nadrobić, zanim znów zacznie udawać, że jest niezniszczalna.
— Proszę, proszę. Żywa. Już zaczynałam się zastanawiać, czy mam wysłać ekipę ratunkową do Korei, czy wystarczy zadzwonić i przypomnieć ci, że istnieje coś takiego jak powrót do domu— rzuciła na powitanie, unosząc lekko kącik ust. Jej spojrzenie na moment zatrzymało się na twarzy kobiety, jakby chciała upewnić się, że poza zmęczeniem nie kryje się tam nic więcej.
—Wyglądasz, jakbyś właśnie wróciła z drugiej wojny światowej, kapitanie. Mam nadzieję, że przynajmniej klient był wart tych wszystkich godzin spędzonych w powietrzu.— W jej głosie pobrzmiewała charakterystyczna ironia, ale zaraz potem uśmiechnęła się nieco łagodniej.
—Samochód odebrany i cały. Nawet nie próbowałam go ukraść, chociaż przyznam, że przez chwilę rozważałam, czy nie powinnam zażądać okupu.- Odwróciła się w stronę auta i nacisnęła przycisk na kluczyku, odblokowując zamki. Mechanik najwyraźniej wywiązał się ze swojej pracy, bo samochód prezentował się dokładnie tak, jak powinien.
—Kupiłam nam coś do jedzenia. Nie wiedziałam, czy zdążyłaś cokolwiek zjeść, ale założyłam, że twoje ostatnie sensowne danie mogło mieć miejsce jeszcze przed wylotem. — Przechyliła lekko głowę, a w jej oczach pojawił się figlarny błysk. — Możemy pojechać gdzieś na kolację, jeśli masz jeszcze siłę udawać człowieka. Albo wracamy do domu, zamawiamy coś porządnego i pozwalam ci przez najbliższe kilka godzin nie podejmować żadnych decyzji. Wiem, brzmi jak wyjątkowo hojna oferta.-Oparła dłoń o krawędź otwartych drzwi, pozostawiając Vesper wybór. Sama nie miała szczególnej ochoty na spędzanie wieczoru w zatłoczonej restauracji, ale jeśli Shaw naprawdę chciała gdzieś pojechać, nie zamierzała robić z tego problemu. Najważniejsze było to, że wreszcie znalazły się w tym samym miejscu, bez konieczności dopasowywania grafików, sprawdzania godzin lotów i odliczania dni do kolejnego spotkania.
—I zanim zapytasz, tak, zatankowałam. Nie, nie porysowałam felg. I nie, nie zamierzam ci opowiadać, jak bardzo podoba mi się prowadzenie twojego samochodu, bo jeszcze zaczniesz wykorzystywać to jako argument przy kolejnych przysługach. — Uśmiechnęła się szerzej, po czym skinęła głową w stronę miejsca pasażera. —Wsiadaj, Shaw. Tym razem ja zajmuję się transportem. Ty możesz po prostu odpocząć.
Vesper Shaw
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Sari
33 y/o
For good luck!
167 cm
Pilot i wlaścicielka Monarch Jets
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Szczerze powiedziawszy to naprawdę nie była pewna czy Sari będzie miała chęć i ochotę po nią przyjechać. Mimo tego iż potwierdziła, że to zrobi to Vesper spodziewała się, że może wydarzyć się wiele i ostatecznie sama odbierze samochód jutro jak już odeśpi swoje. To nie tak, że oczekiwała iż kobieta to faktycznie zrobi! Może i często gęsto zachowywała jak ktoś kto wiedział, że może wszystko to jednak Vesper była naprawdę człowiekiem, który pracuje na swój własny sukces. To, że pieniądze i nazwisko jej w tym odrobinę pomogły to już inna historia.
Sari zaufała z samochodem. Mało osób mogło siedzieć za kółkiem któregokolwiek z jej cudeniek. Jednak Sariya była pewna za kierownicą to raz, a dwa Ves widziała ją w akcji, więc tym bardziej wiedziała komu powierza swoje cacko.
