ODPOWIEDZ
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

066.
Theodora Darling była pół na pół - matka czarownica, ojciec mugol. Wiedziała, do czego służy karta płatnicza i nie dziwiła się, kiedy koledzy odpytywali ją, jak działa zamrażarka. Przechowywanie produktów bez wcześniejszego użycia zaklęcia Glacius? Totalnie podejrzana sprawa! Ostatnio tłumaczyła Primrose Honeybee, że telefon służy nie tylko do wysyłania zdjęć kotów. Prim tego nie pojmowała. Jak można mieć możliwość porozumiewania się natychmiast z każdym na całym świecie i zamiast tego wysyłać sobie zdjęcia futrzaków, które nawet nie przypominają kugucharów?
Uczestniczyły właśnie w zajęciach Opieki nad Magicznymi Stworzeniami i kontemplowały nad kocią krzyżówką z kitą podobną do lwiego ogona, kiedy profesor Barnaby Beastly - opiekun Puchonów - machnął różdżką, przyciągając za szatę jednego z Gryfonów, który za bardzo zbliżył się do zagrody z kugucharami.
Panie Fontaine, ma pan za dużo kończyn? — zwrócił się do chłopaka, na co Prim zachichotała, szturchając Teddy w bok. Darling posłała zdezorientowanemu Alvinowi rozbawione spojrzenie i złapała się za rękę, udając, że właśnie coś próbuje ją pożreć. Trzęsła się przez chwilę jak mała lunaballa, reflektując dopiero wtedy, kiedy opiekun domu posłał jej ostrzegawcze spojrzenie numer jeden.
Profesorze, profesor coś kręci — odezwała się, zerkając w kierunku zagrody. — Kuguchary nie są z natury agresywne. Newt Scamander wyraźnie podkreśla to w swojej książce. Mogą ugryźć, kiedy są przestraszone albo źle traktowane — powiedziała tonem znawczyni. Nie była mądrzejsza od profesora Beastly, ale niech profesor wie, że odrobiła pracę domową. Już i tak wystarczyło, że wczoraj oblała zaklęcia, bo pomyliła Reducio z Engorgio i zamiast zmniejszyć wazon, powiększyła go do takich rozmiarów, że rozwaliła połowę klasy pani Hocus.
Nie mogę się nie zgodzić, panno Darling. Ale to nie oznacza, że pan Fontaine musi od razu szukać z nimi bliskiego kontaktu. Jeszcze coś mu odgryzą, coś mu odpadnie i będzie kłopot. Pani Ouchington ma wystarczająco dużo roboty w Skrzydle Szpitalnym po tym, jak połowa szkoły złapała Kichawicę — odparł spokojnie i zaraz wykonał zamaszysty gest ręką. — A teraz dobierzcie się w pary. Puchoni z Gryfonami. Wiecie, jak bardzo zależy mi na zaciśnięciu więzi między domami — uśmiechnął się szeroko. Profesor Barnaby Beastly był pięćdziesięcioletnim, rubasznym mężczyzną ze śmiesznym, podkręconym wąsem. Dłonie miał wielkie i pulchne jak bochny chleba i wszyscy Puchoni traktowali go jak ojca.
Na błoniach zawrzało. Nagle zrobił się straszny harmider, a wokół rozbrzmiały dyskusje o tym, kto powinien być z kim w parze. I chociaż Teddy uwielbiała Prim, taka forma współpracy również jej odpowiadała. Od razu dopadła do Alvina i stanęła na palcach, żeby zmierzwić mu włosy. Jeszcze w zeszłym roku byli tego samego wzrostu, ale Fontaine przez wakacje przerósł ją o głowę. Profesor Beastly popatrzył na nich z powątpiewaniem i już chyba zaczynał żałować swojej decyzji - na śmierć zapominając, że ten duet był niereformowalny.
