Strona 1 z 1

alvin fontaine

: czw lip 30, 2026 3:44 pm
autor: Alvin Fontaine
telefony

kod

Kod: Zaznacz cały

[kalendarz]
[size=65][kalendarz1]NUMER SESJI[/kalendarz1][/size][size=65][kalendarz1]TYTUŁ SESJI[/kalendarz1][/size]
[kalendarz2]
[kalendarz5]
[img]LINK DO OBRAZKA[/img]
[kalendarz4]

[size=85][h1C]Kto:[/h1C][/size] [akapit]@TEXT[/akapit]

[size=85][h1C]Gdzie:[/h1C][/size] [akapit][url=LINK]TEXT[/url][/akapit]

[size=85][h1C]Opis:[/h1C][/size] [size=75][akapit]TEXT[/akapit][/size]


[first]trwa[/first][/kalendarz4]
[/kalendarz5]
[/kalendarz2]
[/kalendarz]

alvin fontaine

: pt lip 31, 2026 10:25 am
autor: Alvin Fontaine
001.
sztuka bezpiecznego puszczania się gałęzi
Obrazek

Kto:
wendy gardner

Gdzie:
colonel samuel smith park

Opis:
Miau?
Miau...?
Że tutaj? Tak po prostu? Takie przeraźliwe, głośne, miau!!!11one?
Chyba mamy kotka do ratowania 一 rzucił, już odwracając się w stronę, z której dochodziły głosy. Do tej pory ratowanie kotków to był bardziej ich inside joke, ale oto się trafiło. Tyle, że zamiast kota, pierwsze co zobaczył, to biała (chyba) sukienka, bikini i pozycja na leniwca.
(...)
Co Ty na to, żeby leniwiec został księżniczką? 一 W bajkach Disneya żaby zmieniały się w księżniczki, więc dlaczego nie leniwce? Mógł jej nawet dać mleczyka, nie-ostatniego w sezonie, ale to później. Teraz stanął w wodzie, z taflą wysoko pod własną brodą 一 więc trochę głęboko, trochę płytko 一 i rozłożył ręce, szczerząc się przy tym szeroko, jakby sam był wcieleniem słońca i planował samą radością nakłonić ją do skoku w jego ramiona.
Chociaż, istniała też szansa, że uprawiała jakąś ekstremalną wersję jogi sama spadnie siłą grawitacji i słabych mięśni... Wolał jednak myśleć, że robiłaby to świadomie.

trwa

alvin fontaine

: pt lip 31, 2026 12:33 pm
autor: Alvin Fontaine
002.
raz na pokładzie, raz pod pokładem
Obrazek