Czekając na zewnątrz udało jej się zamienić nawet kilka słów z jakimiś randomowymi ludźmi, którzy pytali o wskazówki. Kogo najlepiej o to zapytać jak nie wymęczoną podróżą laskę w stroju pilota, która wręcz marzy by być we własnym domu. Na szczęście Ves nie była niemiłym osobnikiem i im pomogła. Dopiero wtedy rozejrzała się porządnie i dostrzegła znajomą postać i bardzo znajome auto. Uśmiechnęła się i machnęła jej dłonią potwierdzając, że ją widzi. Pożegnała turystów i wreszcie ruszyła w kierunku Veyr. -Ledwo, ale żyje. Wyobraź sobie, że aż się nie mogłam doczekać powrotu. - gdyby to był tylko jeden lot to pewnie nie byłaby tak zmęczona, ale to akurat był najdłuższy kończący ten maraton lotów, które odbyła w ostatnim czasie. Teraz już zdecydowanie zasługuje na tydzień przerwy. Będzie jedynie siedzieć za biurkiem i wszystko nadzorować! -Klient zadowolony i bardzo hojny jeśli chodziło o napiwek. Jednak najważniejsze, że już zapowiedział, ze skorzysta z usług - uśmiechnęła się szeroko i poprawiła plecak.
-Wiesz, że jak chcesz to możesz zawsze któreś wziąć na jazdę nie? - uniosła brew. Jak popsuje to wie, ze będzie za to odpowiadać. Poza tym V nie oferowała takiego deala nikomu tak naprawdę. -Boże ty nawet czasami potrafisz być miła! Dobrze się czujesz? I tak ostatni sensowny posiłek był wieki temu. - skinęła lekko głową. Miała już zapytać co kupiła , ale Sari już oferowała pójście do knajpki co Shaw skwitowała pokręceniem głowy -Nie mam siły udawać człowieka. Dom, zamawiasz na co masz ochotę, a ja w tym czasie wbiję pod upragniony prysznic. - bo ta opcja była wręcz idealna na dzisiejszy wieczór. Co więcej będą miały wreszcie okazję spędzić więcej czasu, bo zgrywanie grafików dwóch naprawdę zajętych kobiet było niemalże niemożliwe, więc tym bardziej trzeba się tym nacieszyć. Dobra, może Ves trochę tęskniła za towarzystwem Sari, ale przecież się do tego nie przyzna głośno.
-Cudownie, wiedziałam, że mogę na Ciebie liczyć. W drogę pani szofer. - posłała jej rozbrajający uśmiech i wpakowała się do auta. Potrzebowała odpoczynku i chyba sama zaczynała to sobie uświadamiać.

Sariya Veyr
34 y/o
For good luck!
0 cm
Architektka wnętrz, projektantka i konse Hayes Studio
Awatar użytkownika
Niezależna, pewna siebie kobieta o drapieżnym charakterze, ciętym języku i przekornym uśmiechu.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej albo co chcesz
typ narracjityp narracji
czas narracji3os
postać
autor

Sariya uśmiechnęła się pod nosem, obserwując, jak Vesper bez większych ceregieli zajmuje miejsce pasażera. Właściwie nie spodziewała się po niej innej reakcji. Shaw mogła być kobietą, która potrafiła przejąć kontrolę nad niemal każdą sytuacją, ale nawet ona miała swoje granice. A wielogodzinne loty, przesiadki i zawodowe obowiązki zdecydowanie potrafiły wystawić cierpliwość na próbę.
—Pani szofer? Brzmi całkiem prestiżowo. Mam nadzieję, że napiwek również będzie adekwatny do poziomu świadczonych usług—[/i rzuciła z rozbawieniem, obchodząc samochód i zajmując miejsce za kierownicą. Przekręciła kluczyk, a znajomy pomruk silnika przyjemnie wypełnił wnętrze. Zerknęła jeszcze na Vesper, po czym ruszyła płynnie w kierunku wyjazdu z parkingu. Nie zamierzała urządzać jej żadnych dodatkowych atrakcji. Dzisiejszy wieczór miał być wyjątkowo pozbawiony niespodzianek, przynajmniej tych nieprzyjemnych.
—Tydzień przerwy, powiadasz? Brzmi jak rozsądny plan. Chociaż znam cię na tyle, żeby wiedzieć, że po dwóch dniach zaczniesz wymyślać sobie kolejne zajęcia, bo zwyczajnie nie potrafisz usiedzieć na tyłku —skwitowała, posyłając jej krótkie spojrzenie. —Ale tym razem możesz mnie nie słuchać. W końcu jestem tylko twoim kierowcą.- Na wspomnienie o napiwku dla klienta uniosła lekko brwi.