Do końca zajęć każda z par miała zajmować się wybranymi zwierzętami. Oczywiście tak, żeby nic ich nie upierdoliło albo nie pożarło. Teddy rozejrzała się w poszukiwaniu słodkich pufków, ale Primrose i Rory Reckless z Gryffindoru były tam pierwsze.
To może niuchacze? — zaproponowała, kiwając głową w stronę zagrody z puszystymi złodziejaszkami. — Tylko najpierw wyjmij z kieszeni wszystko, co się świeci, żeby nic ci nie zajumały — zastrzegła natychmiast. Wiedziała, że przyjaciel niespecjalnie uważał na zajęciach, więc wolała go lojalnie ostrzec. Nie mógł być orłem we wszystkim, prawda? Nawet jeśli nie był w niczym. Ona zresztą też nie, ale na swoje usprawiedliwienie mieli to, że nie byli Krukonami. Tiara nie umieściła ich w Ravenclawie bez konkretnego powodu.

baby lion🪄
Ostatnio zmieniony pn sie 03, 2026 6:16 pm przez teddy darling, łącznie zmieniany 1 raz.
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
27 y/o
For good luck!
189 cm
ratuje kotki z drzew
Awatar użytkownika
fuck everyone else i'm a party by myself
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiciastko/dej
typ narracji3-os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

003.

Gdyby Alvin miał sporządzić listę miejsc, w których chciałby znaleźć się najbardziej, to zagroda kugucharów byłaby w ścisłej top 5, egzekwo z drzewem, na którym siedział wampus i klatka z lelkiem. I nie mógł nic na to poradzić — był absolutnym fanem zwierząt, stworzeń, bestii. Czy to mugolskich, czy magicznych, niech świat nazywa je sobie jak chce: jeśli nie było człowiekiem, to szansa, że Alvin Fontaine, ten gamoń (“g” jak w Gryffindor, to nie przypadek) z szóstego roku, pokocha je z miejsca całym sercem rosła o 50%. Dla niektórych żyjątek było to trochę, jak skazanie na obecność komara, dla innych jak czegoś równie natrętnego, ale może mniej irytującego.
Niemniej, taki już Alvin był. Będący wszędzie.
I jego kumpla, Henry’ego Gale’a, kompletnie nie dziwiło to, że jak tylko zaczęły się Opieka nad Magicznymi Stworzeniami, Alvin już upatrzył sobie kolejne miejsce, które zdobędzie. Nie zatrzymywał Fonteine’a, kiedy ten zbliżał się do zagrody, ewidentnie przyzwyczajony do równie szalonych pomysłów przyjaciela. Cóż. Profesor jednak nie był tak łaskawy i złapał gagatka (znowu na “g”, znowu nie przypadek), na co Alvin tylko podniósł łeb i udał niewiniątko. Jak zawsze. Przecież szerokim, szczerym uśmiechem mógł kupić wszystko. Prawda?
Ma pan za dużo kończyn?
Już rozdziawiał gębę bardziej, żeby odpowiedzieć, że dziękuje za troskę, ale wcale nie zamierzał zmieniać liczby czterech kończyn, kiedy dobiegł jego uszu chichot. Od razu się odwrócił, od razu spojrzał na Primrose, a potem na Teddy, na jej poczynania — na które odpowiedział spojrzeniem z kategorii ha ha, zaraz ja cię tak dziabnę — i znowu na Primrose. Uśmiech mu trochę spokorniał, ale wciąż był iście szczery, może nawet uroczy. I zerkał tak sobie na nią jeszcze chwilę, chociaż Henry już dawno był przy nim, a Teddy zaczęła się mądrzyć.
O wypraszam sobie — wtrącił wnet, słysząc odpowiedź profesora. Nie ten fragment o szukaniu bliskiego kontaktu, bo to jak najbardziej było prawdą. Na to drugie. — Pani Ouchington mnie uwielbia i na pewno by się bardzo ucieszyła na mój widok.