Kto:
alfie bloom

Gdzie:
wycieczkowiec gdzieś na dużej otwartej wodzie

Opis:
Właśnie wtedy usłyszał krzyknięcie za sobą.
Tu nie wolno śmiecić...
On? Śmiecić? Przecież on zbierał śmieci w ramach cokwartalnych akcji oczyszczania Toronto z własnej nieprzymuszonej woli.
Patrzył, jak nieznajomy podnosi jego rzekomego śmiecia i sam dostrzegł w nim swoje ID. Szybko spojrzał na psa, na winowajcę tego całego śmiecenia. Skarcenie wzrokiem przeszło kompletnie bez jakiejkolwiek reakcji, zwierzak dalej ciamkał jego portfel.
Sorry – rzucił najpierw do chłopaka, gdzieś po drodze zapominając, że w łapsku trzymał ogromne opakowanie popularnych środków na przeczyszczenie. Przypomniał sobie o tym, jak sięgał po swój własny dowód i okazało się, że rękę ma zajętą właśnie rzeczonym opakowaniem. Spojrzał na nie, na nieznajomego, na opakowanie, na psa, na chłopaka, na przestrzeń po lewej i po prawej, znowu na tego chłopaka...
Alvin? Jak ta wiewiórka? zostało bez odpowiedzi, bo oto panika zajęła pierwsze miejsce.
To nie tak, jak myślisz – powiedział, jak każdy, kto wiedział, że został przyłapany na gorącym uczynku. Tylko, że tym uczynkiem nie była jakaś zdrada czy inne degeneractwo, a terroryzm kałowy, którego on, mroczny mściciel, mógł być odpowiedzialny, potencjalnie dosypując czegoś ludziom do krabów. Alvin szybkim, niemal niezauważalnym – w jego własnym mniemaniu, bo w rzeczywistości nie dało się przeoczyć tego, że zostawił w rękach chłopaka swój dowód i schował rękę za siebie, jakby co najmniej dostawał ataku padaczki – ruchem schował opakowanie za plecy. Odchrząknął, uśmiechnął się szeroko, tak, że gdyby się dało, to uśmiech miałby dookoła głowy i zaśmiał się, wcale nie nerwowo: – Ha ha, no! Jak ta wiewiórka!
Nie dodawał, że większość życia myślał, że Alvin z tej bajki to normalny ludzki chłopak, a wiewiórki to jego futrzaści kumple, coś jak wiewiórkowa wersja Toy Story. Dodał za to parę innych rzeczy.
Alvin, z naciskiem, na “Al”, ale nie jak w “Alfred”, tylko jak w “Alexander” – paplał od rzeczy, byleby tylko wypełnić głowę nieznajomego natłokiem niepotrzebnych informacji i wypłukać to, co jego oczy dopiero co widziały. – A to jest Biały Młotogrzmot Trzy Tysiące, edycja szpic miniaturowy. No, dalej, przywitaj się.
Wypuścił pudełeczko z palców, bo musiał wziąć łapkę psa i pomachać nią do chłopaka. Zupełnie, jakby to był faktycznie jego pies.

Nie był.
Ale właściciel się jeszcze nie znalazł, więc... więc sobie go na chwilę pożyczył.
Zresztą należało mu się po tym, w co go ten gałgan wpakował, jak psu buda.
Czytasz? Super sprawa. Też ostatnio próbowałem, zanim wybuchła ta cała afera kałowa, ale zgubiłem książkę. Mówię ci, rozwaliłem się na hamaku nad basenem, chciałem się tylko poprawić, patrzę, a książki nie ma. Musi tu krążyć jakiś pokładowy książkowy kleptoman, więc wiesz, uważaj. Lepiej dmuchać na zimne. To Lovecraft?

trwa

alvin fontaine

: pn sie 03, 2026 1:01 pm
autor: Alvin Fontaine
003.
if it's fluffy, it's meant to be hugged
Obrazek

Kto:
teddy darling

Gdzie:
hogwart ○ another universe

Opis:
Powoli spojrzał w dół na własne kieszenie. Na Darling. Potem z powrotem na kieszenie.
Zdefiniuj świeci — mruknął ostrożnie, bo technicznie rzecz biorąc cukierki w folijce nie świeciły, tylko odbijały światło, jakaś zbłąkany guzik to bardziej połyskiwał, zawieszka do kluczy w kształcie złotego znicza to raczej błyszczała, a kapsel od butelkowanego piwa lśnił, ale... ale dużo zależało co Teddy miała na myśli. Wyciągnął to wszystko i trzymał w otwartych łapach przed nią. — Czasami mi się wydaje, że sam jestem w połowie niuchaczem.
To miałoby nawet sens. Większy, niż można by się spodziewać.
Ej, a jakbyśmy w sumie spróbowali na świecidełko zgarnąć ich uwagę, złapali po jednym i wyprzytulali? Nie wierzę, że nikt tego jeszcze nie próbował. — Wbrew swojemu pierwotnemu planowi, Alvin rzucił te wszystkie przydasie gdzieś na bok i zaczął iść w stronę niuchaczy, na tyle wolno, żeby przyjaciółka mogła go szybko dogonić. Urósł, nogi miał dłuższe, to i kroki większe stawiał! Spojrzał na nią nagle, mrużąc oczy, grając wielce podejrzliwego, bo przecież właśnie go olśniło. — A tak poza tym, to co to za wymądrzanie się? Startujesz do krukonów? Będziemy rzucać colovaria?
Miał nadzieję, że nie. Ostatnio nie wyszło mu to za dobrze.

trwa

alvin fontaine

: wt sie 04, 2026 12:21 pm
autor: Alvin Fontaine
004.
point me to the sky above
Obrazek