—Czyli nie dość, że wracasz zadowolona, to jeszcze zadowolona i bogatsza? Uważaj, Shaw. Jeszcze chwila i zacznę podejrzewać, że ta twoja praca jest całkiem przyjemna. — Kącik jej ust drgnął. — A tak poważnie, gratuluję. Dobrze wiedzieć, że cały ten maraton przyniósł coś więcej niż tylko ból pleców i ochotę na sen przez następne czterdzieści osiem godzin.-nPrzez chwilę skupiła się na drodze, pozwalając, by pomiędzy nimi zapanowała przyjemna cisza. Nie czuła potrzeby wypełniania każdej wolnej sekundy rozmową. Z Vesper miała ten komfort, że nie musiała nieustannie udowadniać swojej wartości ani szukać tematów na siłę. Mogły rozmawiać o wszystkim i o niczym, a czasami równie dobrze milczeć. —Dobra, skoro restauracja odpada, to zamawiamy coś do domu. Tylko uprzedzam, nie zamierzam żywić cię samą sałatą i wodą mineralną. Po takim locie należy ci się coś konkretnego. — Spojrzała na nią z udawaną powagą. —Masz jakieś specjalne życzenia, czy mam zdać się na własny osąd? Bo jeśli zostawisz to mnie, istnieje spore ryzyko, że zamówię tyle jedzenia, jakbyśmy planowały wykarmić pół Toronto.- Oparła wygodniej dłoń na kierownicy, a jej wyraz twarzy nieco złagodniał. Doskonale wiedząc, ze ma ze soba już jeden obiad, lecz dla tej dziewczyny była wstanie zamówić cały świat by tylko była zadowolona! —Poza tym nie musisz dzisiaj niczego udawać, Ves. Możesz być zmęczona, marudna, niekontaktowa i przez godzinę opowiadać mi, jak bardzo nienawidzisz samolotów. Nie obrażę się. — Zawiesiła na moment głos, po czym dodała z lekkim uśmiechem: —Właściwie to całkiem miło będzie mieć cię przez chwilę na wyłączność, bez telefonów, klientów i całego tego twojego latającego cyrku.- Nie zamierzała robić z tego wielkiego wyznania. Ot, zwykła uwaga rzucona mimochodem. Przynajmniej tak zamierzała ją przedstawić, gdyby Vesper postanowiła drążyć temat.
— A teraz zapnij pasy i wybierz kolację. Resztą zajmie się twoja prywatna szoferka.
Vesper Shaw
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Sari
33 y/o
For good luck!
167 cm
Pilot i wlaścicielka Monarch Jets
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Shaw na co dzień była dość bezpośrednią i stanowczą osobą, która musiała szybko nauczyć się panować nad każdą sytuacją. Wymagała to od niej nie tylko praca pilota, ale przede wszystkim właśnie prowadzenie firmy dziadka. Nadal raczkowała w tym wszystkim. Nadal czasem miewała zbyt miękkie serduszko jeśli chodziło o pracowników, ale musiała umieć sobie poradzić z bardzo wymagającą klientelą jak i sytuacjami, które nagle okazywały się mocno nie do przeskoczenia. Bardzo niewiele osób wiedziało jaka jest poza pracą czy spędami wyższych sfer. Sariya była już jedną z tych niewielu osób właśnie.
-Nad napiwkiem pomyślimy. Musisz najpierw zasłużyć - uśmiechnęła się pod nosem siadając wygodniej na miejscu pasażera i zapinając pasy. Przyjemny, znajomy pomruk maszyny sprawił, że uśmiechnęła się szerzej. Normalnie pewnie sama siadłaby za kółko, ale była zdecydowanie zbyt zmęczona i mogło to się skończyć niezbyt przyjemnie dla niej samej jak i dla auta, a tego pewnie by nie przebolała.
-Ja i bycie rozsądną? Znasz mnie za dobrze Sari. Nie umiem usiedzieć na tyłku. - przymknęła na moment oczy. Była naprawdę zmęczona i przynajmniej teraz w towarzystwie kobiety nie musiała udawać, że takie podróże jej praktycznie nie męczą. Może gdyby miała więcej dni w Seulu to pewnie odpoczęłaby bardziej i lot powrotny nie byłby tak męczący.