Może nie bez części lub całej kończyny, ale jednak twardo stał na swoim; jako zawodnik quidditcha i tak był u niej częstym gościem.
Potem padło magiczne polecenie o dobieraniu się w pary i wybuchł chaos, w trakcie którego Alvin tylko rzucił na Henry’ego szybkie spojrzenie, wzruszył ramionami i już się odwracał. I jak nie odskoczył w tył o pół kroku, kiedy nagle przed sobą zobaczył Darling!
Jezus... Znaczy... Na dwa jaja hipogryfa, Teds — wymamrotał, a ręka od razu poleciała mu na klatkę piersiową, kiedy tak udawał zawał. Dobrze, że mu zmierzwiła włosy, bo od razu spotulniał i spojrzał w dół. Na nią, wielce dumny, że wreszcie ją przerósł. — Popalało się na wakacjach, co?
No bo jak inaczej wytłumaczyć to, że nie urosła? Uwielbiał te mugolskie przekonania, a dzięki matce — mugolce z krwi i kości — mógł ich sobie czasem zaczerpnąć. Sam w końcu też spojrzał po najbliższej okolicy, szukając najciekawszych okazów, ale problem był jeden. Mianowicie wszystkie wydawały się ciekawe.
Dlatego decyzję zostawił Teddy.
Powoli spojrzał w dół na własne kieszenie. Na Darling. Potem z powrotem na kieszenie.
Zdefiniuj świeci — mruknął ostrożnie, bo technicznie rzecz biorąc cukierki w folijce nie świeciły, tylko odbijały światło, jakaś zbłąkany guzik to bardziej połyskiwał, zawieszka do kluczy w kształcie złotego znicza to raczej błyszczała, a kapsel od butelkowanego piwa lśnił, ale... ale dużo zależało co Teddy miała na myśli. Wyciągnął to wszystko i trzymał w otwartych łapach przed nią. — Czasami mi się wydaje, że sam jestem w połowie niuchaczem.
To miałoby nawet sens. Większy, niż można by się spodziewać.
Ej, a jakbyśmy w sumie spróbowali na świecidełko zgarnąć ich uwagę, złapali po jednym i wyprzytulali? Nie wierzę, że nikt tego jeszcze nie próbował. — Wbrew swojemu pierwotnemu planowi, Alvin rzucił te wszystkie przydasie gdzieś na bok i zaczął iść w stronę niuchaczy, na tyle wolno, żeby przyjaciółka mogła go szybko dogonić. Urósł, nogi miał dłuższe, to i kroki większe stawiał! Spojrzał na nią nagle, mrużąc oczy, grając wielce podejrzliwego, bo przecież właśnie go olśniło. — A tak poza tym, to co to za wymądrzanie się? Startujesz do krukonów? Będziemy rzucać colovaria?
Miał nadzieję, że nie. Ostatnio nie wyszło mu to za dobrze.

squishy squish 🦡💛
vasco da gama
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała lepszego kumpla od Alvina Fontaine’a. Oczywiście była jeszcze Prim, ale trudno było porównać do siebie tak dwie skrajne osobowości. Honeybee była jej przyjaciółką, powierniczką zwierzeń i współlokatorką w dormitorium. Z kolei Alvin był… Alvinem. Teddy nie zliczyłaby nawet, ile mieli razem przygód odkąd zjawili się w Hogwarcie. Skumali się już na pierwszym roku i tak już zostało.
Jedynym momentem, w którym rywalizowali na poważnie, było boisko do quidditcha. Oboje reprezentowali swoje domy, co czyniło ich stałymi gośćmi w Skrzydle Szpitalnym. Darling grała jako ścigająca, więc nie lądowała tam tak często jak jej kolega z drużyny, Benny Greenfield, który był obrońcą, ale dalej była narażona na ataki tłuczków, kiedy pałkarze trochę zaspali. Pani Ouchington szybciutko ratowała sytuację, rzucając przy drobniejszych urazach zaklęcie tworzące ciasne opatrunki. Za to kiedy raz wypadła jej łąkotka, nawet Episkey nie załatwiło sprawy i musiała spędzić w łóżku cały tydzień, zanim strasznie słodki wywar zaczął działać. Zawsze mogło być gorzej, prawda? Lepiej tak niż pić kredowy, gorzki eliksir o posmaku wapna, który odbudowywał kości.