Kto:
yuna crowe

Gdzie:
don mills -> pretty views

Opis:
Nie był wielkim fanem samotnych przejażdżek motocyklem, ale padło właśnie na to. Zgarnął drugi kask, tak samo z dorobionymi uszami, jak jego własny – choć jego uszy miał psie, ten drugi kocie – i już siedział na maszynie. Droga poniosła go po wszystkich dzielnicach Toronto, aż wreszcie, chyba gnany podświadomością i wspomnieniami pewnej studentki astronautyki, zajechał w okolice Don Millis. Nie to, żeby miał zamiar jej się narzucać o 11 w nocy, ale... Dupa tam, taki właśnie miał zamiar. Od początku tak właśnie wyglądała ta relacja i zamierzał to z pełnym zaangażowaniem kontynuować. Tak jak wtedy w parku, miejskiej bibliotece, kociej kawiarni i całej masie innych miejsc, gdzie los ich przypadkiem na siebie (a w zasadzie jego na nią) zsyłał. Przeznaczenie to suka, jeśli miał być szczery. Prawie Yunie współczuł, że musiała się z nim użerać.
Tak prawie, że stanął gdzieś na poboczu i wyciągnął z kieszeni telefon, żeby do niej napisać.
ej Juju co robisz?
wiem, że nie śpisz
jak znowu siedzisz w książkach, to mam dla ciebie super zadanie
weź wyjdź na chwilę
Nie czekał na odpowiedź. Schował telefon z powrotem i już odpalał silnik, próbując sobie przypomnieć drogę do domu dziewczyny. Raz kiedyś ją przecież odwoził, to powinien był pamiętać. Miał nadzieję, że dobrze pamiętał, bo bardzo pewny siebie ruszył do przodu, z wcale nie takim niecnym planem porwania Yu na nocną wycieczkę krajopoznawczą. I nie, nie przyjmował do wiadomości – ani świadomości – odmowy. Był gotowy ją naprawdę porwać, jeśli trzeba by było. Wszystko w imię uratowania jej tragicznej duszy od nadmiaru nauki, swojej wynudzonej od samotności i swojego motocykla od zarośnięcia pajęczynami. Same dobre uczynki.
Co złego, to nie Alvin Fontaine.

trwa

alvin fontaine

: śr sie 05, 2026 1:09 pm
autor: Alvin Fontaine
005.
seeing their naked asses was not in the agenda
Obrazek

Kto:
milagros fontaine

Gdzie:
ontario lake

Opis:
Zatem woda. Woda wydawała się super pomysłem. Woda była super pomysłem. Zresztą nie tylko dzisiaj, zawsze była. Alvin musiał być w poprzednim wcieleniu foką albo inną rozdymką, bo gdyby mógł, to totalnie wyhodowałby skrzela i zamieszkał w wodzie na dobre. Aż mu się przypomniała pewna leniwco-syrenkowa księżniczka i jak siedział tak na poboczu gdzieś w Rexdale 一 trzymając motocykl między nogami, balansując nim z nudy z boku na bok, bo czekał na Mili 一 stwierdził, że może to była pora zaoferować jej swoje umiejętności i zapytać czy nie chce zapisać się na zaawansowany kurs pływania w warunkach ekstremalnych.
Najpierw jednak napisał do Mili. Czekał już pod jej blokiem dobre czterdzieści sekund i chyba wypadało dać znać, że już jest. Cyk, pyk, sms wysłany. I przy okazji cała litania wspominania ostatniego niefajnego epizodu próby ratowania niedoszłej wodnej fotomodelki i jej psa.
Jednego z nielicznych psów, które Alvin miał ochotę owinąć w koc i zrobić z niego burrito, żeby tylko się nie ruszał.
Agresywny bydlak.
Bydlactwem było też to, jak szybko łeb mu się pocił w kasku, więc ściągnął go, nie mając bladego pojęcia ile jeszcze zejdzie, zanim siostra łaskawie do niego dołączy. To mogło zająć pięć minut, a mogło godzinę. Odłożył zatem kask na kierownicę i zaczął wystukiwać o niego jakąś przypadkową melodię dłońmi, kiedy coś miękkiego trąciło go w łydkę. Spojrzał w dół.
Pies.
Akurat o wilku mowa, co?
Ale nie, bo to nie był wcale ten sam pies, choć w pierwszej milisekundzie Alvin naprawdę myślał, że go sobie zmaterializował negatywnymi afirmacjami.
(...)
Pozostało jeszcze tylko odbębnić wcale nie niecierpliwe czekanie na Mili, zostając motocyklowym perkusistą wystukującym The Killers o bak i kask.