-Bo jest przyjemna. Wiesz, że lubię siedzieć za sterami - prychnęła pod nosem otwierając oczy i spoglądając na kobietę. Przez dłuższą chwilę obie nic nie mówiły. Nie potrzebowały, a przyjemna cisza sprawiła, że Vesper rozluźniła się już całkiem. Nie zamierzała spać i jedynie obserwowała drogę przed nimi. -Chyba bym Ci w łeb dała gdybyś mnie teraz próbowała nakarmić sałatą. Życie oddam za dobry posiłek. - przewróciła teatralnie oczami. Czuła, że jest głodna. Organizm dopominał się o proteiny. W Korei nie mogła się nacieszyć jedzeniem, bo nie miała tyle czasu na eksplorowanie ile chciała. -Zdaję się na Ciebie Sari. Możesz zamówić ile chcesz i co chcesz. najwyżej będę to jadła przez najbliższe kilka dni. Ciebie i siostrę wykarmię tym też - zaśmiała się krótko spoglądając na znajomą. Miło było mieć kogoś poza rodziną kto potrafił o nią zadać. Większość znajomych była znajomymi z nazwy. V wiedziała czego tak naprawdę od niej oczekują i dlaczego się z nią widują. Była kimś kto zapłaci za restaurację czy drinki, wynajmie kino i zasponsoruje kolejne wyjście. -Zobaczysz będziesz mnie jeszcze miała dość jak zacznę marudzić w domu. Uciekniesz po pięciu minutach - nie musiała udawać to fakt i lubiła ten stan. Nie było odpowiedzialności na jej barkach ani nie musiała udawać, że ma wszystko pod kontrolą i jest niezniszczalna. Zresztą Sariya mogła robić to samo. -Poczekaj?! Czyżby wielka pani architekt właśnie przyznała się, że za mną tęskniła? - zmęczenie na moment wyparowało, a na buzi Shaw zagościł wielki uśmiech, który tak szybko nie zamierzał znikać. Nie mogła się wręcz powstrzymać przed tym by trochę podroczyć się ze znajomą. Jasne sama również się cieszyła, że spędzą wspólnie czas, bo tego jej ogólnie brakowało.

Sariya Veyr
34 y/o
For good luck!
0 cm
Architektka wnętrz, projektantka i konse Hayes Studio
Awatar użytkownika
Niezależna, pewna siebie kobieta o drapieżnym charakterze, ciętym języku i przekornym uśmiechu.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej albo co chcesz
typ narracjityp narracji
czas narracji3os
postać
autor

Sariya parsknęła cicho, słysząc uwagę o napiwku. Najwyraźniej Vesper nawet po piętnastogodzinnym locie nie straciła zdolności do targowania się i rozdawania przywilejów według własnego, dość osobliwego cennika. Architektka pokręciła głową z rozbawieniem, zerkając na pasażerkę kątem oka, zanim ponownie skupiła uwagę na drodze. —W takim razie będę musiała się naprawdę postarać. Nie chciałabym przecież stracić tak hojnej klientki. Zwłaszcza że podobno napiwki w tej branży potrafią być całkiem niezłe—odparła z udawaną powagą. —Chociaż znając ciebie, pewnie zamiast pieniędzy dostanę kolejną listę rzeczy do załatwienia. Nie miała wątpliwości, że Vesper i rozsądek nie zawsze szły ze sobą w parze. Zresztą właśnie ta cecha Shaw bywała jednocześnie irytująca i całkiem urocza. Kobieta miała w sobie niespożytą energię, potrzebę działania i trudną do poskromienia ciekawość świata. Sariya podejrzewała, że nawet gdyby ktoś zamknął ją na tydzień w najwygodniejszym apartamencie na świecie, po dwóch dniach zaczęłaby szukać sobie zajęcia. —Wiem, wiem. Ty i samoloty to właściwie osobny stan skupienia. Podejrzewam, że gdybyś mogła, to nawet spałabyś w kokpicie, byle tylko nikt nie odebrał ci sterów— rzuciła, w przestrzeń delikatną zaczepkę. —Ale wiesz, istnieje pewna różnica między lubieniem swojej pracy a zamienianiem się w jej integralną część. Jeszcze trochę i zaczniesz dostawać korespondencję na nazwisko Monarch Jets.- Znała Vesper wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że ma wiele racji co donowego miejsca mekdunku. Zresztą nie przyjechała na lotnisko po to, żeby urządzać jej przesłuchanie dotyczące higieny pracy, czy przeprowadzki na lotnisko, czy kokpitu samolotu. Na wspomnienie o sałacie Sariya wybuchnęła śmiechem, kręcąc głową z niedowierzaniem. —Dobrze, dobrze. Zapamiętam. Żadnej sałaty, żadnych kiełków, żadnych smutnych liści udających pełnoprawny posiłek.— Spojrzała na nią przelotnie, z rozbawieniem błyszczącym w oczach. —Chociaż muszę przyznać, że wizja twojej zemsty za podanie ci czegoś zielonego jest całkiem zabawna. Wolałabym jednak nie ryzykować własnego bezpieczeństwa. Mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia w życiu.- Na samą wzmiankę o wykarmieniu nie tylko Vesper, ale również jej siostry nieświadomie pokręciła przecząco głową. Shaw najwyraźniej postanowiła potraktować jej propozycję zamówienia jedzenia jako okazję do zaopatrzenia połowy rodziny. Nie żeby miała coś przeciwko. Wręcz przeciwnie. Lubiła, kiedy Ves potrafiła na chwilę odpuścić i pozwolić komuś innemu przejąć inicjatywę. Szczególnie że na co dzień niewiele osób miało okazję zobaczyć ją w takim wydaniu.