Fuj, nie tykam tego smrodu — skrzywiła się ostentacyjnie, kiedy Fontaine wspomniał o papierosach. Jej ojciec swego czasu popalał w swoim warsztacie, ale kiedyś mama stwierdziła, że nie będzie całowała się z popielniczką i kategorycznie zakazała mu palić. Możliwe, że po cichu rzuciła na niego jakiś urok powstrzymujący go od sięgnięcia po używki. — Już nie zachowuj się jak półolbrzym — zastrzegła, bo może i Gryfon podskoczył, to daleko było mu do szczycenia się wzrostem. Akurat przerośnięcie Darling to żadne osiągnięcie, nigdy nie była przecież zbyt wysoka.
Wypuściła powietrze przez nos, przyglądając się rzeczom, które Alvin zaczął wyciągać z kieszeni szaty. Każda z nich błyszczała wystarczająco, żeby wybrane przez nich stworzenia mogły się tym zainteresować.
W połowie mugol, w połowie niuchacz — zgodziła się z nim i pokręciła głową. — Lepiej odłóż wszystko. Dla nich nie ma znaczenia, czy coś jest wartościowe, czy nie. Nawet papierek po cukierku może wydać im się potencjalnym skarbem — wyjaśniła i znów zabrzmiała tak, jakby pozjadała wszystkie rozumy. Co ona, zmądrzała przez te wakacje? Niemożliwe.
Uniosła brwi i spojrzała pobłażliwie na Gryfona. On z kolei chyba do reszty zdurniał. Albo po prostu nic się nie zmienił. To dobrze, bo jeszcze porzuciłby biedną Teddy i znalazł sobie jakieś inteligentne towarzystwo.
Nie złapiemy ich gołymi rękami. Widziałeś, jakie są szybkie? Arresto Momentum rozwiązałoby problem, ale wtedy bylibyśmy bardziej ugotowani niż ziemniaki w kuchni skrzatów — mruknęła konspiracyjnym tonem, jednocześnie wyciągając z kieszeni swoje rzeczy.
Wśród nich był zegarek na złotym łańcuszku - pamiątka po zmarłym dziadku, dwie wsuwki do włosów oraz metalowa oprawka do mugolskiego pióra, z której Prim zawsze stroiła sobie żarty.
Wywróciła oczami, kiedy przyjaciel uraczył ją komentarzem o Krukonach. Teraz to go poniosło! Zasłużył sobie na potraktowanie Silencio i jedyne, co ją przed tym powstrzymało, to uważne spojrzenie profesora Beastly'a.
A może zawsze byłam mądra, tylko do tej pory tak dobrze się z tym kryłam? — przeniosła wzrok na Alvina. Gapiła się na niego z poważną miną, ale zaraz wybuchła głośnym śmiechem, a ten rechot zgiął ją w pół. Potrzebowała chwili, żeby się opanować. MĄDRA. Dobre sobie! Theodora Darling chyba pozamieniała się z żądlibąkami na łby. — No dawaj, zmień mi kolor szaty, Fontaine. Pewnie wyjdzie ci z tego jakieś gówno Rogogona. A teraz spróbujmy je po prostu nakarmić, dobra? Może wtedy dadzą się chociaż pogłaskać — zaproponowała i sięgnęła po papierową torbę z przysmakami. Nie liczyła na to, że uda jej się przytulić któregoś niuchacza, ale fajnie byłoby sprawdzić, czy mają miękkie futerko. Co mogło pójść nie tak? W przypadku tej dwójki pewnie wszystko.

chaser 🦁❤️
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”