trwa

alvin fontaine

: wt sie 18, 2026 1:33 pm
autor: Alvin Fontaine
006.
ups and downs
Obrazek

Kto:
janelle lee

Gdzie:
the beaches boardwalk

Opis:
Problem był taki, że Fontaine i plany rzadko kiedy trwały razem dłużej, niż wymagał tego pierwszy nieoczekiwany bodziec zewnętrzny. Wystarczyło przecież, że coś przykuło jego uwagę, a cały harmonogram rozpadał się jak potłuczone szkło szklanki, którą dzisiaj rano stłukł, próbując wyciągnąć z szafki to, co stało trochę za nią, a trochę obok, i coś co ostatecznie wyciągnął, ale niefortunnie strącił przy okazji wspomnianą szklankę.
Tak czy inaczej, coś przykuło jego uwagę. Teraz. W tej chwili. I był to dźwięk. A właściwie kilka dźwięków po sobie: najpierw coś w rodzaju stłumionego, urwanego przekleństwa, potem charakterystyczne tarcie kół po ścieżce, aż wreszcie tępy, ale prawdopodobnie dotkliwy kontakt ciała z asfaltem.
Odwrócił się zupełnie machinalnie, zanim w ogóle zdążył o tym pomyśleć i wysłać impuls do mózgu, żeby ruszył ciałem.
Najpierw zobaczył czubek głowy, blond czuprynę i ciało siedzące na pograniczu piasku, a chodnika. Potem zobaczył rolki, słuchawki, oddalającego się wraz z matką bombelka, co było całkiem istotnym punktem zwrotnym, bo kobieta leciała przed siebie szybko przebierając nogami, jakby właśnie uciekała z miejsca zdarzenia i jednocześnie udawała, że nie miała z tym nic najmniejszego wspólnego. Może gdyby szła wolniej, wtapiając się w tłum innych przechodniów, to ktoś by jej uwierzył. Może.
Ale Alvin nie zamierzał teraz rozstrzygać winy czy nie winy. Bardzo rozsądnie, jak na niego, trzeba było przyznać, bo jako wielki fan wymierzania sprawiedliwości trochę — odrobinę — się w sobie zagotował, że z ust sprawców nie padło nawet durne przepraszam. Mógł co prawda jeszcze coś za nimi krzyknąć, niemniej zdusił w sobie wszelką potrzebę uznając, że komentarz obejdzie kobietę tak, jak zeszłoroczny śnieg. Zamiast tego zrobił to, co mu zazwyczaj wychodziło najlepiej: ruszył się.
Dwa kroki i był przy niej, i już wyciągał do niej dłoń, a jego oczy wędrowały po jej twarzy i z każdą milisekundą, kąciki jego ust unosiły się wyżej i wyżej, aż wypełzły pełnoprawnym, szerokim uśmiechem.
Będziesz żyła? Chcesz żebym Cię wziął na barana i pobiegł za tą matką, żebyśmy mogli domagać się plasterka z Pikachu?

trwa

alvin fontaine

: wt sie 18, 2026 2:04 pm
autor: Alvin Fontaine
007.
(event)
you drink, i drink. remember?
Obrazek