—Czyli mam rozumieć, że właśnie otrzymałam nieograniczony budżet na zamówienie jedzenia?— zapytała, udając, że musi poważnie przemyśleć tę propozycję. —Wiesz, że to dość niebezpieczne posunięcie. Mogę potraktować to jako oficjalne upoważnienie do zamówienia połowy menu. A skoro mamy wykarmić całą rodzinę, to chyba powinnam pomyśleć o czymś naprawdę konkretnym.- Zamilkła na moment, jakby faktycznie rozważała dostępne możliwości. W rzeczywistości miała już mniej więcej pomysł na to, co zamówi. Nie zamierzała jednak zdradzać wszystkiego od razu. Niech Ves ma przynajmniej odrobinę niespodzianki. —A co do twojego marudzenia...— podjęła po chwili, wyraźnie rozbawiona kolejną uwagą. —Kochanie, widziałam cię już w różnych stanach. Naprawdę sądzisz, że kilka narzekań po długim locie jest w stanie mnie odstraszyć? Poza tym ktoś musi pilnować, żebyś nie próbowała wstać o trzeciej nad ranem i sprawdzać poczty, bo nagle przypomnisz sobie o jakimś kontrakcie.- Wypowiedziała ostatnie słowa z taką swobodą, jakby doskonale znała podobne scenariusze. I właściwie nie było w tym przesady. Ves miała talent do znajdowania sobie zajęć nawet wtedy, kiedy zdecydowanie powinna odpoczywać. Sari nie zamierzała jej tego zabraniać, ale czasami dobrze było mieć obok kogoś, kto potrafił powiedzieć jej, żeby na chwilę przestała.
Dopiero ostatnie pytanie sprawiło, że na moment odwróciła głowę w stronę pasażerki. Uśmiech Shaw był trudny do przeoczenia, a jej mina mówiła aż nadto wyraźnie, że właśnie znalazła sobie nowy temat do wieczornego dręczenia znajomej. Sariya westchnęła teatralnie, jakby została przyłapana na czymś wyjątkowo kompromitującym. —Jeden komentarz i już robisz z tego wielkie wydarzenie— mruknęła, ponownie skupiając wzrok na drodze. —Nie przyzwyczajaj się. Jeszcze chwila i zaczniesz oczekiwać ode mnie wyznań przy każdej okazji.- Przez moment pozwoliła sobie na milczenie, ale kącik jej ust nadal pozostawał uniesiony. Nie zamierzała przecież zaprzeczać czemuś, co było dość oczywiste. Ostatni tydzień rzeczywiście był dziwnie pusty. Miała swoje obowiązki, pracę, spotkania i całkiem sporo spraw do załatwienia, a jednak gdzieś pomiędzy tym wszystkim brakowało jej tych spontanicznych rozmów, drobnych sprzeczek i obecności Shaw. Nie była to tęsknota, którą zamierzała rozwijać na środku samochodu, zwłaszcza że Ves z pewnością wykorzystałaby każde dodatkowe słowo przeciwko niej. — Ale skoro już tak bardzo chcesz wiedzieć...— dodała po chwili, zerkając na nią z ukosa. —Tak, trochę mi ciebie brakowało. Zadowolona? Możesz sobie teraz dopisać to do listy swoich największych osiągnięć. Zaraz obok kupienia samolotu, którym można dolecieć na drugi koniec świata.- Uśmiechnęła się szerzej, po czym nieco zwolniła, zjeżdżając w stronę skrzyżowania. Ich droga powoli dobiegała końca, a Sari miała już w głowie plan na resztę wieczoru. Najpierw jedzenie, potem wygodne ubrania i odpoczynek. Bez zbędnych zobowiązań, telefonów i całego tego świata, który nieustannie czegoś od Ves wymagał.
—A teraz, zanim zaczniesz świętować swoje zwycięstwo, powiedz mi, czy mam cię od razu odwieźć do domu, czy planujesz jeszcze jakiś bohaterski przystanek po drodze?— zapytała z rozbawieniem. —Bo uprzedzam, pani kapitan, dzisiaj nie przyjmuję żadnych zleceń na loty międzykontynentalne. Mój grafik jest już zajęty. Mam zamiar dopilnować, żebyś przynajmniej jeden wieczór spędziła jak normalny człowiek.