Kto:
nellie park

Gdzie:
summer by the lake

Opis:
Kiedy Marcus dorwał ich przy barze, Alvin już otwierał piwo, butelka o butelkę, kapselek pod kapselek, by podać je Nellie. Ale nie zdążył.
Nie zdążył, bo znajomy miał kolejny świetny plan, a widok spojrzenia Nellie tylko utwierdził go w przekonaniu, jak cudowny jest ten cały konkurs.
I Alvin Fontaine, człowiek o mózgu entuzjasty, zrobił dokładnie to, czego przyjaciółka mogła się po nim spodziewać — czyli absolutnie nic w jej obronie.
Musiał jednak przyznać, że połączenie na poziomie neuronowym wciąż działało i przekaz wysłany oczami Nellie był bardzo jasny i klarowny.
Idzieeeemyyy! — Zdjął tyłek z tobołka, na którym usiedział może łącznie minutę i zaraz był po drugiej stronie Nellsona. Spojrzał na nią błagalnie, tak jak ona na niego, tylko z zupełnie innymi potrzebami. — Panienko Park, ja za panienkę wypiję, jak coś.
Jak coś to było słowo klucz.
Niemniej, nie był w stanie odmówić Marcusowi, bo było jezioro, i ludzi faktycznie w chuj, i muzyka, i zapach grilla, i to wszystko razem składało się w jeden wielki argument, z którym Fontaine po prostu nie miał zamiaru polemizować. Nie dzisiaj, nie teraz.
Nie nigdy.

trwa

alvin fontaine

: śr sie 26, 2026 2:01 pm
autor: Alvin Fontaine
008.
the way we are
Obrazek

Kto:
Sebastian Crawford

Gdzie:
george restaurant

Opis:
Alvin nie był tinderowym gościem. Nie potrafił przebierać między profilami użytkowników i decydować kto w prawo, a kto w lewo, a chroniczny brak czasu na wszystko wcale niczego nie ułatwiał. Doceniał jednak zalety apki do szybkiego złapania jeszcze szybszych okazji. Sam z nich raczej nie korzystał, ale jego kumple? No-to-ry-cznie.
I notorycznie suszyli Fontaine'owi łeb, że nie rozumieją, jak on może nie.
I jeszcze bardziej notorycznie, że też by mógł.
Milion odmów później, sami założyli mu profil. Sami zajęli się swipe’owaniem i drogą selekcji niekoniecznie przypadkowej wybrali kilka osób.
To, czego się nie spodziewał, to to, że wśród wybranych profili będą profile... płci męskiej. Chyba nigdy tak na poważnie nie rozmawiał o tym z kumplami, ale najwyraźniej lepiej niż on pamiętali pewien wybryk z jednej z imprez milion lat temu i postanowili iść z duchem czasu — i duchem tamtych wydarzeń. Alvin, osobiście, nie narzekał.

trwa

alvin fontaine

: pn wrz 07, 2026 1:45 pm
autor: Alvin Fontaine
009.
you can be my spider-man, and i’ll be your mary jane
Obrazek

Kto:
Cassandra Wildbird

Gdzie:
first canadian place


Opis:
Jedna wiadomość, druga, eN-ta. I Alvin czekał na nią na dole, stwierdzając, że zdąży jeszcze zapalić, zanim ta przyjdzie. Nie zdążył. Złapał się teatralnie za serce, kiedy stwierdziła, że wyglądał jak włamywacz i odkleił się od ściany.
— Ranisz moje serduszko. — Chociaż, cholera no, miała rację. Sam by się siebie wystraszył, gdyby zobaczył samotnego typka w bluzie z kapturem, stojącego w ciemnej alejce między wieżowcami, który nie robi nic innego, tylko stoi i czeka. — Ale uważaj sobie, bo jeszcze włamię Ci się do Twojego.
Epizod głupich tekstów czas: start.
Na górę wrócił dokładnie tą samą trasą, którą pokonał wcześniej, gdy wchodził na dach i niedawno, gdy schodził. Tam otworzył jakieś drzwi na korytarze dla ekip ratunkowych, gdzie indziej otworzył dostęp do klatki schodowej, która była w planie budynku, ale na dzień dobry zupełnie zapomniana i niedostępna. Kawałek musieli podjechać za to windą, choć to już tylko z wygody — wchodzenie na dach tego budynku, który miał dziesiąt pięter, byłoby wspinaczkową katorgą po schodach. Chociaż on by nie narzekał, zwłaszcza, jakby Cassandra szła przed nim.
No ale. Dach. W końcu. Znowu.

trwa