Vesper Shaw
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Sari
33 y/o
For good luck!
167 cm
Pilot i wlaścicielka Monarch Jets
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

-Ej już nie mów, że jestem taka okrutna! Napiwki akurat daję hojne tylko trzeba na nie zasłużyć najpierw. - przeciągnęła się na siedzeniu niczym rasowa kotka. Każdy mięsień wołał o pomstę do nieba tak naprawdę. Jutro zdecydowanie po wyspaniu się pójdzie sobie do spa y się zrelaksować i dać zregenerować ciału, które od kilku już dni dopominało się o ratunek, ale sama Shaw skutecznie to ignorowała skupiając się w pełni na pracy.
Ciekawym był fakt, że Veyr miała spore pokłady cierpliwości gdy słyszała o kolejnym głupim pomyśle Vesper. Często Shaw była jak taki dzieciak dopiero co odkrywający świat i wszystko co nowe przyciągało jej uwagę na dłużej albo krócej. To już zależało czy było na tyle fascynujące. Ostatnio chodziło za nią spróbowanie ścianek wspinaczkowych, bo przecież za mało jej adrenaliny w życiu. To nic, że pilotowała maszyny, które na pokładzie miały kilkaset osób. Shaw po prostu nie umiała wysiedzieć w domu tak naprawdę. Bywały moment gdzie faktycznie spędziła dni w domu, ale tygodnia nie potrafiłaby wysiedzieć. Musiała chociaż wyjść na długą przejażdżkę. -Kokpit nie jest super wygodny. Wolę własne łóżko. - zauważyła krótko. I tak Sari miała rację. Pilotka nie do końca potrafiła odseparować pracy od życia prywatnego i to drugie bardzo mocno przestawało istnieć. Zawsze było coś ważniejszego niż spotkania ze znajomymi czy spędy rodzinne. Zawsze albo gdzieś latała albo zajmowała się liniami albo co gorsza musiała chodzić na te wszystkie bankiety, bo nazwisko ją do tego zobowiązywało. -Dbam o siebie, ale nie przesadzajmy z tymi kiełkami poklepała się po brzuchu, który teraz skryty pod jasnoniebieską koszulą był całkiem płaski. Vesper regularnie odwiedzała siłownię i dbała o siebie. Na szczęście jednak nie przesadzała pod tym względem i nie miała fiksacji na punkcie idealnego wyglądu. Jedyną osobę jaką Vesper chciała dokarmić to była Lavender, bo starsza siostra była zupełnie jak ona. Zapatrzona w pracę i ignorująca jedzenie gdy tylko się dało.
-Tak. Dobrze zrozumiałaś. masz nieograniczony budżet Veyr - zapewniła znajomą. Później jej da kartę do zapłacenia za zamówienie. Już przecież raz Sari używała jej karty przy okazji gdy sama Vesper była mocno zajęta. Shaw wiedziała, że kobieta nie zrobi nic durnego. Może to i głupie tak ufać drugiej osobie, ale jak widać Shaw nie miała z tym problemu jeśli chodziło o znajomą.
-W sumie masz rację. Potrafiłam gorzej narzekać. I co teraz mi będziesz wypominać to wstanie o trzeciej? Zdarzyło mi się tak tylko raz! - fuknęła niby to wielce obrażona, ale zaraz szeroko się uśmiechnęła. Sari potrafiła przystopować Shaw kiedy trzeba było i chyba była jedyną osoba, której faktycznie od czasu do czasu V się słuchała mimo wszystko. Nawet jeśli zatrzymanie się było czymś na co czasem nie mogła sobie pozwolić.
-Wielkie wydarzenie a jakże. Muszę to zapisać w kalendarzu! - zdecydowanie będzie to Veyr wypominać przy każdej stosownej okazji. -I już za późno. Już się przyzwyczaiłam. - skitowała ostatecznie i wyciągnęła telefon by faktycznie zapisać to wydarzenie w kalendarzu. Kolejnych słów wypowiedzianych przez Sari wcale się nie spodziewała, ale było to cholernie miłe. Jej samej też brakowało rozmów z kobietą, ale niestety obie miały obowiązki i mało czasu wolnego, a sporadyczne wiadomości nie zastępowały im rozmowy przy kawie czy innym trunku. -No ba. Wpiszę sobie to w cv. Potrafi sprawić, że nawet najbardziej uparta kobieta będzie za nią tęsknić - uśmiechnęła się zadziornie -Ale szczerze? Mi ciebie też brakowało - dodała już ciszej, chociaż i tak można było to usłyszeć, bo siedziały w samochodzie. Vesper nie otwierała się mocno przed ludźmi. Nie pokazywała swojej wrażliwszej strony udając tą laskę co to nic nie ruszy, a jednonocne przygody są misją jej życia.
-Do domu. Dostosuję się dzisiaj do Twojego grafiku i będę grzecznie odpoczywać i nie będę próbowała sobie znaleźć jakiegoś zajęcia. Chyba. - usadowiła się tak by szturchnąć Veyr swoim łbem. Głodna jestem i potrzebuję prysznica. Wciśnij ten gaz jak na normalnego człowieka przystało - mruknęła i wróciła do poprzedniej pozycji.

Sariya Veyr
34 y/o
For good luck!
0 cm
Architektka wnętrz, projektantka i konse Hayes Studio
Awatar użytkownika
Niezależna, pewna siebie kobieta o drapieżnym charakterze, ciętym języku i przekornym uśmiechu.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej albo co chcesz
typ narracjityp narracji
czas narracji3os
postać
autor

Ppokręciła głową z rozbawieniem, słuchając kolejnych zapewnień Ves dotyczących jej hojności. Nie miała wątpliwości, że Shaw potrafiła być całkiem szczodra, szczególnie wobec ludzi, których darzyła sympatią. Problem polegał jednak na tym, że miała też wyjątkowy talent do wykorzystywania własnego uroku, żeby osiągać to, czego akurat chciała. A Sari, choć nie zamierzała się do tego przyznawać, nie zawsze potrafiła jej odmówić. —Oczywiście. Czyli mam rozumieć, że oprócz obowiązków kierowcy, dostawcy jedzenia i okazjonalnej niańki muszę jeszcze przejść proces kwalifikacyjny do otrzymania napiwku?—rzuciła, zerkając na nią przelotnie. —Coraz bardziej zaczynam podejrzewać, że powinnam była zażądać umowy i wynagrodzenia podstawowego.-Lubiła tę ich swobodę. Nie musiała ważyć każdego słowa ani zastanawiać się, czy przypadkiem nie przekroczy jakiejś niewidzialnej granicy. Przy Ves mogła być sobą, z całym swoim sarkazmem, złośliwościami i okazjonalnym brakiem cierpliwości. Zresztą Shaw zdawała się całkiem dobrze znosić jej charakter, a nawet czerpać z tego pewną przyjemność.
—Własne łóżko, powiadasz? No proszę, czyli jednak istnieje coś, co potrafi wygrać z twoją miłością do latania. Jestem wzruszona. Może jest jeszcze dla ciebie nadzieja—skomentowała, po czym parsknęła cicho. —A tak na poważnie, to dobrze, że przynajmniej pamiętasz o odpoczynku. Chociaż patrząc na to, jak wyglądasz, mam wrażenie, że twoje ciało ma w tej kwestii nieco inne zdanie niż ty.-Ves była dorosłą kobietą i doskonale wiedziała, kiedy przesadza. A przynajmniej powinna wiedzieć. Sari podejrzewała jednak, że Shaw należała do tego rodzaju ludzi, którym trzeba czasem przypomnieć, że świat nie zawali się, jeśli przez kilka godzin nie będą dostępni pod telefonem. —I nie martw się, nie zamierzam cię karmić kiełkami. Nie jestem aż tak okrutna. —Na jej twarzy zagościło coś co mogło być uśmieszkiem. —Chociaż przyznam, że twoja reakcja na samą wzmiankę o sałacie była całkiem zabawna. Następnym razem może spróbuję cię przekupić brokułami.-
Kiedy oficjalnie przyznała jej nieograniczony budżet, Sariya uniosła brwi, jakby właśnie powierzono jej niezwykle odpowiedzialne zadanie. Nie była osobą, która miała problem z przyjmowaniem prezentów czy korzystaniem z czyjejś hojności, ale w przypadku Shaw bardziej niż pieniądze liczyło się dla niej samo zaufanie. Wiedziała, że nie każdy otrzymałby od niej taką swobodę. Tym bardziej nie zamierzała tego nadużywać. —Uważaj, co mówisz, Shaw. Jeszcze potraktuję cię poważnie. Jednak musze Cię zasmucić... kolacja już jedzie z nami wiec możesz być spokojna o swoje pieniądze.— Przez chwilę jej wyobraźnia podsunęła wizję miny siostry Ves, gdyby rzeczywiście przywiozły do domu jedzenie w ilości wystarczającej dla małego przyjęcia. Wizja była całkiem zabawna, szczególnie że obie siostry Shaw miały podobną tendencję do zapominania o podstawowych potrzebach, kiedy pochłaniała je praca. Może przynajmniej tym razem uda się zadbać o to, żeby obie zjadły coś porządnego. Albo przynajmniej tak się łudziła. —A co do twojego słynnego wstawania o trzeciej nad ranem...— podjęła, nie kryjąc rozbawienia. — Kochana, ja ci tego nie wypominam. Ja po prostu dbam o to, żeby historia nie została zapomniana. To zupełnie co innego.- Posłała jej krótki uśmiech, po czym ponownie skupiła się na drodze. Nie potrafiła jednak powstrzymać cichego śmiechu, kiedy Ves oznajmiła, że zamierza wpisać jej wyznanie do swojego CV. Ta kobieta naprawdę potrafiła zrobić wydarzenie z najdrobniejszej rzeczy. Sari miała wrażenie, że gdyby przyznała się do jeszcze jednego miłego gestu, Shaw zaczęłaby planować uroczystość z tej okazji. Tyle że tym razem jej odpowiedź nie była już wyłącznie żartem. Kiedy usłyszała, że Vesper również za nią tęskniła, na moment złagodniała. Nie odwróciła głowy, nie próbowała też natychmiast obrócić tego w kolejną złośliwość. Po prostu pozwoliła, by te słowa wybrzmiały. Było w nich coś przyjemnie ciepłego, coś, czego nie dało się zastąpić żadną wiadomością wysłaną w pośpiechu między jednym obowiązkiem a drugim. —W takim razie chyba obie powinnyśmy częściej wpisywać siebie nawzajem do kalendarza— powiedziała w końcu, tym razem nieco ciszej. —Bo najwyraźniej nasze grafiki zaczynają być bardziej wymagające niż my same.- Nie była pewna, czy jej przyjaciółka dostrzegła tę krótką chwilę szczerości, ale nie zamierzała jej ukrywać. Lubiła tę kobietę. Lubiła jej energię, nieprzewidywalność i to, że nawet po najbardziej wyczerpującym tygodniu potrafiła znaleźć powód do żartów. A przede wszystkim lubiła fakt, że przy niej nie musiała udawać, że niczego od nikogo nie potrzebuje.
Kiedy Shaw szturchnęła ją głową, ta pokręciła głową zerkając przy tym na panią pilot, z rozbawieniem.
—No już, już. Nie trzeba mnie poganiać. Jeszcze chwila, a zaczniesz wydawać mi polecenia jak swoim pilotom— mruknęła, zwiększając nieco prędkość, oczywiście nie zachowując granic rozsądku. — Chociaż muszę przyznać, że całkiem dobrze odnajdujesz się w roli pasażerki. Nawet nie próbujesz przejąć kierownicy. Jestem pod wrażeniem.- Droga do domu nie zajęła im wiele czasu. Sprawnie pokonała ostatnie skrzyżowanie i po chwili skręciła w znajomą ulicę. Zaparkowała, zgasiła silnik i odpięła pas, po czym spojrzała na Ves. —Dobra, kapitanie. Jesteśmy na miejscu. Operacja pod kryptonimem „nakarmić Shaw i nie pozwolić jej pracować” może się rozpocząć.- Wysiadła z samochodu, obeszła go i otworzyła dziw od strony pasażera, by wypuścić tą kapryszącą niczym małe dziecko kobiete
—Mam tylko jeden warunek— rzuciła, zamykając drzwi za kobietą i kierując się w stronę wejścia. —Najpierw prysznic, potem jedzenie, a później odpoczynek. Żadnego sprawdzania maili, żadnego zaglądania do dokumentów i żadnego planowania kolejnych lotów. Jeśli złapię cię z telefonem służbowym, konfiskuję go do rana.- Spojrzała na nią przez ramię, unosząc ostrzegawczo palec. —I nie próbuj negocjować. Nie przyjmuję łapówek, nawet jeśli są wyjątkowo hojne. No, chyba że w grę wchodzi deser. Wtedy możemy porozmawiać.- Uśmiechnęła się szeroko, otwierając drzwi. Miała przeczucie, że wieczór z Ves może być całkiem przyjemny. A jeśli przy okazji uda jej się zmusić tę wiecznie zabieganą kobietę do kilku godzin prawdziwego odpoczynku, uzna to za osobisty sukces. Zdecydowanie bardziej satysfakcjonujący niż jakikolwiek napiwek. -Ach i jeszcze jedno. Dostane jakiś des, czy Ty masz sie lenić, a ja nadal wyglądać zjawiskowo?
Vesper Shaw
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Sari
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Pearson International Airport”